Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

7 listopada 2009

Wczoraj w związku z informacją rządu nt. grypy AH1N1 zaczęłam odczuwać nieprzyjemne napięcie psychiczne zwane przez psychologów dysonansem poznawczym. Bo z jednej strony podczas debaty sejmowej słyszałam na własne uszy, jak minister Kopacz mówiła o tym, że coraz więcej Polaków zaszczepia się przeciwko grypie sezonowej (bo ta jest groźniejsza i częstsza) i to, że świadomość naszych obywateli wzrasta jest dobrą wiadomością. Mówiła też, że szczepionka ta jest sprawdzona, więc bezpieczna, a szczepionka przeciwko grypie AH1N1 jest jeszcze w fazie badań, które pod presją światowej opinii publicznej i ogromnych pieniędzy, jakie można na niej zarobić, zostały skrócone, zaś firmy farmaceutyczne nie biorą  odpowiedzialności za skutki jej stosowania i dlatego rząd wstrzymuje się jeszcze z decyzją zakupu, ale negocjacje trwają. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka godzin później w telewizyjnej wypowiedzi poseł Baliński (były minister zdrowia) stwierdził, że rząd straszy szczepionką i najprawdopodobniej Polacy przestaną się w ogóle szczepić przeciwko grypie sezonowej (i tak szczepimy się na poziomie tylko 5%!). Przez chwilę zastanawiałam się, czy były w sejmie dwie różne debaty, czy każdy znowu usłyszał tylko to, co chciał usłyszeć?

Gdy więc wróciłam z Warszawy do Częstochowy, poszłam do mojej osiedlowej apteki i  spytałam o szczepionkę przeciwko grypie. Była, co prawda ostatnia, bo w ciągu dnia wiele osób kupiło szczepionkę, więc trzeba zapasy uzupełnić - powiedziała Pani Magister. Odetchnęłąm z ulgą, Polacy zrozumieli przekaz minister Kopacz podobnie, jak ja, i postanowili zaszczepić się przeciwko grypie sezonowej. Ja też, nawet obiecałam mojej Mamie, że zrobię to na pewno, zaraz gdy tylko wyleczę się z przeziębienia:)

A w ogóle z wszystkich rad, które mają nas uchronić przed zachorowaniem, najbardziej podobają mi się te, które mówią, że mamy dużo odpoczywać, nie stresować się pracą, chodzić na spacery, myć ręce i dobrze się odżywiać (tzn. jeść dużo warzyw). Uwielbiam każdą z tych rzeczy i dlatego w weekend mam zamiar zrobić je wszystkie naraz. A jutro kupię chryzantemy i wyprawię zaduszki jazzowe. To taka moja świecka tradycja:)

 

iza leszczyna

 

2009-11-07 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 listopada 2009

Dyskusja w połączonych Komisjach Ustawodawczej i Finansów Publicznych, do których Sejm skierował projekty uchwał o powołaniu komisji śledczej ds. tzw. afery hazardowej trwała pięć godzin, z czego godzinę zabrało nam wyłonienie Przewodniczącego i ustalenie porządku obrad.
Od początku posiedzenia miałam dziwne wrażenie, że klubom opozycyjnym nie zależy na szybkim powołaniu Komisji, a zatem na szybkim przystąpieniu do odkrywania kart brudnej historii ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Chociaż wydawać by się mogło, że to właśnie im powinno zależeć najbardziej, bo przecież najwięcej do stracenia ma Platforma Obywatelska, która może stracić coś, czego pozostałe partie nie mają: władzę. Tego przynajmniej uczy doświadczenie (czytaj: Komisja ds. afery Rywina). No bo jak inaczej zinterpretować taki przebieg obrad:

