Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

27 lipca 2009

Jak to było u Sorena Kierkegaarda? I nie miłować ciężko i miłować marna pociecha. Nie, nic z tego, nie będzie ani o miłości, ani nawet o filozofii, chociaż wakacje sprzyjają jednemu i drugiemu (filozofii w tym sensie, że mamy więcej czasu na czytanie). Będzie za to o podatkach i prywatyzacji. Od wielu tygodni Premier i Minister Finansów mówią, że budżet na 2010 rok będzie trudny, że trzeba będzie podjąć decyzje nawet niepopularne. Premier mówił o ewentualnej podwyżce podatków, choć minister Rostowski  mówił raczej o współpracy z Prezydentem, która polegać miałaby na tym, że Prezydent nie zawetuje ustaw ograniczających wydatki państwa.
Wakacje to czas tworzenia budżetu na następny rok. Przystępując do wykonania jakiegoś zadania bierzemy zwykle pod uwagę wszystkie możliwe rozwiązania. Źle byłoby, gdybyśmy z góry, bez analizy, bez refleksji zakładali, że coś jest złym rozwiązaniem. To działanie nieprofesjonalne. Dlatego też rząd mówił o różnych pomysłach na bilansowanie państwowej kasy. Podnoszenie podatków to ostatnia z rzeczy, jaką chcielibyśmy zrobić, ale odpowiedzialność za państwo, nie tylko w perspektywie własnej kadencji, ale w ogóle, jest ważniejsza. Stąd także ta ewentualność (nawet za cenę spadku poparcia społecznego) była brana pod uwagę.
Co pozwala dzisiaj Premierowi mówić, że podatków nie podniesiemy? Coraz lepsze wyniki dotyczące wysokości produkcji. Chociaż niższa niż w zeszłym roku o tej samej porze, to w stosunku do pierwszego półrocza tego roku wzrasta (po odjęciu efektu sezonowości, która polega na tym, że w okresie letnim zawsze bezrobocie spada, a produkcja ogółem rośnie).

Ale skądś (dziwny wyraz:) pieniądze w budżecie muszą się znaleźć. Zwiększenie deficytu w kolejnym roku byłoby dla nas fatalne, bo dług staje się coraz droższy! (to zupełnie jak z kredytem, gdy idziesz do banku jako wiarygodny klient, dostajesz przyzwoite oprocentowanie, ale gdy lądujesz w lombardzie, zastawiając ostatnie pierścionki, dają ci bandycki procent, na który musisz się zgodzić, bo nie masz wyjścia).

Dobrym źródlem, o którym mówimy od wielu lat są spółki skarbu państwa, które należy prywatyzować!!! I nie jest to oddawanie rodzinnych sreber (przewodniczący SLD - G.  Napieralski), ani wysprzedawanie majątku rodzinnego, żeby kupić super samochód (poseł Hoffman - PiS). Jeśli już to wysprzedawanie, żeby przeżyć, a przede wszystkim rozwijać się, a nie żeby się bawić:(
Nie rozumiem, skąd w opozycji taka niechęć do prywatyzacji? Od lat eksperci, ekonomiści, analitycy różnej maści i ludzie o zdrowym rozsądku mówią: najefektywniej zarządza majątkiem właściciel, dlatego prywatne firmy generują zyski, a nie straty! Od lat denerwujemy się, że w zarządach i radach nadzorczych spółek skarbu państwa zasiadają osoby z partyjnego nadania! No więc skończmy z tym. Sprywatyzujmy spółki i nie róbmy ludziom wody z mózgu.
A Kierkegaard na początku to dedykacja dla mojej Platformy. Zostawimy podatki w spokoju i sprywatyzujemy spółki - źle, podniesiemy podatki, ale zostawimy majątek spółek w rękach skarbu państwa - też źle. Amerykanie zwykle w takich sytuacjach mówią: Just do it! Kierując się własnym rozumem, a najlepiej programem, który pozwolił nam wygrać wybory!!!




