Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

30 sierpnia 2009

1,1% wzrostu PKB w drugim kwartale rok do roku:)) Wszyscy się cieszą, bo nie sposób dopatrzyć się złej wiadomości w tej dobrej wiadomości. Co zrobić w takiej sytuacji, gdy jest się Prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i jednocześnie przedstawicielem opozycji? Która rola wygrywa? Niestety ta druga :(( Szkoda, bo Pan Prezydent naraził się (niestety nie pierwszy raz) na śmieszność. Dane opisujące parametry funkcjonowania gospodarki ogłaszane są ex post, a to znaczy, że są faktami, a nie prognozami. Co więc może się zgadzać czy nie zgadzać? Owszem Hegel powiedział kiedyś, gdy jego teoria astronomiczna okazała się błędna, że skoro  fakty  przeczą  teorii,  tym gorzej dla faktów, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Pan Prezydent nie tęsknił, jak filozof, za bardziej zrozumiałym, dającym się przewidzieć i opisać światem, stąd boleśnie odczuwał swoje pomyłki.

Oczywiście, że warto, a nawet trzeba, analizować dane płynące z rynków. Na podstawie wniosków rząd musi podjąć kolejne decyzje; deficyt przyszłoroczny z pewnością będzie wyższy, mówił o tym minister Rostowski, wspominając odroczone efekty kryzysu (będzie nim także wzrost bezrobocia w drugim i trzecim kwartale). Wzrost deficytu to koszt niepodwyższania podatków, ale musi być to wzrost odpowiedzialny, nienarażający Polski na złe oceny ze strony zagranicznych instytucji finansowych. Przed nami jeszcze sporo wyzwań spowodowanych kryzysem, ale jedno jest pewne - najgorsze za nami. Warto się z tego ucieszyć, szczególnie, gdy jest się Przezydentem Polski - jedynego kraju w Europie, którego nie dotknęła recesja.

 

iza leszczyna

2009-08-30 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


20 sierpnia 2009

Szkoda, że Generał Skrzypczak odszedł do rezerwy. Jakoś dobrze mu z oczu patrzyło, a to nie jest cecha powszechna. Szkoda, ale myślę, że po jego słowach, nic innego wydarzyć się nie mogło. Właściwie niepotrzebne słowa padały od samego początku z ust różnych polityków, nawet najwyższych rangą:( Tuż po śmierci kapitana Ambrozińskiego, podczas konferencji prasowej, gdy nie było jeszcze wystarczających danych, nie należało formułować żadnych komentarzy, nie należało szukać winnych, można było tylko złożyć kondolencje Rodzinie. Wojna jest wojną i giną na niej żołnierze. I choć brzmi to okrutnie, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że na wojnie ginie żołnierz:(( Źle się dzieje, gdy taka śmierć staje się pretekstem do niekontrolowanych emocji. Do  nich mają prawo tylko Najbliżsi, a nie urzędnicy i nie wojskowi. Nadmierna emocjonalność nie jest dobrą cechą, ani polityka ani żołnierza, a już na pewno nie generała. Dlatego, choć najprawdopodobniej w ocenie Gen. Skrzypczaka było sporo prawdy, to jednak forma w jakiej przedstawił sposób funkcjonowania naszej armii w Afganistanie była nie do przyjęcia. W wojsku, jak w hierarchii kościelnej: nie krytykuje się zwierzchnika! Pewnie dlatego Kościół przetrwał ponad 2000 lat.
Za zamkniętymi drzwiami, w cztery oczy można powiedzieć wszystko i mogą to być słowa bardzo ostre, może niecenzuralne. Ale za zamkniętymi drzwiami. Co to za armia, co o swoich słabych punktach mówi w telewizji? Że to zachowanie beznadziejne, że osłabia morale innych żołnierzy, że ośmiela Talibów, wie nawet cywil, a co dopiero generał!

I już nawet nie wiem, czy ta wojna jest sprawiedliwa? Dotąd myślałam (w przeciwieństwie do wojny w Iraku), że tak, że to wojna w obronie bezpieczeństwa i wolności narodów, ale św. Tomasz za warunek konieczny wojny sprawiedliwej (oprócz tych oczywistych, o których jako pierwszy mówił  Cyceron) uważał też "intencję zaprowadzenia pokoju". A czy zaprowadzenie pokoju w Afganistanie jest możliwe i czy wiara w to nie jest naiwnością? W zasadzie moje dywagacje o sprawiedliwej i niesprawiedliwej wojnie psu na budę się zdadzą, bo wg doktryny wojennej NATO ta wojna jest sprawiedliwa i koniec.

