|
|
| Blog |
|
|
| 16 czerwca 2007 |
Dzisiaj, tzn. 16 czerwca na Uniwersytecie Warszawskim w cyklu Debaty Tischnerowskie dyskutowano o przyszłości lewicy w Europie. Byli, a jakże, prezydent Kwaśniewski (ale nie powiedział niczego interesującego:), profesor Staniszkis i Jan Rokita (nie wiedzieć czemu). Szczególnie w wypowiedzi Staniszkis wybrzmiało to, co napisałam wczoraj o lewicy (nie, nie jestem tak zarozumiała, żeby twierdzić, że pani profesor czytała mój wpis, ale cieszy mnie, że myślimy podobnie:)). W jej słowach chodziło mniej więcej o to, że lewica jest potrzebna; potrzebna prawicy, bo istnienie oponenta zmusza nas do wysiłku intelektualnego; ale problem polskich ugrupowań lewicowych polega na tym, że nie mają pomysłu, jak przerwać ciągłość postkomunistycznej lewicy?
Według Rokity istnienie lewicy nie jest niczym uzasadnionne i, w związku z tym, jest pozbawione sensu. Może coś w tym jest:))? Ja jednak zostanę przy swoim zdaniu: lewica jest potrzebna, żeby prawica lepiej rządziła!
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 czerwca 2007 |
Jaki ten nasz sejm mądry! Naprawdę, wcalę nie kpię. Rząd (co nie ma najlepszej prasy w Europie) pojedzie negocjować system liczenia głosów w Unii (a więc wielkość wpływów poszczególnych państw na podejmowane decyzje) wzmocniony uchwałą sejmową. To nic, że ta uchwała nie ma przełożenia wprost, w zasadzie, na nic. Liczy się jednak efekt psychologiczny, bardzo ważny w negocjacjach. A dla mnie liczy się także to, że polityka bywa sensowna, pozbawiona egoizmu, konstruktywna. Myślę sobie wtedy, jest OK:)
No i powolne, ale jednak, przez obniżenie kosztów pracy, likwidowanie klina podatkowego:) Co to znaczy kobieta! Nawet z Lepperem sobie poradziła (chociaż nie kocham Z. Gilowskiej, odkąd jest wicepremierem tego rządu:)). Żeby tylko PiS utrzymał to lekkie otrzeźwienie, to może WIELKI POWRÓT OLUSIA (jeśli prezydent Kwaśniewski mówi do Moniki Olejnik: Pani Moniczko, to do niego można chyba mówić Oluś?) nie da rady wskrzesić lewicowego trupa z szafy? Nowa lewica, młoda, niech sobie powstaje, niech będzie, jest potrzebna prawdziwej demokracji, bo prawica sama też bywa nie do wytrzymania. No więc niech będzie trochę lewicy, ale nie z Kwaśniewskim i jego kolegami:((, moje poczucie smaku (kiedyś pisał o tym Herbert) tego nie wytrzymuje.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 12 czerwca 2007 |
Podróże kształcą!!! Wiem, że nie odkrywam tym zdaniem Ameryki, ale przekonać się o tym na własnej skórze jest zawsze miło (chyba, że doświadczenie zdobyte w podróży należy do niemiłych). Niedzielę i poniedziałek spędziłam w Warszawie. Niedziela niczym mnie właściwie nie zaskoczyła, ale utwierdziła w przekonaniu o powtarzalności dziejów świata. Powtarzalność i nawet pewna niezmienność polega na tym, że w mieszkaniach studentów/studentek panuje podobny nieład (to chyba najwłaściwsze słowo, żeby nikogo nie urazić:) jak w czasach mojego studiowania. Dlatego, wchodząc do warszawskiego mieszkania Kasi i jej koleżanek, poczułam, jakby czas się zatrzymał.