1. Na początku poseł Wikliński (SLD) chciał zwrócić się do Prezydium Sejmu, żeby zdecydowało o tym, kto ma zostać Przewodniczącym, bo zapis z Regulaminu Sejmu, że podczas obrad połączonych Komisji Przewodniczący ustalają między sobą, który z nich poprowadzi obrady tym razem zawiódł, konsensusu nie uzyskano:(
2. Podczas procedowania okazało się, że niektórzy posłowie mają zakusy, aby w tekście uchwały zapisać wszystko expresis verbis, nawet to, o co mają pytać świadków członkowie komisji śledczej. Poseł Dorn np., uznał, że trzeba pytać nie o legalność wystąpień ministra gospodarki do ministra finansów, ale o ich cel!!! Tak, jakby nie było naturalne, że świadka pyta się nie tylko o podejmowane działania, ale także o intencje ich podejmowania, częstotliwość, skutki, itd, itd...
3. Zupełnie kuriozalne było wystąpienie posła Kłopotka, co zresztą nikogo specjalnie nie zdziwiło. Otóż poseł Kłopotek zatroskał się o konstytucyjność, a raczej niekonstytucyjność (na co zwróciło uwagę w swoich opiniach Biuro Analiz Sejmowych) zapisu o prześledzeniu działań posłów, bo przecież parlamentarzyści nie podlegają kontroli Sejmu! To dopiero byłaby niespodzianka dla opinii publicznej i naszych wyborców, gdyby Sejm przyjął uchwałę, która nie pozwala na przesłuchanie posła Chlebowskiego!!! Ale nie wydaje mi się, że troska Kłopotka dotyczyła Chlebowskiego, a jeśli nie, to kogo? Czas pokaże...
4. Gdy miało się ku końcowi obrad, poseł Kempa widząc, że Komisja zada pytania nie tylko politykom PO, ale także tym z innych ugrupowań, zagroziła odesłaniem uchwały do Trybunału Konstytucyjnego!

Wciąż nie rozumiem, dlaczego posłowie opozycji nie chcą, bez zbędnej zwłoki, przystąpić do pracy w komisji śledczej? Przypomnę, że doświadczenie poprzednich lat pokazało, że jeśli jest prawdziwa, poważna afera dotycząca partii rządzącej, to partia ta traci władzę, a przecież opozycja musi tego chcieć, po to jest w końcu opozycją!

 

iza leszczyna

2009-11-04 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 października 2009

Czarny czwartek dla PiSu. Same nieszczęścia:( Nie dość, że dzień wcześniej Bank Światowy stawia Polskę za wzór i chwali zachowanie polskiego rządu w czasie kryzysu, to dzisiaj okazało się, że:

Po pierwsze: nie było afery gruntowej, była prowokacja, która nie wyszła tak, jak miała wyjść, tzn. pochłonęła nie samego Leppera, ale także resztę rządu premiera Kaczyńskiego, choć powodu w zasadzie nie było.
Po drugie: Zbigniew Ziobro musi przeprosić dra Garlickiego za słowa" "Ten pan już nigdy nikogo życia nie pozbawi" (zapowiada co prawda odwołanie do Trybunału w Strasburgu, ale mam nadzieję, że ktoś mu powie, że to wstyd dla europosła, bo do Trybunału oddaje się sprawy naprawdę ważne, a nie zawraca się głowy własną urażoną ambicją, czy stratą 300 tys. za ogłoszenie w stacjach telewizyjnych).
Po trzecie: Trybunał Konstytucyjny orzekł, że zaskarżona przez prezydenta ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego jest zgodna z konstytucją (Prezydent zaskarżył ordynację, czym uniemożliwił przeprowadzenie wyborów w czerwcu tego roku na nowych zasadach. Według nich głosowanie trwałoby dwa dni, a niepełnosprawni mogliby oddać głos przez pełnomocnika.Te dwa rozwiązania mogły poprawić frekwencję wyborczą).

Jakby tego było mało doniesienia ze szczytu Unii Europejskiej są optymistyczne - najprawdopodobniej polskiemu rządowi uda się przeforsować swoje stanowisko w sprawie podziału kosztów obniżenia emisji CO2 pomiędzy poszczególne kraje UE.

Kroplą, co kielich goryczy przelewa, było pozytywne przyjęcie przez komentatorów i opinię publiczną pomysłu premiera Tuska o znacznym ograniczeniu hazardu i wyższym opodatkowaniu "jednorękich bandytów". 

