Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

20 maja 2009

Eurowybory, eurowybory...Pamiętacie imiona europosła Czarneckiego? Wiem, że to chwyt poniżej pasa, niegodny uczciwego polityka, ale nie sposób nie przywołać powiedzenia: Kto mieczem wojuje.....
No cóż, były poseł Samoobrony niepotrzebnie dworował z nazwiska Pani Róży Thun, bo to nazwisko dobre, jak każde inne, podobnie, jak imię Ryszard czy Richard, itd...
Myślę, że PiS przeżył ostatnio parę takich "niefartów". Jednym z nich jest bojowo ogłoszona przez ministra Kamińskiego gotowość do złożenia wniosku o wotum nieufności wobec ministra Rostowskiego. I co wydarzyło się dalej? Dziwna cisza. Czyżby nie zdołano znaleźć 69 podpisów posłów, koniecznych do złożenia wniosku do laski marszałkowskiej? Czy raczej Prezes Kaczyński bał się, że debata sejmowa będzie klęską jego partii, bo argumentów przeciwko konsekwentnej i osłaniającej Polskę przed skutkami kryzysu światowego polityce Ministra Finansów brak? A może słaba znajomość Regulaminu Sejmu sprawiła, że źle obliczono terminy, i to, co miało być wyborczą walką okazałoby się epitafium PiSu po przegranych wyborach do Europarlamentu?
Pewnie prawdziwej przyczyny już nie poznamy, bo oprócz chorych analiz i hipotez byłej minister finansów Zyty Gilowskiej, PiS niczego innego nie wyartykułował.




iza leszczyna

2009-05-20 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


12 maja 2009

Dostałam burę za to, że nie pozdrowiłam maturzystów. I słusznie:) Na swoje usprawiedliwienie chcę tylko powiedzieć, że maturzyści pewnie się uczą i nie czytają mojego bloga, ale to nie zmienia faktu, że myślę o nich ciepło i trzymam kciuki. Wywołana do tablicy, pozwolę sobie na odrobinę prywaty i szczególnie pozdrowię Piotrka Robaka - maturzystę z VI LO z Częstochowy. Piotrowi trudniej niż innym zdawać tę maturę, ale wszystkim zdrowym i biegającym o własnych siłach życzę Jego energii i pozytywnego myślenia, które góry przenosi:)) Piotrek zdaje jutro matematykę, a to nie przelewki(!) Jestem jednak dobrej myśli, a na dobrym wyniku Piotrka matury zależy mi tym bardziej, że obiecał mi spacer po Alejach, jak już będzie znał wynik. Jeszcze raz połamania piór i profesjonalnych egzaminatorów sprawdzających (ale o to jestem spokojna, o czym pisałam wcześniej:)

 

iza leszczyna

2009-05-12 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


11 maja 2009

Matury w naszym kraju zawsze wywoływały emocje. Już "Czerwone Gitary" (info dla młodszych czytelników: polski zespół muzyczny założony w 1965r., legenda naszej muzyki rozrywkowej) śpiewały o maturze i piosenka ta stała się przebojem w zasadzie nieprzemijającym, bo w początkach maja większość rozgłośni radiowych choć raz przypomina ją, puszczając w eter słowa: "Hej, za rok matura/(O, dużo czasu jeszcze do końca!)/Za pół roku/Już niedługo, coraz bliżej/Za pół roku..."

