|
|
| Blog |
|
|
| 24 marca 2009 |
Polityka nie zawsze jest ładna. Chciałoby się, żeby była, bo jest rodzaju żeńskiego, jak kobieta, ale ona nie jest. Jest jak mężczyzna i w dodatku nie jest to mężczyzna marzeń. To raczej taki facet, którego przez wiele lat ubieramy w cechy, których nie ma. Myślimy, że jest inteligentny, a on bywa tylko wyrachowany, że jest wrażliwy, a on jest po prostu niezaradny, że jest człowiekiem odważnym, a to tylko pohukiwania rodzące się z kompleksów. Kogoś takiego lepiej ominąć szerokim łukiem. W życiu osobistym da się zrobić.
A co zrobić z uprawianiem polityki, która nas rozczarowuje?
Czy od polityki powinno się wymagać klasy, jak od ludzi?
Chyba tak. Margines tolerancji jest na pewno większy, niż w relacjach osobistych, ale nie można godzić się na politykę, która realizuje swoje cele bez względu na środki. Kiedyś już cytowałam prof. Kotarbińskiego, który mówił, że czasem cel "uświnca środki" i wtedy lepiej byłoby go nie osiągnąć. Myślę, że moja Platforma nie osiągnęła jeszcze tego stanu (mam nadzieję graniczącą z pewnością, że nigdy go nie osiągnie), ale Krzaklewski na listach do Europarlamentu niebezpiecznie przybliża nas do granicy uczciwości w polityce. A tę zarówno w życiu osobistym, jak publicznym cenię sobie najbardziej...
I nawet wtedy, gdy trzeba podjąć bardzo trudną i wydawałoby się złą dla nas samych decyzję, warto to zrobić.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 marca 2009 |
Wiosna w tym roku zaczęła się od płyty Jonasza Kofty "Pamiętajcie o ogrodach". Dostałam ją, dość nieoczekiwanie;) od kolegi z klasy (!) Tak, koledzy z klasy zawsze nimi pozostają i to jest piękne:) Później był cykl GW "Męska muzyka", który czasem każe wątpić w Człowieka, czy raczej Mężczyznę (wywiad z prof. Wojciszke) a czasem sprawia, że ta wiara wraca (wywiad z Waglewskim w Wysokich Obcasach). Jeśli w gazetach piszą o miłości, to znaczy, że idzie wiosna, bo wiosna i miłość to dwie rzeczy nierozerwalnie ze sobą związane (chyba nawet dla posła;) i nie zmienia tego nic, nawet recesja w światowej gospodarce, a może nawet paradoksalnie trudny czas jest łaskawszy dla budowania prawdziwie dobrych związków z innymi?
Wiosna i kryzys to także dobry czas na jedzenie "mniej" niż "więcej", taka postawa jest tym bardziej trendy, że w niepewnych czasach nie wypada być rozrzutnym, a już na pewno dobrze być zdrowym.
Nie wiem, czy kryzys ma jeszcze inne jasne strony, które pomogą go przetrwać, ale szukać ich trzeba.
Tak jak trzeba mówić o młodych ludziach, którym się czegoś chce, czegoś więcej niż uczenia się, pracy i weekendu w klubie (nie mam nic przeciwko klubom). Myślę o grupce młodych chłopaków/mężczyzn, których spotkałam wczoraj w pasażu M1: w sobotnie popołudnie stali i rozdawali ulotki organizacji pożytku publicznego (różnych!), które proszą o 1% podatku. Niech nikt nie mówi mi więc, że młodzież dzisiaj jest bezideowa, egoistyczna i gorsza niż "za naszych czasów", bo nie jest!
Pamiętajcie nie tylko o ogrodach, ale także o 1% swojego podatku, w tym roku oddanie go potrzebującym jest łatwiejsze niż było dotąd.
iza leszczyna
p.s.