Jak sama nazwa wskazuje nie są to automaty, które uczą i wychowują, a przyjemność, jakiej dostarczają bywa okupiona goryczą, która nie samego gracza dotyka:(

Dlatego mam nadzieję, że nie wie, co mówi, Stanisław Matuszewski - prezes zrzeszającej branżę Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, gdy mówi: "Rząd nie wie, co robi. Automaty przeniosą się do szarej strefy, a po kieszeni dostanie 100 tys. ludzi. Tyle zatrudniają firmy wstawiające automaty, producenci, serwisanci no i właściciele barów, w których stoi 90 proc. automatów. Bez automatów część barów będzie musiała się zwinąć. A po podwyżce podatków 70 proc. automatów zniknie w ciągu jednego roku." I dobrze, bo o zniknięcie ich (automatów, nie barów) właśnie chodzi. Upadek pubów wieszczono w Irlandii, gdy wprowadzono zakaz palenia. I co? Nic, puby mają się dobrze. A ludzie zatrudniani w hazardowym biznesie? To zawsze jest problem, ale przeżyliśmy transformację gospodarczą, upadki kopalń, hut, wielkich zakładów przemysłowych, więc może i te upadłości, rozłożone na pięć lat, a więc dające szansę na zmianę branży, przeżyjemy.

I nawet zdanie mojego idola prof. Leszka Balcerowicza, że nie można człowieka bronić przed samym sobą, bo to tak, jakby zamknąć go w luksusowym więzieniu, nie przekonuje mnie. Moja liberalna dusza nie jest w tej kwestii liberalna. Chociaż właściwie może jest? Automaty stoją w kasynach, kto chce wchodzi i gra. Na tym  chyba polega wolność wyboru? 

 

izabela leszczyna

 



 

2009-10-30 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


27 października 2009

Jesień okazała się bardziej przeziębieniowa niż aferalna, a temperatura za oknem powoli ostudza gorące głowy Panów Brudzińskich, Hoffmanów i innych Napieralskich, co żywcem pogrzebali Platformę, a ta z cmentarza uciekła (nie tylko w przenośni). I chociaż powinno mnie cieszyć każde kłamstwo, na którym złapano byłego szefa CBA, bo ono uwiarygodnia słowa Tuska, to jednak czułam rozczarowanie, gdy okazało się, że Kamiński używał określenia "tarcza antykorupcyjna" do opisywania działań swoich i swoich pracowników, między innymi w sprawozdaniu składanym w Senacie. I jeśli, jak mówił w jednym z wywiadów, to były tylko słowa, za którymi nic się nie kryło, to z pewnością był to jeszcze jeden powód do odwołania go. No bo co to za szef służb, który lekceważy polecenie Premiera, proszącego o podjęcie działań antykorupcyjnych zwanych roboczo "tarczą"?

Rozumiem trudną sytuację Prawa i Sprawiedliwości, które już, już widziało Prezesa i siebie  w roli partii rządzącej, bo przecież Prezes Kaczyński jest tylko chwilowo Niepremierem i.....nic, póki co nie ma szansy na powrót:(.
Jeśli mogę udzielić rady (naprawdę szczerej) to nie mówiłabym, że ekspertów pracujących dla mojej partii pozostawię anonimowymi, bo w wielu środowiskach przyznawanie się do sympatii wobec PiSu jest źle widziane. To przekaz, który jest rozumiany mniej więcej tak: ludzie wstydzą się, że popierają PiS. Fatalny komunikat, czyżby było się czego wstydzić?
I oczywiście nie zmienia to w żadnej mierze wstydu, jaki czuję za moich kolegów z partii. Czas na pokutę.