Tak więc matura to jakby problem narodowy, a od czsu wprowadzenia systemu egzaminów zewnętrznych, to problem i narodowy i rzeczywisty (w rozumieniu: kłopot). Gdy zaczynałam pisanie swojego bloga, bedąc zupełnie prywatną, nikomu nieznaną osobą, która mogła w wirtualnej przestrzeni internetowej napisać wszystko, bez żadnych konsekwencji, prawie bez zastanowienia, czy więcej pożytku, czy szkody z tej pisaniny wynika, ówczesny minister Roman Giertych wprowadził tzw. abolicję maturalną, rzecz straszną, niesprawiedliwą, demoralizujacą i głupią. Tak też wtedy o tym napisałam.
Dzisiaj będąc (nie, nie młodą lekarką;) posłem koalicji rządzącej wolałabym napisać o tegorocznych maturach coś dobrego, tym bardziej, że w ubiegłym roku CKE zaliczyła już wpadkę z egzaminem gimnazjalnym. Niestety, jeśli doniesienia prasowe są prawdziwe (a pewnie tak, bo cytują wypowiedzi dyrektora CKE - prof. Konarzewskiego), tzn. jeśli dyrektor sam, bez uzgodnień z ekspertami przedmiotowymi i konstruktorami testów z języka polskiego i WOS-u, zmienił treść polecenia, to należy go odwołać, bo nie nadaje się do pełnienia tej funkcji, choćby nie wiem jak był zasłużony dla polskiej nauki pedagogicznej.
Studenci pomiaru dydaktycznego na jednym z pierwszych wykładów dowiadują się, że każde słowo w poleceniu ma ogromne znaczenie dla jakości zadania testowego. Dowiadują się, że szczególnie przy zadaniach otwartych rozszerzonej odpowiedzi ważne jest, aby polecenie było wskazówką i drogowskazem dla rozwiązującego zadanie. Polecenie determinuje przecież klucz/schemat odpowiedzi. Za co egzaminator ma przyznać punkty, jeśli uczeń precyzyjnie nie dowiedział się, co ma zrobić w tym zadaniu?
Problemem dyrektora CKE jest także to, że myśląc, że upraszcza trudny pomiarowy język, a przez to dociera do większej populacji zainteresowanych, tak naprawdę zniekształca obraz egzaminu zewnętrznego, a wręcz go fałszuje! Nie ma żadnego klucza w zadaniach rozszerzonych!!! Jest schemat odpowiedzi, czyli wskazanie  egzaminatorowi sprawdzającemu pracę, jakie wątki, zagadnienia, pojęcia (eksploatowane do znudzenia na lekcjach) powinny się pojawić w pracy ucznia, który na maturze ma udowodnić nie to, że ma talent pisarski, ale to, że zna literaturę polską i potrafi umieścić ją w kontekście historyczno-literackim i teoretyczno-literackim. Historia literatury i teoria literatury to dziedziny naukowe!
Nie chce mi się nawet komentować głupot, jakie wypisywał jakiś zeszłoroczny maturzysta w Gazecie Wyborczej z soboty: że egzaminatorzy, dostając za pracę 2 zł. sprawdzają na czas(!), byle więcej, i że bezmyślnie szukają jakiegoś słowa, a jak go nie ma, to dają "0" punktów. Na miły Bóg, przecież to wszystko nieprawda! Okręgowa Komisja Egzaminacyjna ustala maksymalną liczbę prac dla jednego egzaminatora, a biorąc pod uwagę to, że schemat odpowiedzi ustalany jest w trakcie sprawdzania (i to jest dobre i sprawiedliwe dla uczniów, bo ewentualna korekta dotyczy wszystkich prac w całej Polsce!) nie warto się spieszyć, bo może okazać się, że trzeba wrócić do prac już sprawdzonych i zmienić punktację!

Pozdrawiam wszystkich egzaminatorów wszystkich egzaminów zewnętrznych, wierząc w Waszą mądrość i profesjonalizm.



iza leszczyna

2009-05-11 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


8 maja 2009

Nie zgadzam się z przeniesieniem Gdańska do Krakowa. I nie dlatego, że Kraków lubi być niszowy i to wychodzi mu najlepiej, ale dlatego, że wszystko zaczęło się w Gdańsku. Jasne, że była Nowa Huta, strajki górników na Śląsku, Radom i wiele, wiele innych, ale to w Gdańsku podpisano porozumienia, to tam jest pomnik-symbol walki o wolną Polskę i tam powinny być obecne głowy państw, żeby złożyć hołd Solidarności. Tej Solidarności, która nie jest własnością Gwiazdy, Walentynowicz, ani tym bardziej PiSu, bo jest własnością wszystkich, dla których 1989 rok to niezwykła wartość, trudna do przecenienia.
Rozumiem, że sytuacja jest w pewnym sensie patowa, z jednej strony musi być zapewnione maksymalne bezpieczeństwo dla gości, z drugiej w wolnym kraju ruchy związkowe mają prawo do manifestacji. Ale może mogłyby, z powodu miedzynarodowej imprezy, manifestować dzień później albo dzień wcześniej? Tylko co wtedy powiedziałyby media i opozycja? Łamanie zasad demokracji, zamykanie ust przeciwnikom politycznym, wielcy tego świata świętują, robotnicy głodują to pewnie byłyby nagłówki w gazetach...
Dlatego dobrego wyjścia nie ma, ale nie wiem, czy premier wybrał "mniejsze zło"? Szkoda, że Prezydent, który właśnie w takich momentach powinen zabrać głos milczy i w ten sposób legitymizuje polityczną grę związków zawodowych i partii swojego brata. Właściwie gdyby chociaż milczał, ale on na w święto 3 maja porównał PO do Targowicy:((

