|
|
| Blog |
|
|
| 25 czerwca 2010 |
Wielki come back Jarosława Kaczyńskiego! Rzeczywiście jego metamorfoza jest tak samo prawdziwa, jak Janusza Palikota. Wypowiedź Prezesa dotyczyła gazu łupkowego. Chociaż nie wiadomo, jak duże są te złoża, nie wiadomo też, kiedy będzie można realnie wykorzystać je do zwiększenia niezależności energetycznej Polski (i czy w ogóle), to Kaczyński z całą pewnością wie jedno: nasze państwo (czytaj: obecny rząd) jest za słabe, żeby z takim przedsięwzięciem sobie poradzić, przyjdą "obcy", wykorzystają nas, oszukają, zabiorą łupki i tyle z tego będzie.
Nie chcę takiego Prezydenta! Podejrzliwego, nieufnego, zamkniętego na innych, rzucającego bezpodstawne oskarżenia, kochającego półsłówka i półprawdy. Prezydenta znajdującego się permanentnie w stanie anomii. Tak, anomii. Jest to zjawisko niezbyt dobrze jeszcze opisane przez psychologów społecznych, ale Kasia (moja córka) pisze właśnie pracę magisterską na temat tego stanu niepewności społeczeństwa/jednostki w systemie aksjonormatywnym i słuchając jej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że swoją ideologię Prawo i Sprawiedliwość buduje właśnie na poczuciu lęku.
A ja chcę odważnego Prezydenta! Takiego, który nie boi się partnerstwa publiczno-prywatnego, wyzwań cywilizacyjnych, zmiany, Europy i świata.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 czerwca 2010 |
Też wolałabym, żeby mój kandydat, zamiast odwoływać się do księgi III Pana Tadeusza (Umizgi), sięgnął raczej po księgę IV (Dyplomatyka i Łowy). Tak w życiu prywatnym, jak publicznym zdecydowanie wolę elegancję dyplomacji i skuteczność łowów niż fałszywe umizgi. Choć z drugiej strony rozumiem, że obaj prawicowi kandydaci, uśmiechając się do wyborców Napieralskiego, nie bardzo wiedzą, do kogo się uśmiechać?
Czy do przywiązanych do "socjalu" tradycyjnych wyborców lewicy jako siły politycznej upominającej się o podwyższenie pensji minimalnej, wyższe zasiłki dla bezrobotnych, trzynaste, a nawet czternaste pensje, deputaty, dodatki, a więc wszystko dla wszystkich, trochę więcej dla "równiejszych" czyli związkowców, ale raczej o podział "sprawiedliwy" znaczy "po równo"?
Czy do, najczęściej młodych, wyborców, dla których ważne jest respektowanie swobód obywatelskich, przestrzeganie praw człowieka, wyraźne rozdzielenie kościoła od państwa, zgoda na in vitro, parytet dla kobiet na listach wyborczych, itd...
To zupełnie różny elektorat! Trzeba by, jak powiedziała jedna z posłanek, stanąć w rozkroku. Byle nie za dużym, bo może być niebezpieczny. Szczególnie niebezpieczny dla tego kandydata, co nigdy nie był w partii centrowej, która w swoim programie łączy postulaty prawej i lewej strony sceny politycznej.
Tak więc Jarosław Kaczyński swój uśmiech skieruje pewnie do czekających na populistyczne obietnice, a mój kandydat - Bronisław Komorowski zwróci się do tych, którzy od państwa oczekują praworządności i respektowania prawa każdego obywatela do życia w demokratycznym i nowoczesnym państwie, ale jednocześnie uznają, że rozbuchane żądania socjalne różnych grup społecznych są nieodpowiedzialne i nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością społeczną.
Jaka wizja Polski wygra?