W mojej Częstochowie też niełatwo:( Prezydent zamiast na sesji Rady Miasta  (na niespełna trzy tygodnie przed referendum w sprawie jego odwołania) zadać kłam dwóm najpoważniejszym zarzutom mieszkańców, którzy zdecydowali o referendum, stchórzył i nie pojawił się w punkcie, w którym mógł zaprezentować swoje działania w zakresie:

- współpracy z mieszkańcami Częstochowy w sprawach istotnych dla miasta i jego rozwoju
- pozyskiwania inwestorów, tworzenia nowych miejsc pracy i wspierania przedsiębiorczości.

Szkoda, bo wystąpienie Wiceprezydenta pominę milczeniem z szacunku dla Jego wieku i sympatycznego usposobienia, tym bardziej, że występował w imieniu swojego Szefa i odczytał to, co mu przygotowano:((

No cóż, myślę, że warto pójść 15 listopada na Referendum, skoro Komisje i tak, i tak będą siedziały, a kart do głosowania i tak, i tak musi być tyle, ilu potencjalnych głosujących. Wydatki poniesione, więc może warto coś zmienić?

 

iza leszczyna

 

2009-10-27 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 października 2009

Kamiński musi odejść! I byłoby nawet śmiesznie, gdyby nie było tak strasznie! W ciągu 10 dni szef CBA ogłasza trzy "afery", które - tak chciałaby opozycja - powinny zmieść z powierzchni ziemi rząd Donalda Tuska. Tymczasem afera była jedna i tu trzeba głowy posypać popiołem, a niektóre ściąć (dwie już ścięto).
Paradoksalnie, jeśli zagorzały wróg Platformy Obywatelskiej - Mariusz Kamiński, w ciągu dwóch lat stałej inwigilacji rządu, podsłuchów, prowokacji i śledzenia polityków PO, ogłosił światu aferę hazardową, stoczniową i tę z ostatniej chwili, w której wytacza armaty przeciwko Ministerstwu Finansów, to znaczy, że to jest całkiem niezły, a na pewno uczciwy rząd, z jednym wyjątkiem - póki co, słabym ogniwem okazał się tylko minister sportu.
Nawet dziennikarze, nie mówiąc o komentatorach i ekspertach, nie mogą dopatrzeć się afery w aferze stoczniowej! A doniesienia nt. rafinerii w Trzebini i nieprawidłowościach w MF dotyczą okresu rządów SLD i PiS. Ale co to ma za znaczenie? Przecież większość ludzi usłyszy, że jest jakaś kolejna afera i skarb państwa mógł stracić 3 mld. zł. A to przecież brzmi, jak kolejny argument potwierdzający prawdziwość tezy PiSu, że rząd powinien podać się do dymisji. A o to, i tylko o to, Kamińskiemu chodzi!
I jeszcze  o zmianach na stanowiskach ministrów:)
Poprzedni byli źli, bo polityczni, a nie merytoryczni, nowi są źli, bo merytoryczni, a nie polityczni (sic!). Drugi szereg, bez charyzmy, bez silnej pozycji we własnym środowisku może tylko administrować - utyskiwali dzisiaj przeciwnicy polityczni i dziennikarze. I może wystarczy administrowanie, bo Drzewiecki rozkręcił przygotowania do EURO 2012 na tyle, że FIFA jest spokojna o przyszłość polskich stadionów, hoteli i dróg. Minister Czuma doprowadził do uchwalenia ustawy, która była zasadniczym celem jego misji - rozdzielił funkcję ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego. A Schetyna uruchomił proces informatyzacji administracji, który był poważnym wyzwaniem po straconych - dla tego projektu - dwóch latach rządów PiSu. Politycy zrobili, co do nich należało, więc niech teraz profesjonaliści pilnują, żeby wszystko szło, jak należy...
I na koniec zdanie do mojego klubowego kolegi Janusza Palikota: jeśli mamy naprawdę szczere i dobre intencje, jeśli chcemy dać radę przyjacielowi, to najlepiej zrobić to, patrząc mu prosto w oczy, może nawet w cztery oczy? Rozumiałam, chociaż niekoniecznie mi się podobało, gdy Janusz Palikot wygłaszał odezwy do Prezydenta, bo trudno byłoby mu uzyskać audiencję u głowy państwa, ale u Premiera chyba się da?