A w poniedziałek poczułam nawet, jakby się cofnął:), bo byłam uczestnikiem konferencji nt. szkolnictwa zróżnicowanego, tzn. osobnych szkół dla dziewcząt i dla chłopców. Tylko na pozór i na początku brzmi to, jak powrót do dyskryminacji kobiet. Goście konferencji - amerykański profesor i jego hiszpański kolega przekonywali o wyższości szkolnictwa zróżnicowanego nad koedukacyjnym. Dowodów z badań właściwie nie ma, ale przywiązanie zagranicznych prelegentów do tej idei było wielkie i godne podziwu. Podobnie godna podziwu (za zaangażowanie) była postawa niektórych uszestników panelu, którzy wręcz pokrzykiwali (raczej cichutko, bo na sali była Pani wiceminister z MEN, a ministerstwo podpisuje się pod tym pomysłem obiema rękami ) o powrocie do XIX wieku i utrwalaniu stereotypów płci. Profesorowie tłumaczyli, że osobne szkoły mają właśnie tym stereotypowym wyobrażeniom o roli kobiety i mężczyzny przeciwdziałać. Dowiedziałam się też, że w Irlandii aż 44% szkół to szkoły zróżnicowane, a w Finlandii takich szkół nie ma w ogóle. To też nie był argument za osobnym szkolnictwem żeńskim i męskim, bo przecież wszyscy wiedzą, że to Finlandia jest tygrysem edukacyjnym, a nie Irlandia. Mój pogląd? Konferencja nie sprawiła, że stałam się entuzjastą tego pomysłu, ale myślę, że parę zalet takie szkoły mają (oczywiście jako alternatywa dla koedukacji, a nie jedyna słuszna idea). W Polsce nie ma dzisiaj dobrego klimatu dla takich szkół, w ogóle zbyt wiele jest emocji wokół edukacji, a chęć upolitycznienia i ideologizacji całego przedsięwzięcia chyba zbyt wielka. Szkoła, to w gruncie rzeczy, poważna sprawa i im mniej przy niej majstrują politycy, tym lepiej:)).
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 11 czerwca 2007 |
Poniedziałkowy wieczór wydawał się być upragnionym końcem hybrydy koalicyjnej PiS - Samoobrona, tymczasem wtorek przyniósł parafrazę słów mojego idola Lecha Wałęsy: "Wychodzimy, ale zostajemy". Warto powstrzymać się od komentarzy na gorąco, bo to, co jednego dnia wydaje się być tsunami, drugiego okazuje się lekką bryzą od morza. Właściwie zarządzanie przez kryzys to jedna z metod zarządzania. Metoda ta ma tylu zwolenników ilu przeciwników; tylko że państwo to nie przedsiębiorstwo i nie jestem pewna, czy przeciętny (czytaj: normalny) wyborca lubi i akceptuje fundowaną mu niemal każdego dnia polityczną awanturę. Na to pytanie odpowiedzą następne wybory i jeśli, mimo tego stylu zarządzania, PiS je wygra, to znaczy, że ja nie rozumiem świata i, w związku z tym, nie powinnam zajmować się polityką, nawet lokalną.
Kiedyś Ewa Błaszczyk śpiewała piękną piosenkę Agnieszki Osieckiej Orszaki, dworaki zaczynającą się od słów "Historio, historio, co żeś ty za pani...", pozostając w kręgu parafrazowania, chciałoby się powiedzieć: "Polityko, polityko, co żeś ty za pani..", dalej też pasuje, niestety wyjątkowo dobrze:((
Polityko, polityko,
tania z ciebie dziewka,
miała być canzona,
a jest stara śpiewka.
Polityko, polityko,
tyle w tobie marzeń,
bywa, że cię piszą
kłamcy i gówniarze.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 czerwca 2007 |
"Żebyś był zdrowy i nie lękał się", takie słowa i lekkie uderzenie (po twarzy) zieloną gałązką, którą przybieramy ołtarze na Święto Bożego Ciała ma zapewnić nam zdrowie i siłę do znoszenia codziennyych ziemskich trudów. Publiczne wyznanie wiary w obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie to główny cel naszego wyjścia na ulicę w tym dniu. Piękne święto, bo procesje Bożego Ciała to jedne z niewielu manifestacji, które nie wywołują kontrmanifestacji:)).