Dobrze, że chociaż Prezes Kaczyński poszedł po rozum do głowy i namawia, żeby Polacy głosowali na Platformę Obywatelską:) http://www.youtube.com/watch?v=lTbDd_062bs

 

iza leszczyna

2009-05-08 Liczba komentarzy (7) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 maja 2009

Zły stan zdrowia sprawił, że dłuższy majowy weekend postanowiłam spędzić w ośrodku sanatoryjnym, a żeby połączyć przyjemne z pożytecznym wybrałam morze. W ubiegłe wakacje nie udało mi się być nad Bałtykiem, nie wiadomo, jak będzie w tym roku, więc pojechałam. Zawsze myślałam, że sanatorium jest dla starszych ludzi, a że o sobie nigdy nie myślimy w ten sposób, więc byłam pewna, że nie jest dla mnie. Rzeczywistość zaskoczyła mnie podwójnie.

Po pierwsze okazało się, że sporo starsi ode mnie kuracjusze po kąpielach borowinowych, solankach. masażach, kilometrowych marszach brzegiem morza i jonoforezach mają energię, żeby pójść na wieczorne tańce, gdy ja padałam ze zmęczenia i nie zaglądałam nawet na onet.pl sprawdzić, czy świat jest mniej więcej w tym miejscu, w którym był pod koniec kwietnia.

Po drugie jedna z pielęgniarek powiedziała mi coś, co wydaje się logiczne, ale chyba rzeczywistość jest inna. Otóż zwróciła mi uwagę na to, że sanatoria zostały wymyślone dla ludzi, którzy pracują zawodowo, często przeciążając fizycznie czy psychicznie swój organizm, dlatego wymagają raz na dwa lata rehabilitacji, która dla nich jest także profilaktyką pozwalającą dłużej zachować zdrowie i siły do pracy. Takie podejście ma także ekonomiczne uzasadnienie: profilaktyka jest tańsza niż leczenie. Tymczasem kuracjusze to w 80% emeryci i renciści, a więc osoby, które ze względu na bardzo zły stan zdrowiw albo podeszły wiek z niektórych zabiegów w ogóle korzystać nie mogą. Tyle system, o którym wszyscy wiedzą, że jest zły. Ale są jeszcze obserwacje sanatoryjnej codzienności. Spora grupa kuracjuszy jest niezadowolona. Chociaż przełom kwietnia i maja okazał się ciepły i słoneczny,łabędzie jedzą z ręki, a kolor morza zielono-szmaragdowy są niezadowoleni. Niezadowoleni z diety, pory posiłków, rozkładu zabiegów w ciągu dnia, pokoju, odległości od stołówki, itd. Powodów do niezadowolenia jest wiele, tym więcej, im dłużej trwa turnus i im mniej spraw zawodowych czeka na kuracjusza po powrocie.