iza leszczyna

2009-07-27 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


19 lipca 2009

Nie wiem od czego zacząć. Bo ważny jest budżet i jego nowelizacja, decyzje rządu i wyjaśnienie Państwu - moim Czytelnikom, dlaczego głosowałam tak, a nie inaczej, dlaczego Klub PO poparł rządowe poprawki prawie w całości. Ale ważne są też odejścia ludzi, takich jak Profesor Kołakowski i Zbigniew Zapasiewicz, który dla mnie był jakby ucieleśnieniem Herberta, (a przecież właśnie jego wiersz analizowałam na pisemnym egzaminie wstępnym na polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, więc sentyment dla Mistrza podwójny:))
I wreszcie niestety też ważne, bo rzeczywiste, a przy tym przerażające istnienie indywiduum, o którym mówi się ojciec Rydzyk. Dla mnie, mieszkanki Częstochowy, bolesne i nie do zrozumienia są występy tego pana z Jasnogórskiego Szczytu. Bolesne tym bardziej, że jako uczennica IV LO uciekałam z lekcji, żeby słuchać tego, co z Wałów Jasnogórskich  mówił do nas Jan Paweł II. A były to zupełnie inne słowa, jakby inny Kościół, i niech nikt mi nie wmawia, że ten sam. I chyba bardziej niż tanie akwizytorstwo Rydzyka i Kaczyńskiego zabolał mnie sposób, w jaki mówił o czarnoskórym Misjonarzu. Choć kupiectwo też było żałosne, wszak Jezus przegonił kupców z kościoła...

O Profesorze Kołakowskim i słowach, które zrobiły na mnie największe wrażenie, napiszę kiedy indziej, bo zasługują na samotność,

a dzisiaj trochę o budżecie.

Pisałam już, że wielu rozwiązań nie ma. Są trzy i koniec na tym.


1. Zwiększyliśmy dochody, pobierając dywidendy ze spółek skarbu państwa (ok. 8 mld. zł.)
2. Zmnmiejszyliśmy wydatki, planując w poszczególnych ministerstwach oszczędności na ok. 10 mln. i przenosząc finansowanie programu budowy dróg do Krajowego Fubduszu Drogowego (ok. 9 mld.)
3. Powiększyliśmy deficyt o 9 mld., teraz wynosi 27 mld. zł.
Te trzy strategiczne decyzje, składające się z wielu drobniejszych, sprawiły że finanse publiczne są bezpieczne, tzn. są środki na renty, emerytury, świadczenia rodzinne i alimentacyjne, na dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Są też pieniądze na mniejsze programy dedykowane do grup najuboższych Polaków:
- 550 mln. dożywianie dzieci
- 470 mln. Narodowy Program Stypendialny
- 35 mln. wyprawka szkolna
- 120 mln. szklanka mleka

W sumie na wszystkie cele społeczne przeznaczamy 226 mld. zł., opozycja zarzuca nam, że zabieramy stąd 4 mld. Jaki to procent? Niecałe 1,8%. Cięcia zawsze bolą, ale ekonomiści mówią, że konstruowanie budżetu to sztuka równomiernego rozłożenia rozczarowań. Rząd tak znowelizował budżet, żeby rozczarowania w najmniejszym stopniu dotknęły najbiedniejszych. Powtarzanie o zabraniu pieniędzy na książki dla niedowidzących dzieci jest obrzydliwą manipulacją, bo kilkakrotnie podczas pracy Komisji Finansów Publicznych i na sali posiedzeń minister Suchocka-Roguska (Ministerstwo Finansów) wyjaśniała, że na ten cel są pieniadze w rezerwie budżetrowej i, że wszystkie podręczniki będą sfinansowane.
Żenujących wystąpień posłów Lewicy, którzy podczas debaty budżetowej epatowali dowcipem rodem z prowincjonalnego kabaretu, nie bedę komentować, szkoda słów, to nie polityka, to "żenua", jak mówi zaprzyjaźniony dyrektor szkoły.