Ktoś zapytał mnie ostatnio, dlaczego nie piszę o premierze Pawlaku, że jedną miarą trzeba mierzyć wszystkich, koalicjantów też. Zgadzam się i chyba nie unikam trudnych tematów w swoim blogu, tylko czasem jest tak, jak w scenie z "Psów" Pasikowskiego, gdy Linda mówi do kobiety, która go zdradziła "Nie chce mi się z Tobą gadać". Parafrazując słowa Franza, chciałabym powiedzieć: "Nie chce mi się o tym gadać". Jeśli tak jest, że przetargi dla OSP wygrywa jakaś firma partnerki/przyjaciółki wicepremiera, a zyski z jego byłej Fundacji "bierze" Mamusia, to jest to obrzydliwe i powinno być karalne. I tyle. A senator Misiak? Patrz: parafraza słów Franza. |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 marca 2009 |
Prezydent odegrał polityczny teatr na zamówienie swojej partii. W uzasadnieniu powtórzył kilka nieprawdziwych i nielogicznych zdań wypowiadanych na posiedzeniach Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży przez posłów PiSu. Wykazał się przy tym kompletną ignorancją i brakiem wyobraźni. Jakie postawił zarzuty zmienionej ustawie o systemie oświaty?
1. Dzieci z biednych rodzin, często niewykształconych rodziców są nieprzygotowane do wcześniejszego rozpoczęcia nauki (co innego jego wnuczka Ewunia, ona jest przygotowana i jako sześciolatka rozpocznie w tym roku naukę w szkole!)
To wyjątkowa obłuda! Ta zmiana jest właśnie dla biednych dzieci, bo bogate idą do prywatnego przedszkola, na angielski, muzykę i tenis! A biedne siedzą w domu i gapią się w telewizor. Poza tym, gdyby Pan Prezydent czytał uważnie, to musiałby wyczytać, że w trzyletnim okresie przejściowym do pierwszej klasy idą tylko te dzieci, których rodzice chcą (!), i które były wcześniej przez rok w przedszkolu, a więc miały czas na socjalizację!
2. Szkoły są nieprzygotowane do przyjęcia sześciolatków.
A dzisiejsze "zerówki"? Przecież są prawie w każdej szkole, więc jak te sześciolatki tam sobie radzą? Są w niebezpieczeństwie?
3. W przedszkolach zabraknie miejsc dla trzy- i czterolatków, jeśli wszystkie pięciolatki skorzystają z prawa do przedszkola.
Przecież to jest proces rozpisany na trzy lata. Obowiązek przedszkolny dla pięciolatka ma być wprowadzony w 2011 roku, właśnie po to, żeby wszystkie sześciolatki, które pójdą do szkoły w 2012 były wcześniej przez rok w przedszkolu. Skąd obawa, że wszyscy rodzice już w pierwszym roku (2009) poślą pięcioletnie dzieci do przedszkola? Samorządy muszą przeliczyć miejsca w przedszkolach i dzieci, które się rodzą, bo inaczej hasło o upowszechnieniu wychowania przedszkolnego pozostanie wiecznie żywe, jak idee Lenina, tylko nigdy nie zrealizowane! A tylko upowszechnienie wychowania przedszkolnego jest realną szansą dla grup defaworyzowanych na lepszy start w życie. To właśnie w przedszkolu wyrównuje się szanse edukacyjne!
4. No i ostatni kuriozalny zarzut o rozdawaniu stanowisk dyrektorskich w szkołach wg uznania wójta/burmistrza/prezydenta.
Przecież Pan Prezydent był samorządowcem, więc jak może myśleć, że gminę stać na zatrudnienie dyrektora, który nie jest nauczycielem, a więc nie wypracowuje części pensum? Ja nie znam takiej gminy w całej Polsce, choć zapis o tym, że dyrektorem może być osoba bez kwalifikacji pedagogicznych istnieje w dzisiejszej wersji ustawy, a jedyna różnica polega na braku konieczności zgody kuratora oświaty na takie rozwiązanie. Ten zapis dedykowany jest szkołom artystycznym, w których wybitny muzyk, malarz nie mógł zostać dyrektorem bez zgody kuratora, jeśli nie był nauczycielem.
PiS i jego Prezydent zrobili wszystko, żeby popsuć dobry projekt obniżenia wieku szkolnego i stopniowego upwszechnienia wychowania przedszkolnego w Polsce i po raz kolejny trzeba realizować plan B. Szkoda, bo energię konieczną do pokonywania weta prezydenta można by spożytkować lepiej:(
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 marca 2009 |
Nie wiem, czy jest lepszy i gorszy czas na rozmowę o eutanazji. Właściwie każdy jest zły. Bo czy, gdy będziemy bogatym społeczeństwem, dla którego kryzys może znaczyć rezygnację z wyjazdu na urlop i odłożenie zmiany samochodu, a nie lęk o przetrwanie, to problem eutanazji nabierze innego, łagodniejszego wymiaru? Nie.
