Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

13 września 2009

3. Kongres Częstochowian byłby piękną imprezą, gdyby nie to, że czuć było unoszący się w powietrzu duch referendum. Stąd też wierny rycerz Prezydenta Tadeusza Wrony Pan Pospieszalski w wypowiedzi dedykowanej uczestnikom wprost odniósł się do tego faktu, krytycznie oceniając jego pomysłodawców. Każdy ma prawo do oceny zjawisk społeczno-politycznych, na szczęście żyjemy w kraju demokratycznym, ale czy Kongres to najlepsze miejsce na uprawianie polityki, obojętnie pro- czy antyprezydenckiej? Pięknie zdystansował się do bieżącej sytuacji politycznej w Częstochowie Przewodniczący Rady Miasta Piotr Kurpios. Przywołał w swoim wystąpieniu  wiersz Zbigniewa Herberta "Powrót Prokonsula". Wiersz szczególnie mi bliski, bo na pisemnym egzaminie na filologię polską na UJ jednym z poleceń była analiza i interpretacja tego właśnie wiersza (zdałam:). Fragment zacytowany przez Piotra, skierowany do tych Częstochowian, którzy z różnych powodów nasze miasto opuścili, nawiązywał do tęsknoty, biorącej się z tego, że trudno żyć w miejscu, w którym nigdy nie poczujemy się naprawdę u siebie. Bo to "u siebie" bierze się z widoku podwórka, gdzie bawiliśmy się jako dzieci, bramy, obok której szliśmy do kościoła czy szkoły, to czasem zapach i smak lodów waniliowych podawanych w dwóch prostokątnych wafelkach w barze mlecznym naprzeciwko Kościoła Najświętszej Maryi Panny, kościoła pięknie wkomponowanego w moje późniejsze liceum. Gościnnie mieściła się tam moja parafia - św. Stanisława Kostki. O tym w zasadzie mówił fragment zacytowany przez Przewodniczącego Kurpiosa.
 
Może dobrze, że Piotr nie jest polonistą, tylko lekarzem, dlatego nikt nie posądzi Go, że znał dalszy ciąg wiersza:) Bo w zasadzie cały tekst to historia Prokonsula, który uciekł z miasta-dworu Cesarza na prowincję, bo na dworze Cesarza nie dało się normalnie żyć. Trzeba było chwalić jego pomysły, śmiać się z jego dowcipów i udawać głupszego niż on. Dlatego Prokonsulowi obrzydł pobyt na dworze i wyjechał, ale tęsknił, bo przecież miasto to nie tylko cesarz, bo przecież zostały tam rzeczy ważne i dobre, zostało coś oprócz "dworu", więc postanowił wrócić, przybrać maskę, ale zbytnio nie schylać karku, bo:

"cesarz (...) lubi odwagę cywilną
do pewnych granic do pewnych rozsądnych granic
to w gruncie rzeczy człowiek tak jak wszyscy
i już bardzo zmęczony sztuczkami z trucizną
nie może pić do syta nieustanne szachy
ten lewy kielich dla Druzjusza w prawym umoczyć
wargi
potem pić tylko wodę nie spuszczać oka z Tacyta"


Dlaczego właściwie Herbert nie dostał literackiego Nobla i czy musi być tak, że sprawowanie władzy dzisiaj  różni się od sprawowania jej w starożytnym Rzymie tylko rekwizytami? A może to, że władca nie truje swoich politycznych przeciwników, to jednak spore osiągnięcie?
 



iza leszczyna

 

