|
|
| Blog |
|
|
| 20 stycznia 2007 |
Trudno nie zgodzić się ze zdaniem, że oszczędność jest cnotą, tym bardziej, jeśli rozrzutność jako jej przeciwieństwo miałaby dotyczyć publicznych pieniędzy. Kluby Radnych Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości zagłosowały za zdjęciem z porządku obrad uchwały budżetowej. Dlaczego? Dlatego, że Prezydent nie chce uznać, że o budżecie miasta decyduje nie sam, bo na szczęście nie żyjemy w oświeconym absolutyzmie (chociaż mam świadomość, że są tacy, co tak myślą:). Dlatego także, że budżet Częstochowy nie przewiduje wydatków na inwestycje przynoszące miastu i jego mieszkańcom miejsca pracy i wraz z nimi poprawę warunków życia. Dlatego, że miasto zadłuża się coraz bardziej i za parę lat, gdy nasza gospodarka spowolnieje (nie można tego wykluczyć, a nawet jest to wysoko prawdopodobne) będziemy spłacać wysokie raty kredytów i pożyczek, a dochody miasta nie wzrosną. Nie wzrosną, jeśli zamiast zakładów pracy będziemy rewitalizować parki. A jeśli chcemy stać się turystycznym tygrysem, to inwestujmy w bazę turystyczną i potrzebną do rozwoju turystyki infrastrukturę, ale z wizją, koncepcją i odwagą, a nie trochę, nie do końca i pomalutku. Nigdy nie będzie tak dobrego czasu, jak lata 2007 - 2013 i wie o tym każde dziecko w Polsce.
Dlatego odsunęliśmy w czasie uchwalanie budżetu, żeby Prezydent uwzględnił naszą filozofię finansów miasta, żeby zrobił krok w stronę naszego programu, bo przecież zagłosowała na ten program połowa społeczeństwa biorącego udział w wyborach samorządowych.
Dlaczego więc lokalne media odmawiają radnym prawa do realizowania programów, z którymi szli do wyborów samorządowych? (Po i PiS mają razem 14 mandatów, tj.dokładnie 50% całego składu Rady Miasta Częstochowy). Dlaczego tak wielu zaczęło krzyczeć, że to głosowanie polityczne, i co to właściwie znaczy polityczne? Jeśli polityka to skuteczna realizacja celów mających poparcie społeczne, to każde głosowanie Klubu PO będzie polityczne, bo jakie ma być?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 stycznia 2007 |
"Polityka to w krysztale pomyje". Wiem, że już kiedyś cytowałam Witkacego, ale po przeczytaniu postów na Forum Częstochowa, wydaje mi się, że to najlepszy początek dla mojego dzisiejszego bloga.
Klimat tych wypowiedzi, a także komentarzy prasowych, tych gorących, mówionych w trakcie sesji przypomina Kierkegaarda (cokolwiek zrobisz, będziesz nieszczęśliwy). No bo zastanówmy się, Platforma Obywatelska ma trzy wyjścia:
1. Pozostaje w twardej opozycji wobec Prezydenta, tzn. zawsze, gdy tylko się da głosuje przeciwko.
Odbiór społeczny byłby mniej więcej taki: awanturnictwo polityczne, odreagowują kompleksy za przegrane wybory prezydenckie, nie szanują demokratycznej decyzji społeczeństwa, za nic mają dobro miasta.
2. Szuka obszarów współpracy, chce mieć wpływ na funkcjonowanie organu wykonawczego, wchodzi, wspólnie z PiSem, w porozumienie z Prezydentem, a nasi reprezentanci wchodzą "do rządu" (czytaj: zaczynają pracować w Urzędzie Miasta i w jakimś zakresie decydują o tym, co i jak robią urzędnicy).
Odbiór społeczny: sprzedali się, chodziło o stołki, handlarze polityczni, za nic mają dobro miasta.