Jedno jest pewne: Kamiński musi odejść, w przeciwnym razie, obudzimy się pewnego ranka, a w 1 Programie TVP będzie orędzie szefa CBA - Mariusza Kamińskiego, który na koniec okaże się pralką:((



iza leszczyna
 

2009-10-14 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 października 2009

Włożyć włosiennicę, w rękę wziąć bicz i okładać się za grzechy innych? Na znak protestu wystąpić z partii, w której znaleźli się mali, nieuczciwi ludzie? Czy stać z podniesioną głową, bo przecież to, że niektórzy ludzie zawiedli, za co zostali ukarani, nie jest końcem idei, w którą wielu z nas uwierzyło? I wreszcie, czy to już koniec tego upokarzającego wyławiania skandali? Czy jest wśród nas jeszcze jakiś złodziej, oszust, człowiek skorumpowany? Smutny czas dla tych, co naprawdę władzę traktują, jak służbę. Smutny czas dla tych, co uwierzyli, że ta władza zajmie się wyłącznie dobrem publicznym, a nie własnym. Smutny czas dla mnie, bo przecież każdym głosowaniem, każdą prowadzoną ustawą i pracą w sejmie legitymizuję tę władzę. Czy robiłabym to, gdybym miała choć cień wątpliwości, co do tego, że Premier mojego rządu jest, jak żona cezara, bez zarzutu? Oczywiście, że nie. Smutne jest to, że podobnie wysoką cenę płacą ci, którzy zawinili i ci, którzy, pozostając w tej samej formacji, zostali przez nich oszukani. Ale taka jest cena bycia politykiem i nie ma co się nad sobą użalać.

Ale smutne jest także to, że dzisiejsze CBA zachowuje się, jak tajna policja, powoływana w krajach niedemokratycznych do niszczenia przeciwników politycznych. Ostatni weekend Kamińskiego na stanowisku szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego musiał przynieść aferę, którą może trzymano by w szufladzie, żeby w ostatnim tygodniu kampanii prezydenckiej rzucić mediom na pożarcie, bo przecież jakoś utopić Tuska trzeba. Tak nie działa się w interesie państwa, tylko w interesie PiSu. W interesie państwa należy sprawę skierować do Prokuratora Generalnego. Chora i bardzo szkodliwa maniera rozsyłania "ściśle tajnych" materiałów do niemal wszystkich, którzy mają poświadczenie bezpieczeństwa (nie certyfikat, bo taki uzyskują przedmioty(!) jest szkodliwa dla państwa polskiego. Skutkuje tym, że kilku panów, najczęściej z PiSu, staje przed kamerami i mówi, że nie może udzielić odpowiedzi na zadawane pytania, ale w międzyczasie zdąży obrzucić błotem cały rząd, no bo nazwisk mówić nie można - "TOP SECRET"! Błota tym więcej, że bomba wybucha w piątek wieczorem, cały weekend można mówić, nie mówiąc!!!

Mam nadzieję, że osoba Premiera sprawi, że Polacy nie stracą zupełnie wiary w uczciwych polityków. Bo nie da się wyeliminować ludzi złych i słabych "na wejściu", ludzie sprawdzają się w działaniu, a jeśli, okazują się - jak u Lema - pralkami, to trzeba wyrzucić ich na złom.
Czego dowiemy się z materiałów CBA o stoczniach? Oczywiście całkowicie hipotetycznie, bo przecież nie znamy tych materiałów. Myślę, że dowiemy się, że sprawa stoczni przerosła ministra skarbu, i może nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że cała Polska patrzyła na stocznie, jak na narodową świętość. Pod taką presją, w czasie światowego kryzysu może w ogóle nie dało się ich sprzedać? Chorwaci sprzedali cztery stocznie za jedną kunę (20 centów) każda. Co zrobiono by ministrowi, gdyby sprzedał nasze stocznie po złotówce?