Łatwo poddać się wrażeniu, że prezes PiS ma rację, gdy nawołuje do zaprzestania debaty o eutanazji, testamencie życia, czy zapłodnieniu "in vitro", bo w czas kryzysu powinniśmy się jednoczyć, a nie dzielić i angażować w przedsięwzięcia antykryzysowe. Hmm...
Zacznę od angażowania się. Po pierwsze etycy, bioetycy, teologowie i lekarze z kryzysu nas nie wyprowadzą i nie muszą swej wiedzy i energii poświęcać na walkę ze skutkami spowolnienia gospodarczego, może tylko w skali mikroekonomii, której znajomość pozwala uchronić domowy budżet przed bankructwem, ale i w takim wypadku oddanie się pracy raczej pomaga oszczędzać, bo nie mamy wtedy czasu na przyjemności. Skoncentrowani na działaniach antykryzysowych mają być wszyscy ministrowie w rządzie, a przede wszystkim Premier, Minister Finansów i Minister Gospodarki, ale nie słyszałam, żeby któryś z nich chciał się poświęcić pracy na ustawami z pogranicza medycyny i etyki, więc zagrożenia, że nie dość aktywnie zajmować się będą finansami państwa i pobudzaniem gospodarki chyba nie ma. Z jednej strony podczas sztormu krzyczymy "wszystkie ręce na pokład", ale z drugiej musimy pamiętać, że jak wszyscy pójdziemy na jedną burtę, to nasza łódź z przeciążenia może zatonąć.
A co do jedności i podziałów, to nowe opakowanie PiSu zawiera starą treść. Puste deklaracje nie mają nic wspólnego z prawdziwą współpracą. Bo czy społeczeństwu dobrze służą nieprawdziwe wypowiedzi poseł Gęsickiej w Radiu Maryja, że przyznanych Polsce pieniędzy na okres programowania 2007-2013 możemy od Unii Europejskiej nie dostać z powodu opóźnień w wydatkowaniu (których nie ma!!!) i kryzysu? To jak sabotaż prac rządu, który aktywność samorządów i innych beneficjentów w występowaniu o środki unijne i angażowanie tych środków w inwestycje uznaje za szansę na pobudzanie gospodarki.
Dobrego czasu na debatę o eutanazji nie będzie nigdy, każdy z nas takiej debaty się boi, może wolelibyśmy nie podejmować jej nigdy, ale to nie znaczy, że mamy udawać, że problem nie istnieje, być może nie istnieje dla katolików, ale na świecie są też inni ludzie.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 1 marca 2009 |
Niezwykła inteligencja i erudycja Prezesa znów dały o sobie znać. Po haśle "A nad Słowacją ciemno..." kilkunastu dziennikarzy przez dwa dni zastanawiało się, co autor miał na myśli. Jeśli uznać, że są raczej młodymi ludźmi, to fakt, że nie rozumieją słów Jarosława, mógłby cieszyć: młodzi nie wiedzą, że nie zapala się światła, żeby rachunki były niższe, bo nigdy nie musieli oszczędzać. Niezapalanie żarówek kojarzy im się bardziej z pakietem klimatycznym i nadmierną emisją CO2. Jeszcze większą elokwencją popisał się minister Pana Prezydenta, układając pytanie do referendum w sprawie euro. Słowa "rezygnacja z suwerennej polityki monetarnej" brzmią tak złowieszczo, że sama nie wiem, jak odpowiedziałabym;). Właściwie odpowiadając: TAK, można być posądzonym o zdradę stanu.
I jeszcze te wirtuozerskie popisy z wykorzystaniem niewiedzy ekonomiczno-finansowej: "euro nie uchroniło Niemiec przed kryzysem, to po co nam euro?; inne kraje inwestują środki publiczne, więc my też powinniśmy; itd..."
Nikt przecież nie mówi, że euro to złoty środek na wszystko, ale bez ryzyka kursowego nie mielibyśmy dzisiaj problemu opcji walutowych, kredytów droższych dwukrotnie niż w chwili zaciągania, a rolnicy nie narzekaliby, że tracą na dopłatach, bo były naliczane, gdy euro kosztowało 3.40. A angażowanie środków publicznych? To tak, jakbyśmy powiedzieli: Kowalscy mają plazmowy telewizor, Nowakowie też, to i my musimy kupić, najwyżej przestaniemy płacić za energię, gaz i czynsz, w ostateczności nie będziemy jeść.
