|
|
| Blog |
|
|
| 10 października 2009 |
Włożyć włosiennicę, w rękę wziąć bicz i okładać się za grzechy innych? Na znak protestu wystąpić z partii, w której znaleźli się mali, nieuczciwi ludzie? Czy stać z podniesioną głową, bo przecież to, że niektórzy ludzie zawiedli, za co zostali ukarani, nie jest końcem idei, w którą wielu z nas uwierzyło? I wreszcie, czy to już koniec tego upokarzającego wyławiania skandali? Czy jest wśród nas jeszcze jakiś złodziej, oszust, człowiek skorumpowany? Smutny czas dla tych, co naprawdę władzę traktują, jak służbę. Smutny czas dla tych, co uwierzyli, że ta władza zajmie się wyłącznie dobrem publicznym, a nie własnym. Smutny czas dla mnie, bo przecież każdym głosowaniem, każdą prowadzoną ustawą i pracą w sejmie legitymizuję tę władzę. Czy robiłabym to, gdybym miała choć cień wątpliwości, co do tego, że Premier mojego rządu jest, jak żona cezara, bez zarzutu? Oczywiście, że nie. Smutne jest to, że podobnie wysoką cenę płacą ci, którzy zawinili i ci, którzy, pozostając w tej samej formacji, zostali przez nich oszukani. Ale taka jest cena bycia politykiem i nie ma co się nad sobą użalać.
Ale smutne jest także to, że dzisiejsze CBA zachowuje się, jak tajna policja, powoływana w krajach niedemokratycznych do niszczenia przeciwników politycznych. Ostatni weekend Kamińskiego na stanowisku szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego musiał przynieść aferę, którą może trzymano by w szufladzie, żeby w ostatnim tygodniu kampanii prezydenckiej rzucić mediom na pożarcie, bo przecież jakoś utopić Tuska trzeba. Tak nie działa się w interesie państwa, tylko w interesie PiSu. W interesie państwa należy sprawę skierować do Prokuratora Generalnego. Chora i bardzo szkodliwa maniera rozsyłania "ściśle tajnych" materiałów do niemal wszystkich, którzy mają poświadczenie bezpieczeństwa (nie certyfikat, bo taki uzyskują przedmioty(!) jest szkodliwa dla państwa polskiego. Skutkuje tym, że kilku panów, najczęściej z PiSu, staje przed kamerami i mówi, że nie może udzielić odpowiedzi na zadawane pytania, ale w międzyczasie zdąży obrzucić błotem cały rząd, no bo nazwisk mówić nie można - "TOP SECRET"! Błota tym więcej, że bomba wybucha w piątek wieczorem, cały weekend można mówić, nie mówiąc!!!
Mam nadzieję, że osoba Premiera sprawi, że Polacy nie stracą zupełnie wiary w uczciwych polityków. Bo nie da się wyeliminować ludzi złych i słabych "na wejściu", ludzie sprawdzają się w działaniu, a jeśli, okazują się - jak u Lema - pralkami, to trzeba wyrzucić ich na złom.
Czego dowiemy się z materiałów CBA o stoczniach? Oczywiście całkowicie hipotetycznie, bo przecież nie znamy tych materiałów. Myślę, że dowiemy się, że sprawa stoczni przerosła ministra skarbu, i może nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że cała Polska patrzyła na stocznie, jak na narodową świętość. Pod taką presją, w czasie światowego kryzysu może w ogóle nie dało się ich sprzedać? Chorwaci sprzedali cztery stocznie za jedną kunę (20 centów) każda. Co zrobiono by ministrowi, gdyby sprzedał nasze stocznie po złotówce?
Smutny weekend, dobrze, że Pan Prezydent podpisał Traktat. Zawsze to jakieś światełko w tunelu:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 października 2009 |
Nie ma co owijać w bawełnę, fatalnie się stało, że się stało. Z wielu powodów, może najbardziej dlatego, że Platforma pokazała brzydką twarz, która w gruncie rzeczy nie jest jej twarzą. Nie jest prawdziwą twarzą mojej Platformy. Przecież mój rząd w postaci ministra Kapicy twardo stał na stanowisku, które broniło ustawowych zapisów zapewniających dodatkowe wpływy do budżetu. Taka rola ministra finansów: dbać o państwową kasę. A że wiceminister Szejnfeld był przeciwny opodatkowaniu hazardu? To przecież oczywiste, że zadaniem ministerstwa gospodarki jest stwarzanie jak najlepszych warunków dla rozwoju przedsiębiorczości, nawet jeśli chodzi o biznes dość podejrzany, jakim jest hazard. A co to znaczy dobre warunki? Dla biznesu to zawsze są niskie podatki.