Smutny weekend, dobrze, że Pan Prezydent podpisał Traktat. Zawsze to jakieś światełko w tunelu:)




iza leszczyna

2009-10-10 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


5 października 2009

Nie ma co owijać w bawełnę, fatalnie się stało, że się stało. Z wielu powodów, może najbardziej dlatego, że Platforma pokazała brzydką twarz, która w gruncie rzeczy nie jest jej twarzą. Nie jest prawdziwą twarzą mojej Platformy. Przecież mój rząd w postaci ministra Kapicy twardo stał na stanowisku, które broniło ustawowych zapisów zapewniających dodatkowe wpływy do budżetu. Taka rola ministra finansów: dbać o państwową kasę. A że wiceminister Szejnfeld był przeciwny opodatkowaniu hazardu? To przecież oczywiste, że zadaniem ministerstwa gospodarki jest stwarzanie jak najlepszych warunków dla rozwoju przedsiębiorczości, nawet jeśli chodzi o biznes dość podejrzany, jakim jest hazard. A co to znaczy dobre warunki? Dla biznesu to zawsze są niskie podatki.
Jasne jest, że dwóch Panów się pogubiło zupełnie. Zapłacili za to śmiercią polityczną, chociaż jest wysoce prawdopodobne, że żaden z nich naprawdę nie chciał i nie zrobił niczego złego. Ale zgadzam się, że polityk, a już na pewno taki z pierwszych stron gazet, może kolegować się tylko z dobrze wychowanymi chłopcami i dziewczynkami z dobrych domów, no czasem, ostatecznie, może zdarzyć się ktoś z nizin społecznych, ale koniecznie musi być to szlachetna bieda.
A Premier? Premier okazał się być, jak żona cezara. Widzi to każdy, kto ma w pamięci słowa szefa CBA, który w trakcie kampanii wyborczej z 2005 roku, pastwiąc się nad naiwną i infantylną Sawicką, mówił: "Mam nadzieję, że teraz Państwo zastanowicie się, na kogo oddać swój głos". Wtedy, w sensie politycznym, nie wyszło, więc po raz kolejny Pan Kamiński chciał zastawić sidła. Czy teraz uda mu się zmanipulować opinię publiczną? W coraz większym wrzasku: AFERA! AFERA! trudno usłyszeć głos rozsądku, a on brzmi tak: Premier, jak obiecał w expose, ogniem wypala ślady korupcji: skazał już dwie bardzo ważne w Platformie osoby, nie kierując się przyjaźnią, tylko dobrem publicznym. Więc o co ciągle ten wrzask?

 


iza leszczyna

2009-10-05 Liczba komentarzy (3) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4października 2009

Nieważna jesień i kilkanaście prawdziwków, które udało mi się uzbierać, chyba pierwszy raz w życiu, w lesie pod Częstochową. Ważne od kilku dni jest zupełnie co innego. Czy słowa Premiera wypowiedziane do nas (posłów VI kadencji z PO) podczas pierwszego spotkania po wygranych wyborach, jesienią dwa lata temu, były prawdziwe?
Premier powiedział wtedy, że jeśli ktokolwiek z nas ulegnie złudzeniu, że działalność polityczną można skierować na pomnażanie własnych dóbr, a nie pomnażanie tylko i wyłącznie dobra publicznego, to nie będzie dla niego miejsca w PO. Puszczono wtedy film o sprawie Sawickiej. Pamiętam, że czułam się z tym fatalnie i myślałam, że nie widzę powodu, dla którego ktoś traktuje mnie, jak potencjalnego złoczyńcę, przecież przed kilkoma dniami kilkanaście tysięcy ludzi oddało na mnie swój głos. Dzisiaj myślę, że może trzeba ten film puszczać raz na kwartał, bo pamięć ludzka bywa zawodna:((

A może tak już jest (nie tylko w polskiej polityce), że co jakiś czas musi przyjść katharsis, a raczej lekkkie tsunami wymiatające słabsze ogniwa?
Czy Premier Tusk poradzi sobie z tą aferą, czy pozwoli na to, żeby miliony ludzi w tym kraju straciły zaufanie do PO?

