8 grudnia 2015

Zyskają tylko zamożni

Z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego się nie dyskutuje ? kwotę wolną od podatku trzeba podnieść.

Warto odnotować, że w polskim systemie podatkowym o wiele lepiej niż kwota wolna działają inne mechanizmy zmniejszające obciążenia podatkowe. Są to np. instrumenty wspierające dzietność (ulga na dzieci), promujące rodzinę (wspólne rozliczenie małżonków), zachęcające obywateli do udziału w powszechnym systemie ubezpieczeń społecznych (obniżenie dochodu o kwotę opłaconych składek na ubezpieczenia społeczne), itd.

W kwestii prezydenckiego projektu ustawy podwyższającej kwotę wolną od podatku trzeba przede wszystkim powiedzieć, że zaproponowane rozwiązanie w ogóle nie poprawi sytuacji osób najuboższych, a przecież taki miał być cel tej ustawy! Dlaczego? W ramach rozliczenia za 2013 rok 4,4 mln podatników po odliczeniu ulg i zwolnień w ogóle nie wykazało należnego podatku. Oznacza to, że 18 proc. podatników nie skorzysta na tej zmianie, bo i tak nie płaci podatku dochodowego od osób fizycznych. Dla nich to na pewno nie jest dobra zmiana, raczej żadna zmiana.

Na tej ustawie skorzystają podatnicy zamożni. Także ci, którzy zarabiają więcej niż 85 528 zł rocznie. Ale czy dla nich 74 zł miesięcznie ? bo taki jest zysk dla podatnika ? to kwota istotnie zauważalna w budżecie domowym? Czy Polskę stać na zmniejszanie obciążeń podatkowych osób zamożnych? To pytanie staje się szczególnie zasadne, gdy uświadomimy sobie, że efektywna stawka podatku jest w Polsce zdecydowanie niższa niż nominalna i to w obu przedziałach skali. Na podstawie zeznań podatkowych z 2013 r. podatnicy z pierwszego przedziału skali płacili nie 18 proc. podatku, a 7,13 proc.!

Istotnym mankamentem ustawy prezydenckiej, w zasadzie dyskryminującym, jest to, że kompletnie pomija negatywne skutki wprowadzanej zmiany dla samorządów, które są beneficjentami ok. 50 proc. dochodów z PIT. Ubytek w dochodach samorządów wyniesie ponad 8 mld zł. Do tego należy dodać ponad 1 mld zł ubytku składek do NFZ (są odliczane od podatku). Czy wyborczą obietnicę prezydenta sfinansują w połowie samorządy? I czy już o tym wiedzą? Bo dla nich to na pewno nie jest dobra zmiana!

Skoro nie skorzystają najbiedniejsi, nie skorzystają rodzice dzieci, bo dzisiaj i tak mogą odliczyć sobie ulgę (wyższą niż należny podatek) od składek na ubezpieczenia społeczne, a zamożni prawdopodobnie nie zauważą poprawy, to czy warto uszczuplić dochody państwa (budżetu, JST, NFZ) o ok. 20 mld zł? A przecież to dopiero początek dewastacji finansów publicznych zapowiedzianej przez partię rządzącą.

I tu pojawia się magiczne zdanie, które ma być tarczą obronną przed zarzutami braku odpowiedzialności za finanse publiczne: ?swoje obietnice wyborcze pan prezydent i PiS traktują bardzo poważnie?. Pozostaje nam jedynie trzymać kciuki za to, żeby równie poważnie potraktowali stabilność finansów publicznych, bez której nie ma mowy o silnym i bezpiecznym państwie ? a to przecież kolejna obietnica wyborcza. W przeciwnym razie wszyscy bardzo mocno odczujemy ?poważne? podejście PiS-u do swoich obietnic wyborczych.

Zniszczyć to, co z trudem, w czasach kilkuletniego światowego kryzysu gospodarczego, osiągnęliśmy, jest dość łatwo. O wiele trudniej będzie naprawić zdewastowane finanse publiczne.

Chociaż może niepotrzebnie się martwię? Przecież wczoraj w Sejmie wiceminister finansów Konrad Raczkowski powiedział, że rząd jeszcze nie wie, ani kiedy, ani w jaki sposób zrealizuje tę obietnicę prezydenta Dudy.

*tekst ukazał się na stronie Instytutu Obywatelskiego

Powrót