Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

5 grudnia 2009

Konstytucja wymaga zmiany, struktura finansów publicznych także - tu jest zgoda ponad podziałami, niemal ogólnonarodowa. Jednak większość komentatorów oburzyła się, gdy Premier Tusk i Mnister Rostowski "włożyli kij w mrowisko", jeden mówiąc o swoim pomyśle na zmiany w ustawie zasadniczej, drugi - przedstawiając  swój pomysł na zmniejszanie długu publicznego. Dlaczego? Bo potrzebna jest wokół tych zagadnień dyskusja, szeroka debata społeczna, a nie szybkie nieprzemyślane decyzje! Zgoda, ale jak lepiej i uczciwiej rozpocząć debatę publiczną na ważny społecznie temat, niż prezentując swoje stanowisko w sprawie? Przecież gdyby Premier i Minister Finansów zadali politykom, ekspertom, wszystkim Polakom pytania: "Jak zmienić Konstytucję RP? Jak naprawić finanse publiczne?" to z pewnością naraziliby się na krytykę w rodzaju: "Jeśli rząd nie ma pomysłu na rządzenie, nie ma wizji, projektów zmian, odwagi, by zaproponować własne rozwiązania, to niech poda się do dymisji! No bo co to za rząd?"
Tak źle, i tak niedobrze:(
Czyli, jak zwykle:)
Okazało się nawet, że kilku najwybitniejszych polskich konstytucjonalistów, tworzących Radę Konstytucyjną pracowało nad zmianami w Konstytucji, więc najlepsze z możliwych podłoże do tej dyskusji jest! Tyle, że nie bardzo widać dyskutantów, bo o ileż ciekawiej, gdy w okienku TV pojawia się główny pisowski fighter - poseł Kurski lub opowiadający zwykle banialuki poseł Kłopotek, czy skandalista Palikot? Mówią o wszystkim, a więc o niczym! Jest dobrze,  adrenalina wciąż na wysokim poziomie, oglądalność też.
W międzyczasie pojawiła sie "afera" w Komisji ds "afery hazardowej". To zupełnie ostudziło zapał mediów do prowadzenia publicznej debaty o Konstytucji, czy nawet Otwartych Funduszach Emerytalnych! Hulaj dusza, znowu jest jakieś "polityczne bagienko", którym można się zająć! Tyle, że nawet jeśli okaże się, że wszyscy ministrowie, których Premier Tusk odsunął z rządu, całe noce grywają w kasynach i chcieli, by hazard rósł w siłę, a właścicielom jednorękich bandytów żyło się dostatniej, to i tak dla Polski nie ma to żadnego(!) znaczenia. Bo pięciu ministrów straciło swoje stanowiska, a ustawa, która de facto usuwa z przestrzeni publicznej automaty do gier hazardowych została przyjęta przez Parlament, tyle, że Prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, po co? Prezydent chce, by zbadano czy ustawa nie ogranicza wolności gospodarczej, choć przyznaje, że jej wartością jest ochrona nieletnich przed swobodnym dostępem do hazardu.

Trudniej rozmawia się merytorycznie i trudniej formułuje się rzeczowe argumenty, zdecydowanie łatwiej rzucać sofizmatami i błotem. Tylko czy rachunek końcowy będzie równie łatwy do przełknięcia? I czy nie stanie nam wszystkim kością w gardle?
 

 

iza leszczyna

2009-12-06 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 listopada 2009



Moje dwa lata w sejmie?

Nie będę przytaczała statystyk dotyczących ilości wystąpień, zapytań oraz interpelacji. Choć w jakimś stopniu świadczą one o aktywności posła, to raczej w stopniu niewielkim, a często wręcz pozorowanym. Bo czy o "pożytku z posła" świadczy fakt, że kilka razy dziennie w czasie posiedzenia sejmu wejdzie na mównicę i zada jedno- czy dwuminutowe pytanie, którego zwykle lwią część, a często jedyną stanowi krytyka działań rządu (w wypadku  koalicjantów to krytyka zachowań i pomysłów opozycji)? Zresztą zawsze podejrzane wydawało mi się zabieranie publicznie głosu na prawie każdy temat!!! Podobnie rzecz ma się z interpelacjami i zapytaniami. Oczywiście, są sprawy ważne, podnoszone przez obywateli, o które trzeba pytać ministrów i prosić ich o wyjaśnienia. Ale bardzo wiele takich problemów rozwiązuje się w bezpośredniej rozmowie, podczas wizyty w ministerstwie, interwencji, czasem tylko ustnej. Takie działania poselskie przynoszą zwykle więcej prawdziwych efektów dla obywateli niż koncentrowanie się na statystykach.