Rozumiem, że w takich momentach emocje biorą górę nad racjonalizmem i jedyne określenie, jakie przychodzi do glowy ministrowi Rostowskimu to: analfabetyzm ekonomiczny.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 lutego 2009 |
Sesja, sesja, sesja. Na początku walka o porządek obrad. Czy skreślić punkty dotyczące likwidacji szkół, czy je głosować? Czy przyjąć stanowisko przeciwko Ministrowi Infrastruktury, czy lepiej usunąć je z porządku obrad?
Polityka, polityka tkliwa dynamika...(prawie jak Gałczyński)
Posłów tłum, każdy wystąpił w obronie albo przeciwko (na razie nieważne czego). Prawie wszyscy wspięli się na mównicę, skąd głos bardziej donośny, postać widoczna, a więc i efekt okazalszy. Wybrańcy Narodu, niezależnie od opcji politycznej, byli zgodni: nie damy pogrześć (to z Roty Marii Konopnickiej) szkół, a obwodnica autostrady A1 należy się Częstochowie.
Większość posłów wytrwała do godzin przedpołudniowych, ja okazałam się nie do wyrzucenia i zostałam do końca (czytaj do 18.00, ale nie chcę powiedzieć, że jestem bardziej pracowita, raczej, że pozostali posłowie mieli inne obowiązki). Co prawda kilku radnych dało wyraz swemu niezadowoleniu z (w ich ocenie) nadaktywności posłów, ale pozwoliłam sobie zostać przy zdaniu, że poseł z Częstochowy, jeśli tylko może powinien uczestniczyć w sesji Rady Miasta nie tylko w punkcie "Informacja Prezydenta", żeby znać problemy i ważne dla częstochowian sprawy.
No właśnie "Informacja Prezydenta". Wciąż mam wątpliwości, czy na pewno chcę wiedzieć w ilu konferencjach naukowych brał udział prezydent mojego miasta i jakie filmy obejrzał? Chyba wolałabym usłyszeć, jakie wnioski w konkursach o fundusze unijne złożył, do jakich programów, jakie działania podjął, żeby wnioski te przeszły nie tylko formalną, ale także merytoryczną ocenę, bo tylko wtedy możemy z tej rywalizacji wyjść zwycięsko.
Konkluzja?
Szkół nie zamkniemy, protesty w sprawie harmonogramu prac na autostradzie A1 nic nie dadzą, bo umowa została podpisana (i to nie z niechęci ministra do Częstochowy, a z powodu wcześniej przez jego poprzedników podpisanych umów, których zerwanie kosztowałoby państwo ogromne sumy na odszkodowania, a proces inwestycyjny rozciągnąłby się w czasie jeszcze bardziej)
O pieniądze na Dk1 (skrzyżowanie z Jana Pawła II) zabiegamy bardzo intensywnie i pewnie je dostaniemy, choć nie jest powiedziane, że w konkursie, bo w rywalizacji o fundusze na iwestycje drogowe odpadamy w półfinałach, a czasem w przedbiegach:((
No i na koniec Zapałczarnia!
Gdyby ktoś chciał policzyć ile marek przetrwało na światowych rynkach 100 lat, to na liście oprócz coca-coli, Levis'a i paru innych godnych laureatów znalazłby się czarny kot na pudełku zapałek. Dlaczego, u licha, nie możemy/nie chcemy pomóc tej najstarszej w Europie fabryce zapałek?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 18 lutego 2009 |
Kryzys. Jest już w Polsce czy jeszcze go nie ma? Jak daleko światowej gospodarce do dna? Podręcznikowe definicje jako parametry kryzysu podają wysokie bezrobocie i spadek PKB, z pieniądzem w czasie kryzysu bywa różnie: inflacja jest najczęściej niska (z deflacją włącznie), ale były też kryzysy z hiperinflacją (jak w Polsce lat 80.) Tak więc - wg podręcznika ekonomii - kryzysu w Polsce jeszcze nie ma, ale wszyscy o nim mówią, wszyscy się go boją i...nikt nie wie, jak się potoczą jego losy. Może nawet los samego kryzysu byłby nam dość obojętny, gdyby nie to, że nasze losy ściśle są z nim powiązane:(
Jedno jest pewne: to nic, że kryzys jest zjawiskiem ogólnoświatowym i przychodzi do naszego kraju z zewnątrz, to nic, że nie jest wynikiem błędnej polityki rządu; oczekiwania Polaków są jednoznaczne - rząd ma nas przez kryzys przeprowadzić, a koszty społeczne mają być jak najmniejsze. To postawa zrozumiała, bo w końcu od czego jest rząd? No właśnie, od czego właściwie jest rząd?