Jestem przekonana, że wyborcy kierują się jednak rozumem i wybiorą Komorowskiego, choć pijarowcy przekonują nas, że kampanie rozgrywają się tylko w sferze emocji. Wynik kandydata Lewicy potwierdza niestety tę opinię, bo Napieralski zaczynał z kilkuprocentowym poparciem, a zakończył kampanię z wynikiem ponad 13 %, więc prawie 10% poparcia zdobył dzięki temu, że ściskał dłonie robotników przed szóstą rano, tańczył i udawał Didżeja, bywał na festynach, ma urocze córeczki, z którymi lubi się bawić, a w dodatku ma sympatyczną i ładną żonę. Świetnie, gratuluję rodziny, usposobienia, a nawet trochę anachronicznego zachwytu nad laptopami. To wszystko jest bardzo miłe i pokazuje, że politycy to też ludzie, jak inni. Ale Prezydent mojego kraju, oprócz udanego życia osobistego (bo to naprawdę ważne:) musi mieć także inne atuty! Przede wszystkim łączyć, a nie dzielić, tymczasem Napieralski podzielił nawet swoją partię, walcząc z Olejniczakiem o władzę i nie zmieni tego faktu ładna, lekka i przyjemna kampania, bo polityka to muzyka poważna, a nie rozrywkowa.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 18 czerwca 2010 |
Pani Zosiu, nie wiem, czy przekonam Panią do swojego kandydata, ale to, co mnie do niego przekonuje, to piękny, jasny i prosty życiorys, wierność poglądom i odwaga w ich formułowaniu, nawet wtedy, gdy taka postawa groziła więzieniem. Wiem, że dzisiaj potrzebujemy innej odwagi i szczególnie młodzi ludzie mają dosyć "kombatanctwa solidarnościowego", bo dzisiaj ważna jest odwaga cywilna, która każe nam każdego dnia podejmować jednoznaczne decyzje, nie unikać odpowiedzialności, nie manipulować, nie udawać, licząc na przyciągnięcie kolejnych wyborców. I taki właśnie jest Komorowski: niczego i nikogo nie udaje, stąd jego różne, szeroko komentowane wpadki. Ale są one przejawem normalności, bezpośredniości, naturalności. Moja siostrzenica powiedziałaby, że Bronek się po prostu nie spina:)
Pozostali kandydaci mają w czasie kampanii jedno zadanie: prowadzić kampanię. On jest Marszałkiem Sejmu, wykonującym obowiązki Prezydenta RP i na końcu kandydatem. To dużo zadań, jak na jednego człowieka i myślę, że żaden inny kandydat nie podołałby im wszystkim naraz, a "wpadek" z przemęczenia każdy zaliczałby pewnie więcej. Mnie Komorowski przekonał właśnie swoją postawą po katastrofie, gdy wiele osób, nawet publicznych, a także przedstawicieli mediów popadało niemal w histerię albo rzucało oskarżenia na oślep. On zdystansowany, jak mąż stanu odpowiedzialny za państwo, przyjął ciężarów więcej niż zwykły człowiek może unieść i podejmował trafne i dobre, choć często trudne decyzje, mówiące o tym, że nie zamierza powierzać stanowisk ludziom z klucza partyjnego.
Przykładem niech będzie Marek Belka w NBP, powołany tuż przed tym, jak Hiszpania wystąpiła o ok. 250 mld. euro pomocy. W tak trudnym czasie Narodowy Bank Polski bez prezesa nie byłby gwarantem bezpieczeństwa finansowego naszego kraju.
Myślę też, że zbyt małą wagę przykładamy do naturalnego i bezpośredniego sposóbu bycia najważniejszych polityków w kraju. Pamiętajmy, tzw. twardych kompetencji (wiedza z danego zkresu) można się nauczyć, a ponadto Prezydent ma całe zastępy doradców i ekspertów do dyspozycji, a kompetencje miękkie (właśnie ujmujący sposób bycia, empatia, otwartość na innych ludzi, komunikatywność) to często warunek decydujący o tym, czy polityk jest skuteczny, bo te cechy zjednują mu sojuszników w Polsce i świecie.
