|
|
| Blog |
|
|
| 30 grudnia 2007 |
"Święta, święta i...po świętach" powiedziała Kasia, gdy odwoziłam ją na pociąg do Warszawy. Ktoś takie zdanie musi powiedzieć każdego roku, zwykle była to Mama, wcześniej Babcia, i dobrze, tak rodzi się rodzinna tradycja, która polega na obserwowaniu i powielaniu zachowań, także tych werbalnych. Zresztą Święta w całości są tradycją, w stosunku do wigilii z mojego dzieciństwa udało się w mojej rodzinie przeforsować jedną, jedyną zmianę: karp nie pływa już w wannie, kupujemy dzwonka:), reszta bez zmian. Określone zachowania tak bardzo są w nas, że nie reżyserujemy ich, np., o rybie w galarecie każdego roku zapominamy (choć przez całe przedpołudnie Mama kręcąc się po kuchni mówi "Żebyśmy tylko nie zapomniały podać karpia w galarecie", tak więc galareta wjeżdża po grzybowej, barszczu, pierożkach, karpiu smażonym i kapuście z grochem, tzn. w momencie kiedy nikt przy zdrowych zmysłach nie zje już niczego, oprócz makowego tortu. W tym roku było tak samo. Magia tradycji...
Były jeszcze wigilie oficjalne, m. in., w Sejmie, w Platformie, w "Civitas Christiana"...Polityka generuje konflikty, to oczywiste, dlatego spotkanie przy opłatku bywa wyzwaniem:). W piątek (28 XII) byłam gościem w Katolickim Stowarzyszeniu "Civitas Christiana". Trochę się dziwiłam, gdy przemówienia, które miały być życzeniami stały się hymnami pochwalnymi wygłaszanymi na cześć własną i swojego ugrupowania. Takie było przemówienie byłego wicewojewody Warzochy i radnego wojewódzkiego Majera (obaj są z PiSu), nasz Prezydent, jak zawsze, ze zręcznością wytrawnego polityka, zdołał w życzeniach przemycić informację o tym, że Częstochowa pod jego rzadami rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej:). Najlepsze przemówienie miał jednak ksiądz, który, porównując radość, jaka panowała na spotkaniu wigilijnym "Civitas Christiana" i PiSu w 2006 roku, z umiarkowanym optymizmem z roku 2007, z dowcipnym dystansem do spraw tego świata, oświadczył, że skoro Boże Narodzenie jest każdego roku, nawet w czasie wojny, i skoro Pan Jezus urodził się za rządów PiSu, to nie ma powodu, żeby się smucić i domniemywać, że nie urodził się w Polsce rządzonej przez Platformę Obywatelską:))
A teraz całkiem serio.
Czas po Bożym Narodzeniu, to zwykle czas podsumowań, taki wątek pojawił się także w Gazecie Wyborczej. I co znamienici częstochowianie powiedzieli? Standardowo narzekają na zapaść w inwestycjach drogowych w Częstochowie. Zastanawia mnie, jak długo Prezydent będzie odporny na te głosy? I czy naprawdę nie wie, co powinien zrobić? A może wie, ale nie chce podjąć tej decyzji? I jedna i druga wersja jest dyskwalifikująca dla włodarza miasta.
No i rozmowa z dr. Felicjanem Bylokiem, który, jak przystało na wytrawnego socjologa, rozumie wszystkie procesy społeczne, potrafi przewidzieć ich przebieg, zna ich przyczyny i skutki. Tak więc dr Bylok nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że to bardzo źle, że szpital miejski stanie się spółką. Doktor Bylok zna się także na polityce i wie, że "posłowie nie potrafili się porozumieć i zdobyć pieniędzy dla regionu". Zrozumiałabym, gdyby takie zdania powiedział w sondzie ulicznej przechodzień, ale ktoś, kogo GW chce wykreować na lokalnego komentatora życia społecznego, musi mieć więcej wiedzy na temat zjawisk, o których mówi i więcej świadomości, że jego słowa kształtują opinię publiczną, a to zobowiązuje. Nie będę po raz kolejny wyjaśniała, że poprawki posłów opozycji były spektakularnym, populistycznym działaniem, bez żadnej szansy na powodzenie, szkoda, że przedstawiciel częstochowskich elit naukowych nie rozumie najprostszych (fatalnych, ale niestety funkcjonujących) mechanizmów uprawiania polityki w naszym kraju (patrz: mój blog z 21 grudnia).
Na szczęście jest profesor Kołakowski, który pomagał nam w Święta (szkoda, że o tak późnej porze) wierzyć w to, że ludzie są jednak dobrzy i mądrzy (w większości:).