 

iza leszczyna

2009-05-05 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


25 kwietnia 2009

Wiosna tego roku nie jest dla mnie szczególnie łaskawa, choć przecież śliczna i ciepła. Trochę choruję i stąd moje niepisanie. Niepisanie jest rzeczownikiem i trzeba pisać je łącznie z partykułą "nie", o czym wielu zapomina. Ta odrobina nauki o języku ma być wstępem do refleksji nt. przecieków gimnazjalnych, mylenia testów i błędów w zadaniach, choćby polegały tylko na zmianie litery dystraktora (egzaminatorzy wiedzą, o czym mówię, zresztą nauczyciele też).
Co ja o tym myślę? Nie myślę dobrze, choć każdy z tych błędów ma inne przyczyny, ale chyba można je leczyć jednym lekarstwem.
Zawsze mówiłam, że system zarządzania jakością wg norm ISO często skutkuje (w polskiej rzeczywistości) przerostem formy nad treścią, tzn. wynaturzeniem, któremu na imię biurokratyzm. Wynika to chyba stąd, że menadżerowie wprowadzający sytemy zarządzania nie myślą celem, choć dużo o tym mówią, tylko sposobem realizacji, tzn. najlepsze pomysły przenoszą zaraz na grunt praktyki, z której najczęściej wynika, że pani Ania z tym sobie nie poradzi:(  Tymczasem pytanie: jak to zrobić, jest pytaniem drugim, bo pierwsze jest zawsze: po co? To ono determiniuje nasze działania (także to, czy zatrudnimy panią Anię, czy kogoś innego na jej miejsce) i nie może być inaczej, bo nigdy nie osiągniemy celów.

Mimo ewentualnych przerostów biurokratycznych, jestem przekonana, że ISO w Centralnej Komisji Egzaminacyjnej i w Okręgowych Komisjach Egzaminacyjnych ustrzegłoby egzaminowanych przed niefrasobliwością dorosłych - odpowiedzialnych za proces od konstruowania testu do otrzymania wyniku punktowego każdego ucznia. A więc obejmujący wszystkie miejsca ryzyka, które musiałaby uwzględnić procedura, maksymalnie eliminując zagrożenia. Oczywiście żaden system nie wyklucza całkowicie nieuczciwości i nieodpowiedzialności ludzi w podejściu do powierzonych zadań, ale zdecydowanie je ogranicza.
Jeśli chodzi o egzamin gimnazjalny, błąd został popełniony na samym początku. Otóż egzamin ten, będąc selekcyjnym, a więc doniosłym w życiu ucznia, nie podlega procedurom tak ścisłym, jak egzamin maturalny. Właściwie dlaczego? Skoro dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych mogą w te kilka nocy przyjść do pracy wczesnym rankiem, to dlaczego dyrektorzy gimnazjów dostawali testy dzień wcześniej? Założenie, że egzamin gimnazjalny jest mniej ważny skutkuje tym, że nikt nie traktuje go z taką powagą, na jaką zasługuje, a przecież jego wynik decyduje o szkole, w której uczeń przygotuje się do studiów lepiej lub gorzej, a więc o całej przyszłości edukacyjnej, a w konsekwencji zawodowej gimnazjalisty. Mało tego, maturę można powtórzyć i poprawić wynik, a egzaminu gimnazjalnego nie!
A na miejscu prof. Konarzewskiego - dyrektora CKE - byłabym bardziej przejęta egzaminacyjnymi wpadkami, bo zawsze i za wszystko odpowiada dyrektor, nawet gdy błąd popełni pani woźna.
 

2009-04-25 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


9 kwietnia 2009



Wielki Tydzień, a właściwie jego ostatnie trzy dni są jak obietnica. Nawet Ci, co nie wierzą, że Jezus Prawdziwie Zmartwychwstał, mają nadzieję, bo daje ją delikatna zieleń liści i zapach powietrza, zupełnie inny niż zimą. Świat staje się jaśniejszy, a przez to, jakby lepszy.
Właściwie w Wielkim Tygodniu powinien być zakaz uprawiania polityki, a raczej zakaz informowania o niej w mediach. A już na pewno elektronicznych, bo gazetę, jak ktoś chce niech kupuje i czyta.
A tymczasem Prezydent odznacza, Ewa Milewicz ordery oddaje, PiS wyrzuca europosła Libickiego z listy do PE, Libicki wyrzuca się z PiSu, dwóch innych posłów  także wypisuje się z PiSu na znak protestu, a do tego IPN wyrzuca Żaryna z pracy (na znak protestu?). I to wszystko w Wielkim Tygodniu, a gdzie wyciszenie i refleksja Wielkanocna?
Ksiądz Boniecki napisał w TP coś w rodzaju przewodnika po spowiedzi,  zacytował w nim fragment Ewangelii św. Łukasza:
„I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: żałuję tego, przebacz mu” (Łk 17, 4)
Sama nie wiem, czy gdyby ktoś siedem razy mnie zawiódł, umiałabym mu wybaczyć? Czasem cięzko mi wybaczyć, gdy choć raz zostałam oszukana. Trudna i wymagająca ta wiara katolicka...