2009-09-13 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 września 2009

Obserwując zachowanie posłów PiSu, a nawet samego Pana Prezydenta, dochodzę do wniosku, że najchętniej wypowiedzieliby Rosji wojnę. Przekonanie o tym, że można zmusić drugie państwo do uznania naszych racji jest nie tylko naiwne, ale smutne, żeby nie powiedzieć przerażające. Dziwić może tylko, że pracownik Katedry Historii Najnowszej Uniwersytetu w Toruniu (tak o sobie mówił dzisiaj poseł Girzyński, ten od radia Maryja) o tym nie wie, a przecież Historia magistra vitae est. Jarosław Kaczyński oczami wyobraźni widzi siebie, jako wodza, najlepiej na Kasztance, patrzącego na drugi cud nad Wisłą. Ale tu cudu nie będzie. Może być tylko wieloletnia, zmiękczająca stanowisko Rosjan (może dopiero w kolejnym pokoleniu?), polityka zagraniczna prowadzona przez polskie rządy konsekwentnie, nie na kolanach, ale też nie z głową hardo uniesioną do góry, bo wtedy niemożliwa jest konsyliacja, jedynie konfrontacja!
Skąd tyle zaciętości i zawziętości w tej formacji politycznej? Żenujący spektakl zafundowany przez Prawo i Sprawiedliwość w czasie I i II czytania uchwały dotyczącej uznania zasług rządu Premiera Tadeusza Mazowieckiego niestety te cechy potwierdził. Przykrego wrażenia nie zatarła volta PiSu zastosowana rzutem na taśmę już w trakcie głosowań. W zasadzie, w związku z histerycznym i nieprzewidywalnym zachowaniem Prezesa Kaczyńskiego, trudno ustalić, czy taki był plan, czy raczej głosy normalnych posłów Prawa i Sprawiedliwości (są tacy!!!) wystraszyły Kaczyńskiego i, bojąc się fiaska w głosowaniu, wycofał swoje wojsko, żeby nie przegrać tej bitwy całkowicie. Jakby nie było, szkoda, że w ogóle było, bo to po prostu wstyd.
 





iza leszczyna

2009-09-11 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


9 września 2009

W jednej z rozmów minister Rostowski powiedział mi: " Pani Poseł, z mediami się nie walczy, bo zawsze się przegrywa." Przyjmuję tę naukę z pokorą, ale jak nie walczyć z takimi mediami?:
„Pół Polski żyje dzisiaj informacją o pańskim ślubie” powiedział zaaferowany (może jako jedyny Polak?) redaktor Rymanowski do byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza w popularnym magazynie informacyjnym "Fakty po faktach". No i jak nie czuć zażenowania poziomem telewizyjnych stacji informacyjnych, publicznych i prywatnych? Marcinkiewicz, nad którym nie chcę się dzisiaj pastwić, bo jest osobą prywatną  i jako taka ma prawo do przestrzegania wobec niego zasady  „niewchodzenia z butami w życie prywatne” nie jest bohaterem mojej bajki i nigdy (nawet jako premier) nie był. Dzisiaj także, jego przesadna, moim zdaniem, afirmacja wszystkiego, co robi rząd Platformy Obywatelskiej, nie wywołała mojego entuzjazmu, bo nie wierzę w szczerość Marcinkiewicza. Dla mnie jest koniunkturalistą, który wie, że musi znaleźć miejsce dla siebie, najlepiej w świecie polityki, bo wie, jak osiąga się tu sukces, a ponieważ PiS jest na równi pochyłej i nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a Lewica jest za daaaaaleko; więc zostaje Platforma Obywatelska: wizerunek dość estetyczny, a i poparcie społeczne wciąż duże. A swoją drogą, czy  Marcinkiewicz ze swoją Izabelą (dobrze, że Ona jest chociaż przez "s") musiał wziąć ślub w tym samym dniu, co ja??? Dobrze też, że ja po prostu w Częstochowie, a on w Barcelonie:)

Dość prywaty! W sejmie dzisiaj kilka ustaw finansowych, więc sporo czasu spędziłam na sali posiedzeń. Nowa konstrukcja dla posłów niepełnosprawnych sprawia, że wchodząc na mównicę, myślę przede wszystkim o tym, żeby się nie przewrócić:))  Ale tym razem udało się i to dwukrotnie! W trakcie drugego czytania ustawy o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych rozczulił mnie poseł Karasiewicz (nasz, tzn. z naszego okręgu wyborczego; ten, co był w PiSie, a teraz marzy o Polsce XXI). No więc poseł Karasiewicz (generalnie sympatyczny i pracowity) powiedział, że SKOKi (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe) powstają, gdy kilka osób bez pieniędzy zbierze się i powie: załóżmy kasę oszczędnościowo-kredytową(sic!). Zupełnie, jakbym słyszała Reymontowskiego bohatera, który mówi: "Ja nie mam nic, Ty nie masz nic, więc razem mamy tyle, żeby założyć fabrykę." Ale to "Ziemia obiecana", fikcja literacka, nie rzeczywistość. Panie Pośle, od Pana wyborcy oczekują racjonalizmu, a nie romantyzmu, choć ten czasem potrafi porwać tłumy, ale to nie ten czas! A racjonalne podejście do SKOKów wskazuje na to, że powinny mieć tyle samo praw, co obowiązków. I nie ma racjonalnego powodu (oprócz interesu grupki osób z Fundacji de facto zarządzającej kasami), dla którego SKOKi nie mają podlegać nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego!!! Mówienie w tym kontekście o 2 milionach członków to hipokryzja, bo nowa ustawa broni właśnie ich interesu, a posłowie PiS, i niestety poseł Karasiewicz, bronili prezesów, zarządu i transferu pieniędzy do Luksemburga. To obrona złej sprawy!!!

