|
|
| Blog |
|
|
| 4 czerwca 2007 |
Chyba powinnam odnieść się do pomysłu zmian w liście lektur. Niestety wszyscy powiedzieli już wszystko, w czasie, gdy dla mnie ważniejszy był konflikt wywołany dziwacznymi roszczeniami MPK. Ale właściwie, czego można chcieć od zwykłych obywateli, gdy minister (żeby tylko jeden) jest przykładem nawet nie na dziwactwo, ale jakąś paranoję. W czasach, gdy prawie nikt nie czyta niczego:( i czasem jedyną szansą na nakłonienie młodych niehumanistów do czytania literatury pięknej (cokolwiek to znaczy:) jest konieczność przygotowania się do matury z języka polskiego, w tym do przeczytania kilku/kilkunastu lektur, minister wyrzuca jedne z niewielu ciekawych dla młodego człowieka(!) tekstów i dorzuca ramoty Sienkiewicza(!). I nie chodzi nawet o wyższość jednych pisarzy nad drugimi, to często jest sprawa dyskusyjna, zgadzam się też, że trudno o kanon, który zadowoli wszystkich, ale Roman Giertych nie wiedząc może o tym (Transatlantyk przeczytał niedawno, więc może z Ferdydurke zna tylko ostatnie zdanie (to o trąbie), jest, jak profesor Bladaczka ze swoim słynnym zdaniem "Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? [...] Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był! [...] Wielkim poetą! Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca". Podobnie chyba, wg ministra edukacji, jest z Sienkiewiczem, ale przecież chciałoby się powiedzieć "Ale jak zachwyca, skoro nie zachwyca?"
iza leszczyna
p.s. w Galerii jest kawałek Amsterdamu:))
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 31 maja 2007 |
Czas godz. 16.00, miejsce - Urząd Miasta, wydarzenia? - coś na kształt bliskich spotkań 3. stopnia ze związkami zawodowymi MPK i prezesem. Wiedziałam, że związki zawodowe to poważna sprawa i, że nie są łatwym partnerem do rozmowy, ale miałam nadzieję, że rozmowa w ogóle jest możliwa: z każdym i zawsze. Niestety. Pierwszy raz w życiu miałam okazję stanąć oko w oko z takim oto ewenementem: Rada Miasta zabiera ulgi pewnej grupie społecznej (niepełnosprawni ruchowo w stopniu lekkim i średnim) w przekonaniu, że są one mocno nadużywane przez osoby zupełnie lub prawie zupełnie zdrowe. Dzięki temu do kasy MPK wpływa rocznie ok. 3 mln 400 tys zł.!!!, zabieramy jednocześnie ulgi dla rodzin pracowników, w przekonaniu, że to jest sprawiedliwe społecznie (koniec z socjalno-komunistycznymi przywilejami, za ciężką pracę godziwa płaca i koniec, bez szarej strefy, uciekania od podatków itd.). MPK, mówiąc w skrócie, żeby utrzymać pracownicze przywileje (jeśli firma chce dać taki bonus, to niech go daje) musiałoby odprowadzić ok. 600 tys. podatku, w tym ZUS. Ale nadal prawie 3 mln. zostaje w kasie MPK, z tego część miała być przeznaczona na nowe autobusy, a część na podwyżki rekompensujące zabranie darmowych biletów rodzinom pracowników. I co? No właśnie nic. Ani związki zawodowe, ani prezes nie chcą takiego rozwiązania!!!! Notabene nigdy jeszcze nie widziałam, jak prezes i związki zawodowe idą ramię w ramię, byleby nie wziąć swoich spraw we własne ręce, tylko pozostawać na garnuszku wszystkich częstochowian:((. Stara uchwała sprawiała, że za te bilety płaciliśmy wszyscy, jak w Rejsie Piwowarskiego: pan płaci i pani płaci. Niestety, to było kolejne smutne doświadczenie niedoświadczonego samorządowca. Ale pozostanę przy przekonaniu, że prezes jest od rozwiązywania problemów, wprowadzania zmian i szukania najlepszych sposobów na rozwój firmy, a nie od wyciągania ręki do mieszkańców miasta!!! I powtórzę to, co powiedziałam na Konwencie Rady Miasta: jeśli prezes sobie z tym nie radzi, może trzeba go zmienić.