Jak zatem wyglądają efekty moich działań w kontekście obietnic wyborczych? Przypomnę zatem obietnice, które ukazały się w Gazecie Wyborczej z 2.11.2009 r. Po rozmowie ze mną nt. priorytetów działań poselskich skierowanych na nasze miasto Pani Dorota Steinhagen napisała:
Parlamentarne plany Izabeli Leszczyny:

1. pomoc w zdobywaniu przez samorząd oraz organizacje pozarządowe środków unijnych dla Częstochowy (trzeba przerwać złą passę)

2. rozwiązanie problemu nieudolnej spółki Operator ARP (żeby wreszcie efektywnie dla miasta i regionu wykorzystać tereny po hucie)

3. doprowadzenie do powołania uniwersytetu w Częstochowie (nie można tylko mówić o tym przez dziesięć kolejnych lat)

Z czego się wywiązałam?

ad.1 Częstochowa, dzięki zabiegom całej czwórki parlamentarzystów z PO, w latach 2007-2009 pozyskała w sumie, licząc tylko projekty twarde, infrastrukturalne,  ponad 360 mln. zł(!) (nie dzięki świetnym projektom, bo takich są tysiące, a projekt na skrzyżowanie DK1 z Jana Pawła II był na żenującym poziomie i tylko nasza ogromna aktywność, inicjatywa i determinacja doprowadziły do tego, że Ministerstwo Infrastruktury ciągnęło nasz projekt za uszy i wreszcie uzyskaliśmy ponad 156 mln. zł. na najtrudniejsze skrzyżowanie w Częstochowie). To także pieniądze na węzeł DK1 z Makuszyńskiego czyli kolejne 18 mln. zł., filharmonia - 21 mln., sala widowiskowo-sportowa ponad 30 mln. i wreszcie tramwaje - 128 mln., a więc konkurs rozstrzygany przez Województwo Śląskie, na czele którego stoi
Marszałek z Platformy Obywatelskiej.

ad.2 złożenie przez posłów z PO zapytania w sprawie "Operatora" rozpoczęło proces zmian w spółce. Sprawa jest znana, więc wspomnę tylko, że brak chęci współpracy ze strony Urzędu Miasta  sprawił, że spółka wciąż nie "rozwinęła skrzydeł" tzn. sprzedała zbyt mało ziemi inwestorom. Pewnie niedobra koniunktura w mijającym kryzysowym roku też nie sprzyjała jej działalności. Jedno jest pewne, zdanie inwestorów o spółce uległo zmianie, nikt ich już nie przegania i nie zastają zamkniętych drzwi, podjęto też starania o to, żeby wreszcie tereny "Operatora" zostały ujęte w planach zagospodarowania przestrzennego naszego miasta. Te działania do końca naszej kadencji muszą przynieść efekty i z nich właściciel spółki - Agencja Rozwoju Przemysłu będzie rozliczał obecnego Prezesa.

ad. 3 i wreszcie sprawa bardzo mi bliska, bo edukacja jest w sejmie jedną z moich stałych aktywności. Właściwie mogłabym napisać, że tu poniosłam sromotną klęskę, ale wynika ona raczej ze złego sformułowania obietnicy wyborczej, niż z zaniechania działań.
Bo co może zrobić poseł, żeby uczelnia z jego miasta stała się uniwersytetem? Może wspierać uczelnię w jej staraniach o środki finansowe na polepszenie bazy naukowo-dydaktycznej, to przyciąga dobrą kadrę i studentów. I to posłowie dwóch poprzednich kadencji (zarówno PiSu, jak PO) robili i robią. Akademia Jana Długosza ma środki (prawie 12 mln. euro) na budynek dla nowego Wydziału Nauk Społecznych w ramach projektów kluczowych. Wszyscy parlamentarzyści PO interweniowali jesienią 2009 r. w Urzędzie Marszałkowskim, gdy okazało się, że środki te są zagrożone z powodów formalnych. Niedawno ponad 5 mln zł., także na infrastrukturę, uczelnia uzyskała w Regionalnym Programie Operacyjnym. To, że wokół uczelni staramy się budować dobry klimat na pewno pomaga jej w pozyskiwaniu zewnętrznych źródeł finansowania.
Druga rzecz, którą poseł może zrobić to, w chwili, gdy senat uczelni wyrazi wolę zmiany nazwy w odpowiedniej uchwale, pilotowanie ustawy w sejmie, tak, by podjęto ją jak najszybciej i, żeby większość posłów podniosła rękę za jej przyjęciem. Zapewniam, że taką ustawę  wszyscy posłowie z Częstochowy, bez względu na przynależność partyjną, przeprowadzą przez sejm w tempie błyskawicznym!
Tyle, że w świetle obowiązującego prawa, uczelni można nadać nazwę „uniwersytet”, uzupełnioną przymiotnikiem, jeżeli posiada  sześć uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora, w tym co najmniej czterech uprawnień w zakresie nauk objętych profilem uczelni (o uniwersytecie bezprzymiotnikowym w ogóle nie rozmawiajmy, bo, póki co, leży poza zasięgiem naszych częstochowskich możliwości).
Na razie AJD ma takie uprawnienia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym - fizyka i Filologiczno-Historycznym - historia. Brakuje czterech uprawnień i żaden poseł, choćby najsprawniejszy, najmądrzejszy i najbardziej wpływowy nie może tych uprawnień przynieść w teczce. To najtrudniejszy do spełnienia wymóg, ale są także inne, wymagające od środowiska naukowego uczelni zaangażowania, podjęcia określonego wysiłku, współpracy wszystkich wydziałów, a to, jak pokazuje doświadczenie, jest trudne. Z pewnością zbyt małe było też zaangażowanie samorządu lokalnego, choćby w stworzenie warunków dla kadry, która zachęcona dobrymi warunkami mieszkaniowymi, zechciałaby zamieszkać w Częstochowie i swoją karierę naukową rozwijać w AJD (pamiętamy wszyscy pomysł z mieszkaniami w remontowanych kamienicach, w których dzisiaj, niestety, rozgościł się Urząd Miasta).