iza leszczyna

2009-07-19 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 lipca 2009

Jestem w Sejmie, zaraz wracam;))

to właściwie jedyne zdanie, na którego napisanie mam czas. Sprawozdania z wykonania budżetu za 2008 rok i nowelizacja zapowiadana na połowę tego roku sprawiły, że w zasadzie można być albo na Komisji Finansów Publicznych, albo czytać tomy materiałów, żeby się do posiedzenia  Komisji przygotować. W związku z tym nie byłam na Pikniku Geologicznym, chociaż myślę, że mam swój niewielki udział w tym, że ta inicjatywa doszła do skutku, nie byłam też na festynie organizowanym przez DPS w Lelowie, chociaż staram się Lelów wspierać w różnych przedsięwzięciach (czasem trudnych:). Wszystkich Zapraszających przepraszam, ale, jak mówiła (co prawda nie moja), ale jednak Babcia z Cisia, "takie życie, Dziecko".

Dobrze, że niedługo sierpień. Sejm musi przejść remont sali i dostosowanie jej dla naszych niepełnosprawnych kolegów-posłów. Jest więc szansa na urlop. Obiecuję, że napiszę o nowelizacji budżetu, dlaczego w ogóle jest? dlaczego teraz? i dlaczego tak, a nie inaczej nowelizujemy ustawę budżetową na 2009 r.?

 

iza leszczyna

2009-07-13 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 czerwca 2009

Nareszcie prawdziwy sukces Częstochowy! Inwestycja, która rozładuje korki tworzące się przez skrzyżowanie DK1 z Jana Pawła II, wygrała konkurs "Drogi w sieci TEN-T". Ma to być wielopoziomowe skrzyżowanie i rozwiąże także kilka innych komunikacyjnych problemów tej części miasta. To dobra wiadomość, tym bardziej, że poziom dofinansowania ze środków unijnych wynosi 85%. Informacja dzisiaj jest jeszcze nieoficjalna, ale już jutro wyniki konkursu zostaną opublikowane na stronach CUPT (Centrum Unijnych Projektów Transportowych). Mam nadzieję, że Pan Prezydent nie będzie miał za złe, że posłowie koalicji rządzącej wiedzą więcej niż beneficjent, choć raz już się na to skarżył. Ale przecież także od tego poseł jest, żeby o częstochowskie sprawy dbać w Warszawie. Co to znaczy? Na pewno nie chodzi o słynne poprawki do budżetu, które mogą tylko popsuć finanse publiczne i są tyle radosną twórczością posłów, najczęściej z opozycji, co nieodpowiedzialnym traktowaniem polityki, bo wskazują zwykle jako źródło finansowania FUS (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) lub środki na obsługę długu publicznego. W jednym i w drugim przypadku jest to rozdawnictwo, za które Pan płaci i Pani płaci....
Dbać o sprawy Częstochowy w Warszawie to często naprzykrzać się ministrom i podsekretarzom stanu, formułując takie argumenty, żeby skrzyżowanie w Częstochowie wydało się ważniejsze od wszystkich innych skrzyżowań w Polsce. A przecież trudnych, newralgicznych i niebezpiecznych skrzyżowań z drogami krajowymi w polskich miastach jest wiele więcej, chociaż my, częstochowianie jesteśmy przekonani, że nasze jest najważniejsze i najgorsze z możliwych. Nie trzeba chyba mówić o innej oczywistości - że dbać o sprawy Częstochowy, to uchwalać dobre ustawy i dobre prawo, bo wtedy wszystkim żyje się lepiej:))
Na pewno dbaniem o sprawy Polski, a zatem sprawy Częstochowy, nie można nazwać zgłaszania i głosowania za wotum nieufności wobec Ministra Finansów. Tym bardziej, gdy należy on do najlepiej ocenianych ministrów finansów w Europie, a gospodarka Polski i jej system bankowy radzą sobie w kryzysie wielokrotnie lepiej od innych. Właściwie takie działanie należy nazwać szkodzeniem polskiej racji stanu i nie ma w tym przesady. Każdy, kto obserwuje rynki i interesuje się finansami w skali makro, wie, że o wiele mniej istotne fakty, niż chęć odwołania ministra finansów przez opozycję,  powodują zawirowania w gospodarce, których konsekwencje zazwyczaj nie są przyjemne dla gospodarki kraju, z którego takie komunikaty płyną. Na szczęście w Europie mało kto traktuje PiS poważnie, bo złoty ani drgnął, a Warszawska GPW zanotowała nawet wzrosty:))