Nie będę komentować meczu Polska-Słowenia:((
Żeby zamknąć utyskiwaniem na media, redaktor Rymanowski nie zadał ani jednego merytorycznego pytania, chociaż Marcinkiewicz był w Krynicy na Forum Ekonomicznym, a nie w maglu!!!



iza leszczyna

 

2009-09-09 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 września 2009

Minister Rostowski ogłosił, że przyszłoroczny deficyt  będzie wynosił ponad 52 mld. złotych. To dużo, a nawet bardzo dużo. Informacja ta otworzyła usta milczącym dotąd przedstawicielom opozycji. Dlaczego milczeli przez ostatni tydzień? No bo jak doszukać się złej informacji w dobrej informacji? A przecież dane GUSu o wzroście PKB były jednoznacznie pozytywne dla Polski. Panowie Napieralscy, Kaczyńscy i inni nie umieli znaleźć dziury w całym, więc siedzieli cichutko. Co innego teraz. Znów chwycili w dłonie sztandary i krytykują resort finansów, tylko patrzeć, jak wnioski o wotum nieufności pojawią się w lasce marszałkowskiej. Argumenty kuriozalne, ale kto by zastanawiał się nad logiką własnego wywodu? W pokrzykiwaniu opozycji, bez składu i ładu, trudno byłoby rozróżnić informację o tym, kto ukradł, a kogo okradli, a co dopiero znaleźć ciąg zdarzeń w łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Mówi się: takie prawo opozycji. I coś w tym jest, ale chciałoby się chociaż trochę merytorycznej dyskusji, a nie ciągłego powtarzania, że deficyt można było zwiększyć wcześniej, to dzisiaj byłby mniejszy, chociaż wszyscy ekonomiści twierdzą, że byłoby dokładnie odwrotnie! A te pohukiwania o braku programu rządowego, który miał pobudzić gospodarkę? A czym innym było skierowanie środków na dudowę dróg i autostrad? (sama prowadziłam dwie z koniecznych ustaw) Na drogi wydamy w tym roku ok. 20 mld. zł. Ile wydaliśmy w czasie, gdy na czele rządu stał Jarosław Kaczyński? Odpowiedź - 2 mld. Ale co tam, ekonomia to nauka humanistyczna, więc - w rozumieniu niektórych -  dowolnie można interpretować liczby i fakty. Otóż nie jest tak. Nie można jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. Jeśli nie podnosimy podatków (a to chyba jest kierunek popierany przez opozycję?), a wpływy do budżetu są mniejsze (nie tylko niższe tempo wzrostu gospodarczego, ale też niższa składka rentowa), to musi (!) wzrosnąć deficyt. Jeśli zadłużenie wzrasta w większości krajów Unii Europejskiej (Komisja wdroży procedury nadmiernego deficytu dla ponad dwudziestu państw) to znaczy, że taki jest skutek kryzysu i nie ma co deliberować nadmiernie nad tą "dziurą budżetową" tym bardziej, że Minister Rostowski przedstawia mapę drogową wyjścia z nadmiernego deficytu. I to jest ważne: zadłużanie się nie jest tragedią, tragiczne jest, jeśli nie mamy rozwiązania, jak wyjść z zadłużenia.




iza leszczyna




P.S. Zapewniam, że moje optymistyczne spojrzenie na rzeczywistość nie ma związku z tym, że 5 września 2009 roku wyszłam za mąż:) Przy okazji wszystkim, którzy wzięli udział w uroczystości, przysłali nam życzenia albo pomyśleli o nas ciepło w tym dniu, dziękuję w imieniu swoim i mojego Męża:))