3. Jest konstruktywną opozycją, tzn. jeśli widzimy realną szansę na zmianę, sprzeciwiamy się sytuacji zastanej, ale mamy też świadomość, że to Prezydent, przede wszystkim, determinuje jakość pracy całego samorządu, mając do dyspozycji kilkuset urzędników i walka z nim to często walka z wiatrakami!
Odbiór społeczny: są słabi, Prezydent postawił ich do kąta i robi co chce, nie mają na nic wpływu, za nic mają dobro miasta.
Miał rację Sęp-Szarzyński, gdy pisał " Nie miłować źle i miłować nędzna pociecha"
:(( :(( :(( :(( :(( :(( :((
Chciałabym nieśmiało prosić o łaskę sprawiedliwych sądów;)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 13 stycznia 2007 |
Jeden pan napisał w swoim blogu, co drugi pan powiedział, o tym, co usłyszał od trzeciego pana;) Tak chyba można skomentować dzisiejszą informację w onet.pl o wspomnieniach Marcinkiewicza z rozmów koalicyjnych PO-PiS. Czytając, czułam lekkie zażenowanie. W powszechnym odczuciu to kobiety plotkują, a faceci, to twardziele od polityki. Czy przypadkiem nie należy przewartościować tego stereotypu? Nie wyobrażam sobie, żebym o jakichkolwiek rozmowach politycznych prowadzonych za zamkniętymi drzwiami, rozpisała się na swoim blogu, opowiedziała dziennikarzom, krewnym i znajomym królika. Przecież to raczej piaskownica niż polityka. Myślę, że wszyscy politycy bez względu na to, na jakim szczeblu uprawiają ten zawód (zgodnie z zasadą: "czym skorupka za młodu nasiąknie...") powinni przechodzić (najlepiej wielokrotnie, bo zdolności percepcji mamy różne) szkolenie z zakresu etyki! Może nawet poproszę na najblizszej sesji Rady Miasta Częstochowy, żeby radni zaliczyli takie szkolenie obligatoryjnie. Niechby Częstochowa była wzorem dla reszty:)
W poniedziałek w naszej Radzie głosowanie nad budżetem. Chyba nikt dzisiaj nie wie, czym się skończy. Lewica, zgodnie z ogłoszonym już stanowiskiem projekt odrzuci, PiS i PO jeszcze dzisiaj będą dyskutować. Tylko Wspólnota ma wolny weekend, bo to przecież budżet ich prezydenta.
A zimy wciąż nie ma, ale Mama wraca do zdrowia, a Kasia uczy się do sesji (na szczęście egzaminacyjnej, a nie budżetowej), więc jakieś dobre wiadomości są:))
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 31 grudnia 2006 |
"Szczęście polega nie tyle na posiadaniu, co na czerpaniu przyjemności z tego, co się posiada. Wygląda na to, że z bogactwem jest tak samo, jak ze zdrowiem: jego brak sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi, ale jego posiadanie wcale nie gwarantuje szczęścia".
