|
|
| Blog |
|
|
| 8 stycznia 2009 |
Dzisiaj o edukacyjnej amnezji PiSu...
Wszystkie partie, idąc do wyborów umieściły w swoim programie obniżenie wieku, w którym dzieci podlegają obowiązkowi szkolnemu. Bo to wyzwanie cywilizacyjne, bo lepszy start w dorosłość, bo konkurencyjność wobec innych państw w obszarze wiedzy, wykształcenia, itd....
Tymczasem od połowy grudnia trwa dyskusja nad projektem nowelizacji ustawy wprowadzającym obniżenie wieku szkolnego i to właśnie te zapisy wywołują najwięcej emocji. Rozumiem, że kilkoro rodziców mających inne poglądy na rozwój swoich dzieci zrobiło wszystko, zeby nadać sprawie rozgłos i nagromadzić wokół tej idei wiele negatywnych emocji. To prawo rodziców, a w demokratycznym państwie prawa się przestrzega. I dobrze. Ale dlaczego posłowie wykazują podobny brak świadomości i zgłaszają tysiące zastrzeżeń do każdego artykułu i każdej poprawki, bez propozycji konstruktywnych. Wyjątkiem jest tu Klub SLD, który pilotuje projekt obywatelski - złożony przez Przewodniczącego ZNP, więc ma swoje pomysły, czasem są nierealne, jak np. finansowanie z budżetu państwa poprzez subwencję oświatową wychowania przedszkolnego dla trzy-, cztero- i pięciolatków. To rozwiązanie nie do uniesienia przez finanse państwa, ale i tak lepsze są merytoryczne argumenty, nawet nie do przyjęcia, niż emocjonalna argumentacja, powtarzana wbrew zdrowemu rozsądkowi.
PiS jak mantrę powtarza się, że nie jesteśmy gotowi, że samorządy nieprzygotowane, rodzice niedoinformowani, dzieci niedojrzałe, nauczyciele niedouczeni. Że trzeba tę reformę odłożyć w czasie.
Ale czy ktoś pamięta reformę, jakąkolwiek, która nie byłaby wprowadzona za wcześnie i za szybko? Nawet do nieszczęsnej ustawy o pomostówkach, która w gruncie rzeczy była ogniwem kończącym reformę emerytalną wprowadzoną 10 lat temu, przymierzaliśmy się parę lat, bo nie byliśmy gotowi.
W ten sposób nigdy nie zeszlibyśmy z drzewa:(
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 3 stycznia 2008 |
A teraz budżet Częstochowy.
Planowany stan zadłużenia miasta na koniec 2009 roku wyniesie 348 471 279 zł, co stanowić będzie 46,9% prognozowanych dochodów, jeśli dodamy do tego 54 mln długu szpitala miejskiego (miasto musi go przejąć, żeby szpital mógł się przekształcić w spółkę) to otrzymamy kwotę 402 471 279 zł. A to stanowi ponad 54 %. Mamy szczęście, że nie jest to 60%, bo wtedy nie moglibyśmy przekształcić szpitala, nawet w optymistycznym wariancie spłaty zadłużenia przez państwo, nie sądzę bowiem, żeby Prezydent zgodził się na przejęcie długu, którego skutkiem jest zarząd komisaryczny miasta. Myślę jednak, że prawdziwym problemem Częstochowy jest nie to, że niepokojąco zbliżamy się do zadłużenia 60% dozwolonego ustawą, ale to, że zadłużamy to miasto bez sensu, to znaczy nie realizujemy żadnych konkretnych celów, a przecież kredyt jest dopuszczalny tylko jako środek na inwestycję, a my w 2009 roku mamy zamiar zaciągać kolejny kredyt na pokrycie deficytu. To tak, jakbyśmy w naszym domowym budżecie zaciągali jeden kredyt, żeby spłacić drugi. Zwykle nazywamy to spiralą zadłużenia i szczerze mówiąc dziwię się, że Prezydent ma tak dobry nastrój. Nie wiem, czy to braki w ekonomicznym wykształceniu, czy w wyobraźni? A może doradcy ds. gospodarki i finansów zawodzą?