 

iza leszczyna

2009-08-21 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


11 sierpnia 2009

Spółki skarbu państwa to nie rodowe srebra! To pozostałość komunizmu!!! Platforma Obywatelska zawsze w swoim programie miała prywatyzację spółek skarbu państwa! Ten relikt socjalizmu jest tylko okazją do nadużyć w wyborze zarządów i rad nadzorczych! Prywatny właściciel dba przede wszystkim o kondycję firmy, tzn. o jej rozwój, bo tylko on gwarantuje dochody na wysokim poziomie. Czasy drapieżnego kapitalizmu i wyzysku robotników to przeszłość, dzisiaj mamy raczej do czynienia z szkodliwym działaniem związków zawodowych. Sprzedaż 15 % akcji na rzecz pracowników KGHM to dobre działanie rządu, ale sprzedaż 10 % na giełdzie, to niedobre działanie? Gdzie tu sens, gdzie logika? A już zupełnie kuriozalne było zdanie jednego ze związkowców KGHM, że PO obiecywała, że nie będzie zabierać dywidendy! Dividendum z łac. - rzecz do podziału; część zysku netto spółki kapitałowej do podziału pomiędzy udziałowców lub akcjonariuszy. Bez komentarza!

A całkiem już spokojnie i bliżej domowego (czytaj: częstochowskiego) podwórka, ale z uczuciem smutku:(( muszę znowu, odwołując się do Kierkeegarda (pozdrowienia dla jaro;) i parafrazując Mistrza, powiedzieć: bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz, ludzie Cię skrytykują:(( Na częstochowskim Forum GW pojawił się wątek nt. skalniaka, który powstał spontanicznie, dzięki mieszkańcom, chcącym upiększyć swoje miejsce zamieszkania. Ludzie wymyślili i zrobili! Piękna rzecz, pomyślałam, a ponieważ czas wakacyjny, "Wielka Polityka" trochę śpi,  więc napisałam na Forum, że dziękuję i że cieszę się, że świetnie i, że w ogóle;) Nie mam zwyczaju pisać pod innym nickiem, więc podpisałam się, jak zawsze. I co?:((((( Nie minął dzień, jak przeczytałam, że Pani Iza robi sobie darmowy PR i niech się nie podpina pod inicjatywę innych. Paranoja! trzeba chyba iść na urlop, udawać, że nie jestem posłem, albo, że w ogóle mnie nie ma, że nie czytam gazet i nie wpadam na Forum GW  od czasu do czasu, że nic mnie nie obchodzi, co dzieje się w Częstochowie, tak na wszelki wypadek,  żeby nikogo nie zdenerwować, nie urazić, bo kubeł pomyj, a w najlepszym razie pogrożenie paluszkiem zawsze w pogotowiu. Mimo wszystko miłych wakacji:))




iza leszczyna

p.s. co do aktywności lub jej braku posła w szeroko pojętym internecie (fora, portale społecznościowe, blogi, itd...) są trzy możliwości:

1. Aktywny, taki, co raz na jakiś czas wypowiada się w sprawach bieżącej polityki lokalnej, centralnej albo w różnych sprawach społecznych, odpowiada na maile.

Możliwy komentarz - robi sobie PR, niech się nie wymądrza, niech się nie promuje....

2. Nieobecny w internecie, taki, co ma nieaktualną stronę www, nie komentuje żadnych wątków, artykułów, wydarzeń, nie można z nim nawiązać szybkiego kontaktu e-mailowego.

Możliwy komentarz - nie nadąża za światem, nie porozumiewa się z wyborcami za pomocą nowoczesnych mediów, nie nadaje się na polityka, który musi przecież nadążać, a nawet kreować zmiany.

3. Aktywny tuż przed i w czasie kampanii - nowa szata graficzna strony internetowej przed wyborami, aktualizuje własne  aktywności  z ostatnich kilku miesięcy, wypowiada się na każdy temat na różnych Forach.