To cytat z jakiegoś hiszpańskiego psychologa, w ostatnich dniach czytałam kilka artykułów (np. Nadchodzi koniec Zachodu w GW) właśnie o tym, że wzrost dobrobytu społeczeństw zachodnich i ich - nieprawdopodobny wręcz w drugiej połowie XX wieku rozwój - nie sprawił, że obywatele bogatych krajów są szczęśliwsi. Jest nawet odwrotnie: więcej patologii, depresji, załamań psychicznych, a mniej dzieci przychodzących na świat, przyjaźni i czasu dla siebie samych. Nie wiem właściwie, co powiedzieć?: to straszne, czy raczej: dobrze, że Polska jest wciąż ubogim krewniakiem Francji, Niemiec, nie wspominając nawet o Stanach Zjednoczonych. Mądrzy ludzie uczą się nie na swoich, a na cudzych błędach, jeśli jest tak, że ciągła maksymalizacja zysku nie daje szczęścia i jest nawet niemożliwa (teraz będzie czas Azji, a nie Europy), a to powoduje frustrację człowieka nastawionego na posiadanie coraz ładniejszych gadżetów, ubrań, domów, samochodów, to może zacznijmy, jak mądrzy stoicy w starożytnej Grecji, ograniczać swoje potrzeby. Mówię oczywiście do tych z nas, którzy nie muszą martwić się o to, czy wystarczy im na życie do pierwszego następnego miesiąca. Przede wszystkim politycy, urzędnicy państwowi, samorządowi powinni pokazać taką postawę, postawę minimalizacji potrzeb. Przecież społeczeństwo patrzy na elity (cokolwiek to znaczy) i jeśli one chcą coraz więcej, to i ludzie uważają, że to jest słuszny trend: mieć coraz więcej. Idea taniego państwa była tym punktem programu PiS, który mi się bardzo podobał. Prawdziwa arystokracja rzadko bywała rozrzutna, to rosyjscy nuworysze, muszą lecieć odrzutowcem na Sylwestra, podczas którego zaśpiewają im najwieksze gwiazgy pop. Beata Tyszkiewicz zostaje w domu:)
Ten przydługi wstęp był po to, żebym mogła złożyć Państwu/Wam (to do tych, z którymi jestem na ty) życzenia szczęścia w Nowym Roku, co nie zawsze oznacza pieniędzy, jak w mądrych słowach Okudżawy: "Panie, każdemu daj, czego mu w życiu brak"
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 28 grudnia 2006 |
Święta, święta i...przyszedł czas na pierwsze czytanie budżetu. Ale jeszcze kilka zdań o Świętach: w Wigilię było dużo kolęd i prezenty, które, jak zawsze, jednych ucieszyły, innych lekko rozczarowały, za to opakowania były na światowym poziomie (zasługa Marty), był też karp, ale jak zastanowiłam się nad nim chwilę dłużej, to zrozumiałam Anglików, którzy uważają karpia za rybę ozdobną, a więc niejadalną;). A jeśli mowa o tym, co jadalne, a co nie, to z obiadem w drugi dzień Świąt jakoś mi nie wyszło. Chciałam, żeby był inny, świąteczny, niepospolity i uznałam, że zielone tagliatelle (po polsku makaron-wstążki) i polędwiczki nadziewane serem pleśniowym w sosie borowikowym (borowiki od koleżanek - bliźniaczek z Cisia, kursantek organizacji i zarządzania oświatą) to jest to! Niestety, okazało się, że nie to tygryski lubią najbardziej, po minie Kasi widziałam, że świąteczne przedpołudnie lepiej było poświęcić na spacer niż gotowanie. No cóż, jedno doświadczenie więcej.
A na sesji? Czas opłatkowy właściwie minął, więc werbalna agresja wróciła do swojego naturalnego poziomu, tzn. radni - innym radnym i prezydentowi, a prezydent - radnym (może jeszcze bardziej niż oni jemu) usiłowali udowodnić wyższość Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia (co, zważywszy na okres wciąż jeszcze noworoczny, nie było łatwe). A mówiąc serio, nie było przyjemnie, słowa były ostre, czasem wypowiadane jakby specjalnie dla prasy, czasem, w sposób oczywisty, manipulowały rzeczywistością, ale czasem (a może często) upominały się o rzeczy naprawdę ważne, o schronisko dla zwierząt:), o sport, o kulturę, o edukację, o bezdomnych, o popsute chodniki, o Aleję Pokoju (kolejność nie jest hierarchią ważności spraw). Radni dzielnie walczyli o zmiany w budżecie od godz. 9.00 do 16.40. Teraz czas na autopoprawkę prezydenta, kolejna sesja dopiero 15. stycznia.
A jutro? jutro jadę do Krakowa, bo: na Rynku stoi choinka i sprzedają grillowane oscypki z grzańcem galicyjskim, w dodatku ma być śnieg!