Jest sposób, żeby Częstochowa bez dużego wysiłku miała uniwersytet. Połączenie AJD z Politechniką Częstochowską załatwia sprawę. Tylko po co to Politechnice, jeśli ona sama już dziś może być Uniwersytetem Technicznym? Ale nie chce i trudno się dziwić, że 60 lat tradycji kształcenia politechnicznego rodzi sentyment do nazwy Politechnika? Tego połączenia nie chcą chyba obie uczelnie, więc tym bardziej nikt z zewnątrz nie ma prawa takiego pomysłu narzucać! Mimo że Politechnika nie chce mi pomóc w spełnieniu wyborczej obietnicy;) i chce pozostać Politechniką, tę właśnie uczelnię udało się, dzięki doskonałej współpracy z nowymi władzami, wielokrotnie wesprzeć w pozyskaniu środków finansowych. Ostatnia wizyta (listopad 2009) władz uczelni w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego i Nauki umożliwi  generalny remont  budynku  Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Informatyki.

Konkludując, posłowie zrobili to, co w tej sprawie zrobić mogli, teraz kolej na uczelnię (jeśli AJD chce stać się uniwersytetem) i być może nowe władze miasta, a później znowu przyjdzie nasza kolej.

Czy stało się podczas tych dwóch lat coś, czego powinnam się wstydzić jako poseł? Czy jakąś prośbę, pytanie, problem, sprawę zlekceważyłam? Myślę, że nie, czasem po prostu nie mogłam pomóc, jest kilka takich spraw, które okazały się "beznadziejne":((

A jakie były te dwa lata dla mnie?
Kilka razy poczułam na własnej skórze, że trzeba być bardzo, bardzo twardym.
A poza tym? Mniej czasu na bloga, na rodzinę, przyjaciół, znajomych, na Cisie, na książki, na siłownię czasu nie miałam nigdy, więc nie będę obciążać winą polskiego parlamentaryzmu.

 


iza leszczyna

 

2009-11-29 Liczba komentarzy (6) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


16 listopada 2009

Jak miło, gdy politycy mówią jednak prawdę, szczerze, uczciwie, z pełną odpowiedzialnością za słowo. Przewodniczący Napieralski, choć zwykle nijaki i bezbarwny, dzisiaj na konferencji prasowej powiedział bez owijania w bawełnę, że SLD chce ocenić dwa lata rządu PO-PSL kompleksowo i subiektywnie! Poprawił się co prawda, że miał na myśli obiektywnie, ale przecież co w głowie, to na języku.

W takim razie ja też ocenię 2 lata rządu, też subiektywnie oczywiście.
Długa droga przed nami, ale parę sukcesów jest, choć sytuacja makroekonomiczna im nie sprzyja.

Jakie są te sukcesy? Powtarzają je od kilku dni komentatorzy, politolodzy i ekonomiści. A Lewica twierdzi nawet, że to jej sukcesy:

1.  Nasz kraj jest jedynym w Europie, który oparł się kryzysowi i przeszedł przez niego bez recesji.
2.  Polska najlepiej, wśród państw Unii Europejskiej, wykorzystuje środki finansowe z perspektywy 2007 - 2013 (to jest fakt potwierdzony przez Komisję Europejską).
3. Ministrowi infrastruktury udało się to, co dla poprzedników było niemożliwe: zmienił prawo zamówień publicznych, wprowadził specustawę, która umożliwia skuteczny i szybki wykup ziemi, w miejscach, gdzie ma przebiegać droga; zakończono też prace nad ustawą środowiskową, która pozwala wreszcie budować autostrady. Konsekwencją tych działań jest podpisanie największej ilości umów (w czerwcu to było 836 km dróg krajowych, w tym 426 km autostrad oraz 410 km dróg ekspresowych, obwodnic i dużych przebudów dróg), także w systemie Partnerstwa Publiczno-Prywatnego, tzn. tak, jak na całym świecie.
4. Polska na arenie międzynarodowej jest postrzegana jak normalny, nowoczesny, przewidywalny kraj, Lech Wałęsa w Berlinie przewraca pierwsze domino, a ostatnie Jerzy Buzek - Przewodniczący Parlamenttu Europejskiego.
5. Polskie wojsko opuściło Irak, a do armii nie idą już młodzi chłopcy z łapanki.
6. Oddzieliliśmy funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
7. Odważyliśmy się wreszcie przeprowadzić ustawę emerytalną, która w znacznym stopniu zrównuje obywateli wobec prawa, zabierając przywileje emerytalne wielu grupom społecznym, przechodzącym na wcześniejsze emerytury kosztem innych.
8 Budujemy Orliki, na które "zrzucają się solidarnie" rząd i samorządy różnych szczebli, w taki sam sposób budujemy drogi lokalne, przeznaczyliśmy na nie z budżetu państwa ponad 2 mld., a wcześniej samorządy budowały je tylko z własnych funduszy.
9. Zmieniliśmy sposób komunikowania się "władzy" i obywateli, bo władzę traktujemy jak służbę.
10. Stworzyliśmy dobry klimat dla przedsiębiorców, biznesu i postaw obywatelskich, czego dowodem jest referendum w Częstochowie, w którym wzięło udział ponad 40 tys. osób.