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 4 czerwca 2007 |
Chyba powinnam odnieść się do pomysłu zmian w liście lektur. Niestety wszyscy powiedzieli już wszystko, w czasie, gdy dla mnie ważniejszy był konflikt wywołany dziwacznymi roszczeniami MPK. Ale właściwie, czego można chcieć od zwykłych obywateli, gdy minister (żeby tylko jeden) jest przykładem nawet nie na dziwactwo, ale jakąś paranoję. W czasach, gdy prawie nikt nie czyta niczego:( i czasem jedyną szansą na nakłonienie młodych niehumanistów do czytania literatury pięknej (cokolwiek to znaczy:) jest konieczność przygotowania się do matury z języka polskiego, w tym do przeczytania kilku/kilkunastu lektur, minister wyrzuca jedne z niewielu ciekawych dla młodego człowieka(!) tekstów i dorzuca ramoty Sienkiewicza(!). I nie chodzi nawet o wyższość jednych pisarzy nad drugimi, to często jest sprawa dyskusyjna, zgadzam się też, że trudno o kanon, który zadowoli wszystkich, ale Roman Giertych nie wiedząc może o tym (Transatlantyk przeczytał niedawno, więc może z Ferdydurke zna tylko ostatnie zdanie (to o trąbie), jest, jak profesor Bladaczka ze swoim słynnym zdaniem "Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? [...] Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był! [...] Wielkim poetą! Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca". Podobnie chyba, wg ministra edukacji, jest z Sienkiewiczem, ale przecież chciałoby się powiedzieć "Ale jak zachwyca, skoro nie zachwyca?"
iza leszczyna
p.s. w Galerii jest kawałek Amsterdamu:))
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 31 maja 2007 |
Czas godz. 16.00, miejsce - Urząd Miasta, wydarzenia? - coś na kształt bliskich spotkań 3. stopnia ze związkami zawodowymi MPK i prezesem. Wiedziałam, że związki zawodowe to poważna sprawa i, że nie są łatwym partnerem do rozmowy, ale miałam nadzieję, że rozmowa w ogóle jest możliwa: z każdym i zawsze. Niestety. Pierwszy raz w życiu miałam okazję stanąć oko w oko z takim oto ewenementem: Rada Miasta zabiera ulgi pewnej grupie społecznej (niepełnosprawni ruchowo w stopniu lekkim i średnim) w przekonaniu, że są one mocno nadużywane przez osoby zupełnie lub prawie zupełnie zdrowe. Dzięki temu do kasy MPK wpływa rocznie ok. 3 mln 400 tys zł.!!!, zabieramy jednocześnie ulgi dla rodzin pracowników, w przekonaniu, że to jest sprawiedliwe społecznie (koniec z socjalno-komunistycznymi przywilejami, za ciężką pracę godziwa płaca i koniec, bez szarej strefy, uciekania od podatków itd.). MPK, mówiąc w skrócie, żeby utrzymać pracownicze przywileje (jeśli firma chce dać taki bonus, to niech go daje) musiałoby odprowadzić ok. 600 tys. podatku, w tym ZUS. Ale nadal prawie 3 mln. zostaje w kasie MPK, z tego część miała być przeznaczona na nowe autobusy, a część na podwyżki rekompensujące zabranie darmowych biletów rodzinom pracowników. I co? No właśnie nic. Ani związki zawodowe, ani prezes nie chcą takiego rozwiązania!!!! Notabene nigdy jeszcze nie widziałam, jak prezes i związki zawodowe idą ramię w ramię, byleby nie wziąć swoich spraw we własne ręce, tylko pozostawać na garnuszku wszystkich częstochowian:((. Stara uchwała sprawiała, że za te bilety płaciliśmy wszyscy, jak w Rejsie Piwowarskiego: pan płaci i pani płaci. Niestety, to było kolejne smutne doświadczenie niedoświadczonego samorządowca. Ale pozostanę przy przekonaniu, że prezes jest od rozwiązywania problemów, wprowadzania zmian i szukania najlepszych sposobów na rozwój firmy, a nie od wyciągania ręki do mieszkańców miasta!!! I powtórzę to, co powiedziałam na Konwencie Rady Miasta: jeśli prezes sobie z tym nie radzi, może trzeba go zmienić.