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 24 grudnia 2006 |
Wigilia '96
Powiedziałeś
że jutro urodzi się Jezus
że weźmiesz mnie za rękę
że białe płatki
stopnieją na naszych wargach
a na języku poczujemy opłatek
że dotkniemy blasku świec
i zapachu sianka
że porozmawiasz z kotem
Od rana jestem szczęśliwa
bo przecież urodzi się Jezus
a Ty będziesz dobry dla kota
białe płatki na wargach
opłatek na języku
moja dłoń w Twojej
Potłukłam świecidełka
nie krzycz
przecież mieliśmy być szczęśliwi
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 21 grudnia 2006 |
Byłam już na kilku Wigiliach, przełamałam się opłatkiem z tymi, których lubię i z tymi, za którymi nie przepadam, ale starałam się być szczera; kupiłam choinkę, posprzątałam dokładniej niż zwykle, upiekę jeszcze (niestety nie piernik, bo Kasia nie lubi), ale ciasto ananasowe (też nie lubi, ale ja lubię:). A w niedzielę od rana będę szykowała kolację wigilijną u Mamy. Zawsze jest trochę wesoło, ale trochę smutno, właściwie przy życzeniach zwykle chce mi się płakać i rozumiem Kasię, która za tą chwilą też nie przepada. Czytanie Biblii, śpiewanie kolęd, jedzenie wigilijnych pyszności i gadanie tak, ale życzenia to trudny moment, bo zwykle nie ma kogoś, kogo kochaliśmy/kochamy i w dodatku czujemy, że swoim najbliższym mogliśmy dać więcej niż daliśmy. Później Pasterka, chociaż nie zawsze mam tyle silnej woli, żeby wytrwać, czasem wolę wstać na mszę rano. Właściwie nie umiem śpiewać, ale nie potrafię sobie odmówić przyjemności zaśpiewania kolędy "Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony". Na szczęście, żeby dobrze ją zaśpiewać, nie trzeba wiedzieć, że ta staropolska pieśń zbudowana jest na oksymoronach tzn. zestawieniach wyrazów treściowo sprzecznych. Zawsze powtarzam, że nie trzeba opanować celów poznawczych z kategorii A, żeby posługiwać się celami z kategorii C (to tekst dla wtajemniczonych w pomiar dydaktyczny nauczycieli:)
Jest jeszcze jedna rzecz w Wigilię, która powtarza się od lat: zawsze przygotowuję śledzia w śmietanie, bo to metafizyczne danie, ale nikt go w ten wieczór nie je;(
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 20 grudnia 2006 |
Od kilku dni czuję coś w rodzaju zażenowania z powodu ogólnopolskiego szumu wokół pracy dla Kazimierza Marcinkiewicza. Dlaczego stało się to sprawą wagi państwowej? Co jakiś czas w mediach wypowiadane jest zdanie, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością: "Polityków obowiązują wyższe standardy". Jakie standardy? Standardem jest to, że politykowi należy się dobrze płatne (czytaj: kilkadziesiąt/kilkaset tys. miesięcznie) stanowisko w spółce skarbu państwa? Dlaczego zżymamy się, gdy do naszej firmy przynoszony jest ktoś w teczce, a w błyskach fleszy takie zachowanie nikogo nie razi? To, że na oczach milionów Polaków, premier, który mówi o sprawiedliwym i solidarnym państwie, bez kolesiostwa i korupcji "załatwia" eksponowaną posadę swojemu trochę niewygodnemu koledze z partii jest w porządku? I właściwie czym zasłużył sobie K. Marcinkiewicz na takie szczególne traktowanie? Jest narodowym bohaterem? Nie, był premierem, ale chyba dostawał za to wynagrodzenie? był komisarzem, chyba też nie wolontariuszem? dostał odprawy, więc nie jest chyba bez środków