Jasne jest, że dwóch Panów się pogubiło zupełnie. Zapłacili za to śmiercią polityczną, chociaż jest wysoce prawdopodobne, że żaden z nich naprawdę nie chciał i nie zrobił niczego złego. Ale zgadzam się, że polityk, a już na pewno taki z pierwszych stron gazet, może kolegować się tylko z dobrze wychowanymi chłopcami i dziewczynkami z dobrych domów, no czasem, ostatecznie, może zdarzyć się ktoś z nizin społecznych, ale koniecznie musi być to szlachetna bieda.
A Premier? Premier okazał się być, jak żona cezara. Widzi to każdy, kto ma w pamięci słowa szefa CBA, który w trakcie kampanii wyborczej z 2005 roku, pastwiąc się nad naiwną i infantylną Sawicką, mówił: "Mam nadzieję, że teraz Państwo zastanowicie się, na kogo oddać swój głos". Wtedy, w sensie politycznym, nie wyszło, więc po raz kolejny Pan Kamiński chciał zastawić sidła. Czy teraz uda mu się zmanipulować opinię publiczną? W coraz większym wrzasku: AFERA! AFERA! trudno usłyszeć głos rozsądku, a on brzmi tak: Premier, jak obiecał w expose, ogniem wypala ślady korupcji: skazał już dwie bardzo ważne w Platformie osoby, nie kierując się przyjaźnią, tylko dobrem publicznym. Więc o co ciągle ten wrzask?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 4października 2009 |
Nieważna jesień i kilkanaście prawdziwków, które udało mi się uzbierać, chyba pierwszy raz w życiu, w lesie pod Częstochową. Ważne od kilku dni jest zupełnie co innego. Czy słowa Premiera wypowiedziane do nas (posłów VI kadencji z PO) podczas pierwszego spotkania po wygranych wyborach, jesienią dwa lata temu, były prawdziwe?
Premier powiedział wtedy, że jeśli ktokolwiek z nas ulegnie złudzeniu, że działalność polityczną można skierować na pomnażanie własnych dóbr, a nie pomnażanie tylko i wyłącznie dobra publicznego, to nie będzie dla niego miejsca w PO. Puszczono wtedy film o sprawie Sawickiej. Pamiętam, że czułam się z tym fatalnie i myślałam, że nie widzę powodu, dla którego ktoś traktuje mnie, jak potencjalnego złoczyńcę, przecież przed kilkoma dniami kilkanaście tysięcy ludzi oddało na mnie swój głos. Dzisiaj myślę, że może trzeba ten film puszczać raz na kwartał, bo pamięć ludzka bywa zawodna:((
A może tak już jest (nie tylko w polskiej polityce), że co jakiś czas musi przyjść katharsis, a raczej lekkkie tsunami wymiatające słabsze ogniwa?
Czy Premier Tusk poradzi sobie z tą aferą, czy pozwoli na to, żeby miliony ludzi w tym kraju straciły zaufanie do PO?
Myślę, że pierwsze decyzje dotyczące Zbyszka Chlebowskiego były oczywiste i wystarczająco szybkie, a więc dające nadzieję, że nikt niczego nie chce zamieść pod dywan. Pomijam tu kwestię, że Chlebowski nie popełnił żadnego przestępstwa, i być może okazał się tylko takim facetem, co obiecuje kolegom więcej niż może dać. Za samo to, że nie powiedział: "Panowie, chcecie o tym rozmawiać? Ministerstwo Finansów na obecnym etapie prac legislacyjnych jest adresatem waszych sugestii. Do Komisji Finansów możecie zwracać się w chwili, gdy projekt zostanie do niej skierowany." Proste? Tak, tylko nie do przyjęcia dla półświatka panów od hazardu.