Możliwy komentarz - teraz się obudził? gdzie był przez całą kadencję? nie rób sobie kampanii za darmo!

No i co z tym fantem zrobić?:))

2009-08-11 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


9 sierpnia 2009

Wszystkie media ogłosiły, że posłowie mają wakacje. Co bardziej nerwowi obywatele wyliczyli, że tych wakacji będzie z miesiąc, więc może za długo?
Nie wiem, czy inni posłowie zamykają na miesiąc swoje biura, nie odbierają telefonów i nie spotykają się z osobami, które mają sprawy trudne, trudniejsze, czy beznadziejne do załatwienia, ale ja chciałam na cztery dni wyłączyć swoją służbową komórkę, żeby załatwić kilka spraw urzędowych osobistych, ale mi nie wyszło, bo trzy osoby, zawiedzione moim milczeniem, zadzwoniły do biura, gdzie moi współpracownicy (pozdrawiam:) natychmiast zdecydowali, że sprawy czekać nie mogą i zaplanowali mi następny tydzień: poniedziałek - spotkanie ze starostą lublinieckim, a po obiedzie z organizacją pracującą z trudną młodzieżą, wtorek - spotkanie z jedną z częstochowskich organizacji pozarządowych, środa - wizyta z wójtem "X" w Ministerstwie Infrastruktury, oczywiście nie są to spotkania kurtuazyjne i towarzyskie, raczej każde z nich generuje konieczność podjęcia kolejnych działań, a niektóre, jak w Ministerstwie, są poprzedzone telefonami, faxami i mailami:)) Nie żebym się skarżyła, chcę tylko powiedzieć, że niekoniecznie wszyscy posłowie mają miesiąc urlopu, bo jak znam swoje koleżanki i kolegów, to wielu z nich jest zawsze "pod ręką" dla innych.

Ostatnio (zmuszona trochę przez krytyczny wpis "jaro" pod moim blogiem) sięgnęłam do swojego "Niecodziennika" z 2006 roku. Nie byłam wtedy jeszcze posłem, ani radną, byłam wolnym strzelcem, co mógł sobie pisać, co mu do głowy przyszło: o planach wakacyjnych, o odchudzaniu i siłowni, czyli celach, które ciągle przede mną, nawet krytykować polityków mogłam zupełnie bezkarnie:). Dzisiaj jest trochę inaczej, bo nawet to, co niesie zwykle pozytywne skojarzenia, w połączeniu z politykiem staje się podejrzane, że to tylko PR, a w najlepszym razie lans...
Czasem myślę, że nie robię pewnych rzeczy, które normalnie bym zrobiła, bo nie chcę, żeby myślano "Leszczyna się promuje...", ale nierobienie niczego jest chyba gorsze od robienia czegoś dobrego nawet z krytycznym komentarzem w tle?
Trochę ten wywód zagmatwałam i wyszło mi circulum vitiosus, a to przypomina mi, że obiecałam napisać o Kołakowskim, a raczej o tym, co w Kołakowskim lubię najbardziej. Pamiętam, ale trochę mnie przerasta dana obietnica;), bo lubię u niego chyba wszystko, nawet młodzieńcze zauroczenie komunizmem, bo wyrastało przecież z buntu, dystans do siebie, gdy mówi: "nigdy nie czułem się szczególnie młody, bo nie miałem typowych dla młodości atrybutów", wreszcie brak przekonania o własnej nieomylności, rozróżnianie wad przyrodzonych, od tych, które są wynikiem naszego niedbalstwa i w związku z tym różne do nich podejście i różna ocena. Mam zamiar (to jeden z punktów wakacyjnego planu:) przeczytać jego ostatnią książkę "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania", to wtedy napiszę o swoich wrażeniach.

A inne wakacyjne postanowienia?
Na liście spraw do załatwienia skreślić dwie:
- malowanie mieszkania,
- dentysta.