Dlaczego zatem PO poparło ten budżet? Powody są co najmniej dwa:
1. Na pierwszej sesji budżetowej nasz Klub postawił warunki, pod jakimi zagłosuje za budżetem. To były ważne inwestycje drogowe; chcieliśmy pokazać, że taki musi być kierunek rozwoju miasta, że trzeba wreszcie ruszyć z zapowiadaną latami budową przebicia ze Śródmieścia do Legionów, że trzeba udrożnić Częstochowę, żeby kierowcy nie musieli przeklinać pod nosem, stojąc w korkach. Prezydent te warunki przyjął – to wszystko. Słowo ważniejsze niż złoto! Może Klub mógł postawić ostrzejsze warunki? Może, ale ważniejszy był drugi argument:
2. DK1 – bo, żeby Częstochowa miała szansę na unijne pieniądze na tę inwestycję, to musi złożyć poprawny formalnie wniosek do konkursu, a jednym z załączników jest uchwała budżetowa na dany rok wraz z Wieloletnim Planem Inwestycyjnym, obejmującym co najmniej okres realizacji projektu oraz dokumenty potwierdzające dysponowanie środkami na współfinansowanie. I to jest najważniejszy powód, dla którego budżet, wraz z zadaniem „Przebudowa skrzyżowania DK1 z al. Jana Pawła II” musiał być przyjęty. Niestety w polityce funkcjonuje coś, czego nie lubimy, a co nazywamy „mniejszym złem”:(
Oskarżanie Platformy o poparcie dla budżetu w momencie, gdy nasze strategiczne poprawki zostały przyjęte, jest niepoważne, głosowanie przeciwko byłoby w tej sytuacji schizofrenią, a my jesteśmy uczciwą i konstruktywną opozycją, a nie awanturnikami. Na ostatniej sesji okazało się, że opozycją skuteczną, ale to nie jest wada:)
Mówienie o jakiejś koalicji Wspólnoty z PO to bzdura, Platforma musi wygrać wybory prezydenckie w Częstochowie, ale nie chcemy stosować metody „im gorzej, tym lepiej”, tę pozostawiamy Lewicy, nam za bardzo zależy na tym mieście, bardziej niż na władzy.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 31 grudnia 2008 |
DO SIEGO ROKU!!!!!!!:))
Głosowania nad budżetem na 2009 r.
Prolog:)
Od wielu lat głosowania budżetowe były swoistym targowiskiem, tzn. posłowie napinali muskuły i "wrzucali" poprawki regionalne, a to most, a to stację kolejową, wiadukt, remont budynku uczelni wyższej, itd., itd. Najczęściej autorami "wrzutek" są posłowie opozycji, którzy chcą pokazać swoim wyborcom, że gdyby od nich zależało, to drogi, mosty, szkoły wyższe, kościoły i szpitale w regionie byłyby doinwestowane w najwyższym stopniu. To oczywiście nieprawda, bo gdyby 460 posłów myślało w ten sposób, niemożliwe byłoby realizowanie polityki państwa, a finansów publicznych nie wystarczyłoby już na edukację, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo państwa i szereg innych koniecznych wydatków, o których na co dzień w ogóle nie myślimy. Klub Parlamentarny PO postanowił ten niedobry, generujący czasem nieprzemyślane, niepotrzebne wydatki (Włoszczowa) model zmienić. Nie ma żadnych poprawek regionalnych, za budżet odpowiada rząd, premier i poszczególni ministrowie przygotowują go kierując się dobrem wspólnym. To wymaga dyscypliny od całej rządzącej koalicji, bo tylko wtedy udaje się uchwalić ustawę budżetową w wersji proponowanej przez rząd. Są tacy, którzy uważają, że to źle, ja myślę inaczej. Głosowałam przeciwko wszystkim regionalnym poprawkom, tym bardziej, że niektóre z nich łamały istniejące prawo (jak np. finansowanie z budżetu państwa skrzyżowania DK1 z al. Jana Pawła II).
W polityce najważniejsza jest skuteczność, ona wyznacza wartość polityka, dlatego to, czego innym posłom nie udało się uzyskać podczas głosowań budżetowych, ja staram się osiągać innymi metodami.