2009-09-07 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 września 2009

Dzisiaj o 20.00 na Placu Katedralnym w Częstochowie Wojtek Kołsut i Progresja po raz kolejny (trzeci?) przedstawią happening upamiętniający częstochowian, którzy zginęli 4 września 1939 roku w Częstochowie. Dzień ten mieszkańcy nazwali krwawym poniedziałkiem. To dobrze, że Częstochowa oprócz oficjalnych obchodów rocznicy wybuchu II Wojny Światowej ma coś, co powstało w głowach kilku młodych ludzi i stało się corocznym wydarzeniem. W tym roku uczniowie Traugutta mają być aktorami przedstawienia przygotowanego przez Kołsuta.
A ogólnopolskie, a właściwie ogólnoeuropejskie, czy nawet światowe obchody 70 rocznicy na Westerplatte oceniam w kategoriach dyplomatycznych jako sukces rządu. Prezes PiS widzi w tym wydarzeniu porażkę, ale zastanawiam się czego właściwie od Putina oczekiwał? Że przyjedzie, jak Jurand ze Spychowa pod mury twierdzy krzyżackiej we włosiennicy? Dyplomacja i stosunki międzynarodowe naprawdę nie polegają na tym, że jedna strona rzuca na kolana drugą. Kanclerz Merkel zyskała sobie po raz kolejny szacunek przywódców państw, komentatorów i opinii społecznej. Putin po raz kolejny został oceniony znacznie gorzej. To problem Putina, nie nasz. My, ustami Przydenta i Premiera, powiedzieliśmy to, co chcieliśmy powiedzieć, a wszyscy obecni, w tym Putin, musieli polskiego głosu wysłuchać. I dobrze. Najistotniejsze wydają mi się słowa Premiera, który powiedział: Wybieramy przyszłość, nie zapominając o przeszłości. Taka powinna być dyplomacja i taka jest polska racja stanu. Nie można przecież najechać na Moskwę, żeby zmusić ją do uległości i takiej interpretacji swojej własnej przeszłości, jaką my chcielibyśmy z ust Putina usłyszeć. Kropla drąży skałę. Ta rocznica to na pewno kilka, kilkanaście kropel więcej. Fakt, że Putin przyjechał do Polski - w języku dyplomacji - jest także punktem dla nas.



iza leszczyna

2009-09-04 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


30 sierpnia 2009

1,1% wzrostu PKB w drugim kwartale rok do roku:)) Wszyscy się cieszą, bo nie sposób dopatrzyć się złej wiadomości w tej dobrej wiadomości. Co zrobić w takiej sytuacji, gdy jest się Prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i jednocześnie przedstawicielem opozycji? Która rola wygrywa? Niestety ta druga :(( Szkoda, bo Pan Prezydent naraził się (niestety nie pierwszy raz) na śmieszność. Dane opisujące parametry funkcjonowania gospodarki ogłaszane są ex post, a to znaczy, że są faktami, a nie prognozami. Co więc może się zgadzać czy nie zgadzać? Owszem Hegel powiedział kiedyś, gdy jego teoria astronomiczna okazała się błędna, że skoro  fakty  przeczą  teorii,  tym gorzej dla faktów, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Pan Prezydent nie tęsknił, jak filozof, za bardziej zrozumiałym, dającym się przewidzieć i opisać światem, stąd boleśnie odczuwał swoje pomyłki.

Oczywiście, że warto, a nawet trzeba, analizować dane płynące z rynków. Na podstawie wniosków rząd musi podjąć kolejne decyzje; deficyt przyszłoroczny z pewnością będzie wyższy, mówił o tym minister Rostowski, wspominając odroczone efekty kryzysu (będzie nim także wzrost bezrobocia w drugim i trzecim kwartale). Wzrost deficytu to koszt niepodwyższania podatków, ale musi być to wzrost odpowiedzialny, nienarażający Polski na złe oceny ze strony zagranicznych instytucji finansowych. Przed nami jeszcze sporo wyzwań spowodowanych kryzysem, ale jedno jest pewne - najgorsze za nami. Warto się z tego ucieszyć, szczególnie, gdy jest się Przezydentem Polski - jedynego kraju w Europie, którego nie dotknęła recesja.