Każda ustawa jest dla jakiejś grupy społecznej bardziej, a dla innej mniej korzystna. Te poszczególne grupy wywierają naciski na tworzących prawo (konsultacje, uzgodnienia, zmiany, poprawki). Tak było niedawno, podczas nowelizacji ustawy o Społecznych Kasach Oszczędnościowo Kredytowych. Lobby SKOKów wręcz pisało kolejne poprawki posłom PiSu wraz z uzasadnieniami!!! Ci z uporem maniaka zgłaszali je, licząc, że jakaś przejdzie w drodze głosowania. A przecież ta nowelizacja miała na celu zabezpieczyć interes drobnych członków i zwykłych ludzi oszczędzających w SKOKach, więc poprawki idące w odwrotnym kierunku narażały interes społeczny (oszczędności milionów Polaków) na szwank! Ale wszystko odbyło się lege artis, przy odsłoniętej kurtynie, bo można zgłaszać największe absurdy w procesie procedowania nad ustawą, byle wziąć za to osobistą odpowiedzialność i podpisać się pod poprawką swoim nazwiskiem.
No właśnie, w ten sposób wróciliśmy do hazardu, bo swoim nazwiskiem pod odstąpieniem od dopłat na rzecz sportu podpisał się minister Drzewiecki. Dlatego powinien odejść. Nie wiem, czy chciał zrobić coś złego, może nie? może tylko, jak Zbyszek Chlebowski, chciał się wydać fajnym kumplem, a może rzeczywiście nie dość uważnie czyta pisma, pod którymi się podpisuje? Każda z tych przyczyn jest jednak wystarczająca, by go odwołać.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 września 2009 |
"Ten, kto odniósł sukces w życiu zawodowym, nie poniży się do zajmowania się polityką." Tak mniej więcej brzmiały słowa Władysława Frasyniuka. Smutne:(( nie wiem nawet dla kogo bardziej, dla polityków, czy dla tych, co muszą żyć w świecie rządzonym przez takie miernoty (to chyba dotyczy tylko Polski, bo polskich polityków miał Frasyniuk na myśli). Mam nadzieję, że za 10-20 lat będzie inaczej, że zajmowanie się polityką będzie zajęciem nobilitującym, a nie hańbiącym. Tylko, co robić przez te parę najbliższych lat? Utrwalać pogląd, że politycy to durnie? narzekać na niskie standardy debaty publicznej? Ale kiedy nastąpi przełom, jeśli dzieci będą słyszały od rodziców, że politycy w bajce o Pinokiu mieliby taaaaakie dłuuuuugie nosy? w ten sposób nie stworzymy wysokich standardów życia politycznego:) Słowa Frasyniuka są tym smutniejsze, że powiedziane jednym tchem z peanem na cześć powrotu Olechowskiego na scenę polityczną. Można wierzyć w jego come back, można go lubić, można zgadzać się z wieloma jego tezami, ale trzeba jednak przyznać, że jest groteskowo-żałosny, gdy mówi, że chce zostać prezydentem i nieważne, czy poprze go lewica, prawica, czy dziwny i dość nieokreślony twór, jakim jest Stronnictwo Demokratyczne. W życiu jest niewiele rzeczy, które warto robić za wszelką cenę, tym bardziej w polityce.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 20 września 2009 |
Tragiczne wypadki w kopalniach, to, oprócz ogromnego żalu w nas wszystkich i współczucia dla Rodzin tych, co zginęli, także powód do szukania winnych. Teraz też szukają ich media, prokuratura, sami górnicy, związkowcy i pewnie także ci z nas, którzy znają pracę górników tylko z przekazów telewizyjnych. Na pewno można i trzeba zrobić wiele, żeby praca górnika była bardziej bezpieczna, chociaż nigdy nie będzie bezpieczna zupełnie, i o tym także trzeba pamiętać, zanim rozsądek zginie w oskarżycielskich krzykach. Z pewnością też, jeśli wskazaniami czujników stężenia metanu ktoś manipuluje, to w zasadzie brak słów, żeby takie postępowanie nazwać i zasługuje ono tylko na jedno: więzienie. Bo to przecież umyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Przy takich smutnych okazjach pojawia się też odwieczny problem obecności najważniejszych w państwie polityków. Być na miejscu czy też nie? Premier Tusk przyjechał, przerywając zagraniczną podróż i naraził się na krytykę (m.in. związkowców), że chce na tragrdii zbić kapitał polityczny. Pewnie gdyby nie przyjechał, ci sami ludzie powiedzieliby: lekceważy górników, ma gdzieś nasze nieszczęście. Jedyne zasadne pytanie jest takie: czy obecność najwyższych władz, lokalnych polityków przekłada się na coś dobrego, czy jest jakaś wartość dodana, czy to tylko informacja medialna? Ale mówiąc o wartości dodanej, myślę nie tylko o pomocy finansowej, medycznej, psychologicznej, logistycznej, choć to sprawy bardzo ważne i koniecznie trzeba je Rodzinom zapewnić. Sądzę jednak, że dla Bliskich ważne są także symbole, a więc żałoba narodowa i to, że Premier z tymi ludźmi był, tak po prostu, po ludzku.