To plan minimum, o maksimum powiem, jak mi wyjdzie:)))




iza leszczyna

 

2009-08-09 Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


1 sierpa 2009

Najważniejsza wiadomość z ostatnich dni to decyzja Międzynarodowej Federacji Pływania (FINA) zakazująca od 2010 roku stosowania kostiumów pływackich wykorzystujących technologie kosmiczne. To dobrze, bo w końcu nie wiadomo, czy to pływak taki dobry, czy kostium "płynie" trochę bardziej od innych ubranek. I właściwie dlaczego biednemu zawsze wiatr w oczy? Przecież kostiumy powstające w najlepszych światowych laboratoriach to drogie zabawki i nie każdego na nie stać. A przecież tęsknimy do idei równości i fair play w sporcie, chociaż w tym zawodowym coraz mniej "gonienia króliczka", a cała para idzie w to, aby go jednak złapać za każdą cenę, liczy się kasa i koniec:(
Co innego II Turniej Piłki Nożnej Drużyn Podwórkowych zorganizwoany przez Radę Dzielnicy Raków. Tam chodzi przede wszystkim o to, by gonić króliczka i dobrze się bawić. Byłam dzisiaj na wręczeniu przechodniego pucharu najlepszej drużynie 2009. Świetna zabawa, szkoda, że tylko finałowe mecze odbyły się na boisku Rakowa, reszta na betonowym placu przy Gimnazjum nr 7 na Rakowie. Co do infrastruktury sportowej, to krąży po Rakowie żart, że niechby hala sportowa przy gimnazjum nosiła imię Jacka Betnarskiego, ale żeby powstała:)) Panie Przezydencie czekamy!

Ale przyszłoroczny turniej musi odbyć  się na boisku Rakowa, bo w tym roku truchlałam ze strachu o kolana i łokcie zawodników (szczególnie tych najmłodszych, bo w grupie wiekowej 19-99 łamano nawet palce u stóp, nie przerywając gry, taki był  duch sportowy w zawodnikach !:)

Tyle o sporcie zawodowym i amatorskim, bo zaraz godzina "W" i uroczystości z okazji 65 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, a to poważna sprawa.



 


iza leszczyna

2009-08-01 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


27 lipca 2009

Jak to było u Sorena Kierkegaarda? I nie miłować ciężko i miłować marna pociecha. Nie, nic z tego, nie będzie ani o miłości, ani nawet o filozofii, chociaż wakacje sprzyjają jednemu i drugiemu (filozofii w tym sensie, że mamy więcej czasu na czytanie). Będzie za to o podatkach i prywatyzacji. Od wielu tygodni Premier i Minister Finansów mówią, że budżet na 2010 rok będzie trudny, że trzeba będzie podjąć decyzje nawet niepopularne. Premier mówił o ewentualnej podwyżce podatków, choć minister Rostowski  mówił raczej o współpracy z Prezydentem, która polegać miałaby na tym, że Prezydent nie zawetuje ustaw ograniczających wydatki państwa.
Wakacje to czas tworzenia budżetu na następny rok. Przystępując do wykonania jakiegoś zadania bierzemy zwykle pod uwagę wszystkie możliwe rozwiązania. Źle byłoby, gdybyśmy z góry, bez analizy, bez refleksji zakładali, że coś jest złym rozwiązaniem. To działanie nieprofesjonalne. Dlatego też rząd mówił o różnych pomysłach na bilansowanie państwowej kasy. Podnoszenie podatków to ostatnia z rzeczy, jaką chcielibyśmy zrobić, ale odpowiedzialność za państwo, nie tylko w perspektywie własnej kadencji, ale w ogóle, jest ważniejsza. Stąd także ta ewentualność (nawet za cenę spadku poparcia społecznego) była brana pod uwagę.
Co pozwala dzisiaj Premierowi mówić, że podatków nie podniesiemy? Coraz lepsze wyniki dotyczące wysokości produkcji. Chociaż niższa niż w zeszłym roku o tej samej porze, to w stosunku do pierwszego półrocza tego roku wzrasta (po odjęciu efektu sezonowości, która polega na tym, że w okresie letnim zawsze bezrobocie spada, a produkcja ogółem rośnie).

Ale skądś (dziwny wyraz:) pieniądze w budżecie muszą się znaleźć. Zwiększenie deficytu w kolejnym roku byłoby dla nas fatalne, bo dług staje się coraz droższy! (to zupełnie jak z kredytem, gdy idziesz do banku jako wiarygodny klient, dostajesz przyzwoite oprocentowanie, ale gdy lądujesz w lombardzie, zastawiając ostatnie pierścionki, dają ci bandycki procent, na który musisz się zgodzić, bo nie masz wyjścia).