EPILOG: zastanawia mnie jeszcze jedno, podczas czwartkowych rozmów ze związkowcami, podjętych przez radnych w dobrej wierze i z nadzieją na znalezienie, wspólnie z prezydentem, kompromisowego rozwiązania, prezydent (w osobie wiceprezydenta) nabrał wody w usta. Ale w piątek wiceprezydent (już bez złych radnych, co na niczym się przecież nie znają) pojechał do MPK i, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uspokoił sytuację, obiecując, że uchwałę odrzuci wojewoda. Pracownicy muszą krzyknąć: NIECH ŻYJE NASZ PREZYDENT!!! Tylko, czy na pewno takie działania to uczciwa współpraca z Radą Miasta? Czy Pan Prezydent i Pan Prezes nie pamiętają, jak przy pracy nad budżetem zarzekali się, że zła kondycja finansowa MPK nie jest wynikiem złego zarządzania, ale zbyt licznych ulg, których MPK nie jest w stanie udźwignąć? Radni chcieli firmie pomóc, ale okazuje się, że nie o to chodziło, no więc o co?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 29 maja 2007 |
Lubię bawić się w skojarzenia, bo okazuje się, że różnym ludziom, różne rzeczy, różnie się kojarzą. Jestem jednak pewna, że pierwsze skojarzenie z Amsterdamem (kogoś, kto z niego właśnie wrócił) musi brzmieć: ROWER. Naprawdę, żadne dragi, słodki zapach marihuany, nawet nie kanały, choć jest ich bardzo dużo i rzeczywiście niektóre uliczki przypominają Wenecję, w takim znaczeniu, że w obu tych miastach widać wartość ziemi i wielką determinację w wykorzystaniu każdego jej kawałka: w starej części Amsterdamu, podobnie, jak w Wenecji, uliczki są wąziutkie, kamienice wąskie, ale wysokie i każdy metr kwadratowy chodnika zamieniony w kawiarniany ogródek. No i kwiaty, po prostu cudne, np., hortensje, które u nas rosną tylko w ogrodach albo w doniczkach, tam sprzedawane są jako kwiaty cięte (ogromne i bajecznie kolorowe).
Najdziwniejsze są jednak okna-wystawy, za którymi odbywa się coś na kształt spektaklu teatralnego. Mam na myśli duże, panoramiczne okna bez firanek, zasłonek i żaluzji w holenderskich domach; okna, za którymi Holendrzy wykonują zwyczajne domowe czynności "przy otwartej kurtynie": odpoczywają, jedzą, czytają, rozmawiają, oglądają TV. Wyglądają, jak aktorzy odgrywający jakieś role w swoich ładnych, urządzonych z pietyzmem, mieszkaniach. Podobnie było w szwedzkim Vasteras, ale teraz ze względu na ciepłe, długie wieczory (zmrok zapadał tam dopiero po 22.00)więcej spacerowałam i czułam się właściwie, jakbym jednego wieczoru odwiedziła ok. trzydziestu holenderskich domów:)).
Holendrzy są przemili, grzeczni i uczynni, a w dodatku mieli odwagę postawić w Amsterdamie pomnik homoseksualistom zamordowanym przez hitlerowców. Pomnik ma kształt trójkąta, ciekawe, co zrobiliby z tym politycy LPRu, skoro nie przepuścili nawet Teletubisiom?