 

iza leszczyna

2009-08-30 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


20 sierpnia 2009

Szkoda, że Generał Skrzypczak odszedł do rezerwy. Jakoś dobrze mu z oczu patrzyło, a to nie jest cecha powszechna. Szkoda, ale myślę, że po jego słowach, nic innego wydarzyć się nie mogło. Właściwie niepotrzebne słowa padały od samego początku z ust różnych polityków, nawet najwyższych rangą:( Tuż po śmierci kapitana Ambrozińskiego, podczas konferencji prasowej, gdy nie było jeszcze wystarczających danych, nie należało formułować żadnych komentarzy, nie należało szukać winnych, można było tylko złożyć kondolencje Rodzinie. Wojna jest wojną i giną na niej żołnierze. I choć brzmi to okrutnie, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że na wojnie ginie żołnierz:(( Źle się dzieje, gdy taka śmierć staje się pretekstem do niekontrolowanych emocji. Do  nich mają prawo tylko Najbliżsi, a nie urzędnicy i nie wojskowi. Nadmierna emocjonalność nie jest dobrą cechą, ani polityka ani żołnierza, a już na pewno nie generała. Dlatego, choć najprawdopodobniej w ocenie Gen. Skrzypczaka było sporo prawdy, to jednak forma w jakiej przedstawił sposób funkcjonowania naszej armii w Afganistanie była nie do przyjęcia. W wojsku, jak w hierarchii kościelnej: nie krytykuje się zwierzchnika! Pewnie dlatego Kościół przetrwał ponad 2000 lat.
Za zamkniętymi drzwiami, w cztery oczy można powiedzieć wszystko i mogą to być słowa bardzo ostre, może niecenzuralne. Ale za zamkniętymi drzwiami. Co to za armia, co o swoich słabych punktach mówi w telewizji? Że to zachowanie beznadziejne, że osłabia morale innych żołnierzy, że ośmiela Talibów, wie nawet cywil, a co dopiero generał!

I już nawet nie wiem, czy ta wojna jest sprawiedliwa? Dotąd myślałam (w przeciwieństwie do wojny w Iraku), że tak, że to wojna w obronie bezpieczeństwa i wolności narodów, ale św. Tomasz za warunek konieczny wojny sprawiedliwej (oprócz tych oczywistych, o których jako pierwszy mówił  Cyceron) uważał też "intencję zaprowadzenia pokoju". A czy zaprowadzenie pokoju w Afganistanie jest możliwe i czy wiara w to nie jest naiwnością? W zasadzie moje dywagacje o sprawiedliwej i niesprawiedliwej wojnie psu na budę się zdadzą, bo wg doktryny wojennej NATO ta wojna jest sprawiedliwa i koniec.

 

iza leszczyna

2009-08-21 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


11 sierpnia 2009

Spółki skarbu państwa to nie rodowe srebra! To pozostałość komunizmu!!! Platforma Obywatelska zawsze w swoim programie miała prywatyzację spółek skarbu państwa! Ten relikt socjalizmu jest tylko okazją do nadużyć w wyborze zarządów i rad nadzorczych! Prywatny właściciel dba przede wszystkim o kondycję firmy, tzn. o jej rozwój, bo tylko on gwarantuje dochody na wysokim poziomie. Czasy drapieżnego kapitalizmu i wyzysku robotników to przeszłość, dzisiaj mamy raczej do czynienia z szkodliwym działaniem związków zawodowych. Sprzedaż 15 % akcji na rzecz pracowników KGHM to dobre działanie rządu, ale sprzedaż 10 % na giełdzie, to niedobre działanie? Gdzie tu sens, gdzie logika? A już zupełnie kuriozalne było zdanie jednego ze związkowców KGHM, że PO obiecywała, że nie będzie zabierać dywidendy! Dividendum z łac. - rzecz do podziału; część zysku netto spółki kapitałowej do podziału pomiędzy udziałowców lub akcjonariuszy. Bez komentarza!