Dobrym źródlem, o którym mówimy od wielu lat są spółki skarbu państwa, które należy prywatyzować!!! I nie jest to oddawanie rodzinnych sreber (przewodniczący SLD - G.  Napieralski), ani wysprzedawanie majątku rodzinnego, żeby kupić super samochód (poseł Hoffman - PiS). Jeśli już to wysprzedawanie, żeby przeżyć, a przede wszystkim rozwijać się, a nie żeby się bawić:(
Nie rozumiem, skąd w opozycji taka niechęć do prywatyzacji? Od lat eksperci, ekonomiści, analitycy różnej maści i ludzie o zdrowym rozsądku mówią: najefektywniej zarządza majątkiem właściciel, dlatego prywatne firmy generują zyski, a nie straty! Od lat denerwujemy się, że w zarządach i radach nadzorczych spółek skarbu państwa zasiadają osoby z partyjnego nadania! No więc skończmy z tym. Sprywatyzujmy spółki i nie róbmy ludziom wody z mózgu.
A Kierkegaard na początku to dedykacja dla mojej Platformy. Zostawimy podatki w spokoju i sprywatyzujemy spółki - źle, podniesiemy podatki, ale zostawimy majątek spółek w rękach skarbu państwa - też źle. Amerykanie zwykle w takich sytuacjach mówią: Just do it! Kierując się własnym rozumem, a najlepiej programem, który pozwolił nam wygrać wybory!!!




iza leszczyna

2009-07-27 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


19 lipca 2009

Nie wiem od czego zacząć. Bo ważny jest budżet i jego nowelizacja, decyzje rządu i wyjaśnienie Państwu - moim Czytelnikom, dlaczego głosowałam tak, a nie inaczej, dlaczego Klub PO poparł rządowe poprawki prawie w całości. Ale ważne są też odejścia ludzi, takich jak Profesor Kołakowski i Zbigniew Zapasiewicz, który dla mnie był jakby ucieleśnieniem Herberta, (a przecież właśnie jego wiersz analizowałam na pisemnym egzaminie wstępnym na polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, więc sentyment dla Mistrza podwójny:))
I wreszcie niestety też ważne, bo rzeczywiste, a przy tym przerażające istnienie indywiduum, o którym mówi się ojciec Rydzyk. Dla mnie, mieszkanki Częstochowy, bolesne i nie do zrozumienia są występy tego pana z Jasnogórskiego Szczytu. Bolesne tym bardziej, że jako uczennica IV LO uciekałam z lekcji, żeby słuchać tego, co z Wałów Jasnogórskich  mówił do nas Jan Paweł II. A były to zupełnie inne słowa, jakby inny Kościół, i niech nikt mi nie wmawia, że ten sam. I chyba bardziej niż tanie akwizytorstwo Rydzyka i Kaczyńskiego zabolał mnie sposób, w jaki mówił o czarnoskórym Misjonarzu. Choć kupiectwo też było żałosne, wszak Jezus przegonił kupców z kościoła...

O Profesorze Kołakowskim i słowach, które zrobiły na mnie największe wrażenie, napiszę kiedy indziej, bo zasługują na samotność,

a dzisiaj trochę o budżecie.

Pisałam już, że wielu rozwiązań nie ma. Są trzy i koniec na tym.


1. Zwiększyliśmy dochody, pobierając dywidendy ze spółek skarbu państwa (ok. 8 mld. zł.)
2. Zmnmiejszyliśmy wydatki, planując w poszczególnych ministerstwach oszczędności na ok. 10 mln. i przenosząc finansowanie programu budowy dróg do Krajowego Fubduszu Drogowego (ok. 9 mld.)
3. Powiększyliśmy deficyt o 9 mld., teraz wynosi 27 mld. zł.
Te trzy strategiczne decyzje, składające się z wielu drobniejszych, sprawiły że finanse publiczne są bezpieczne, tzn. są środki na renty, emerytury, świadczenia rodzinne i alimentacyjne, na dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Są też pieniądze na mniejsze programy dedykowane do grup najuboższych Polaków:
- 550 mln. dożywianie dzieci
- 470 mln. Narodowy Program Stypendialny
- 35 mln. wyprawka szkolna
- 120 mln. szklanka mleka