Tyle przychodzi do głowy ad hoc, chociaż mam świadomość, że to wszystko za mało. Jest przecież KRUS, emerytury mundurowe, ochrona zdrowia, media publiczne i kultura, finansowana w naszym kraju, jak w Kraju Rad.
No i UWAGA!!! magiczne słowa, które są jak zaklęcie: REFORMA FINANSÓW PUBLICZNYCH! Nikt jej nie widział, więc nikt nie wie, co to takiego. Ekonomiści starają się czasem powiedzieć o niej to i owo, ale nie dość jednoznacznie. A prawda jest banalniejsza niż nam się wydaje. Reforma finansów publicznych to nic nadzwyczajnego. Wystarczy doprowadzić do tego, by wpływy budżetu państwa pokrywały wydatki. A całkiem po ludzku? Trzeba wydawać mniej pieniędzy, mniej na pensje w sferze budżetowej, mniej na świadczenia socjalne, mniej na emerytury i renty. Inna reforma finansów publicznych nie istnieje.
Tylko czy Polacy na pewno chcą reformy finansów publicznych?

iza leszczyna

 

2009-11-16 Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


15 LISTOPADA 2009

Częstochowa jest trzecim dużym miastem w Polsce, gdzie referendum w sprawie odwołania prezydenta okazało się ważne, po Olsztynie i Sopocie, w którym to jednak mieszkańcy zagłosowali za pozostawieniem na stanowisku prezydenta Karnowskiego. Dlaczego Prezydent Częstochowy nie chciał, żeby zagłosowali jego zwolennicy??? Nigdy tego nie zrozumiem...

Hmmm,....myślę, że nie na miejscu byłby triumfalizm. Czeka nas (wszystkich, którym na sercu naprawdę leży  dobro Częstochowy i jej mieszkańców)  dużo pracy, oby starczyło sił i mądrości. Wierzę, że tak będzie:)))
Chociaż ważne wydaje mi się coś jeszcze. Zawsze było mi bardzo przykro, gdy różni ludzie, którzy musieli w Urzędzie załatwić różne sprawy, często na najwyższych szczeblach, mówili, że są traktowani źle i lekceważąco. Bardzo chciałabym, żeby to się zmieniło...

iza leszczyna

2009-11-16 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


12 listopada 2009

Chciałam pisać o koncercie Chrisa Bottiego w Zabrzu, bo był  fantastyczny i śliczny. Gitara i fortepian, a nawet perkusja usiłowały dotrzymać kroku trąbce Chrisa, same były zresztą świetne, więc czasem wydawało się, że już, już ją mają, ale za chwilę znów odleciała i trzeba było ją gonić. Gdyby dżwięki zamieniały się w coś materialnego, to na scenie powstałoby chyba połączenie gotyckiej katedry i nowoczesnych biurowców z Manhattanu. I chociaż mój znajomy wielbiciel jazzu powiedział mi, że Bottiego to się nie słucha, bo on jest smooth..., to mnie się podobało.