Taki jest Komorowski, dlatego ja zagłosuję na Niego. Panią też zachęcam, tym bardziej, że nie ma dla Polski nic ważniejszego na nadchodzące lata, niż wykorzystać naszą pozycję w Unii i wzmocnić ją przez nadchodzącą prezydencję. Obrażeni często na Europę, popierający poprzedniego Prezydenta w dłuuuuuuuuuuugim wahaniu przed podpisaniem Traktatu Lizbońskiego politycy PiSu nie zagwarantują nam tego, na pewno. Nie zagwarantuje tego także przedstawiciel Lewicy, dla którego politycznym guru jest premier Hiszpanii J.L.R. Zapatero. Ten sam, który ostatnio ogłosił obniżkę pensji pracowników opłacanych z budżetu państwa o 5%. Tego przecież też nie chcemy, nie chcemy, żeby populistyczni premierzy i prezydenci doprowadzili nasz kraj do bankructwa! Zostaje Bronisław Komorowski, bo jest najlepszy:)))
Pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się w niedzielę przy urnach wyborczych.
iza leszczyna
ps. Panie Rafale, nigdy nie głosowałam na Aleksandra Kwaśniewskiego. |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 czerwca 2010 |
Jak nie pałą go, to kijem. No bo dopóki sąd nie wydał wyroku, Jarosław Kaczyński twierdził, że Komorowski jest za prywatyzacją szpitali. Gdy sąd wydał wyrok nakazujący Kaczyńskiemu sprostować tę nieprawdziwą informację, prezes się odwołał i twierdzi, że może za prywatyzacją nie, ale za komercjalizacją to Komorowski chyba jest, a to przecież prawie to samo, bo komercjalizacja otwiera drogę do prywatyzacji. Uff..dobrze, że nie ma trzeciego wariantu z końcówką -acja, bo pewnie byśmy się pogubili.
Odczarujmy więc tę komercjalizację. Nie wchodząc w szczegóły, które dla pacjenta "X" nie mają większego albo żadnego znaczenia chodzi o to, że dzisiaj w szpitalach jest tak:
- w kolejce oczekujących na operację stawu biodrowego są: Biedny, Biedny, Bogaty, Biedny
(gdzie "Biedny" i "Bogaty" to w uproszczeniu przedstawiciele tych, których stać, żeby zapłacić za zabieg dodatkowe pieniądze - "Bogaci"i tych, których nie stać - "Biedni")
W szpitalu skomercjalizowanym ma być tak:
- w kolejce stoją te same osoby, ale "Bogaty" może zapłacić za zabieg, a lekarze zamiast o 14.00 iść do domu (innej poradni, szpitala, kliniki...) wykonają tę operację poza limitem z Narodowego Funduszu Zdrowia, dzięki czemu w miejsce "Bogatego" z trzeciej pozycji wskoczy "Biedny" z czwartej, a na jego miejsce kolejny "Biedny" z numerem 5. itd...
Komercjalizacja to nic złego, a Platforma Obywatelska nie jest Czarnym Ludem, którym dawno temu straszono niegrzeczne dzieci. Ekonomia, głupcze, nie jest przeciwko "Biednym", ona działa na ich rzecz.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 czerwca 2010 |
Kilka dni temu byłam w "Norwidzie" na czytaniu Norwida. Świetna młodzież, inteligentne oczy, myśl często plami czoło. Jest dobrze, pomyślałam. Jeśli naprawdę czytają Norwida, to przecież muszą rozumieć słowa z wiersza Spartakus. Pamiętam jego interpretację w wykonaniu profesora Franciszka Ziejki na zajęciach z poetyki na UJ. Wtedy profesor był doktorem, ja studentką, a w Polsce był stan wojenny:(
Jako gość Liceum im. C.K. Norwida nie mówiłam o Spartakusie, bo szkoła nie jest dobrym miejscem na uprawianie polityki, a trudno byłoby jej uniknąć przy czytaniu choćby tego fragmentu:
"To - nie to, krzycząc, SIŁA, nie to,
To nie to MĄDROŚĆ, co dziś zwą..."
Bo przy tych słowach, nachodzi mnie myśl, że to, co wszyscy nazywają SPOKOJEM Jarosława Kaczyńskiego to nie to; to, co tak wielu nazywa WIARĄ to też nie to; a to, co niektórzy myślą, mówiąc PATRIOTYZM, to na pewno nie to. Nawet Solidarność jakaś inna od solidarności.