iza leszczyna

Przeczytaj artykuł z Życia Częstochowskiego

 

2009-06-29 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


22 czerwca 2009

Jakoś nie mam ostatnio szczęścia do mediów. Dzisiaj znowu Monika Olejnik, którą lubię, której zwykle słucham z przyjemnością, bo potrafi krytykować lewą i prawą stronę sceny politycznej, w rozmowie z Jolantą Kwaśniewską wypowiedziała mnie więcej takie zdanie "Mówi Pani takie mądre rzeczy, że chyba musi Pani zostać tym Prezydentem (Polski)". Jakie mądrości powiedziała Prezydentowa Kwaśniewska? Mniej więcej brzmiało to tak: "Prowadziłam panel o przemocy przeciwko kobietom na Kongresie Kobiet. To hańba, to zjawisko, któremu trzeba się przeciwstawić. W sejmie jest ustawa przeciwdziałająca takim zachowaniom, mówiła o niej Pani Poseł Jaruga-Nowacka, jest właśnie po pierwszym czytaniu, mam nadzieję, że nie ukryjemy tego problemu..." I to wystarczy, żeby mieć kompetencje predystynujące nas do bycia Prezydentem Polski? Czy ta wypowiedź wnosi do społecznej debaty coś nowego, odkrywczego, nowatorskiego? Przecież to są okrągłe zdania, które powtarzamy od lat i nie ma chyba nikogo, kto by się pod nimi nie podpisał!
Co jeszcze powiedziała Pani Jolanta? Że dwudniowy Kongres Kobiet był, jak erupcja wulkanu!!!
Tylko co po tej erupcji zostało? Kobiety z małych i jeszcze mniejszych miejscowości rozjechały się do domu w poczuciu jakiejś niewidzialnej, acz wielkiej siły, która je łączy i wzmacnia. Niektóre być może będą spokojnie czekać aż "coś" się zmieni, aż świat będzie rodzaju żeńskiego, a kobiety będą zapraszane do najwyższych gremiów i oddana zostanie im władza nad światem.

Tymczasem nic takiego się nie stanie!!!!!

Kobieta, żeby decydować o sobie i świecie musi to po prostu zacząć robić. Tylko tyle i aż tyle. Nikt za nas tego nie zrobi. Chcesz być dyrektorem w swojej firmie? Pracuj najlepiej, jak potrafisz. Chcesz być politykiem i choć trochę wpływać na rzeczywistość? Zapisz się do partii. Nie da się tego zrobić inaczej. Właściwie jestem przeciwna parytetom na listach wyborczych (musi być określona liczba kobiet, np. 50%), bo w końcu okaże się, że trzeba odrzucić dobrego kandydata, bo jest mężczyzną, a tu z wyliczenia wypada, że miejsce jest, ale dla kobiety!

Miało być o sześciolatkach, ale odłożę to do jutra:)