No ale blog polityczny musi być o polityce, tak jak piosenka musi posiadać tekst:), tym bardziej, że wczorajsze Święto Niepodległości wymaga kilku słów komentarza.
Jak zwykle, centralną postacią uroczystości w naszym mieście był Prezydent Częstochowy, mniej zorientowani w historii mogli nawet pomyśleć, że to on wywalczył Polakom niepodległość, bo zarówno w homilii, jak w przemówieniu Pana Prezydenta, trudno było nie doszukać się paraleli Józef Piłsudski - Tadeusz Wrona. 
Szkoda, że czekając na słowa o miłości do swojego kraju, o patriotyzmie, na którego brak niektórzy narzekają, usłyszałam o prezerwatywach w kampanii referendalnej. To, że ktoś zaangażował w tę kampanię prezerwatywy, jest rzeczywiście dość niskiego lotu, ale czy ja na Mszy za Ojczyznę muszę o tym słuchać?
Prezydent w swoim wystąpieniu był bardziej powściągliwy, ale nie zrezygnował z wątku niesłusznych oskarżeń wobec Piłsudskiego formułowanych przez "społeczeństwo" i z ubolewaniem mówił o społeczeństwie, co to nie dorosło do tak wielkiego męża stanu. Nie czuło się w powietrzu, że zbieżność ta jest zupełnie przypadkowa.
I pewnie nie była, tym bardziej, że Pan Prezydent stracił w ostatnich dniach poczucie zdrowego rozsądku, bo referendum porównał do liberum veto:(( Gorzej, że stracił też poczucie przyzwoitości, strasząc Częstochowę Wojewodą Śląskim (przepraszam Pana Wojewodę Zygmunta Łukaszczyka), co Komisarza z Katowic (choć wiadomo, że to nieprawda) przyśle do Urzędu Miasta. Jakby tego było mało, nagle Częstochowa nie dostanie, wg Prezydenta, pieniędzy unijnych na żadne inwestycje, a Urząd pogrąży się w rocznym marazmie. Czy to pewność siebie godna męża stanu, czy raczej pycha, buta, kłamstwa i arogancja władzy? Taką lekcję patriotyzmu i miłości do swojej małej ojczyzny, my częstochowianie, odebraliśmy tuż przed 11 listopada w liście od Pana Prezydenta.

Poglądy Pana Prezydenta na instytucję referendum ewoluowały zresztą dość znacznie w ciągu ostatnich 10 lat. Warto przeczytać wystąpienie z 2 grudnia 1999 r. w Sejmie RP. Poniżej zamieszczam link do archiwum sejmowego, ale dla tych, którzy nie zechcą czytać całości cytat: "Referendum spełnia zatem rolę swoistego bezpiecznika. Jest mechanizmem chroniącym polityków lokalnych przed pułapką samozadowolenia i alienacji od społeczności gminy. Nawet jeśli rzeczywiście przyczyną referendum jest populizm, nawet jeśli rzeczywiście wynik referendum utrudnia rozwój gminy, nie zmienia to oceny wartości tej instytucji, bo wynik ten uczy, że nie da się mądrze rządzić przeciw społeczeństwu albo bez społeczeństwa. A jest to lekcja w takim samym stopniu potrzebna w skali małej gminy, jak i wielkiego państwa."

Wystąpienie posła Tadeusza Wrony z dnia 2.12.1999 - pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o referendum lokalnym (druk nr 1361)


Na koniec trochę o wielkiej polityce, ale także w kontekście dyskusji o patriotyzmie, nad upadkiem którego użala się Prezydent Kaczyński. Panie Prezydencie Polski, od kogo - Pana zdaniem - Polacy, szczególnie młodzi, mają uczyć się patriotyzmu? I czego chce nauczyć właśnie Pan? Że 20 lat wolnej Polski, z wyłączeniem dwóch lat, gdy rządził Pana brat bliźniak, to czas stracony, czas, który pokazał, że Polacy nie potrafią kształtować rzeczywistości w wolnej Polsce, bo ulegają, jak dzieci we mgle złym mediom, wyimaginowanym wrogom zewnętrznym i wewnętrznym?  Czego chce Pan nauczyć, nie zapraszając Wałęsy na  uroczystości rocznicowe "Solidarności"? Czego chce Pan nauczyć, nie jadąc do Niemiec na obchody 20. rocznicy zburzenia muru berlińskiego? Czego chce Pan nauczyć, zwlekając tak długo z podpisem Traktatu Lizbońskiego przez Pana wynegocjowanego? Czego chce Pan nauczyć, podważając pozytywne dane GUS o wzroście PKB w Polsce? Panie Prezydencie, patriotyzmu Polacy chcą uczyć się od Pana, ale to jest bardzo trudne, bo Pan nie wie, co to znaczy być patriotą. 

 

 


iza leszczyna

2009-11-12 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 listopada 2009

Wczoraj w związku z informacją rządu nt. grypy AH1N1 zaczęłam odczuwać nieprzyjemne napięcie psychiczne zwane przez psychologów dysonansem poznawczym. Bo z jednej strony podczas debaty sejmowej słyszałam na własne uszy, jak minister Kopacz mówiła o tym, że coraz więcej Polaków zaszczepia się przeciwko grypie sezonowej (bo ta jest groźniejsza i częstsza) i to, że świadomość naszych obywateli wzrasta jest dobrą wiadomością. Mówiła też, że szczepionka ta jest sprawdzona, więc bezpieczna, a szczepionka przeciwko grypie AH1N1 jest jeszcze w fazie badań, które pod presją światowej opinii publicznej i ogromnych pieniędzy, jakie można na niej zarobić, zostały skrócone, zaś firmy farmaceutyczne nie biorą  odpowiedzialności za skutki jej stosowania i dlatego rząd wstrzymuje się jeszcze z decyzją zakupu, ale negocjacje trwają. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka godzin później w telewizyjnej wypowiedzi poseł Baliński (były minister zdrowia) stwierdził, że rząd straszy szczepionką i najprawdopodobniej Polacy przestaną się w ogóle szczepić przeciwko grypie sezonowej (i tak szczepimy się na poziomie tylko 5%!). Przez chwilę zastanawiałam się, czy były w sejmie dwie różne debaty, czy każdy znowu usłyszał tylko to, co chciał usłyszeć?