A całkiem już spokojnie i bliżej domowego (czytaj: częstochowskiego) podwórka, ale z uczuciem smutku:(( muszę znowu, odwołując się do Kierkeegarda (pozdrowienia dla jaro;) i parafrazując Mistrza, powiedzieć: bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz, ludzie Cię skrytykują:(( Na częstochowskim Forum GW pojawił się wątek nt. skalniaka, który powstał spontanicznie, dzięki mieszkańcom, chcącym upiększyć swoje miejsce zamieszkania. Ludzie wymyślili i zrobili! Piękna rzecz, pomyślałam, a ponieważ czas wakacyjny, "Wielka Polityka" trochę śpi,  więc napisałam na Forum, że dziękuję i że cieszę się, że świetnie i, że w ogóle;) Nie mam zwyczaju pisać pod innym nickiem, więc podpisałam się, jak zawsze. I co?:((((( Nie minął dzień, jak przeczytałam, że Pani Iza robi sobie darmowy PR i niech się nie podpina pod inicjatywę innych. Paranoja! trzeba chyba iść na urlop, udawać, że nie jestem posłem, albo, że w ogóle mnie nie ma, że nie czytam gazet i nie wpadam na Forum GW  od czasu do czasu, że nic mnie nie obchodzi, co dzieje się w Częstochowie, tak na wszelki wypadek,  żeby nikogo nie zdenerwować, nie urazić, bo kubeł pomyj, a w najlepszym razie pogrożenie paluszkiem zawsze w pogotowiu. Mimo wszystko miłych wakacji:))




iza leszczyna

p.s. co do aktywności lub jej braku posła w szeroko pojętym internecie (fora, portale społecznościowe, blogi, itd...) są trzy możliwości:

1. Aktywny, taki, co raz na jakiś czas wypowiada się w sprawach bieżącej polityki lokalnej, centralnej albo w różnych sprawach społecznych, odpowiada na maile.

Możliwy komentarz - robi sobie PR, niech się nie wymądrza, niech się nie promuje....

2. Nieobecny w internecie, taki, co ma nieaktualną stronę www, nie komentuje żadnych wątków, artykułów, wydarzeń, nie można z nim nawiązać szybkiego kontaktu e-mailowego.

Możliwy komentarz - nie nadąża za światem, nie porozumiewa się z wyborcami za pomocą nowoczesnych mediów, nie nadaje się na polityka, który musi przecież nadążać, a nawet kreować zmiany.

3. Aktywny tuż przed i w czasie kampanii - nowa szata graficzna strony internetowej przed wyborami, aktualizuje własne  aktywności  z ostatnich kilku miesięcy, wypowiada się na każdy temat na różnych Forach.

Możliwy komentarz - teraz się obudził? gdzie był przez całą kadencję? nie rób sobie kampanii za darmo!

No i co z tym fantem zrobić?:))

2009-08-11 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


9 sierpnia 2009

Wszystkie media ogłosiły, że posłowie mają wakacje. Co bardziej nerwowi obywatele wyliczyli, że tych wakacji będzie z miesiąc, więc może za długo?
Nie wiem, czy inni posłowie zamykają na miesiąc swoje biura, nie odbierają telefonów i nie spotykają się z osobami, które mają sprawy trudne, trudniejsze, czy beznadziejne do załatwienia, ale ja chciałam na cztery dni wyłączyć swoją służbową komórkę, żeby załatwić kilka spraw urzędowych osobistych, ale mi nie wyszło, bo trzy osoby, zawiedzione moim milczeniem, zadzwoniły do biura, gdzie moi współpracownicy (pozdrawiam:) natychmiast zdecydowali, że sprawy czekać nie mogą i zaplanowali mi następny tydzień: poniedziałek - spotkanie ze starostą lublinieckim, a po obiedzie z organizacją pracującą z trudną młodzieżą, wtorek - spotkanie z jedną z częstochowskich organizacji pozarządowych, środa - wizyta z wójtem "X" w Ministerstwie Infrastruktury, oczywiście nie są to spotkania kurtuazyjne i towarzyskie, raczej każde z nich generuje konieczność podjęcia kolejnych działań, a niektóre, jak w Ministerstwie, są poprzedzone telefonami, faxami i mailami:)) Nie żebym się skarżyła, chcę tylko powiedzieć, że niekoniecznie wszyscy posłowie mają miesiąc urlopu, bo jak znam swoje koleżanki i kolegów, to wielu z nich jest zawsze "pod ręką" dla innych.