1. Skrzyżowanie DK1 to bardzo ważna dla Częstochowy inwestycja. Niestety opieszałość władz miasta i niekompetentny Zarząd Dróg od kilku lat nie potrafią przygotować tej inwestycji tak, aby mogła otrzymać pieniądze unijne. Interweniowałam w tej sprawie jako radna, niestety Pan Prezydent twierdził, że stopień przygotowania jest wystarczający. Nie był, bo pieniędzy na DK1 nie otrzymaliśmy nie tylko dlatego, że marszałek Moszyński nie lubił Częstochowy, ale dlatego, że ta inwestycja była "w proszku", co potwierdziła swoją decyzją była Minister Rozowju Regionalnego - Gęsicka. Teraz także Prezydent nie zagwarantował w budżecie na 2009 rok nawet złotówki na tę inwestycję, a przecież w 15 lub 17% będziemy musieli ją dofinansować! Dobrze, że zwróciliśmy na ten brak uwagę, teraz jest przynajmniej taki tytuł w uchwale budżetowej miasta. Jeśli wniosek Częstochowy zostanie złożony bez błędów formalnych to z pewnością Częstochowa dostanie pieniądze na tę inwestycję, za którą od roku lobbuję (z innymi parlamentarzystami PO z Częstochowy) u ministra Grabarczyka.
2. Kolejna bardzo ważna dla naszego miasta inwestycja to Politechnika Częstochowska - jej rozbudowa i modernizacja. I tutaj moje starania, mam nadzieję, przyniosą pozytywny skutek. Za wcześnie mówić o konkretach, żeby nie zapeszyć, ale myślę, że nowe władze uczelni są tak energiczne w staraniach o środki finansowe, że wkrótce pewnie będą efekty.
Pozostałe poprawki dotyczły:
- termomodernizacja Rektoratu AJD (AJD dostała sporo pieniędzy, niestety chce je spożytkować na niepotrzebny naszemu miastu Wydział Nauk Społecznych, a termomoedernizacja budynku Rektoratu to sprawa dla regionalnego programu "Infrastruktura Szkolnictwa Wyższego", a nie dla budżetu państwa)
- utworzenie Delegatury IPNu w Częstochowie kosztem zmniejszenia o 1,5 mln. wydatków na obsługę długu publicznego (gratuluję pomysłu! w roku kryzysu finansowego pogłębić dług publiczny, nie myśląc o przyszłości i kondycji państwa, ale za to wywołać parę upiorów przeszłości, jak Cenckiewicz z Gontarczukiem)
- remont linii kolejowej Częstochowa-Żelisławice (ten remont jest nam bardzo potrzebny, a mnie nawet osobiście, bo jeżdżąc co tydzień do Warszawy, nie mogę korzystać z szybkiego Intercity, w przyszłym roku trzeba zrobić wszystko, by znalazły się na tę inwestycję pieniądze, w tym roku się niestety nie udało, więc pokazowy, bo ze świadomością braku efektu, gest ręki podniesionej na tak, byłby w moim przekonaniu fałszywy)
Epilog:
Gdyby któryś z posłów pokusił się o analizę skutków finansowych poprawek regionalnych, okazałoby się, że deficyt budżetowy naszego kraju wzrósłby tak bardzo, że o wejściu w strefę euro moglibyśmy zapomnieć na najbliższe kilkadziesiąt lat, ale wcześniej musielibyśmy ogłosić bankructwo, jak Islandia:((
p.s. 1. brak możliwości komentowania nie wynika z chęci zamknięcia komentatorom ust, jutro je włączę; spokojnie to tylko awaria:)
p.s. 2. Kuba, mam nadzieję, że szybko wrócisz znad tego morza, bo to przecież nie wakacje:)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 28 grudnia 2008 |
"Tymczasem bez tajemnicy nie ma ani chrześcijaństwa, ani Boga. Wiara nie polega na przyjęciu dogmatycznych twierdzeń, których nie ogarnia ludzki rozum. W ten sposób powstaje najwyżej religijny zaścianek i rodzi się fanatyzm. Wiara to współżycie z tajemnicą, niełatwe, niepokojące, każdego dnia nowe. Człowiek otwarty na Boga jest pewien, a zarazem niepewien; ufa i wierzy, lecz widzi jakby w zwierciadle. Nieskończony wprawdzie ma granice, lecz pozostaje nieskończony. Wierzący rozumnie człowiek nigdy nie zapomina, że Bóg, który wyszedł nam naprzeciw w objawieniu, pozostaje jednocześnie ukryty w nieprzeniknionej tajemnicy. Jej majestatyczna głębia daleko wykracza poza nasze zdolności myślenia i pojmowania. Tajemnica zaś to nie domena uczonych, lecz każdego, kto zechce i potrafi się na nią otworzyć."