Gdy więc wróciłam z Warszawy do Częstochowy, poszłam do mojej osiedlowej apteki i  spytałam o szczepionkę przeciwko grypie. Była, co prawda ostatnia, bo w ciągu dnia wiele osób kupiło szczepionkę, więc trzeba zapasy uzupełnić - powiedziała Pani Magister. Odetchnęłąm z ulgą, Polacy zrozumieli przekaz minister Kopacz podobnie, jak ja, i postanowili zaszczepić się przeciwko grypie sezonowej. Ja też, nawet obiecałam mojej Mamie, że zrobię to na pewno, zaraz gdy tylko wyleczę się z przeziębienia:)

A w ogóle z wszystkich rad, które mają nas uchronić przed zachorowaniem, najbardziej podobają mi się te, które mówią, że mamy dużo odpoczywać, nie stresować się pracą, chodzić na spacery, myć ręce i dobrze się odżywiać (tzn. jeść dużo warzyw). Uwielbiam każdą z tych rzeczy i dlatego w weekend mam zamiar zrobić je wszystkie naraz. A jutro kupię chryzantemy i wyprawię zaduszki jazzowe. To taka moja świecka tradycja:)

 

iza leszczyna

 

2009-11-07 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 listopada 2009

Dyskusja w połączonych Komisjach Ustawodawczej i Finansów Publicznych, do których Sejm skierował projekty uchwał o powołaniu komisji śledczej ds. tzw. afery hazardowej trwała pięć godzin, z czego godzinę zabrało nam wyłonienie Przewodniczącego i ustalenie porządku obrad.
Od początku posiedzenia miałam dziwne wrażenie, że klubom opozycyjnym nie zależy na szybkim powołaniu Komisji, a zatem na szybkim przystąpieniu do odkrywania kart brudnej historii ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Chociaż wydawać by się mogło, że to właśnie im powinno zależeć najbardziej, bo przecież najwięcej do stracenia ma Platforma Obywatelska, która może stracić coś, czego pozostałe partie nie mają: władzę. Tego przynajmniej uczy doświadczenie (czytaj: Komisja ds. afery Rywina). No bo jak inaczej zinterpretować taki przebieg obrad:

1. Na początku poseł Wikliński (SLD) chciał zwrócić się do Prezydium Sejmu, żeby zdecydowało o tym, kto ma zostać Przewodniczącym, bo zapis z Regulaminu Sejmu, że podczas obrad połączonych Komisji Przewodniczący ustalają między sobą, który z nich poprowadzi obrady tym razem zawiódł, konsensusu nie uzyskano:(
2. Podczas procedowania okazało się, że niektórzy posłowie mają zakusy, aby w tekście uchwały zapisać wszystko expresis verbis, nawet to, o co mają pytać świadków członkowie komisji śledczej. Poseł Dorn np., uznał, że trzeba pytać nie o legalność wystąpień ministra gospodarki do ministra finansów, ale o ich cel!!! Tak, jakby nie było naturalne, że świadka pyta się nie tylko o podejmowane działania, ale także o intencje ich podejmowania, częstotliwość, skutki, itd, itd...
3. Zupełnie kuriozalne było wystąpienie posła Kłopotka, co zresztą nikogo specjalnie nie zdziwiło. Otóż poseł Kłopotek zatroskał się o konstytucyjność, a raczej niekonstytucyjność (na co zwróciło uwagę w swoich opiniach Biuro Analiz Sejmowych) zapisu o prześledzeniu działań posłów, bo przecież parlamentarzyści nie podlegają kontroli Sejmu! To dopiero byłaby niespodzianka dla opinii publicznej i naszych wyborców, gdyby Sejm przyjął uchwałę, która nie pozwala na przesłuchanie posła Chlebowskiego!!! Ale nie wydaje mi się, że troska Kłopotka dotyczyła Chlebowskiego, a jeśli nie, to kogo? Czas pokaże...
4. Gdy miało się ku końcowi obrad, poseł Kempa widząc, że Komisja zada pytania nie tylko politykom PO, ale także tym z innych ugrupowań, zagroziła odesłaniem uchwały do Trybunału Konstytucyjnego!

Wciąż nie rozumiem, dlaczego posłowie opozycji nie chcą, bez zbędnej zwłoki, przystąpić do pracy w komisji śledczej? Przypomnę, że doświadczenie poprzednich lat pokazało, że jeśli jest prawdziwa, poważna afera dotycząca partii rządzącej, to partia ta traci władzę, a przecież opozycja musi tego chcieć, po to jest w końcu opozycją!