Myślę, że pierwsze decyzje dotyczące Zbyszka Chlebowskiego były oczywiste i wystarczająco szybkie, a więc dające nadzieję, że nikt niczego nie chce zamieść pod dywan. Pomijam tu kwestię, że Chlebowski nie popełnił żadnego przestępstwa, i być może okazał się tylko takim facetem, co obiecuje kolegom więcej niż może dać. Za samo to, że nie powiedział: "Panowie, chcecie o tym rozmawiać? Ministerstwo Finansów na obecnym etapie prac legislacyjnych jest adresatem waszych sugestii. Do Komisji Finansów możecie zwracać się w chwili, gdy projekt zostanie do niej skierowany." Proste? Tak, tylko nie do przyjęcia dla półświatka panów od hazardu.
Każda ustawa jest dla jakiejś grupy społecznej bardziej, a dla innej mniej korzystna. Te poszczególne grupy wywierają naciski na tworzących prawo (konsultacje, uzgodnienia, zmiany, poprawki). Tak było niedawno, podczas nowelizacji ustawy o Społecznych Kasach Oszczędnościowo Kredytowych. Lobby SKOKów wręcz pisało kolejne poprawki posłom PiSu wraz z uzasadnieniami!!! Ci z uporem maniaka zgłaszali je, licząc, że jakaś przejdzie w drodze głosowania. A przecież ta nowelizacja miała na celu zabezpieczyć interes drobnych członków i zwykłych ludzi oszczędzających w SKOKach, więc poprawki idące w odwrotnym kierunku narażały interes społeczny (oszczędności milionów Polaków) na szwank! Ale wszystko odbyło się lege artis, przy odsłoniętej kurtynie, bo można zgłaszać największe absurdy w procesie procedowania nad ustawą, byle wziąć za to osobistą odpowiedzialność i podpisać się pod poprawką swoim nazwiskiem.
No właśnie,   w ten sposób wróciliśmy do hazardu, bo swoim nazwiskiem pod odstąpieniem od dopłat na rzecz sportu podpisał się minister Drzewiecki. Dlatego powinien odejść. Nie wiem, czy chciał zrobić coś złego, może nie? może tylko, jak Zbyszek Chlebowski, chciał się wydać fajnym kumplem, a może rzeczywiście nie dość uważnie czyta pisma, pod którymi się podpisuje? Każda z tych przyczyn jest jednak  wystarczająca, by go odwołać.

 

 

iza leszczyna
 

2009-10-04 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


22 września 2009

"Ten, kto odniósł sukces w życiu zawodowym, nie  poniży się do zajmowania się polityką." Tak mniej więcej brzmiały słowa Władysława Frasyniuka. Smutne:(( nie wiem nawet dla kogo bardziej, dla polityków, czy dla tych, co muszą żyć w świecie rządzonym przez takie miernoty (to chyba dotyczy tylko Polski, bo polskich polityków miał Frasyniuk na myśli). Mam nadzieję, że za 10-20 lat będzie inaczej, że zajmowanie się polityką będzie zajęciem nobilitującym, a nie hańbiącym. Tylko, co robić przez te parę najbliższych lat? Utrwalać pogląd, że politycy to durnie? narzekać na niskie standardy debaty publicznej? Ale kiedy nastąpi przełom, jeśli dzieci będą słyszały od  rodziców, że politycy w bajce o Pinokiu mieliby taaaaakie dłuuuuugie nosy? w ten sposób nie stworzymy wysokich standardów życia politycznego:) Słowa Frasyniuka są tym smutniejsze, że powiedziane jednym tchem z peanem na cześć powrotu Olechowskiego na scenę polityczną. Można wierzyć w jego come back, można go lubić, można zgadzać się z wieloma jego tezami, ale trzeba jednak przyznać, że jest groteskowo-żałosny, gdy mówi, że chce zostać prezydentem i nieważne, czy poprze go lewica, prawica, czy dziwny i dość nieokreślony twór, jakim jest Stronnictwo Demokratyczne. W życiu jest niewiele rzeczy, które warto robić za wszelką cenę, tym bardziej w polityce.