Tak pisze Krzysztof Dorosz w Tygodniku Powszechnym w artykule "Ma granice Nieskończony" i niech to będzie moja refleksja pobożonarodzeniowa:)
Nie wiem, czy wszyscy, ale z pewnością wielu z nas czuje presję końca roku. Sprawy, które odkładaliśmy od września chcemy zakończyć do 31 grudnia, żeby zaległości nie przeszły na Nowy Rok. Przypominamy sobie zeszłoroczne postanowienia, które mają dużą szansę stać się znów noworocznymi:) Przynajmniej moje prawie się nie zdezaktualizowały:( Nie wiem nawet, czy to powód do wstydu, że ich nie zrealizowałam, czy raczej radości, że mam plan dla siebie na 2009 rok:)
Czas końca roku jest przy tym wszystkim dość łagodny i nawet pytanie: Co tam Panie w polityce? nie wywołuje werbalnej agresji, bo polityki w mediach zdecydowanie mniej, więc i u mnie od niej odpocznijmy. Kryzysu jeszcze prawie nie odczuwamy i nawet nie bardzo wiemy, jak mocno nas dotknie, więc na zapas się nie martwimy i słusznie, tym bardziej, że z samego martwienia niewiele dobrego wynika, a może nawet nic dobrego?
Co do moich zaległości "blogowych", to przed końcem roku mam wytłumaczyć moje głosowania w sprawie budżetu na 2009 rok, no i wreszcie uruchomić nową stronę. Miałam nadzieję, że zrobię to w poniedziałek (29.12.) ale mój asystent wybiera się na Sylwestra nad morze i nie miałam serca zatrzymać go w Częstochowie z powodu mojej strony www.
Ja na Bal Sylwestrowy na szczęście się nie wybieram, więc nie podlegam nerwowości, czy przypadkiem świąteczne ciasto ananasowe nie sprawiło, że sukienka jest jednak za ciasna. Ale cieszę się na Sylwestra, bo uwielbiam, gdy zaczyna się coś Nowego...
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 grudnia 2008 |
Ma rację Zbyszek, że za ostro:) ale czasem nie da się inaczej, nawet we własnej kochanej Częstochowie, bo wmówią Ci, że chcesz spalać radioaktywne odpady w centrum miasta:(
Ale to wszystko dzisiaj nieważne, bo...idą Święta. Sianko i opłatek na razie w szufladzie, choinka na balkonie, karpie w dzwonkach w zamrażalniku. W kilku czasopismach i w ogóle w mediach pojawiają się artykuły o tym, że kobiety są przed Świętami przepracowane, że to przekłada się na ich samopoczucie, a raczej stan ciągłego zdenerwowania i później trudno o dobrą atmosferę przy stole i o wspólne kolędowanie. Jest co prawda na to rada, można nie przesadzić ze sprzątaniem (podejść do tego, jak do porządków na niedzielę) i mniej gotować i piec, w konsekwencji mniej jeść, co wyjdzie nam wszystkom na zdrowie. Ja stosuję tę zasadę w tym roku nie tyle z rozsądku, co z konieczności: z sejmu wróciłam w piątek wieczorem, w sobotę byłam gościem na spotkaniu wigilijnym LiTWY, w niedzielę musiałam przecież odwiedzić Częstochowską Aleję Gwiazdkową, a w poniedziałek na sprzątanie za późno, bo trzeba zająć się makiem. We wtorek ubiorę choinkę i upiekę tort makowy, a w środę to już tylko śledź w śmietanie jako metafizyczne danie. Mam nadzieję, że łatwiej mi będzie skupić się na kolędach. Może w tym skupieniu nie zapomnę o karpiu w galarecie - sztandarowym daniu Mamy, które często zapomina wjechać na wigilijny stół:), bo dzieci preferują potrawy ciepłe, a w naszym domu wszystko zawsze kręciło się wokół dzieci i tak nam zostało, chociaż dzisiaj mają już dużo ponad dwadzieścia lat:)
Wszystkiego najlepszego dla Wszystkich na Święta Bożego Narodzenia - iza leszczyna
p.s. przepraszam tych, do których nie zdążyłam zadzwonić z życzeniami i tych, do których nawet nie wysłałam smsa, bo komórka (ta stara, bo nową ukradziono mi kilka tygodni temu:( odmówiła mi posłuszeństwa i zawiesza się ilekroć sms jest dłuższy niż 3 linijki, a ja nie potrafę tak krótko powiedzieć wszystkiego, co chcę, ale naprawdę duuużo, duuużo dobrego dla ludzi dobrej woli.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 grudnia 2008 |
Weto Prezydenta jest tak samo destrukcyjne dla Polski, jak liberum Veto dla Rzeczpospolitej Szlacheckiej, a to znaczy, że nie uczymy się na błędach. To jest zgubne nawet dla człowieka, a co dopiero dla narodu:(
Nie będzie reformy mediów publicznych, służby zdrowia, pomostówek, nie będzie reformy finansów publicznych, może nawet w permanentnym odruchu "bycia na nie" nie damy szansy naszym sześciolatkom na lepszy start (tylko nie powtarzajmy głupiego argumentu o skracaniu dzieciństwa, bo czy może być coś lepszego niż wspólna zabawa i nauka w kolorowych pomieszczeniach, pod okiem profesjonalnych pedagogów?)