I trudno oprzeć się wrażeniu, że Norwid o nas pisał:
"Wam - widzów dwakroć sto tysięcy -
Co dzień już trzeba łez i krwi..."
Bo my (społeczeństwo) chcemy igrzysk. Nie wiem nawet, czy chcemy sami z siebie, czy chcemy, bo media tak chcą; czy to my kreujemy media, czy media kreują nas? Ale jakkolwiek by nie było, znakiem czasu są słowa mężczyzny, któremu zalało cały dom. Na głupawe pytanie dziennikarza w stylu: "Co Pan czuje?" Odpowiedział: "Ja potrzebuję psychiatry, nie dziennikarza". Może wielu z nas bardziej potrzebuje psychiatry niż telewizora, a już na pewno ciszy, zamiast medialnego jazgotu.
Na pewno potrzebujemy też prawdziwego, a nie wizerunkowego spokoju, takiego spokoju, który każe doświadczonemu politykowi racjonalnie i trafnie oceniać sytuację w kraju, którego chce zostać prezydentem. A obiektywny opis sytuacji jest taki: powódź wymaga natychmiastowych działań na dwóch płaszczyznach - musimy pomagać ludziom, którzy wszystko stracili, przekazując natychmiastową pomoc finansową w sposób jak najmniej zbiurokratyzowany i jednocześnie musimy zabezpieczyć finansowanie akcji ratowniczej. Na to rząd przeznaczył już w maju prawie 2,5 mld. zł., gdy Komisja Finansów Publicznych pozytywnie zaopiniowała wniosek Ministra Finansów w sprawie zmiany przeznaczenia rezerwy celowej. Dotychczasowe wnioski wojewodów z terenów zalanych opiewają na 270 mln. zł. Zatem na szybkie reagowanie pozostało jeszcze ponad 2 miliardy! Po co więc kandydat Jarosław Kaczyński nawołuje do nowelizacji budżetu? Efekty nowelizacji konsumować można by dopiero jesienią. Wtedy najprawdopodobniej będziemy mieli do dyspozycji pomoc z Unii Europejskiej, a prawdziwie duże pieniądze będą nam potrzebne w budżecie 2011 roku. A prawdziwie pokojowe zdanie "zmienionego" Jarosława Kaczyńskiego, wspierające państwo, które boryka się z katastrofą powodzi, dodające otuchy powodzianom brzmi: "rząd jest, jak chłopcy bawiący się zapałkami i już raz doprowadziło to do tragedii...." Gratuluję przemiany, zaiste jest prawdziwa!!! Choć Norwid powiedziałby pewnie: "To nie to KACZYŃSKI, co dziś zwą"
Rozumiem premiera Tuska, gdy mówi: jeśli ktoś nie pomaga w czasie powodzi, to niech przynajmniej siedzi cicho!
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 30 maja 2010 |
Wielu Polaków, w tym media, publicyści, politycy zastanawiają się od kilku tygodni, czy Jarosław zmienił się naprawdę, czy to tylko krótkotrwała kreacja na potrzeby kampanii prezydenckiej. Pojawiają się też pytania o to, co właściwie w Kaczyńskim się zmieniło? Treść czy forma?
Jeśli zmieniły się jego priorytety i poglądy na kluczowe problemy, z jakimi Polska musi zmierzyć się w ciągu najbliższych kilku lat, to dobrze, to znaczy, że mamy prawdziwą szansę na modernizację systemu emerytalnego, ochrony zdrowia, a także na to, że opozycja nie będzie nakłaniała rządu do zbytniego szafowania publicznym groszem. Szkopuł w tym, że nie dowiemy się w trakcie kampanii, jak Jarosław Kaczyńsi zachowa się, gdy na prezydenckie biurko trafi ustawa wydłużająca wiek emerytalny albo ustawa wprowadzająca regułę wydatkową. Obie są konieczne, jeśli chcemy uniknąć scenariusza greckiego.
Po co zatem mamy jeść tę żabę? Skoro wiadomo, że Komorowski gwarantuje konieczne(!) dla Polski reformy, bo jest z obozu politycznego, który się za taką modernizacją Polski opowiada?