Jest w niej jednak dużo nadziei, np.,to, że lewita z przypowieści o dobrym Samarytaninie, który pobożnie spiesząc do świątyni, obojętnie minął pobitego przez zbójców człowieka, nie jest bohaterem. No i to, że dane nam talenty dorze jest rozwijać. Dlatego dzisiaj wieczorem będę rozwijała swoje talenty kulinarne (bo Panu Bogu naprawdę nie chodzi o nie wiadomo jakie talenty). Upieczenie dobrego mazurka i włożenie w tę pracę serca to wielka sprawa. Nie zawsze wychodzi..
Kajmak tradycyjnie nie zsiadał się, ale tym razem Mama wzięła go na przetrzymanie i po 20 godzinach gotowania zgęstniał;)
A Święta w tym roku będą biało-różowe i częstochowsko-krakowsko-warszawskie.



iza leszczyna

 

2009-04-09 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


3 kwietnia 2009

Magiel nie sejm:(

Pisałam parę dni temu, że polityka niestety nie zawsze jest ładna. Ale nie spodziewałam się, że jej poziom może zejść do poziomu rozmów w maglu. Tym bardziej, że poziom magla wprowadzają do polityki mężczyźni, nie kobiety. Bo jak inaczej nazwać dywagacje nad wywiadem z byłą żoną Janusza Palikota? Niech tabloidy rozpisują się o byłych żonach, konkubinach, podziałach majątku, alimentach i czym tam jeszcze chcą, ale Prezydent Mojego Kraju?
Niewiele jest byłych żon, które potrafią dobrze mówić o mężczyźnie, który je rzucił, a przynajmniej nie mówić źle. To wymaga klasy i poczucia godności. A te w dzisiejszym świecie są deficytowe. Zresztą niech była żona Palikota mówi o Nim, co chce, właściwie zupełnie mnie to nie obchodzi, tylko nie przenośmy magla na mównicę sejmową!!!

O Zyzaku, czy Zygzaku, jak nazwał go Prezydent Wałęsa, nie ma co pisać. Żenada. Tak jak cały IPN kurtykowsko-pisowski jest żenujący i nieprofesjonalny. To zadziwiające, jak PiS potrafi każdą ideę, nawet najpiękniejszą, zohydzić i utaplać w błocie. Szkoda tylko, że ta praca magisterska powstała na UJ i to w chwili, gdy posłowie Komisji Edukacji (jednogłośnie) przegłosowali ustawę, która Uniwersytetowi Jagiellońskiemu pozwala przedłużyć okres budowy kampusu i zwiększa środki na ten cel. A mówiąc wprost, chociaż UJ nie radzi sobie z inwestycją i jej terminową realizacją, to zamiast zabrać pieniądze, które inne uczelnie wykorzystałyby z dobrym skutkiem, to my tę niegospodarność nagradzamy dodatkowym bonusem w postaci zwiększenia kwoty dotacji. Piszę to z przykrością, bo Uj jest moją ukochaną szkołą, ale takie są fakty. Nikt nie ośmielił się zabrać tych pieniędzy, ani nawet nie przyznać dodatkowych, bo oczami wyobraźni widzieliśmy nagłówki gazet: Zamach na najstarszy i najlepszy polski uniwersytet. PO niszczy polską naukę. A przecież czytamy przede wszystkim tytuły. Komu by się chciało doczytywać do końca i w dodatku drobnym druczkiem, że sama uczelnia zawiniła?

Tymczasem trzeba umieć prowadzić wieloletnie trudne inwestycje i zarządzać wielkimi projektami, nawet, a może tym bardziej, jeśli ma się kilkusetletnią tradycję. Takie są reguły gry.