 

iza leszczyna

2009-11-04 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 października 2009

Czarny czwartek dla PiSu. Same nieszczęścia:( Nie dość, że dzień wcześniej Bank Światowy stawia Polskę za wzór i chwali zachowanie polskiego rządu w czasie kryzysu, to dzisiaj okazało się, że:

Po pierwsze: nie było afery gruntowej, była prowokacja, która nie wyszła tak, jak miała wyjść, tzn. pochłonęła nie samego Leppera, ale także resztę rządu premiera Kaczyńskiego, choć powodu w zasadzie nie było.
Po drugie: Zbigniew Ziobro musi przeprosić dra Garlickiego za słowa" "Ten pan już nigdy nikogo życia nie pozbawi" (zapowiada co prawda odwołanie do Trybunału w Strasburgu, ale mam nadzieję, że ktoś mu powie, że to wstyd dla europosła, bo do Trybunału oddaje się sprawy naprawdę ważne, a nie zawraca się głowy własną urażoną ambicją, czy stratą 300 tys. za ogłoszenie w stacjach telewizyjnych).
Po trzecie: Trybunał Konstytucyjny orzekł, że zaskarżona przez prezydenta ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego jest zgodna z konstytucją (Prezydent zaskarżył ordynację, czym uniemożliwił przeprowadzenie wyborów w czerwcu tego roku na nowych zasadach. Według nich głosowanie trwałoby dwa dni, a niepełnosprawni mogliby oddać głos przez pełnomocnika.Te dwa rozwiązania mogły poprawić frekwencję wyborczą).

Jakby tego było mało doniesienia ze szczytu Unii Europejskiej są optymistyczne - najprawdopodobniej polskiemu rządowi uda się przeforsować swoje stanowisko w sprawie podziału kosztów obniżenia emisji CO2 pomiędzy poszczególne kraje UE.

Kroplą, co kielich goryczy przelewa, było pozytywne przyjęcie przez komentatorów i opinię publiczną pomysłu premiera Tuska o znacznym ograniczeniu hazardu i wyższym opodatkowaniu "jednorękich bandytów". 

Jak sama nazwa wskazuje nie są to automaty, które uczą i wychowują, a przyjemność, jakiej dostarczają bywa okupiona goryczą, która nie samego gracza dotyka:(

Dlatego mam nadzieję, że nie wie, co mówi, Stanisław Matuszewski - prezes zrzeszającej branżę Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, gdy mówi: "Rząd nie wie, co robi. Automaty przeniosą się do szarej strefy, a po kieszeni dostanie 100 tys. ludzi. Tyle zatrudniają firmy wstawiające automaty, producenci, serwisanci no i właściciele barów, w których stoi 90 proc. automatów. Bez automatów część barów będzie musiała się zwinąć. A po podwyżce podatków 70 proc. automatów zniknie w ciągu jednego roku." I dobrze, bo o zniknięcie ich (automatów, nie barów) właśnie chodzi. Upadek pubów wieszczono w Irlandii, gdy wprowadzono zakaz palenia. I co? Nic, puby mają się dobrze. A ludzie zatrudniani w hazardowym biznesie? To zawsze jest problem, ale przeżyliśmy transformację gospodarczą, upadki kopalń, hut, wielkich zakładów przemysłowych, więc może i te upadłości, rozłożone na pięć lat, a więc dające szansę na zmianę branży, przeżyjemy.

I nawet zdanie mojego idola prof. Leszka Balcerowicza, że nie można człowieka bronić przed samym sobą, bo to tak, jakby zamknąć go w luksusowym więzieniu, nie przekonuje mnie. Moja liberalna dusza nie jest w tej kwestii liberalna. Chociaż właściwie może jest? Automaty stoją w kasynach, kto chce wchodzi i gra. Na tym  chyba polega wolność wyboru? 

 

izabela leszczyna

 



 

2009-10-30 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


27 października 2009

Jesień okazała się bardziej przeziębieniowa niż aferalna, a temperatura za oknem powoli ostudza gorące głowy Panów Brudzińskich, Hoffmanów i innych Napieralskich, co żywcem pogrzebali Platformę, a ta z cmentarza uciekła (nie tylko w przenośni). I chociaż powinno mnie cieszyć każde kłamstwo, na którym złapano byłego szefa CBA, bo ono uwiarygodnia słowa Tuska, to jednak czułam rozczarowanie, gdy okazało się, że Kamiński używał określenia "tarcza antykorupcyjna" do opisywania działań swoich i swoich pracowników, między innymi w sprawozdaniu składanym w Senacie. I jeśli, jak mówił w jednym z wywiadów, to były tylko słowa, za którymi nic się nie kryło, to z pewnością był to jeszcze jeden powód do odwołania go. No bo co to za szef służb, który lekceważy polecenie Premiera, proszącego o podjęcie działań antykorupcyjnych zwanych roboczo "tarczą"?

Rozumiem trudną sytuację Prawa i Sprawiedliwości, które już, już widziało Prezesa i siebie  w roli partii rządzącej, bo przecież Prezes Kaczyński jest tylko chwilowo Niepremierem i.....nic, póki co nie ma szansy na powrót:(.
Jeśli mogę udzielić rady (naprawdę szczerej) to nie mówiłabym, że ekspertów pracujących dla mojej partii pozostawię anonimowymi, bo w wielu środowiskach przyznawanie się do sympatii wobec PiSu jest źle widziane. To przekaz, który jest rozumiany mniej więcej tak: ludzie wstydzą się, że popierają PiS. Fatalny komunikat, czyżby było się czego wstydzić?
I oczywiście nie zmienia to w żadnej mierze wstydu, jaki czuję za moich kolegów z partii. Czas na pokutę.