Zacietrzewiony PiS, gotowy poświęcić wszystko (niestety dobro publiczne też) dla chorych ambicji Bliźniaków i skłócona, beznadziejnie słaba Lewica z obrażonym Napieralskim, dla którego najważniejszym celem politycznym jest odwołać Olejniczaka, ale nawet i to mu nie wyszło.
Szkoda, bo nie mamy czasu czekać na kolejne wybory parlamentarne, na koniunkturę, na lepiej przygotowane reformy, na większość do odrzucenia weta, na wybory prezydenckie. Życie jest tu i teraz, szkoda, że nie wszyscy to rozumiemy.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 12 grudnia 2008 |
Jako motto tego tygodnia najbardziej pasowałby cytat z Marii Peszek: nie mam czasu na...
Nie dokończę jednak tego wersu, bo przekonałam się ostatnio, że ludzie często nie rozumieją metafor i odbierają teksty dosłownie. No ale poseł nie może narzekać, poseł w ogóle ma być twardy, jak Roman Bratny:)
Przekonałam się o tym empirycznie we wtorek podczas debaty zorganizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Debata nosiła tytuł "W obronie publicznej oświaty", czy jakoś tak, ale równie bez sensu, bo nic publicznej oświacie nie grozi. Obecny był najbardziej demagogiczny ze wszystkich szefów ZNP, pan wiceprezes Baszczyński. Oprócz przywoływanej co rusz trumny z trupem polskiej szkoły w środku, jego wystąpienie było po prostu błędną interpretacją nowelizacji ustawy o systemie oświaty i to wszystko. Pozbawione dobrego smaku było niestety wystąpienie pani poseł z PiSu: gomułkowska stylistyka i stalinowska nagonka przekroczyły moją wrażliwość estetyczną (o etycznej nie wspomnę). Dobrze, że pan poseł z PiSu i pan poseł z SLD zaatakowali problem, nie mnie, bo zrobiło się chociaż trochę merytorycznie. Z pewnością uprawianie dyskursu publicznego jest trudne i nie każdy to potrafi:(
Na szczęście dystansu do tego wydarzenia mogłam nabrać dzięki spotkaniu z Dalajlamą. Na pytanie, co robić, gdy polityczny adwersarz posuwa się do nieuczciwości i niegodziwości, Jego Świątobliwość powiedział: to powinien być dla Ciebie powód do radości, bo jeśli to dostrzegasz i nie odpowiadasz tym samym, to znaczy, że wzniosłaś się na wyższy poziom, jesteś wolna od najniższych pobudek, a to zawsze jest powód do szczęścia. I jak nie dostrzec pewnej wspólnoty wszystkich religii świata?
Pięknie, bez cienia agresji i niechęci, raczej z troską, mówił Dalajlama o Chinach. Powiedział, że Chiny mają trzy atrybuty mocarstwa: ogromny obszar, dużą liczbę ludności, coraz lepiej rozwiniętą gospodarkę; ale żeby być mocarstwem niezbędny jest czwarty warunek: autorytet moralny w świecie. I tego Chiny nie mają. Nie rozumieją wciąż, że uznanie odrębności kulturowej, językowej i religijnej Tybetu legitymizowałoby w świecie ich aspiracje mocarstwowe. Bo przecież prawdziwy wielkolud nie boi się mrówki.