O finansowaniu partii, kiedy indziej...



iza leszczyna

 

2009-04-03 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 marca 2009



"Kiedy nie ma miłości, co dalej, co dalej, tak mało mi zostaje, prawie nic..."  To słowa piosenki Marysi Sadowskiej z sobotniego koncertu "Tribute to Komeda" na Jazz Spring w Częstochowie.
Koncert świetny, elektryzujący, a  Sadowska to nie tylko głos i wyjątkowa muzykalność, ale osobowość, za którą chce się iść. Nigdy nie myślałam, że Komeda (bo jego muzyka była głównym tematem koncertu) może być tak pięknie erotyczny. W ogóle całość cudnie łączyła jazz i muzykę klubową. Nawet piosenka o Romanie ze znaczącym tytułem "It's time to go" była raczej żartem niż polityczną manifestacją, choć nie trzeba pewnie mówić, że LPR nie jest melodią dla Sadowskiej. No i Łukasz - chłopak z widowni poproszony do wspólnego wykonania piosenki. Wydaje się, że to  chwyt dość sztuczny i wyeksploatowany. Ale Marysia S. potraktowała tego człowieka podmiotowo, nie jak rekwizyt, ale prawdziwe uwiarygodnienie piosenki o tym, że mężczyzna nigdy nie wie, co się dzieje w głowie kobiety;) Niepewna mina Łukasza (któremu gratuluję debiutu) była świetną ilustracją tekstu.

To tyle chwalenia, czekam na nową płytkę "Spis treści", która ma być w kwietniu. A na koniec troszkę dziegciu, bo może zrobiło się za słodko. Młody mężczyzna zapowiadający koncert, nie omieszkał poinformować zebranych, że Patronem Honorowym Jazz Spring w Częstochowie jest Pan Prezydent Tadeusz Wrona! I dobrze, tylko po co prosił o brawa dla Pana Prezydenta? Myślę, że sam Prezydent wolałby większy spontan;)



iza leszczyna



 

2009-03-29 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


28 marca 2009

Pamiętam doskonale oburzenie Nelly Rokity, gdy - podczas styczniowego spotkania z ambasadorami Francji i Czech (Francja kończyła prezydencję w Unii Europejskiej a Czechy ją zaczynały) zapytałam, czy Czesi mają pomysł na to, aby swoje przewodnictwo w Unii  wykorzystać nie tylko w celu promocji Czech w Europie, ale także Europy w Czechach (mniej więcej tak to brzmiało,  dokładny zapis jest w stenogramie z posiedzenia Komisji SUE). Wydawało mi się to konieczne, bo niechęć parlamentarzystów z partii prezydenta Klausa do Unii Europejskiej miałam okazję poznać osobiście. Poseł Rokita uznała to za zachowanie niegrzeczne wobec przedstawiciela Czech. Moja ocena tamtego (prawda, że trochę zaczepnego pytania) jest jednak inna.
Posłowie, szczególnie podczas prac komisji, debat i dyskusji, mają za zadanie krytycznie oceniać rzeczywistość kreowaną przez decyzje polityków. Jeśli tematem obrad są priorytety prezydencji czeskiej, to nie chodzi tylko o to, aby gratulować koncepcji i zgadzać się ze wszystkim. Rolą posła jest także, a może przede wszystkim, pokazywać zagrożenia, których - zajęci pełnieniem władzy wykonawczej - mogą nie dostrzec.
Dzisiaj, kilka dni po obaleniu rządu premiera Topolanka, moje słowa sprzed dwóch miesięcy brzmią prawie proroczo. Niestety siła przeciwników Unii okazała się większa niż spodziewali się sami Czesi. Szkoda, z dwóch powodów:
- po pierwsze w kryzysie nie mogło Europie przydarzyć się nic gorszego niż słaba, skupiona na wewnętrznej walce we własnym kraju prezydencja,
- po drugie, trudno będzie uniknąć wrażenia, że nowe kraje Unii, z byłego obozu socjalistycznego, nie radzą sobie z wielkimi wyzwaniami i są demokracjami niestabilnymi.

Ale na szczęście wiosna przychodzi każdego roku bez względu na decyzje polityków, nawet najgłupsze. A w Częstochowie przychodzi nawet jako Jazz Spring.



iza leszczyna

2009-03-28 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 4

             Design by: Studio Manifesto