W mojej Częstochowie też niełatwo:( Prezydent zamiast na sesji Rady Miasta  (na niespełna trzy tygodnie przed referendum w sprawie jego odwołania) zadać kłam dwóm najpoważniejszym zarzutom mieszkańców, którzy zdecydowali o referendum, stchórzył i nie pojawił się w punkcie, w którym mógł zaprezentować swoje działania w zakresie:

- współpracy z mieszkańcami Częstochowy w sprawach istotnych dla miasta i jego rozwoju
- pozyskiwania inwestorów, tworzenia nowych miejsc pracy i wspierania przedsiębiorczości.

Szkoda, bo wystąpienie Wiceprezydenta pominę milczeniem z szacunku dla Jego wieku i sympatycznego usposobienia, tym bardziej, że występował w imieniu swojego Szefa i odczytał to, co mu przygotowano:((

No cóż, myślę, że warto pójść 15 listopada na Referendum, skoro Komisje i tak, i tak będą siedziały, a kart do głosowania i tak, i tak musi być tyle, ilu potencjalnych głosujących. Wydatki poniesione, więc może warto coś zmienić?

 

iza leszczyna

 

2009-10-27 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 października 2009

Kamiński musi odejść! I byłoby nawet śmiesznie, gdyby nie było tak strasznie! W ciągu 10 dni szef CBA ogłasza trzy "afery", które - tak chciałaby opozycja - powinny zmieść z powierzchni ziemi rząd Donalda Tuska. Tymczasem afera była jedna i tu trzeba głowy posypać popiołem, a niektóre ściąć (dwie już ścięto).
Paradoksalnie, jeśli zagorzały wróg Platformy Obywatelskiej - Mariusz Kamiński, w ciągu dwóch lat stałej inwigilacji rządu, podsłuchów, prowokacji i śledzenia polityków PO, ogłosił światu aferę hazardową, stoczniową i tę z ostatniej chwili, w której wytacza armaty przeciwko Ministerstwu Finansów, to znaczy, że to jest całkiem niezły, a na pewno uczciwy rząd, z jednym wyjątkiem - póki co, słabym ogniwem okazał się tylko minister sportu.
Nawet dziennikarze, nie mówiąc o komentatorach i ekspertach, nie mogą dopatrzeć się afery w aferze stoczniowej! A doniesienia nt. rafinerii w Trzebini i nieprawidłowościach w MF dotyczą okresu rządów SLD i PiS. Ale co to ma za znaczenie? Przecież większość ludzi usłyszy, że jest jakaś kolejna afera i skarb państwa mógł stracić 3 mld. zł. A to przecież brzmi, jak kolejny argument potwierdzający prawdziwość tezy PiSu, że rząd powinien podać się do dymisji. A o to, i tylko o to, Kamińskiemu chodzi!
I jeszcze  o zmianach na stanowiskach ministrów:)
Poprzedni byli źli, bo polityczni, a nie merytoryczni, nowi są źli, bo merytoryczni, a nie polityczni (sic!). Drugi szereg, bez charyzmy, bez silnej pozycji we własnym środowisku może tylko administrować - utyskiwali dzisiaj przeciwnicy polityczni i dziennikarze. I może wystarczy administrowanie, bo Drzewiecki rozkręcił przygotowania do EURO 2012 na tyle, że FIFA jest spokojna o przyszłość polskich stadionów, hoteli i dróg. Minister Czuma doprowadził do uchwalenia ustawy, która była zasadniczym celem jego misji - rozdzielił funkcję ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego. A Schetyna uruchomił proces informatyzacji administracji, który był poważnym wyzwaniem po straconych - dla tego projektu - dwóch latach rządów PiSu. Politycy zrobili, co do nich należało, więc niech teraz profesjonaliści pilnują, żeby wszystko szło, jak należy...
I na koniec zdanie do mojego klubowego kolegi Janusza Palikota: jeśli mamy naprawdę szczere i dobre intencje, jeśli chcemy dać radę przyjacielowi, to najlepiej zrobić to, patrząc mu prosto w oczy, może nawet w cztery oczy? Rozumiałam, chociaż niekoniecznie mi się podobało, gdy Janusz Palikot wygłaszał odezwy do Prezydenta, bo trudno byłoby mu uzyskać audiencję u głowy państwa, ale u Premiera chyba się da?

Jedno jest pewne: Kamiński musi odejść, w przeciwnym razie, obudzimy się pewnego ranka, a w 1 Programie TVP będzie orędzie szefa CBA - Mariusza Kamińskiego, który na koniec okaże się pralką:((



iza leszczyna
 

2009-10-14 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 6

             Design by: Studio Manifesto