do życia? i w dodatku duma nie pozwala mu przyjąć stanowiska ministra. To dyshonor być ministrem w rządzie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? To przejaw patriotyzmu czy schizofrenia? Bo ja się gubię. A służba publiczna, oddawanie Polsce tego, co mamy najlepsze? To wszystko medialny wizerunek, kłamliwy, jak "Yes, yes, yes" w ustach kogoś, kto słabo zna angielski? To znaczy, że w Polsce wystarczy nie zgwałcić sekretarki i nie molestować dyrektorki swojego biura, żeby cieszyć się zaufaniem społecznym? Świat chyba zwariował, narazie nie czuję Świąt:(
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 grudnia 2006 |
Światowy Dzień Przytulania? Nie wiem, tzn. wiem, że pozytywne emocje, dobre wibracje, bezinteresowna życzliwość, uśmiech, co serca otwiera, itd. i jestem za. Ale coś przeszkadza mi beztrosko oddać się przyjemności przytulania, bo 16 grudnia w Polsce, to dla mnie jednak tragedia kopalni Wujek. Nie, nie jestem zwolenniczką pamięci, która nie pozwala patrzeć w przyszłość, tylko każe nam żyć tragedią sprzed 25 lat, ale jeśli nie będziemy tej historii opowiadać każdego roku od nowa, to za kilka lat, będą pamiętali tylko ci, których tamten czas dotknął osobiście. A wtedy nie pomogą żadne "lekcje patriotyzmu", choćby nie wiem ilu ministrów uważało, że pomogą. Bo patriotyzm to na początek wiedza o swoim kraju, nawet trudna, ale prawdziwa, i próba zrozumienia tego, co sprawia, że tak dużo nas dzisiaj dzieli i szukanie tego, co nas jednak łączy.
Ale żeby nie było tak smutno, bo przecież "idą Święta" proponuję wprowadzić (ma sens tylko w Polsce) Dzień bez Całowania w Rękę. To bardzo potrzebny dzień. Zwyczaj całowania w rękę kobiet jest przez mężczyzn (raczej starszych, ale nie tylko) rozumiany jako wyraz szacunku i dobrego obyczaju. Dla mnie jest raczej gwałtem zadawanym mojej ręce. No bo zastanówcie się: czy naprawdę zawsze macie ochotę, żeby ktoś Was cmoknął w dłoń? I nie trzeba być feministką ani cyborgiem, żeby czuć sprzeciw wobec zwyczaju sprzed lat, wystarczy mieć trochę poczucia niezależności. Narazie ponoszę tu klęskę:(, ale podobno trzeba poćwiczyć mocne usztywnienie nadgarstka:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 grudnia 2006 |
Najciekawszą rzeczą na II Sesji były marzenia częstochowian, które dostaliśmy (Prezydent i Radni) od Gazety Wyborczej. Czego tam nie ma? Od szerokopasmowego internetu dostepnego w całym mieście, przez załatanie wszystkich możliwych dziur, do reaktywacji Praktycznej Pani (nie śmiejcie się, pomysł na miejsce, gdzie każdy częstochowianin mógłby nauczyć się czegoś pożytecznego, czy zupełnie niepraktycznego:) jest świetny. Czas na marzenia też najlepszy z możliwych, bo idą święta...
Ale zanim nadejdą trzeba uchwalić podatki:(
jeszcze raz: trzeba uchwalić podatki:)
druga wersja emocji bardziej pasuje do świadomego przedstawiciela społeczeństwa obywatelskiego, więc niech będzie z uśmiechem.
Na sesji bywa miło, ale bywa też nerwowo, bo radni to "trzciny myślące" (chcę w to wierzyć!) i różne pomysły przychodzą im do głowy, ale wszystkie wypływają naprawdę z troski o Częstochowę, tylko drogi dojścia do jej świetności i zadowolenia mieszkańców każdy widzi trochę inaczej. W tym sęk.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|