Ostatnio (zmuszona trochę przez krytyczny wpis "jaro" pod moim blogiem) sięgnęłam do swojego "Niecodziennika" z 2006 roku. Nie byłam wtedy jeszcze posłem, ani radną, byłam wolnym strzelcem, co mógł sobie pisać, co mu do głowy przyszło: o planach wakacyjnych, o odchudzaniu i siłowni, czyli celach, które ciągle przede mną, nawet krytykować polityków mogłam zupełnie bezkarnie:). Dzisiaj jest trochę inaczej, bo nawet to, co niesie zwykle pozytywne skojarzenia, w połączeniu z politykiem staje się podejrzane, że to tylko PR, a w najlepszym razie lans...
Czasem myślę, że nie robię pewnych rzeczy, które normalnie bym zrobiła, bo nie chcę, żeby myślano "Leszczyna się promuje...", ale nierobienie niczego jest chyba gorsze od robienia czegoś dobrego nawet z krytycznym komentarzem w tle?
Trochę ten wywód zagmatwałam i wyszło mi circulum vitiosus, a to przypomina mi, że obiecałam napisać o Kołakowskim, a raczej o tym, co w Kołakowskim lubię najbardziej. Pamiętam, ale trochę mnie przerasta dana obietnica;), bo lubię u niego chyba wszystko, nawet młodzieńcze zauroczenie komunizmem, bo wyrastało przecież z buntu, dystans do siebie, gdy mówi: "nigdy nie czułem się szczególnie młody, bo nie miałem typowych dla młodości atrybutów", wreszcie brak przekonania o własnej nieomylności, rozróżnianie wad przyrodzonych, od tych, które są wynikiem naszego niedbalstwa i w związku z tym różne do nich podejście i różna ocena. Mam zamiar (to jeden z punktów wakacyjnego planu:) przeczytać jego ostatnią książkę "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania", to wtedy napiszę o swoich wrażeniach.

A inne wakacyjne postanowienia?
Na liście spraw do załatwienia skreślić dwie:
- malowanie mieszkania,
- dentysta.

To plan minimum, o maksimum powiem, jak mi wyjdzie:)))




iza leszczyna

 

2009-08-09 Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


1 sierpa 2009

Najważniejsza wiadomość z ostatnich dni to decyzja Międzynarodowej Federacji Pływania (FINA) zakazująca od 2010 roku stosowania kostiumów pływackich wykorzystujących technologie kosmiczne. To dobrze, bo w końcu nie wiadomo, czy to pływak taki dobry, czy kostium "płynie" trochę bardziej od innych ubranek. I właściwie dlaczego biednemu zawsze wiatr w oczy? Przecież kostiumy powstające w najlepszych światowych laboratoriach to drogie zabawki i nie każdego na nie stać. A przecież tęsknimy do idei równości i fair play w sporcie, chociaż w tym zawodowym coraz mniej "gonienia króliczka", a cała para idzie w to, aby go jednak złapać za każdą cenę, liczy się kasa i koniec:(
Co innego II Turniej Piłki Nożnej Drużyn Podwórkowych zorganizwoany przez Radę Dzielnicy Raków. Tam chodzi przede wszystkim o to, by gonić króliczka i dobrze się bawić. Byłam dzisiaj na wręczeniu przechodniego pucharu najlepszej drużynie 2009. Świetna zabawa, szkoda, że tylko finałowe mecze odbyły się na boisku Rakowa, reszta na betonowym placu przy Gimnazjum nr 7 na Rakowie. Co do infrastruktury sportowej, to krąży po Rakowie żart, że niechby hala sportowa przy gimnazjum nosiła imię Jacka Betnarskiego, ale żeby powstała:)) Panie Przezydencie czekamy!

Ale przyszłoroczny turniej musi odbyć  się na boisku Rakowa, bo w tym roku truchlałam ze strachu o kolana i łokcie zawodników (szczególnie tych najmłodszych, bo w grupie wiekowej 19-99 łamano nawet palce u stóp, nie przerywając gry, taki był  duch sportowy w zawodnikach !:)

Tyle o sporcie zawodowym i amatorskim, bo zaraz godzina "W" i uroczystości z okazji 65 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, a to poważna sprawa.



 


iza leszczyna

2009-08-01 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 5

             Design by: Studio Manifesto