I na koniec tego smutnego bloga, jeszcze jedna refleksja, też niewesoła. Partie potrzebują indywidualności, osobowości, nawet gwiazd, ale gwiazd chyba bardziej do wspierania polityków, może angażowania się w kampanie wyborcze, jak ma to miejsce w USA, niż do tego, by same stawały się politykami. Tak myślę od dawna, ale słowa wypowiedziane wczoraj przez Pana Kazimierza Kutza na 34. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Bo jeśli Kazimierz Kutz jako wybitny reżyser, Ślązak, mówi, że za śmierć górników odpowiedzialny jest wyzysk kapitalistyczny, to ma prawo do emocji, nawet do niezrozumienia rzeczywistości. Ale jeśli przy okazji jest moim klubowym kolegą, posłem PO, to nie może opowiadać głupot i tego, co mu ślina na język przyniesie! Jest dokładnie odwrotnie, dopóki nie znajdziemy prywatnych inwestorów dla kopalń, dopóki będą niedoinwestowane, zaniedbane, zarządzane przez ludzi, którzy przy zmianie ekipy rządzącej najpewniej odejdą, a więc nie mają poczucia ciągłości i wieloletniej odpowiedzialniości za kopalnie, dopóty będą wypadki, których może (powtarzam, może, bo wypadki w kopalniach były, są i będą) można by uniknąć, bo właściciel wie, że każdy wypadek to milionowe odszkodowania, więc woli im zapobiegać. A dzisiaj kopalnie są własnością skarbu państwa, czyli nas - podatników, pani, pana...więc jakby niczyje. A jeśli wydobycie węgla staje się zbyt niebezpieczne, bo trzeba schodzić coraz niżej, a to podraża i tak dość drogie źródło energii, to może trzeba opracować program systematycznego zamykania kopalń? Górnikom trzeba by zaproponować inną pracę, tylko co wtedy zrobią związkowcy?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 13 września 2009 |
3. Kongres Częstochowian byłby piękną imprezą, gdyby nie to, że czuć było unoszący się w powietrzu duch referendum. Stąd też wierny rycerz Prezydenta Tadeusza Wrony Pan Pospieszalski w wypowiedzi dedykowanej uczestnikom wprost odniósł się do tego faktu, krytycznie oceniając jego pomysłodawców. Każdy ma prawo do oceny zjawisk społeczno-politycznych, na szczęście żyjemy w kraju demokratycznym, ale czy Kongres to najlepsze miejsce na uprawianie polityki, obojętnie pro- czy antyprezydenckiej? Pięknie zdystansował się do bieżącej sytuacji politycznej w Częstochowie Przewodniczący Rady Miasta Piotr Kurpios. Przywołał w swoim wystąpieniu wiersz Zbigniewa Herberta "Powrót Prokonsula". Wiersz szczególnie mi bliski, bo na pisemnym egzaminie na filologię polską na UJ jednym z poleceń była analiza i interpretacja tego właśnie wiersza (zdałam:). Fragment zacytowany przez Piotra, skierowany do tych Częstochowian, którzy z różnych powodów nasze miasto opuścili, nawiązywał do tęsknoty, biorącej się z tego, że trudno żyć w miejscu, w którym nigdy nie poczujemy się naprawdę u siebie. Bo to "u siebie" bierze się z widoku podwórka, gdzie bawiliśmy się jako dzieci, bramy, obok której szliśmy do kościoła czy szkoły, to czasem zapach i smak lodów waniliowych podawanych w dwóch prostokątnych wafelkach w barze mlecznym naprzeciwko Kościoła Najświętszej Maryi Panny, kościoła pięknie wkomponowanego w moje późniejsze liceum. Gościnnie mieściła się tam moja parafia - św. Stanisława Kostki. O tym w zasadzie mówił fragment zacytowany przez Przewodniczącego Kurpiosa.