 

iza leszczyna

2009-06-22 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


21 czerwca 2009

Media - czwarta władza. Dlaczego mamy dla niej tyle wyrozumiałości? Jesteśmy w stanie wybaczyć dziennikarzom pomyłki, brak podstawowej wiedzy na temat, na który prowadzą rozmowę, niezbyt grzeczny ton wobec rozmówcy (nie mówię o gościu-polityku, bo tu im dziennikarz bardziej zaczepny, tym lepiej, i to nawet rozumiem, ale chodzi mi o takich widzów/słuchaczy, co sobie zadzwonią do redakcji, żeby porozmawiać, a ton ich wypowiedzi do tezy audycji nie pasuje). Wybaczamy dziennikarzom wszystko, nawet to, że ich artykuły nami manipulują, a to, że rozpoznawalnym ludziom robią chyłkiem zdjęcia, w przeróżnych, często prywatnych/intymnych sytuacjach i wrzucają na pierwszą stronę gazet - uwielbiamy!!! (i znowu nie mówię o celebrytach, żyjących z i dla pism kolorowych, ale o normalnych ludziach, którzy nie chcą być na pierwszej stronie Faktu)

A przecież media mają tyle wpadek, które np. wiarygodność polityka zmiotłyby z powierzchni ziemi. Podam dwa przykłady z sobotniego przedpołudnia, które mogłam spędzić w domu słuchając TVN24 (przypomnę, to stacja, wg opozycji, sprzyjająca PO).

Pierwszy:

Pani redaktor Brygida Grysiak (zwykle bardzo sympatyczna i dobrze przygotowana do rozmów) powiedziała, że w 2009 roku nauczyciele dostaną połowę obiecanej przez rząd podwyżki, bo mieli dostać 10%, a dostaną 5% (!) Słyszałam ten przekaz na własne uszy i widziałam na własne oczy na dużym pasku tekst: Obniżone podwyżki nauczycieli. Byłam niezmiernie zdziwiona, bo kilka dni wcześniej, minister Rostowski, w rozmowie ze mną, potwierdził, że wrześniowa podwyżka dla nauczycieli jest niezagrożona! Napisałam maila na kontakt@tvn24.pl, ale sprostowania nie usłyszałam. Mam nadzieję, że nauczyciele w pierwszym dniu wakacji nie oglądali telewizji;)

Drugi:

Lekka, mająca ambicje kulturalno-intelektualne (tak myślę, bo tytuł nawiązuje do książki Kurta Vonneguta "Śniadanie Mistrzów"). No więc siedzi sobie Marcin Meller - prowadzący - i oprócz paru innych wątków wprowadza temat - odpłatny drugi kierunek studiów. Jeśli redaktor chce potępić w czambuł pomysł minister Kudryckiej, to mógłby o nim trochę poczytać. Tymczasem rozmówcy mieli blade pojęcie o projekcie zmian, bo zaczęli i skończyli na utyskiwaniu, że zdolny student nie będzie mógł studiować dwóch kierunków, że to zamach na bezpłatne studia, konstytucję i tym podobne bzdury. Nikt nie powiedział rzeczy najważniejszej, że bezpłatne studiowanie dwóch kierunków będzie nadal możliwe dla studentów posiadających wysoką średnią. Dzisiaj dwa kierunki z powodzeniem (tzn. bez tych, któzy zaczynają, żeby po roku rzucić) studiuje ok. 10% studentów i to są ci, którzy naprawdę sobie radzą, są zdolni i pracowici. I oni nie muszą obawiać się żadnej zmiany. Czyżbyśmy chcieli z podatków płacić za podwójne studia wszystkich, któym to się zamarzy, nawet jeśli nie dają sobie rady z jednym kierunkiem? Po co? To jest ze szkodą dla takiego młodego człowieka, bo lepiej skończyć jeden kierunek dobrze, niż dwa byle jak. Szkoda, że prowadzący program pozostał na poziomie półprawdy:((

Jutro napiszę o nieracjonalnych zachowaniach rodziców z akcji ratujmymaluchy.




iza leszczyna

2009-06-21 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


15 czerwca 2009

Poseł Rokita w TVN24, komentując wypowiedź Kaczyńskiego o Radiu ZET,  powiedziała, że Prezes powinien być większym hipokrytą i powinien być bardziej politykiem niż człowiekiem(!)
A ja myślę, że chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi raczej o to właśnie, żeby być człowiekiem, takim człowiekiem, który ma w sobie szacunek dla drugiego, nawet wtedy, gdy ten jest dziennikarzem nieprzychylnego PiSowi radia. Chodzi o to, żeby nie mieć w głowie myśli, że ktoś jest z niższej półki, a ktoś nie jest z AK, a jeszcze inny jest tam, gdzie ZOMO. Chodzi o to, żeby takich myśli w sobie nie mieć, a nie o to, aby je ukrywać, udając  poprawność polityczną, bo w polityce nie można być oszustem. 
Chodzi także o to, że nie można udawać polityki miłości, bo wychodzi z niej romans w złym stylu i w dodatku na krótką metę.