EPILOG: zastanawia mnie jeszcze jedno, podczas czwartkowych rozmów ze związkowcami, podjętych przez radnych w dobrej wierze i z nadzieją na znalezienie, wspólnie z prezydentem, kompromisowego rozwiązania, prezydent (w osobie wiceprezydenta) nabrał wody w usta. Ale w piątek wiceprezydent (już bez złych radnych, co na niczym się przecież nie znają) pojechał do MPK i, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uspokoił sytuację, obiecując, że uchwałę odrzuci wojewoda. Pracownicy muszą krzyknąć: NIECH ŻYJE NASZ PREZYDENT!!! Tylko, czy na pewno takie działania to uczciwa współpraca z Radą Miasta? Czy Pan Prezydent i Pan Prezes nie pamiętają, jak przy pracy nad budżetem zarzekali się, że zła kondycja finansowa MPK nie jest wynikiem złego zarządzania, ale zbyt licznych ulg, których MPK nie jest w stanie udźwignąć? Radni chcieli firmie pomóc, ale okazuje się, że nie o to chodziło, no więc o co?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 29 maja 2007 |
Lubię bawić się w skojarzenia, bo okazuje się, że różnym ludziom, różne rzeczy, różnie się kojarzą. Jestem jednak pewna, że pierwsze skojarzenie z Amsterdamem (kogoś, kto z niego właśnie wrócił) musi brzmieć: ROWER. Naprawdę, żadne dragi, słodki zapach marihuany, nawet nie kanały, choć jest ich bardzo dużo i rzeczywiście niektóre uliczki przypominają Wenecję, w takim znaczeniu, że w obu tych miastach widać wartość ziemi i wielką determinację w wykorzystaniu każdego jej kawałka: w starej części Amsterdamu, podobnie, jak w Wenecji, uliczki są wąziutkie, kamienice wąskie, ale wysokie i każdy metr kwadratowy chodnika zamieniony w kawiarniany ogródek. No i kwiaty, po prostu cudne, np., hortensje, które u nas rosną tylko w ogrodach albo w doniczkach, tam sprzedawane są jako kwiaty cięte (ogromne i bajecznie kolorowe).
Najdziwniejsze są jednak okna-wystawy, za którymi odbywa się coś na kształt spektaklu teatralnego. Mam na myśli duże, panoramiczne okna bez firanek, zasłonek i żaluzji w holenderskich domach; okna, za którymi Holendrzy wykonują zwyczajne domowe czynności "przy otwartej kurtynie": odpoczywają, jedzą, czytają, rozmawiają, oglądają TV. Wyglądają, jak aktorzy odgrywający jakieś role w swoich ładnych, urządzonych z pietyzmem, mieszkaniach. Podobnie było w szwedzkim Vasteras, ale teraz ze względu na ciepłe, długie wieczory (zmrok zapadał tam dopiero po 22.00)więcej spacerowałam i czułam się właściwie, jakbym jednego wieczoru odwiedziła ok. trzydziestu holenderskich domów:)).