A jeśli zmienił się tylko język dyskursu politycznego? To za mało, żeby postawić na Jarosława Kaczyńskiego. Bo cóż z tego, że będzie sympatycznie, jeśli kolejne zawetowane ze spokojem ustawy zahamują nasz rozwój i szansę na przyspieszenie w gonitwie za krajami starej Unii?
Tak więc cokolwiek dzieje się w sercu i duszy Jarosława, nie są to wystarczające powody, żeby wybrać go na Prezydenta RP. Pomijam to, że jest po prostu za smutny i zbyt mało dynamiczny, bo to jest zrozumiałe. Ale tak jak zrozumiałe jest to, że ma prawo do cierpienia, tak nie jest zrozumiałe, że cierpiąc, zdecydował się kandydować. Przecież Polska jest najważniejsza, więc nie ma taryfy ulgowej dla polityków.
iza leszczyna
p.s. biedny Napieralski, nic mu nie wychodzi:(( w strrrrasznym pseudo hip-hopowym kawałku chce być jak Obama i Zapatero jednocześnie, czyżby nie słyszał, że Obamie idzie kiepsko z katastrofą ekologiczną w Zatoce Meksykańskiej, a Zapatero obniżył wynagrodzenia w budżetówce o 5%, a to dopiero początek pakietu koniecznych reform ....
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 maja 2010 |
Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, także politycznej. Brak instynktu samozachowawczego sprawia, że stajemy się śmieszni, jak Ludwik Dorn, który przypomina Telimenę, nie tylko dlatego, że na pytanie dziennikarzy o konkretne dane w sprawie, w której zwołał konferencję prasową (po katastrofie smoleńskiej), odpowiada, że ma odpowiednie informacje, ale zostawił je w biurku (sic!). Jest jak Telimena, także dlatego, że robi dużo szumu i zamieszania, ale nie ma realnego wpływu na rzeczywistość. Podczas gdy sami kandydaci apelują o pomoc, rezygnują z czasochłonnych i kosztownych kampanii, odwołują kolejne imprezy, a przede wszystkim nie przerzucają się odpowiedzialnością za powódź i oskarżeniami o to, kto zawinił najbardziej, że brakuje zbiorników retencyjnych, a na terenach zalewowych wciąż stawiane są nowe domy, Ludwik Dorn próbuje "śmieszyć, tumanić, przestraszać", ale wywołuje tylko zażenowanie, nawet wśród swoich zwolenników.
W chwilach takich, jak klęska żywiołowa, można robić dwie rzeczy: pomagać albo przynajmniej nie przeszkadzać, tymczasem Dorn jest, jak gapie, co wchodzą na wały przeciwpowodziowe, utrudniając prace strażakom i wojsku.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 maja 2010 |
Jest! Jest pomysł na to, jak zjeść ciastko i mieć ciastko, tzn. jak sprawić, żeby Kaczyńskiego nie było, a jednak był.
Internet to jest siła! To nic, że jeszcze niedawno kandydat PiS uważał, że to medium dla tych, co "oglądają pornografię i piją piwo przed komputerem", metamorfoza jest przecież możliwa! Dziś prezes Kaczyński rozmawia z blogerami, odpowiadając w sposób wyważony, przemyślany, trochę może za bardzo "platformiany", ale pisałam już o tym, że to najlepszy pijarowski pomysł Prawa i Sprawiedliwości: być jak Platforma Obywatelska. Właściwie pomysł jest naprawdę dobry, przecież w różnych dziedzinach życia obserwujemy przejmowanie "know how". Dlaczego nie ma tak być w polityce?