Dał nam też wskazówkę, jak zmieniać świat na lepsze. Tu powtórzył trzykrotnie: edukacja, edukacja, edukacja. I z tym zostańmy do następnego bloga, chociaż były jeszcze spotkania w powiatach podsumowujące rok rządu premiera Tuska i Wigilia Platformy Obywatelskiej z arcybiskupem Nowakiem, ministrem Zdrojewskim i kolędami przy akompaniamencie pianina...
A jutro - KRAKÓW z grzańcem galicyjskim w tle.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 grudnia 2008 |
Budżet państwa, I czytanie budżetu Częstochowy, nie za dużo naraz?
A później jeszcze spotkanie z wyborcami w ROKu.
Jutro spotkanie z prezesami kół szkolnych Związku Nauczycielstwa Polskiego (to prawie, jak położenie głowy pod gilotynę:), a następnie spotkanie w Myszkowie, w środę w Lublińcu - podsumowanie roku rządów PO.
A w czwartek muszę spotkać się z Dalajlamą w sejmie, bo to pewnie jedyna okazja w życiu.
W piątek wigilia Platformy Częstochowskiej. To by było tyle na ten tydzień. A w następnym sejm. Choinka musi poczekać;) karp tym bardziej. Czy leci już ta piosenka o karpiach w Trójce? Nie słyszałam jeszcze w tym roku:(
O swoich głosowaniach i poszukiwaniu pieniędzy dla Częstochowy napiszę, jak tylko znajdę chwilę.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 grudnia 2008 |
SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
VI kadencja
Prezydium Sejmu na podstawie art. 33 regulaminu Sejmu – w uzgodnieniu z Konwentem Seniorów – wnosi projekt uchwały:
- w sprawie uczczenia 90. rocznicy przyznania kobietom w Rzeczypospolitej Polskiej praw wyborczych.
Projekt przedstawia Marszałek Sejmu. MARSZAŁEK SEJMU/-/ Bronisław Komorowski
Sejm RP przypomina, że już u swego początku niepodległa Polska w listopadzie 1918 roku przyznała kobietom polskim pełnię praw obywatelskich, w tym praw wyborczych (...) Sejm RP przypomina, że zasada ta, stanowiąca fundament II RP, jest także podstawą ustroju współczesnej Polski.
Sejm z dumą przypomina, że przyznając pełnię praw obywatelskich kobietom, Polska wyprzedziła zdecydowanie większość państw ówczesnej Europy.
Sejm RP w 90. rocznicę tych wydarzeń wyraża uznanie kobietom, które uczestniczyły w walce o swe prawa i wyraża przekonanie, że nie może być demokracji bez należytego udziału w niej kobiet.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 29 listopada 2008 |
Już tydzień temu miałam napisać o dalszych zmianach w Karcie Nauczyciela, ale okazuje się, że, jak jestem w Częstochowie też nie mam czasu:)
Zastanawiam się też, czy pisząc o godzinach pracy nauczyciela powinnam pisać do nauczycieli, czy do tych czytelników mojego bloga, którzy specyfiki pracy w szkole nie znają? No to spróbujmy.
Obecnie w Karcie Nauczyciela w art. 42 ust. 2 jest zapisane, że czas pracy nauczyciela nie może przekroczyć 40 godzin i że w ramach tego czasu pracy nauczyciel obowiązany jest realizować:
1) zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz, w wymiarze określonym w ust. 3 lub ustalonym na podstawie ust. 4a albo ust. 7; (dla przedmiotowca to jest 18 godzin)
2) inne czynności i zajęcia wynikające z zadań statutowych szkoły, ze szczególnym uwzględnieniem zajęć opiekuńczych i wychowawczych wynikających z potrzeb i zainteresowań uczniów;
3) zajęcia i czynności związane z przygotowaniem się do zajęć, samokształceniem i doskonaleniem zawodowym.