 

iza leszczyna

2009-06-15 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


14 czerwca 2009

Zawsze wypowiadam się przeciwko interwencjonizmowi i próbom sterowania gospodarką przez polityków, nawet jeśli są to działania podejmowane "w dobrej wierze", tzn. mające pobudzić gospodarkę, zapobiec skutkom kryzysu, itd.... Jestem zwolennikiem liberalnego podejścia, tzn. uznającego wolny rynek i rządzące na nim mechanizmy za wartość, której nie należy niszczyć, bo po latach gospodarki nakazowo-rozdzielczej moglibyśmy bardzo szybko, jak Syzyf z ciężkim głazem, znaleźć się znów u podnóża wielkiej góry o nazwie Wolność i całą wspinaczkę trzeba by rozpocząć od nowa.
Podejście szanujące wolny rynek nie zwalnia jednak rządu od podjęcia działań, które zminimalizują skutki światowego kryzysu i zapewnią realizację ustawy budżetowej, a mówiąc po ludzku: rząd musi zabezpieczyć pieniądze na edukację, ochronę zdrowia, funkcjonowanie państwa czyli administrację, policję, itd., a także na wypłaty rent i emerytur. Nie wymieniam wielu innych pozycji, jak szkolnictwo wyższe, kultura, sport, ochrona środowiska.... Na to wszystko muszą być pieniądze i już w grudniu ubiegłego roku Minister Finansów Jacek Rostowski zapowiadał, że w lipcu może czekać nas nowelizacja budżetu.
Od początku tego roku toczą się w związku z tym wśród opozycji, ale także analityków i ekonomistów spekulacje i dyskusje, co też rząd zrobi i skąd weźmie brakujące pieniądze. I nikogo nie obchodzi, że rząd za wywołanie kryzysu nie odpowiada i że kryzys przyszedł do nas z zewnątrz, to są oczywistości, ale one nie zwalniają Ministra Finansów od "znalezienia" brakujących pieniędzy, bo po stronie wpływów jest mniej niż zakładaliśmy (nie tylko my, ale cały świat) w ubiegłym roku. To są punkty 1. i 2. z poprzedniego mojego wpisu w Niecodzienniku. Przypomnę: można zwiększyć przychody albo zmniejszyć wydatki - innej drogi nie ma. Za to pomysłów na zwiększenie przychodów lub obcięcie wydatków może być więcej, ale ich ilość także jest ograniczona:

1. Można podnieść podatki (przede wszystkim te, które szybko zasilą budżet, a więc nie jest to PIT) albo można zaciągnąć dług.

2. Można także szukać oszczędności, dokonując cięć w budżecie.


Co ciekawe, to co najbardziej efektywne dla wychodzenia z kryzysu, bywa najmniej akceptowane społecznie,  bo najskuteczniejsze są oszczędności, ale już słyszę głosy z trybuny sejmowej o zamachu na... i tu trzeba wpisać instytucję lub grupę społeczną, której cięcia dotkną. Krzyki rozlegną się także, gdyby rząd  chciał podnieść podatki, bo to dotyka każdego z nas, a ponadto nie jest też rozwiązaniem, pod którym łatwo podpisze się PO, bo przecież chcieliśmy obniżać podatki - taki był/jest nasz program.