Holendrzy są przemili, grzeczni i uczynni, a w dodatku mieli odwagę postawić w Amsterdamie pomnik homoseksualistom zamordowanym przez hitlerowców. Pomnik ma kształt trójkąta, ciekawe, co zrobiliby z tym politycy LPRu, skoro nie przepuścili nawet Teletubisiom?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 maja 2007 |
Od poniedziałkowej sesji minął cały dzień, to dość czasu na złapanie dystansu, co prawda krótkiego, ale zawsze. Wszystkie częstochowskie dzienniki napisały o pubach, a raczej ich braku (szansą dla cywilizowanego picia piwa jest nowy prezydent, ale na to trzeba poczekać:(, były też wzmianki o biletach MPK i ulgach (a raczej ich braku dla niektórych). Nikt tylko nie napisał o tym, że radni zdecydowali, że ważniejsze dla miasta są wypadające okna w szkołach niż typowo prezydenckie inwestycje w stylu Aleja 24 i, że na ten cel pozostawili kwotę ok. pół miliona w szufladce "oświata". Puby są pewnie większym newsem, ale szkoły, tak naprawdę, są chyba ważniejsze. Chociaż pewnie nie dla wszystkich:)
Właściwie myślałam, że napiję się w końcu piwa w West Pubie, ale nie wyszło.
Dobrze, że są jeszcze lody na świecie. Właściwie lody są lepsze niż piwo, ale wiem, że nie dla wszystkich:)
Nie wiem za to, czy nasze miasto, to rzeczywiście dobre miasto, nie jest może całkiem złe, ale chyba nie jest też dobre:((. Najbardziej uzasadniona parafraza słów Papieża jest chyba taka: "Częstochowa to dziwne miasto".
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 13 maja 2007 |
Czas matur sprawia, że więcej myślimy o szkole. To dobrze, edukacja jest naprawdę jedną z ważniejszych spraw w państwie, ona determinuje przyszłość naszego kraju (zrobiło się patetycznie, ale tak jest:). W związku z tym, sama nie wiem, cieszyć się, czy martwić: minister Giertych ma to samo zdanie, co ja, na temat liceów ogólnokształcących. Pisałam o tym w jednym ze swoich tekstów ubiegłorocznych i wielokrotnie mówiłam do nauczycieli. Gdyby obowiązek szkolny obejmował dzieciaki sześcioletnie, podstawówka przesunęłaby się o rok w dół (Polska jest jednym z ostatnich krajów europejskich, gdzie obowiązek szkolny obejmuje dopiero siedmiolatki), wtedy liceum mogłoby trwać 4 lata. Żeby nie było narzekań na pauperyzację matury, przyjmujmy na wyższe uczelnie tylko tych, którzy uzyskają min 30% z poziomu rozszerzonego (im więcej tym lepsza uczelnia, to oczywiste), zaliczenie poziomu podstawowego byłoby konieczne do kontynuowania nauki w szkole policealnej, w której dzisiaj niektórzy kandydaci mają problem z rozumieniem prostego tekstu:(. Dzisiaj jest tak, że zasadnicza szkoła zawodowa trwa trzy lata (czasem dwa, to zależy od zawodu), czyli tyle samo, co liceum. Absolwenci gimnazjum myślą tak: Po co mam iść do zawodówki, a może mi się uda przejść przez 3 lata LO i nawet, jak nie zdam matury, to skończę jakąś policealną. Trudno się dziwić, ambicja to cecha pozytywna, państwo powinno czuwać, żeby system pozwalał na realizację ambicji młodych ludzi, ale musi czuwać także nad tym, żeby nie zaniżać poziomu wykształcenia!!!
A jutro sesja Rady Miasta, a w niej:
-pieniądze, które właśnie oświacie spadły, jak z nieba (czytaj: od złego Marszałka z PO), mogłyby sprawić, że Częstochowa będzie miała jeszcze jedną salę gimnastyczną albo boisko/boiska sportowe, a tymczasem Prezydent mówi, że kamienica w Alei 24 ważniejsza:((
-opłaty i ulgi w komunikacji miejskiej, a wśród nich bezpłatne przejazdy dla rodzin pracowników MPK!!!!!