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 maja 2007 |
Od poniedziałkowej sesji minął cały dzień, to dość czasu na złapanie dystansu, co prawda krótkiego, ale zawsze. Wszystkie częstochowskie dzienniki napisały o pubach, a raczej ich braku (szansą dla cywilizowanego picia piwa jest nowy prezydent, ale na to trzeba poczekać:(, były też wzmianki o biletach MPK i ulgach (a raczej ich braku dla niektórych). Nikt tylko nie napisał o tym, że radni zdecydowali, że ważniejsze dla miasta są wypadające okna w szkołach niż typowo prezydenckie inwestycje w stylu Aleja 24 i, że na ten cel pozostawili kwotę ok. pół miliona w szufladce "oświata". Puby są pewnie większym newsem, ale szkoły, tak naprawdę, są chyba ważniejsze. Chociaż pewnie nie dla wszystkich:)
Właściwie myślałam, że napiję się w końcu piwa w West Pubie, ale nie wyszło.
Dobrze, że są jeszcze lody na świecie. Właściwie lody są lepsze niż piwo, ale wiem, że nie dla wszystkich:)
Nie wiem za to, czy nasze miasto, to rzeczywiście dobre miasto, nie jest może całkiem złe, ale chyba nie jest też dobre:((. Najbardziej uzasadniona parafraza słów Papieża jest chyba taka: "Częstochowa to dziwne miasto".
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 13 maja 2007 |
Czas matur sprawia, że więcej myślimy o szkole. To dobrze, edukacja jest naprawdę jedną z ważniejszych spraw w państwie, ona determinuje przyszłość naszego kraju (zrobiło się patetycznie, ale tak jest:). W związku z tym, sama nie wiem, cieszyć się, czy martwić: minister Giertych ma to samo zdanie, co ja, na temat liceów ogólnokształcących. Pisałam o tym w jednym ze swoich tekstów ubiegłorocznych i wielokrotnie mówiłam do nauczycieli. Gdyby obowiązek szkolny obejmował dzieciaki sześcioletnie, podstawówka przesunęłaby się o rok w dół (Polska jest jednym z ostatnich krajów europejskich, gdzie obowiązek szkolny obejmuje dopiero siedmiolatki), wtedy liceum mogłoby trwać 4 lata. Żeby nie było narzekań na pauperyzację matury, przyjmujmy na wyższe uczelnie tylko tych, którzy uzyskają min 30% z poziomu rozszerzonego (im więcej tym lepsza uczelnia, to oczywiste), zaliczenie poziomu podstawowego byłoby konieczne do kontynuowania nauki w szkole policealnej, w której dzisiaj niektórzy kandydaci mają problem z rozumieniem prostego tekstu:(. Dzisiaj jest tak, że zasadnicza szkoła zawodowa trwa trzy lata (czasem dwa, to zależy od zawodu), czyli tyle samo, co liceum. Absolwenci gimnazjum myślą tak: Po co mam iść do zawodówki, a może mi się uda przejść przez 3 lata LO i nawet, jak nie zdam matury, to skończę jakąś policealną. Trudno się dziwić, ambicja to cecha pozytywna, państwo powinno czuwać, żeby system pozwalał na realizację ambicji młodych ludzi, ale musi czuwać także nad tym, żeby nie zaniżać poziomu wykształcenia!!!
A jutro sesja Rady Miasta, a w niej:
-pieniądze, które właśnie oświacie spadły, jak z nieba (czytaj: od złego Marszałka z PO), mogłyby sprawić, że Częstochowa będzie miała jeszcze jedną salę gimnastyczną albo boisko/boiska sportowe, a tymczasem Prezydent mówi, że kamienica w Alei 24 ważniejsza:((
-opłaty i ulgi w komunikacji miejskiej, a wśród nich bezpłatne przejazdy dla rodzin pracowników MPK!!!!!
-zespół szkół, który ma powstać w Dźbowie, ze szkoły podstawowej i gimnazjum, chociaż nikt z Urzędu nie pofatygował się, żeby powiedzieć o tym nauczycielom gimnazjum i rodzicom ich uczniów
-puby przy ul. Dekabrystów, właściwie nie chce mi się komentować tej sprawy (proszę spojrzeć na wyniki sondy)
Nie będzie łatwo, ważne, żeby wysłuchać wszystkich zainteresowanych, wyłączyć emocje, spojrzeć na problem z kilku stron, przewidzieć skutki swojej decyzji i dopiero podnosić rękę. Trzymajcie kciuki:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|