Punkty 1 i 3 tego ustępu są jednoznaczne: trzeba odpracować pensum, oprócz tego przygotować lekcje, a żeby te wciąż były ciekawe i nadążały za zmieniającym się światem i naszymi uczniami, powinniśmy się doskonalić. Ale jak interpretować zapis z punktu 2.? Wyraźnie jest tam powiedziane, że oprócz pensum powinniśmy wykonywać inne zadania statutowe (i to robimy, przygotowując akademie, wywiadówki, konsultacje z rodzicami, prowadząc wycieczki szkolne i setki innych imprez okolicznościowych, wczoraj pewnie "Andrzejki":). I tu już zaczyna się "nierówna" praca nauczycieli, bo są wśród nas tacy, którzy zawsze pojadą na wycieczkę z klasą i zawsze zorganizują dyskotekę, ale znam też takich, co przez 5 lat nie pojechali na wycieczkę, a wymówką był brak odpowiedniego obuwia sportowego (serio!). Jeszcze gorzej w sensie równego traktowania wszystkich nauczycieli wygląda egzekwowanie zapisu, że dodatkowe zadania to w szczególności zajęcia opiekuńcze i wychowawcze, ale wynikające z zainteresowań i potrzeb uczniów. Zapis ten powoduje, że są szkoły, gdzie ścieżki międzyprzedmiotowe lub zajęcia z dyslektykami albo gimnastyka korekcyjna, czy dodatkowe zajęcia przygotowujące uczniów do konkursów i olimpiad prowadzone są przez nauczycieli w ramach tego zapisu bez dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny, ale są szkoły, w których nauczyciele odmawiają prowadzenia zajęć z uczniami ponad osiemnastogodzinne pensum. Czy to jest sprawiedliwe?
Ja nie znam w zasadzie nauczyciela, który powiedziałby, że nie prowadzi dodatkowo zajęć: dla słabszych uczniów, dla zdolnych albo kółka zainteresowań. Jeśli tak jest, to dlaczego opinia publiczna wciąż ma nam zarzucać, że pracujemy tylko 18 godzin? Zlikwidujmy ten zły i nieprawdziwy stereotyp. Sądzę, że niedźwiedzią przysługę robią posłowie PiS nauczycielom, obwieszczając, gdzie się da, że dodajemy nauczycielom dodatkowe godziny pracy. Nowy zapis precyzuje tylko, że jest to od 1.09.2009 r. jedna godzina w tygodniu dla nauczycieli wszystkich typów szkół. Godzinę tę rozlicza się w okresie półocznym, więc mogą to być np. dwie godziny co drugi tydzień albo cztery raz w miesiącu (np. w świetlicy z sześciolatkami, które po lekcjach muszą zostać, jak w przedszkolu, czekając na rodziców). Dodatkowa "biurokracja" polega na tym, że godzinę taką odnotowujemy w dzienniku zajęć pozalekcyjnych. Od zawsze w szkole jest tak, że zapisuje się temat lekcji i sprawdza obecność. To wszystko. Od 1. 09. 2010 r. dla nauczycieli szkół podstawowych i gimnazjów będą to dwie godziny tygodniowo, w szkołach ponadgimnazjalnych pozostanie jedna godzina.
Wiem, że gdy napiszę o pensum w innych krajach świata, że wszędzie jest wyższe, usłyszę, że tam zarabiają więcej. Owszem, ale więcej zarabiają tam także ekspedientki, lekarze, sprzątaczki, kierowcy i urzędnicy. Takie życie, są kraje biedne i są bogate, my mamy szanse wyjścia na prostą, szansę, jakiej Polska nie miała od 300 lat. Spróbujmy ją po prostu wykorzystać, ale wymaga to solidarności wszystkich ze wszystkimi, a nie związkowego dbania o interes jednych kosztem innych. Praca nauczyciela jest trudna, bardzo, ale czy kasjerka w markecie ma łatwiej? Ile razy musi wysłuchać naszych czasem niegrzecznych komentarzy, że długo czekamy, że coś jest nieświeże, że za drogie, a nawet, że na karcie nie mamy pieniędzy? Że kasjerka nie ma wykształcenia? To prawda, dlatego zarabia dwa razy mniej od nauczyciela, ma mniej urlopu i nigdy nie przeżyje wzruszenia, gdy odchodzący ze szkoły uczniowie dziękują i mówią, że nigdy o nas nie zapomną, gdy absolwenci po latach kłaniają się z drugiego końca ulicy albo, gdy widzimy, że są mądrzy, dobrzy, świetnie radzą sobie w życiu, a to wszystko w jakimś stopniu jest naszą zasługą...
iza leszczyna
p.s. 1. Dziękuję za komentarze:) odniosę się do nich za kilka dni w kolejnym blogu
p.s. 2. Przepraszam Jacka i Rafała, że usunęłam ich komentarze:( ale miałam małe problemy techniczne związane z jakimś "atakiem" na stronę, teraz jest już OK i można komentować
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|