-zespół szkół, który ma powstać w Dźbowie, ze szkoły podstawowej i gimnazjum, chociaż nikt z Urzędu nie pofatygował się, żeby powiedzieć o tym nauczycielom gimnazjum i rodzicom ich uczniów
-puby przy ul. Dekabrystów, właściwie nie chce mi się komentować tej sprawy (proszę spojrzeć na wyniki sondy)
Nie będzie łatwo, ważne, żeby wysłuchać wszystkich zainteresowanych, wyłączyć emocje, spojrzeć na problem z kilku stron, przewidzieć skutki swojej decyzji i dopiero podnosić rękę. Trzymajcie kciuki:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 11 maja 2007 |
Mój "polityczny nastrój" nie ulega poprawie, można nawet powiedzieć, że ocena rzeczywistości drastycznie się pogarsza:((
Co jeszcze musi zrobić PiS, żeby ludzie zrozumieli, że IV RP to bujda na resorach, odwetowy sen wielkich/małych braci? Wsadzić Trybunał Konstytucyjny do więzienia na wniosek Prokuratora Generalnego? Bo może to jest niemożliwe tylko na pozór?
Najsmutniejsze jest jednak to, że tak wielu ludzi chce odwetu za swoją kombatancko-opozycyjną przeszłość i ta najbardziej negatywna z emocji - wola zemsty, przesłania im obiektywne widzenie świata. Nie pomagają głosy przedstawicieli młodszego pokolenia, że ilość energii zużywanej na ustawę lustracyjną, jest godna lepszej (bo mającej wpływ na naszą przyszłość) sprawy.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 9 maja 2007 |
Smutno mi, ale nie dlatego, że co chwilę pada deszcz i jest zimno, tylko dlatego,
że niektórzy ludzie kłamią,
że często w cholernej układance politycznej lepsi odpadają, a gorsi wygrywają,
że ktoś patrząc Ci w oczy mówi: oczywiście, masz rację, to dobry pomysł, warto go zrealizować, a po chwili robi coś zupełnie odwrotnego, bo boi się sprzeciwić swojemu mocodawcy.
Zawsze uważałam, że w polityce jest miejsce na uczciwe stawianie spraw, na mówienie prawdy w oczy, ale tak, żeby ich sobie nie wybić, na określanie celów i szacowanie, czy taka, a nie inna decyzja zbliża mnie do celu, czy oddala i jeśli oddala, mówienie wprost: nie mogę tak postąpić, bo to wbrew moim przekonaniom. Zawsze myślałam, że ludzie są raczej dobrzy i raczej pracowici (teoria X/Y:), mam ciągle nadzieję, że tak właśnie jest, ale dzisiaj ta nadzieje jest mniejsza niż zwykle.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 6 maja 2007 |
Nicolas Sarkozy wygrał wybory. To dobrze, bo to może znaczyć, że rządy lewicowe są passe i Europa, a w tym Polska, lewicy mówi "Panom już dziękujemy" (chociaż we Francji należałoby powiedzieć "Pani już dziękujemy"). Zdecydowanie nie chciałabym, żeby SLD, LiD czy jakkolwiek jeszcze inaczej nazwałaby się lewicowa część naszej sceny politycznej wróciły do łask i przejęły po PiSie władzę. Przede wszystkim dlatego, że chcę wygranej Platformy, to oczywiste, ale także dlatego, że taki rachunek powinniśmy, jako społeczeństwo, wystawiać lewicy przez wiele jeszcze lat. To chyba sensowniejsze i sprawiedliwsze niż odbieranie kilkudziesięciu/kilkuset starcom emerytur (choć jest dość obrzydliwe, że kat poprzedniego systemu jest bogaty, a jego ofiara biedna). I rozumiem oczywiście, że dzisiejsza lewica to często zupełnie inni ludzie (sama lubię kilku lewicowych częstochowskich radnych), ale jednak duch Millera i Kwaśniewskiego kładzie się na nich dużym cieniem.
Zdecydowanie cieszę się, że wygrał Sarkozy, chociaż jeszcze raz świat powiedział kobiecie w polityce - NIE! Ale niech tak będzie, niech wygrywają lepsi, bez względu na to, czy nioszą spodnie, czy sukienki. No i Sarkozy to jednak trochę Węgier, a przecież: Polak, Węgier dwa bratanki....