W sumie na wszystkie cele społeczne przeznaczamy 226 mld. zł., opozycja zarzuca nam, że zabieramy stąd 4 mld. Jaki to procent? Niecałe 1,8%. Cięcia zawsze bolą, ale ekonomiści mówią, że konstruowanie budżetu to sztuka równomiernego rozłożenia rozczarowań. Rząd tak znowelizował budżet, żeby rozczarowania w najmniejszym stopniu dotknęły najbiedniejszych. Powtarzanie o zabraniu pieniędzy na książki dla niedowidzących dzieci jest obrzydliwą manipulacją, bo kilkakrotnie podczas pracy Komisji Finansów Publicznych i na sali posiedzeń minister Suchocka-Roguska (Ministerstwo Finansów) wyjaśniała, że na ten cel są pieniadze w rezerwie budżetrowej i, że wszystkie podręczniki będą sfinansowane.
Żenujących wystąpień posłów Lewicy, którzy podczas debaty budżetowej epatowali dowcipem rodem z prowincjonalnego kabaretu, nie bedę komentować, szkoda słów, to nie polityka, to "żenua", jak mówi zaprzyjaźniony dyrektor szkoły.




iza leszczyna

2009-07-19 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 lipca 2009

Jestem w Sejmie, zaraz wracam;))

to właściwie jedyne zdanie, na którego napisanie mam czas. Sprawozdania z wykonania budżetu za 2008 rok i nowelizacja zapowiadana na połowę tego roku sprawiły, że w zasadzie można być albo na Komisji Finansów Publicznych, albo czytać tomy materiałów, żeby się do posiedzenia  Komisji przygotować. W związku z tym nie byłam na Pikniku Geologicznym, chociaż myślę, że mam swój niewielki udział w tym, że ta inicjatywa doszła do skutku, nie byłam też na festynie organizowanym przez DPS w Lelowie, chociaż staram się Lelów wspierać w różnych przedsięwzięciach (czasem trudnych:). Wszystkich Zapraszających przepraszam, ale, jak mówiła (co prawda nie moja), ale jednak Babcia z Cisia, "takie życie, Dziecko".

Dobrze, że niedługo sierpień. Sejm musi przejść remont sali i dostosowanie jej dla naszych niepełnosprawnych kolegów-posłów. Jest więc szansa na urlop. Obiecuję, że napiszę o nowelizacji budżetu, dlaczego w ogóle jest? dlaczego teraz? i dlaczego tak, a nie inaczej nowelizujemy ustawę budżetową na 2009 r.?

 

iza leszczyna

2009-07-13 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 czerwca 2009

Nareszcie prawdziwy sukces Częstochowy! Inwestycja, która rozładuje korki tworzące się przez skrzyżowanie DK1 z Jana Pawła II, wygrała konkurs "Drogi w sieci TEN-T". Ma to być wielopoziomowe skrzyżowanie i rozwiąże także kilka innych komunikacyjnych problemów tej części miasta. To dobra wiadomość, tym bardziej, że poziom dofinansowania ze środków unijnych wynosi 85%. Informacja dzisiaj jest jeszcze nieoficjalna, ale już jutro wyniki konkursu zostaną opublikowane na stronach CUPT (Centrum Unijnych Projektów Transportowych). Mam nadzieję, że Pan Prezydent nie będzie miał za złe, że posłowie koalicji rządzącej wiedzą więcej niż beneficjent, choć raz już się na to skarżył. Ale przecież także od tego poseł jest, żeby o częstochowskie sprawy dbać w Warszawie. Co to znaczy? Na pewno nie chodzi o słynne poprawki do budżetu, które mogą tylko popsuć finanse publiczne i są tyle radosną twórczością posłów, najczęściej z opozycji, co nieodpowiedzialnym traktowaniem polityki, bo wskazują zwykle jako źródło finansowania FUS (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) lub środki na obsługę długu publicznego. W jednym i w drugim przypadku jest to rozdawnictwo, za które Pan płaci i Pani płaci....
Dbać o sprawy Częstochowy w Warszawie to często naprzykrzać się ministrom i podsekretarzom stanu, formułując takie argumenty, żeby skrzyżowanie w Częstochowie wydało się ważniejsze od wszystkich innych skrzyżowań w Polsce. A przecież trudnych, newralgicznych i niebezpiecznych skrzyżowań z drogami krajowymi w polskich miastach jest wiele więcej, chociaż my, częstochowianie jesteśmy przekonani, że nasze jest najważniejsze i najgorsze z możliwych. Nie trzeba chyba mówić o innej oczywistości - że dbać o sprawy Częstochowy, to uchwalać dobre ustawy i dobre prawo, bo wtedy wszystkim żyje się lepiej:))
Na pewno dbaniem o sprawy Polski, a zatem sprawy Częstochowy, nie można nazwać zgłaszania i głosowania za wotum nieufności wobec Ministra Finansów. Tym bardziej, gdy należy on do najlepiej ocenianych ministrów finansów w Europie, a gospodarka Polski i jej system bankowy radzą sobie w kryzysie wielokrotnie lepiej od innych. Właściwie takie działanie należy nazwać szkodzeniem polskiej racji stanu i nie ma w tym przesady. Każdy, kto obserwuje rynki i interesuje się finansami w skali makro, wie, że o wiele mniej istotne fakty, niż chęć odwołania ministra finansów przez opozycję,  powodują zawirowania w gospodarce, których konsekwencje zazwyczaj nie są przyjemne dla gospodarki kraju, z którego takie komunikaty płyną. Na szczęście w Europie mało kto traktuje PiS poważnie, bo złoty ani drgnął, a Warszawska GPW zanotowała nawet wzrosty:))