Na pewno nie jest od ratowania przedsiębiorstw, które zawarły z bankami określone, kiedyś korzystne, a dziś zabójcze, umowy (opcje walutowe). Gdyby rząd przyjął postawę interwencjonizmu w tej sprawie, to właściwie powinien ulżyć także doli wszystkich, którzy mają kredyt we frankach szwajcarskich, Przecież jedni i drudzy podpisywali umowy. O tym, że umowę trzeba czytać, a szczególnie to, co jest drobnym druczkiem na samym dole, piszą nawet w pismach dla kobiet.
Dlatego oczekiwania tych, którzy chcą interwencjonizmu państwa są niepoważne. A co z zasadą, że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania? Nie wspomnę o tym, że to wstyd dla firmy mieć dyrektora, który nie zna prawa! Trzeba go zwolnić, a z bankiem niech rozmawia firma, która czuje się pokrzywdzona. To się nazywa renegocjacja! (sama kilka lat temu zwróciłam się do banku z prośbą o obniżenie marży, ja chciałam o 2 pkt. procentowe, bank obniżył mi o 1 pkt, ale nie prosiłam rządu o pomoc)
Rząd nie jest też od ratowania przedsiębiorstw poprzez skupowanie produkcji, której nie chce już zagraniczny odbiorca. Mógłby być wielkim inwestorem pobudzającym koniunkturę, ale ...nie jest. Polski rząd nie jest i nie będzie takim inwestorem, bo nie ma pieniędzy. Angela Merkel może dopłacać Niemcom do każdego kupowanego nowego samochodu, ale Donald Tusk - nie. Dlaczego? Bo Niemcy są bogatym krajem, a my biednym. Dlatego pomysły opozycji, żeby zamiast oszczędności zwiększać wydatki są nierealne. Żeby wydawać pieniądze, trzeba je mieć. Pieniądze, które możemy przeznaczyć na inwestycje, wystarczą (z trudem) na to, by zaabsorbować środki unijne przeznaczone na lata 2007-2013. Tymczasem rząd musi (i właśnie od tego jest) zapewnić funkcjonowanie państwa (edukacja, służba zdrowia, policja, wojsko, administracja), musi także zapewnić wypłaty rent, emerytur, zasiłków, etc., a więc zadbać o najsłabszych.
Czy utrzymanie deficytu, ułatwienia w wydawaniu śroków unijnych i realizacja planu wejścia w strefę euro (jeśli wezmą nas w tym roku do ERM II) wystarczą? Zobaczymy.
Jutro piję kawę z ministrem Rostowskim, który wie pewnie więcej niż ja;) więc jeszcze do tematu wrócę.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 lutego 2009 |
Walentynki, więc niech będzie nie całkiem poważnie, choć czasem bardzo serio;)
Krewnym i Znajomym Królika pewnie prześlę smsa albo ich uściskam, ale chciałoby się też życzyć dobrze Tym, co są spoza Zaczarowanego Lasu (chronologia postaci nieistotna):
Janowi Rokicie życzę, żeby nie latał samolotami, bo to środek lokomocji dla ludzi bez kompleksów, którzy słuchają stewardesy i nie widzą w tym ograniczenia wolności własnej oraz dla tych, co wyzwolili się ze złych mocy PRLu i nie dostrzegają w każdym oficera SB. A jeśli musi latać, to albo bez Nelly, albo bez kapelusza...
Prezydentowi Częstochowy życzę, żeby choć raz do końca kadencji udało mu się złożyć poprawny wniosek o dofinansowanie inwestycji drogowej. Jakiejkolwiek, byle skutecznie, bo nieoficjalne wieści z ostatnich konkursów są dla częstochowian znowu smutne:(
Ministrowi Sikorskiemu - lepszych wystąpień sejmowych (może szkolenie z wystąpień publicznych Panie Ministrze?) bo wczorajsze, choć merytorycznie dobre, usypiało monotonnym, małoemocjonalnym rytmem i nie przejdzie do historii parlamentaryzmu polskiego.