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 maja 2007 |
Dzisiaj cytat z Marty (siostrzenica): Życie się nie zmienia i u ludzi słychać zawsze to samo.
Dokładnie tak jest. Swoje szczęście lub jego brak nosimy w sobie, a zewnętrzne okoliczności niewiele są w stanie zmienić. Wśród naszych znajomych mamy przecież takich, którzy na pytanie: jak leci?, zawsze odpowiedzą: stara bieda, i takich, którzy zwykle mówią: dziękuję, świetnie. I wcale nie jest tak, że ci pierwsi są chorzy i biedni, a drudzy - zdrowi i bogaci. Podobnie jest z zakupami. Zawsze kupujemy te same rzeczy:). Czasem lubię patrzeć, co ludzie wkładają do wielkich wózków w supermarketach; gdybyśmy robili fotografię swoich zakupów okazałoby się, że w naszych wózkach jest zawsze to samo. Dotyczy to także ubrań. Moja siostra twierdzi, że zawsze oglądam i kupuję te same buty, sukienki i marynarki. Coś w tym jest. Życie się nie zmienia. Dlatego też bilans Wielkiej Majówki mogłam zrobić zanim się zaczęła:), jak zwykle część się udała, a część niekoniecznie. Gdybym zrobiła sobie samej analizę SWOT, to wyszłoby, że moje słabe strony to: brak konsekwencji i zbyt niski poziom asertywności, a zagrożenia to: zbyt dużo spraw, o których myślę, że są ważne, zbyt krótki dzień, żeby się nimi zająć, no i lody, zbyt kaloryczne, żeby jeść je bezkarnie (Mioo, rozumiem Cię, jak nikt:), o mocnych stronach nie napiszę, bo wyjdzie, że jestem zarozumiała, o szansach też nie, żeby nie zapeszyć.
p.s. 1. coś się jednak w maju udało: był Kraków, trochę tłumaczenia angielskiego raportu, trochę Coveya, na szczęście Kasia zrezygnowała z domowych specjałów, więc nie mam wyrzutów sumienia, że ich nie zrobiłam, tylko stepper nie załapał się na swoje pięć minut w ogóle:(
p.s. 2. przepraszam wszystkich, którym nie odpowiedziałam na maile w tym tygodniu, zrobię to w niedzielę, bo Kasia wyjechała i znów mam wolny dostęp do internetu:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 kwietnia 2007 |
Na poniedziałkowej sesji radni, oprócz decyzji o nieudzieleniu/nie nieudzieleniu (tak to jest, chociaż brzmi średnio) absolutorium Prezydentowi, będą musieli podjąć kilka innych, czasem równie trudnych decyzji. Jak w słowach Sokratesa ze strony startowej, chodzi nie o to, by nasze decyzje podobały się wszystkim, ale o to, aby przy ich podejmowaniu kierować się czymś, co John Dewey nazwał wyobraźnią moralną. Pisze o niej tak:
"Dzięki wyobraźni mogę przyjrzeć się uważnie wydarzeniu jakby już spoza danej chwili, z perspektywy jego przyszłego rozwinięcia i przyszłych konsekwencji. Otrzymujemy w ten sposób bezcenną sposobność spojrzenia na to, co mamy pod ręką z punktu widzenia, który już przesunął się poza taką poręczność. Wyobraźnia nie jest zdolnością powoływania do życia tego, co nie istnieje, nie jest fantazjowaniem; jest darem pozwalającym na korygowanie teraźniejszości z perspektywy przyszłości."
Właśnie dlatego w uzasadnienie Uchwały Rady Miasta nie wolno wpisywać głupich i doraźnych pomysłów jakiegoś ministra (czytaj: "Zero tolerancji"), bo podnosząc rękę za tą Uchwałą muszę mieć pewność, że za rok, pięć i dziesięć lat Instytut będzie po to, by krzewić myśli Kardynała Wyszyńskiego, a nie ministra Giertycha.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|