iza leszczyna

Przeczytaj artykuł z Życia Częstochowskiego

 

2009-06-29 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


22 czerwca 2009

Jakoś nie mam ostatnio szczęścia do mediów. Dzisiaj znowu Monika Olejnik, którą lubię, której zwykle słucham z przyjemnością, bo potrafi krytykować lewą i prawą stronę sceny politycznej, w rozmowie z Jolantą Kwaśniewską wypowiedziała mnie więcej takie zdanie "Mówi Pani takie mądre rzeczy, że chyba musi Pani zostać tym Prezydentem (Polski)". Jakie mądrości powiedziała Prezydentowa Kwaśniewska? Mniej więcej brzmiało to tak: "Prowadziłam panel o przemocy przeciwko kobietom na Kongresie Kobiet. To hańba, to zjawisko, któremu trzeba się przeciwstawić. W sejmie jest ustawa przeciwdziałająca takim zachowaniom, mówiła o niej Pani Poseł Jaruga-Nowacka, jest właśnie po pierwszym czytaniu, mam nadzieję, że nie ukryjemy tego problemu..." I to wystarczy, żeby mieć kompetencje predystynujące nas do bycia Prezydentem Polski? Czy ta wypowiedź wnosi do społecznej debaty coś nowego, odkrywczego, nowatorskiego? Przecież to są okrągłe zdania, które powtarzamy od lat i nie ma chyba nikogo, kto by się pod nimi nie podpisał!
Co jeszcze powiedziała Pani Jolanta? Że dwudniowy Kongres Kobiet był, jak erupcja wulkanu!!!
Tylko co po tej erupcji zostało? Kobiety z małych i jeszcze mniejszych miejscowości rozjechały się do domu w poczuciu jakiejś niewidzialnej, acz wielkiej siły, która je łączy i wzmacnia. Niektóre być może będą spokojnie czekać aż "coś" się zmieni, aż świat będzie rodzaju żeńskiego, a kobiety będą zapraszane do najwyższych gremiów i oddana zostanie im władza nad światem.

Tymczasem nic takiego się nie stanie!!!!!

Kobieta, żeby decydować o sobie i świecie musi to po prostu zacząć robić. Tylko tyle i aż tyle. Nikt za nas tego nie zrobi. Chcesz być dyrektorem w swojej firmie? Pracuj najlepiej, jak potrafisz. Chcesz być politykiem i choć trochę wpływać na rzeczywistość? Zapisz się do partii. Nie da się tego zrobić inaczej. Właściwie jestem przeciwna parytetom na listach wyborczych (musi być określona liczba kobiet, np. 50%), bo w końcu okaże się, że trzeba odrzucić dobrego kandydata, bo jest mężczyzną, a tu z wyliczenia wypada, że miejsce jest, ale dla kobiety!

Miało być o sześciolatkach, ale odłożę to do jutra:)

 

iza leszczyna

2009-06-22 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 6

             Design by: Studio Manifesto