Może dobrze, że Piotr nie jest polonistą, tylko lekarzem, dlatego nikt nie posądzi Go, że znał dalszy ciąg wiersza:) Bo w zasadzie cały tekst to historia Prokonsula, który uciekł z miasta-dworu Cesarza na prowincję, bo na dworze Cesarza nie dało się normalnie żyć. Trzeba było chwalić jego pomysły, śmiać się z jego dowcipów i udawać głupszego niż on. Dlatego Prokonsulowi obrzydł pobyt na dworze i wyjechał, ale tęsknił, bo przecież miasto to nie tylko cesarz, bo przecież zostały tam rzeczy ważne i dobre, zostało coś oprócz "dworu", więc postanowił wrócić, przybrać maskę, ale zbytnio nie schylać karku, bo:
"cesarz (...) lubi odwagę cywilną
do pewnych granic do pewnych rozsądnych granic
to w gruncie rzeczy człowiek tak jak wszyscy
i już bardzo zmęczony sztuczkami z trucizną
nie może pić do syta nieustanne szachy
ten lewy kielich dla Druzjusza w prawym umoczyć
wargi
potem pić tylko wodę nie spuszczać oka z Tacyta"
Dlaczego właściwie Herbert nie dostał literackiego Nobla i czy musi być tak, że sprawowanie władzy dzisiaj różni się od sprawowania jej w starożytnym Rzymie tylko rekwizytami? A może to, że władca nie truje swoich politycznych przeciwników, to jednak spore osiągnięcie?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 września 2009 |
Obserwując zachowanie posłów PiSu, a nawet samego Pana Prezydenta, dochodzę do wniosku, że najchętniej wypowiedzieliby Rosji wojnę. Przekonanie o tym, że można zmusić drugie państwo do uznania naszych racji jest nie tylko naiwne, ale smutne, żeby nie powiedzieć przerażające. Dziwić może tylko, że pracownik Katedry Historii Najnowszej Uniwersytetu w Toruniu (tak o sobie mówił dzisiaj poseł Girzyński, ten od radia Maryja) o tym nie wie, a przecież Historia magistra vitae est. Jarosław Kaczyński oczami wyobraźni widzi siebie, jako wodza, najlepiej na Kasztance, patrzącego na drugi cud nad Wisłą. Ale tu cudu nie będzie. Może być tylko wieloletnia, zmiękczająca stanowisko Rosjan (może dopiero w kolejnym pokoleniu?), polityka zagraniczna prowadzona przez polskie rządy konsekwentnie, nie na kolanach, ale też nie z głową hardo uniesioną do góry, bo wtedy niemożliwa jest konsyliacja, jedynie konfrontacja!
Skąd tyle zaciętości i zawziętości w tej formacji politycznej? Żenujący spektakl zafundowany przez Prawo i Sprawiedliwość w czasie I i II czytania uchwały dotyczącej uznania zasług rządu Premiera Tadeusza Mazowieckiego niestety te cechy potwierdził. Przykrego wrażenia nie zatarła volta PiSu zastosowana rzutem na taśmę już w trakcie głosowań. W zasadzie, w związku z histerycznym i nieprzewidywalnym zachowaniem Prezesa Kaczyńskiego, trudno ustalić, czy taki był plan, czy raczej głosy normalnych posłów Prawa i Sprawiedliwości (są tacy!!!) wystraszyły Kaczyńskiego i, bojąc się fiaska w głosowaniu, wycofał swoje wojsko, żeby nie przegrać tej bitwy całkowicie. Jakby nie było, szkoda, że w ogóle było, bo to po prostu wstyd.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 9 września 2009 |
W jednej z rozmów minister Rostowski powiedział mi: " Pani Poseł, z mediami się nie walczy, bo zawsze się przegrywa." Przyjmuję tę naukę z pokorą, ale jak nie walczyć z takimi mediami?:
„Pół Polski żyje dzisiaj informacją o pańskim ślubie” powiedział zaaferowany (może jako jedyny Polak?) redaktor Rymanowski do byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza w popularnym magazynie informacyjnym "Fakty po faktach". No i jak nie czuć zażenowania poziomem telewizyjnych stacji informacyjnych, publicznych i prywatnych? Marcinkiewicz, nad którym nie chcę się dzisiaj pastwić, bo jest osobą prywatną i jako taka ma prawo do przestrzegania wobec niego zasady „niewchodzenia z butami w życie prywatne” nie jest bohaterem mojej bajki i nigdy (nawet jako premier) nie był. Dzisiaj także, jego przesadna, moim zdaniem, afirmacja wszystkiego, co robi rząd Platformy Obywatelskiej, nie wywołała mojego entuzjazmu, bo nie wierzę w szczerość Marcinkiewicza. Dla mnie jest koniunkturalistą, który wie, że musi znaleźć miejsce dla siebie, najlepiej w świecie polityki, bo wie, jak osiąga się tu sukces, a ponieważ PiS jest na równi pochyłej i nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a Lewica jest za daaaaaleko; więc zostaje Platforma Obywatelska: wizerunek dość estetyczny, a i poparcie społeczne wciąż duże. A swoją drogą, czy Marcinkiewicz ze swoją Izabelą (dobrze, że Ona jest chociaż przez "s") musiał wziąć ślub w tym samym dniu, co ja??? Dobrze też, że ja po prostu w Częstochowie, a on w Barcelonie:)
Dość prywaty! W sejmie dzisiaj kilka ustaw finansowych, więc sporo czasu spędziłam na sali posiedzeń. Nowa konstrukcja dla posłów niepełnosprawnych sprawia, że wchodząc na mównicę, myślę przede wszystkim o tym, żeby się nie przewrócić:)) Ale tym razem udało się i to dwukrotnie! W trakcie drugego czytania ustawy o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych rozczulił mnie poseł Karasiewicz (nasz, tzn. z naszego okręgu wyborczego; ten, co był w PiSie, a teraz marzy o Polsce XXI). No więc poseł Karasiewicz (generalnie sympatyczny i pracowity) powiedział, że SKOKi (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe) powstają, gdy kilka osób bez pieniędzy zbierze się i powie: załóżmy kasę oszczędnościowo-kredytową(sic!). Zupełnie, jakbym słyszała Reymontowskiego bohatera, który mówi: "Ja nie mam nic, Ty nie masz nic, więc razem mamy tyle, żeby założyć fabrykę." Ale to "Ziemia obiecana", fikcja literacka, nie rzeczywistość. Panie Pośle, od Pana wyborcy oczekują racjonalizmu, a nie romantyzmu, choć ten czasem potrafi porwać tłumy, ale to nie ten czas! A racjonalne podejście do SKOKów wskazuje na to, że powinny mieć tyle samo praw, co obowiązków. I nie ma racjonalnego powodu (oprócz interesu grupki osób z Fundacji de facto zarządzającej kasami), dla którego SKOKi nie mają podlegać nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego!!! Mówienie w tym kontekście o 2 milionach członków to hipokryzja, bo nowa ustawa broni właśnie ich interesu, a posłowie PiS, i niestety poseł Karasiewicz, bronili prezesów, zarządu i transferu pieniędzy do Luksemburga. To obrona złej sprawy!!!
Nie będę komentować meczu Polska-Słowenia:((
Żeby zamknąć utyskiwaniem na media, redaktor Rymanowski nie zadał ani jednego merytorycznego pytania, chociaż Marcinkiewicz był w Krynicy na Forum Ekonomicznym, a nie w maglu!!!