 




iza leszczyna

2009-09-22 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


20 września 2009

Tragiczne wypadki w kopalniach, to, oprócz ogromnego żalu w nas wszystkich i współczucia dla Rodzin tych, co zginęli, także powód do szukania winnych. Teraz też szukają ich media, prokuratura, sami górnicy, związkowcy i pewnie także ci z nas, którzy znają pracę górników tylko z przekazów telewizyjnych. Na pewno można i trzeba zrobić wiele, żeby praca górnika była bardziej bezpieczna, chociaż nigdy nie będzie bezpieczna zupełnie, i o tym także trzeba pamiętać, zanim rozsądek zginie w oskarżycielskich krzykach. Z pewnością też, jeśli wskazaniami czujników stężenia metanu ktoś manipuluje, to w zasadzie brak słów, żeby takie postępowanie nazwać i zasługuje ono tylko na jedno: więzienie. Bo to przecież umyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Przy takich smutnych okazjach pojawia się też odwieczny problem obecności najważniejszych w państwie polityków. Być na miejscu czy też nie? Premier Tusk przyjechał, przerywając zagraniczną podróż i naraził się na krytykę (m.in. związkowców), że chce na tragrdii zbić kapitał polityczny. Pewnie gdyby nie przyjechał, ci sami ludzie powiedzieliby: lekceważy górników, ma gdzieś nasze nieszczęście. Jedyne zasadne pytanie jest takie: czy obecność najwyższych władz, lokalnych polityków przekłada się na coś dobrego, czy jest jakaś wartość dodana, czy to tylko informacja medialna? Ale mówiąc o wartości dodanej, myślę nie tylko o pomocy finansowej, medycznej, psychologicznej, logistycznej, choć to sprawy bardzo ważne i koniecznie trzeba je Rodzinom zapewnić. Sądzę jednak, że dla Bliskich ważne są także symbole, a więc żałoba narodowa i to, że Premier z tymi ludźmi był, tak po prostu, po ludzku.
I na koniec tego smutnego bloga, jeszcze jedna refleksja, też niewesoła. Partie potrzebują indywidualności, osobowości, nawet gwiazd, ale gwiazd chyba bardziej do wspierania polityków, może angażowania się w kampanie wyborcze, jak ma to miejsce w USA, niż do tego, by same stawały się politykami. Tak myślę od dawna, ale słowa wypowiedziane wczoraj przez Pana Kazimierza Kutza na 34. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Bo jeśli Kazimierz Kutz jako wybitny reżyser, Ślązak, mówi, że za śmierć górników odpowiedzialny jest wyzysk kapitalistyczny, to ma prawo do emocji, nawet do niezrozumienia rzeczywistości. Ale jeśli przy okazji jest moim klubowym kolegą, posłem PO, to nie może opowiadać głupot i tego, co mu ślina na język przyniesie! Jest dokładnie odwrotnie, dopóki nie znajdziemy prywatnych inwestorów dla kopalń, dopóki będą niedoinwestowane, zaniedbane, zarządzane przez ludzi, którzy przy zmianie ekipy rządzącej najpewniej odejdą, a więc nie mają poczucia ciągłości i wieloletniej  odpowiedzialniości za kopalnie, dopóty będą wypadki, których może (powtarzam, może, bo wypadki w kopalniach były, są i będą) można by uniknąć, bo właściciel wie, że każdy wypadek to milionowe odszkodowania, więc woli im zapobiegać. A dzisiaj kopalnie są własnością skarbu państwa, czyli nas - podatników, pani, pana...więc jakby niczyje. A jeśli wydobycie węgla staje się zbyt niebezpieczne, bo trzeba schodzić coraz niżej, a to podraża i tak dość drogie źródło energii, to może trzeba opracować program systematycznego zamykania kopalń? Górnikom trzeba by zaproponować inną pracę, tylko co wtedy zrobią związkowcy?
 




iza leszczyna

2009-09-20 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 6

             Design by: Studio Manifesto