Najmniej bolesne w odczuciu, dodajmy błędnym, opinii publicznej jest zaciągnięcie długu. A to naprawdę najgorsze z rozwiązań, bo w sytuacji Polski może przynieść spiralę zadłużenia, z której nie sposób wyjść. To rozwiązanie najmniej odpowiedzialne, bo odkłada konsekwencje takiego postepowania, przerzucając je na kolejne rządy. Ale przecież nie chodzi o utrzymanie władzy, tylko o dobre dla Polski rozwiązanie!  Chyba tylko komuniści gotowi byli za wszelką cenę, najczęściej dodrukowania pieniędzy i zadłużenia państwa  na wiele wiele lat utrzymywać się przy władzy, odkładając bankructwo systemu socjalistycznego w czasie? Mam nadzieję, że te czasy nigdy nie wrócą.
Tylko jak z tym prawdziwym i racjonalnym przesłaniem przebić się do świadomości obywateli? To chyba najtrudniejsze dla rządu zadanie i chyba rząd ma prawo oczekiwać wsparcia od niezależnych ekonomistów, tłumaczących zawiłości makroekonomii. Tymczasem, gdy w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań, pojawia się pomysł zwiększenia wpływów do budżetu bez podniesienia podatków i bez zaciągania długu, tzn. skonsumowania dywidendy banku PKO BP, gromadzą się nad głowami rządu czarne chmury: że spada wycena akcji, że zahamujemy akcję kredytową, że inne banki pójdą w ślady PKO i wypłacą swoim akcjonariuszom zyski, a to załamie sektor bankowy. Czy na pewno?
Przecież pomysł polega na jednoczesnym wypłaceniu zysków, które zasilą budżet państwa (bo państwo, czyli my - obywatele jesteśmy największym akcjonariuszem - właścicielem PKO BP) i dokapitalizowaniu banku przez emisję akcji. To nie tylko podtrzyma, ale wzmocni działalność kredytową, bo bank zyska na tej operacji ok 2 mld. zł.
Skąd więc taki krzyk? Przecież ci, co krzyczą wiedzą, że coś zrobić trzeba, nie można każdego rozwiązania krytykować, nie proponując nic w zamian.

 

iza leszczyna

2009-06-14 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


6 czerwca 2009

To dobrze, że kampanię wyborczą mamy za sobą. Poziom adrenaliny w pewnym momencie staje się tak duży, że zabija resztki szarych komórek w umysłach jej niektórych uczestników, a nawet osób wspierających. I to nie zawsze jest związane z przynależnością partyjną:) No, ale koniec o kampanii, bo cisza wyborcza obowiązuje, a podobno czujność niektórych polityków wzrosła tak bardzo, że żądali usuwania nazwisk innych polityków z plakatów informujących o pozapolitycznych imprezach, ustalanych często z półrocznym wyprzedzeniem.
O czym pisać w ciszy wyborczej? Kiedy nawet mówienie o wzroście PKB w Polsce w pierwszym kwartale 2009 roku o 0,8% może być poczytane za afirmowanie rządu, a więc PO, itd., itd.
Miałam wyjaśnić poprzedniego bloga, który nie dla wszystkich był zrozumiały. Staram się pisać dość prosto, ale finanse publiczne to z jednej strony temat atrakcyjny, bo struktura budżetu w pewnym sensie determinuje funkcjonowanie państwa, ale z drugiej strony temat trudny, bo jeśli nie chcemy pozostać na poziomie elementarza albo populistycznych haseł to trzeba, choć trochę, z podstaw ekonomii wiedzieć.
Przed rządem, a następnie sejmem, nowelizacja budżetu zapowiadana zresztą już w trakcie prac nad obecną ustawą budżetową. Na powtarzane często, choć niezbyt mądre pytanie o to, dlaczego rząd od razu nie zmienił założeń budżetowych, trzeba przypominać słowa wielu ekonomistów, w tym ministra Rostowskiego, że tylko wróżka mogła przewidzieć dynamikę PKB w poszczególnych krajach, w tym w Polsce. Nikomu, ani Komisji Europejskiej, ani Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, ani rządom Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Włoch nie udało się antycypować skali spowolnienia gospodarczego. Przypomnę, że w maju tego roku Komisja Europejska szacowała, że PKB w pierwszym kwartale 2009 w Polsce skurczy się o 1,7%, a w listopadzie ubiegłego roku zapowiadała wzrost PKB o 3,8%, więc pomyliła się o ponad 5 pkt. procentowych! Bez względu jednak na to, kto i o ile się pomylił, jedno jest pewne - są tylko dwa sposoby wyjścia z sytuacji, w której państwo ma mniej pieniędzy niż chce czy musi wydać:

1. zwiększamy wpływy do budżetu
2. zmniejszamy wydatki

Co znaczy pkt 1. i  pkt 2. w praktyce? O tym w następnym odcinku.




iza leszczyna

2009-06-07 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


26 maja 2009

Na sesji Rady Miasta Częstochowy radni rozmawiali o budżecie, więc wszyscy byli aktywni, bo przecież na budżecie zna się każdy (przynajmniej w zakresie mikroekonomii i  własnego domowego budżetu). Czasem było niestety niemerytorycznie, czy to jednak z niedostatecznej wiedzy, czy z przyczyn ideologicznych, trudno powiedzieć, bo przecież Przewodniczącego Komisji Skarbu o niewiedzę w zakresie ekonomii posądzić niesposób, a jednak  z niedowierzaniem słuchałam  niektórych Jego wypowiedzi, szczególnie tych oskarżających rząd o wzrost deficytu, inflację, a nawet o to, że Komisja Europejska zapowiedziała wszczęcie procedury nadmiernego deficytu wobec Polski. A jakie są fakty odarte z politycznych emocji? Minister Rostowski nie pozwala na zwiększenie deficytu przez zwiększenie wydatków (co proponują liderzy PiS, a więc partyjni koledzy Pana Przewodniczącego Domagały), nie zgadza się też na oryginalny pomysł Pana Prezydenta (to chyba też PiS?) obniżenia podatku VAT, który musiałby zmniejszyć wpływy do budżetu przynajmniej w początkowej fazie, a więc tej zbiegającej się z największym spadkiem PKB w Polsce (mówiąc wprost pomysł Pana Prezydenta zwiększa deficyt budżetowy). Inflacja? Tu akurat rząd nie ma wiele do powiedzenia, to raczej Bank Centralny czyli Narodowy Bank Polski reguluje podaż pieniądza w obiegu przez, między innymi, wysokość stóp procentowych (czyżby Prezes Skrzypek to też PiS?)
No i wreszcie stanowisko Komisji Europejskiej, przeczytajmy uzasadnienie:

"Przekroczenie progu wynika głównie z faktu, iż lata dobrej koniunktury jedynie w ograniczonym stopniu wykorzystano do konsolidacji finansów publicznych i wdrożenia głębokich reform po stronie wydatków. Przez ostatnich pięć lat Polska odnotowywała deficyty na poziomie średnio 4,3% PKB, mimo że tempo wzrostu gospodarczego przekraczało średnio 5,0%" - czytamy w raporcie KE.

Czy trzeba te słowa tłumaczyć? Znaczą tyle, że rząd PiSu przejadł wzrost gospodarczy, przy dużych wpływach do budżetu (wzrost PKB nawet 7%) utrzymywał wyższy deficyt niż rząd PO w czasie kryzysu, gdy dynamika PKB oscyluje w okolicy 0%!!! To tak, jakby ktoś nagle zaczął dużo zarabiać i zamiast spłacać swoje stare i bardzo wysokie długi, zadłużyłby się jeszcze bardziej, wydając więcej niż zarabia, i nagle stracił pracę. Sytuacja trudna, ale zwyczajna uczciwość i rzetelność nie pozwala za hulaszcze lata rządów Prawa i Sprawiedliwości pokrzykiwać na rząd Platformy Obywatelskiej.

 

iza leszczyna

2009-05-26 Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 3

             Design by: Studio Manifesto