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 września 2009 |
Minister Rostowski ogłosił, że przyszłoroczny deficyt będzie wynosił ponad 52 mld. złotych. To dużo, a nawet bardzo dużo. Informacja ta otworzyła usta milczącym dotąd przedstawicielom opozycji. Dlaczego milczeli przez ostatni tydzień? No bo jak doszukać się złej informacji w dobrej informacji? A przecież dane GUSu o wzroście PKB były jednoznacznie pozytywne dla Polski. Panowie Napieralscy, Kaczyńscy i inni nie umieli znaleźć dziury w całym, więc siedzieli cichutko. Co innego teraz. Znów chwycili w dłonie sztandary i krytykują resort finansów, tylko patrzeć, jak wnioski o wotum nieufności pojawią się w lasce marszałkowskiej. Argumenty kuriozalne, ale kto by zastanawiał się nad logiką własnego wywodu? W pokrzykiwaniu opozycji, bez składu i ładu, trudno byłoby rozróżnić informację o tym, kto ukradł, a kogo okradli, a co dopiero znaleźć ciąg zdarzeń w łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Mówi się: takie prawo opozycji. I coś w tym jest, ale chciałoby się chociaż trochę merytorycznej dyskusji, a nie ciągłego powtarzania, że deficyt można było zwiększyć wcześniej, to dzisiaj byłby mniejszy, chociaż wszyscy ekonomiści twierdzą, że byłoby dokładnie odwrotnie! A te pohukiwania o braku programu rządowego, który miał pobudzić gospodarkę? A czym innym było skierowanie środków na dudowę dróg i autostrad? (sama prowadziłam dwie z koniecznych ustaw) Na drogi wydamy w tym roku ok. 20 mld. zł. Ile wydaliśmy w czasie, gdy na czele rządu stał Jarosław Kaczyński? Odpowiedź - 2 mld. Ale co tam, ekonomia to nauka humanistyczna, więc - w rozumieniu niektórych - dowolnie można interpretować liczby i fakty. Otóż nie jest tak. Nie można jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. Jeśli nie podnosimy podatków (a to chyba jest kierunek popierany przez opozycję?), a wpływy do budżetu są mniejsze (nie tylko niższe tempo wzrostu gospodarczego, ale też niższa składka rentowa), to musi (!) wzrosnąć deficyt. Jeśli zadłużenie wzrasta w większości krajów Unii Europejskiej (Komisja wdroży procedury nadmiernego deficytu dla ponad dwudziestu państw) to znaczy, że taki jest skutek kryzysu i nie ma co deliberować nadmiernie nad tą "dziurą budżetową" tym bardziej, że Minister Rostowski przedstawia mapę drogową wyjścia z nadmiernego deficytu. I to jest ważne: zadłużanie się nie jest tragedią, tragiczne jest, jeśli nie mamy rozwiązania, jak wyjść z zadłużenia.
iza leszczyna
P.S. Zapewniam, że moje optymistyczne spojrzenie na rzeczywistość nie ma związku z tym, że 5 września 2009 roku wyszłam za mąż:) Przy okazji wszystkim, którzy wzięli udział w uroczystości, przysłali nam życzenia albo pomyśleli o nas ciepło w tym dniu, dziękuję w imieniu swoim i mojego Męża:))
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 4 września 2009 |
Dzisiaj o 20.00 na Placu Katedralnym w Częstochowie Wojtek Kołsut i Progresja po raz kolejny (trzeci?) przedstawią happening upamiętniający częstochowian, którzy zginęli 4 września 1939 roku w Częstochowie. Dzień ten mieszkańcy nazwali krwawym poniedziałkiem. To dobrze, że Częstochowa oprócz oficjalnych obchodów rocznicy wybuchu II Wojny Światowej ma coś, co powstało w głowach kilku młodych ludzi i stało się corocznym wydarzeniem. W tym roku uczniowie Traugutta mają być aktorami przedstawienia przygotowanego przez Kołsuta.
A ogólnopolskie, a właściwie ogólnoeuropejskie, czy nawet światowe obchody 70 rocznicy na Westerplatte oceniam w kategoriach dyplomatycznych jako sukces rządu. Prezes PiS widzi w tym wydarzeniu porażkę, ale zastanawiam się czego właściwie od Putina oczekiwał? Że przyjedzie, jak Jurand ze Spychowa pod mury twierdzy krzyżackiej we włosiennicy? Dyplomacja i stosunki międzynarodowe naprawdę nie polegają na tym, że jedna strona rzuca na kolana drugą. Kanclerz Merkel zyskała sobie po raz kolejny szacunek przywódców państw, komentatorów i opinii społecznej. Putin po raz kolejny został oceniony znacznie gorzej. To problem Putina, nie nasz. My, ustami Przydenta i Premiera, powiedzieliśmy to, co chcieliśmy powiedzieć, a wszyscy obecni, w tym Putin, musieli polskiego głosu wysłuchać. I dobrze. Najistotniejsze wydają mi się słowa Premiera, który powiedział: Wybieramy przyszłość, nie zapominając o przeszłości. Taka powinna być dyplomacja i taka jest polska racja stanu. Nie można przecież najechać na Moskwę, żeby zmusić ją do uległości i takiej interpretacji swojej własnej przeszłości, jaką my chcielibyśmy z ust Putina usłyszeć. Kropla drąży skałę. Ta rocznica to na pewno kilka, kilkanaście kropel więcej. Fakt, że Putin przyjechał do Polski - w języku dyplomacji - jest także punktem dla nas.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|