Ja nawet zagłosowałabym na Jarosława Kaczyńskiego, gdyby był naprawdę taki, jak w dyskusji z internautami. Tyle tylko, że nie wierzę w tę cudowną metamorfozę. A brak wiary nie wynika z małostkowości czy zawziętości, jest efektem analizy słów i zachowań Jarosława Kaczyńskiego po, a nie przed katastrofą. Otóż co powiedział w oświadczeniu o kandydowaniu? Czy nie tam padły słowa o prawych Polakach? A czy nie czuć dysonansu, gdy zestawimy przesłanie do Rosjan z inicjatywą uchwały dotyczącej przejęcia śledztwa przez stronę polską? Prezes się nie zmienił i PiS się nie zmienił. A Mrożek znowu jest niezawodny, bo na potrzeby kampanii mamy w ZOO dmuchanego słonia. Pamiętacie jednak zakończenie tego opowiadania? Zerwał się wiatr, słoń uniósł się w powietrze, a dzieci z pobliskiej szkoły, które były wtedy na wycieczce w ZOO, nie wierzą już w słonie. Czy wyborcy wierzą w słonie?
Nie wierzą chyba w SLD. W SLD nie wierzy zresztą sam SLD, a na pewno nie wierzy w swojego kandydata. Wśród polskich twórców, artystów, naukowców, ludzi podziwianych i kochanych za swój talent, zdolności, osiągnięcia nie znalazł się nikt, kto poparłby lewicowego kandydata na prezydenta:( Dla lewicy jest to tym bardziej przykre, że ideologia lewicowa zawsze miała zwolenników wśród przedstawicieli tych środowisk. Skoro nie ma ich teraz, to znak, że czas rzucić komendę "Sztandar wyprowadzić". Wzorem niech będzie nieboszczka Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 12 maja 2010 |
Dziwna to kampania... Jarosław Kaczyński zyskuje, gdy milczy, z kolei Grzegorz Napieralski może zyskałby, gdyby milczało jego zaplecze polityczne: Jaruzelski(!), Kwaśniewski...
Dlatego sztab Kaczyńskiego uznał, że jest dobrze, gdy kandydat się nie odzywa lub mówi mało, najlepiej poprzez nagrane wcześniej spoty i wyreżyserowane przesłania. Z kolei sztab Grzegorza Napieralskiego powinien zaapelować do protoplastów Lewicy, żeby nabrali wody w usta. Jeśli sami nie wierzą w sens startu "swojego" kandydata, to lepiej niech milczą, jak Jarosław. Notowania wskazują, że to działa:)
Dość dziwne jest także to, że Pani Poseł Kluzik-Rostkowska przekonuje nas w każdym wywiadzie o tym, że kandydat PiSu jest mężem stanu i charyzmatycznym politykiem. Otóż nie trzeba nikogo przekonywać, że białe jest białe, a czarne czarne. Jest albo nie jest i nic tu nie pomoże zaklinanie rzeczywistości. Powiem więcej: jak się ma charyzmatycznego kandydata, to nie powinna za niego mówić mniej (chyba?) charyzmatyczna szefowa sztabu, najlepiej oddać mu po prostu głos!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 4 maja 2010 |
Cisza na morzu, bałwan śpi, kto się odezwie będzie nim! Pamiętacie tę zabawę z dzieciństwa? Czy cisza ciągle trwa, czy możemy już krzyczeć: Bałwan! Bałwan!? Problem polega na tym, że nie można wskazać Bałwana jednoznacznie. To znaczy można, ale zwolennicy PO słyszą Go gdzie indziej, a zwolennicy PiSu w zupełnie innym miejscu, Lewica zachowuje powściągliwość, ale chodzi chyba do tego samego laryngologa, co Platforma. Jaka szkoda, że rzeczywistość nie jest tak prosta, jak w dzieciństwie. Przecież bawiąc się w Bałwana, wiedzieliśmy dokładnie, kto przerwał ciszę, to było po prostu słychać! Pokazywało się palcem i wołało: Bałwan! Nie było mowy o żadnej manipulacji!
A może udawajmy dalej, że cisza trwa, tym bardziej, że sami kandydaci rzeczywiście niewiele/nic nie mówią i niech o wygranej w wyborach prezydenckich zdecyduje pojedynek na miny: szlachetne i paskudne. Jak to dobrze, że rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego umieścił "Ferdydurke" w spisie lektur obowiązkowych. Kandydaci będą mogli sięgnąć po wątki literackie znane nawet licealistom! Będzie cicho i kulturalnie.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|