Posłowi Kłopotkowi - żeby wreszcie miał szansę pokazać, co potrafi, bo chyba potrafi bardzo dużo, przynajmniej w warstwie werbalnej wydaje się, że góry przenosi!
Wydziałowi Edukacji i Dyrektorom szkół częstochowskich - żeby rodzice zapisali sześciolatki do szkół, bo będzie więcej pracy dla nauczycieli i więcej pieniędzy w budżecie miasta z subwencji oświatowej.
Prezesowi Kaczyńskiemu i posłom PiSu - żeby wytrwali z łagodnym obliczem jak najdłużej!!!
I wreszcie Andrzejowi Czumie z całego serca życzę, żeby długi okazały się spłacone, a inne zarzuty nieprawdziwe...
Rządowi - żeby bezpiecznie przeprowadził Polaków przez kryzys.
Czytelnikom mojego bloga - krytycznego oglądu rzeczywistości i dystansu do niej.
Sobie? dużo zdrowia;)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 9 lutego 2009 |
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po raz drugi nie da się wywrzeć pierwszego wrażenia:(((
Jakby powiedział bohater "Scenariusza dla trzech aktorów": "I nie zmienisz Pan tego, choćbyś..." No właśnie! Choćbyś zmienił garnitur, fryzurę, słowa, jakich używasz, a nawet mimikę, nie zmienisz Pan tego, że PiS pierwsze wrażenie na nas już zrobił. I nie było ono najlepsze. Nawet trochę współczuję Prezesowi, bo myślę, że męczy się okrutnie. Ale szczerze trzymam kciuki, niechby wytrwał w silnym postanowieniu poprawy jak najdłużej. Gdyby jeszcze ta dolina łagodności przełożyła się na innych polityków PiSu... Ale chyba rozmarzyłam się trochę. Już jutro o 19.00 na posiedzeniu Komisji SUE będę mogła zweryfikować szczerość zapowiedzi Prezesa. Chociaż nie, nie mam powodu, żeby wątpić w szczerość intencji. Obawiam się jednak, że na intencjach się skończy, bo człowiek jest, jaki jest i nawet wykreowany przez najlepszych specjalistów wizerunek nie zastąpi naszego prawdziwego "ja". Wybija północ i spadają szaty z Kopciuszka, a wampirom rosną zęby;)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 lutego 2009 |
Trochę przykro mi dzisiaj, bo patrząc na konferencję w Sali Kolumnowej Sejmu Polskiego, można pomyśleć, że Okrągły Stół był jednak dziełem komunistów. Gdyby dzisiejszym osiemnasto-/dwudziestolatkom przyszło do głowy uczyć się historii z przekazu na żywo w TV, to uwierzyliby w to, że bohaterami 1989 roku byli: Jaruzelski, Oleksy, Urban, Iwiński, Senyszyn, Szmajdziński, Kwaśniewski, Wiatr, a nawet Olejniczak z Napieralskim. Aż dech zapiera w piersiach! Herosi! A przecież najważniejsi byli Wielcy Nieobecni, z Wałęsą na czele. To oni postawili pod ścianą Ciosków, Kiszczaków, Kwaśniewskich i im podobnych, którzy sami, gdyby nie musieli, władzy by przecież nie oddali. Dzisiaj, cokolwiek myślimy o "elitach" politycznych i kolejnych rządach, mamy pewność co do jednego: żaden Miller/Kaczyński ani inny premier, z Tuskiem włącznie, nie ma monopolu na władzę, bo co cztery lata Polacy w wolnych i demokratycznych wyborach powiedzą TAK albo NIE. Właściwie trudno mieć do lewicy pretensje o to, że zagospodarowuje porzucone pole. Bo tak chyba trzeba nazwać Okrągły Stół, skoro niewielu z tych, co stali po prawej stronie, a więc byli jego prawdziwymi autorami, przyszło dzisiaj do Sejmu. Myślę, że usprawiedliwiona była tylko nieobecność profesora Geremka...
iza leszczyna
p.s. Odkąd strona ma trochę zmieniona szatę, nie komentuje mojego bloga nawet mój zagorzały przeciwnik Rafał, czy coś jest nie tak?
p.s. Zbyszku, a co Ty, jako historyk, sądzisz o Okrągłym Stole, czy był przereklamowany;), czy komuna upadłaby i tak i tak, bo nie miała już szans na przeżycie, a Okrągły Stół tylko legitymizował obecność czerwonej nomenklatury w życiu publicznym?
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|