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 grudnia 2007 |
Na Komisjach nerwowo, w Komisji Edukacji, chociaż nauczyciele dostaną podwyżki trzykrotnie wyższe od planowanych przez rząd PiSu, posłowie tej partii zachowują się w sposób (używając efemizmu) irracjonalny. Ojej, chyba zbyt często słucham w sejmie prezesa Kaczyńskiego, bo zaczynam mówić, jak on. A więc po polsku: w poprzednim zdaniu chciałam powiedzieć, że, delikatnie rzecz ujmując, zachowanie posłów Prawa i Sprawiedliwości należy określić jako pozbawione rozumu. Lewica zachowuje się nie lepiej:( Wymyślili, że najlepsze byłyby podwyżki 50%. A ja się pytam: dlaczego nie 100%, praca nauczyciela jest tak obciążona stresem, podlegająca ciągłej ocenie, wymagająca non stop pełnej gotowości merytorycznej i psychicznej, że stuprocentowa podwyżka też nie byłaby zbyt duża.
W Komisji ds UE też niezbyt miło:( posłanka PiSu zaatakowała ministra Sikorskiego, że się uśmiecha i żartuje, i że ona sobie tego nie życzy:(( (prosto z Komisji minister jechał do Prezydenta, prosił więc o wyrozumiałość, jeśli wyjdzie wcześniej, żeby się nie spóźnić, bo nie chce ryzykować kolejnego kryzysu państwa).
A w ogóle mam radę dla wszystkich (dla siebie też): najlepiej nie komentować słów, których się samemu nie słyszało, bo zwykle okazuje się, że nasz komentarz pasuje, jak pięść do oka. Chodzi mi o komentarz Jana Rokity do słów Radka Sikorskiego wypowiedzianych na tej Komisji właśnie. otóż Sikorski nie powiedział, że Polska przestaje priorytetowo traktować poparcie dla europejskich aspiracji Ukrainy, powiedział tylko, że oprócz naszej pomocy dyplomatycznej, Ukraina musi pomóc sobie sama (dbając o zachowanie standardów demokratycznych - wyjaśnienie moje). Z tego co pamiętam, nie było na sali Jana Rokity, tylko Nelly Rokita, ale to chyba nie to samo...
Złożyłam interpelację w sprawie linii demarkacyjnej obowiązującej w Regionalnych Programach Operacyjnych (pozdrowienia dla Pani Naczelnik Agnieszki C.:). Rozmawiałam nawet w tej sprawie z Panią Minister Rozwoju Regionalnego. Problem w tym, że nasi poprzednicy myśleli inaczej niż Tacyt, wg którego "Im bardziej chore jest państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń". Otóż PiS chciał uleczyć nasze państwo właśnie przez ustawy i rozporządzenia. Dlatego trudno jest podejmować rozsądne decyzje, bo one są niezgodne z prawem (!).
Zadałam też wpólnie z Panią poseł H. Rozpondek (jej inicjatywa) pytanie o nieszczęsną spółkę operator. Tu sytuacja jest trochę podobna, jedyna nadzieja w tym, że powołany "na szybko" przez odchodzącą władzę nowy prezes okaże się bardziej operatywny od swojej poprzedniczki, to by nawet wpisywało się ładnie w nazwę spółki - operatywny Operator:)
No i na koniec poseł Cymański!!!i jego pytanie zadane posłowi sprawozdawcy z PO "Czy dla rządu ważnieszy od ludzi jest deficyt budżetowy?". Pytanie zadane na fali radosnej twórczości posłów PiSu, którzy zapałali chęcią "poprawiania" własnego budżetu i nagle "znaleźli" w nim więcej pieniędzy dla nauczycieli. Zresztą regulaminowa procedura zadawania pytań powinna zmienić nazwę, bo mało który poseł wchodzi na mównicę, żeby zadać pytanie, raczej zdyskredytować w oczach opinii publicznej - używając manipulacji, demagogii, a nawet kłamstwa - przeciwnika politycznego.
Niestety zdanie mojej siostrzenicy, że w sejmie nie można być Misiem, bo trzeba być Wilkiem jest chyba prawdziwe:((
Obiecuję, że następny wpis będzie optymistyczny:))), no i pojawi się jutro, bo napiszę o tym, czy moja dzisiejsza wizyta u Dyrektora Śląskiego NFZu była efektywna dla częstochowskich szpitali, czy tylko kurtuazyjna.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 2 grudnia 2007 |
Dzisiaj przygotowuję obiad dla 7 osób (!). To dla mnie prawie wyczyn, bo przez ostatnich parę lat gotowałam dla dwóch, w porywach trzech osób (mówię o weekendach, w tygodniu raczej nie gotuję, a polityk powinien przecież mówić prawdę).
Będą kacze udka (mam trochę pecha z doborem potrawy, bo od rana TV trąbi o ptasiej grypie i biednych indykach), ale w końcu kaczka to nie indyk:). No i żeby było jasne, kaczka nie jest w tym wypadku żadną polityczną aluzją, po prostu chciałam, żeby było odświętnie i smacznie.
Na wszelki wypadek zrobię jeszcze coś dodatkowo, bo z kaczką nigdy nie wiadomo, a jak okaże się kaczką-dziwaczką?
Ze spraw ważniejszych - remont mojego biura trwa, niestety normalne, tzn. codzienne funkcjonowanie będzie możliwe dopiero w styczniu:((, tymczasem w poniedziałek przywożę meble, odziedziczone po innym pośle (taka jest zasada), którego partia dostała czerwoną kartkę od wyborców. Mebli jest za dużo, jest nawet kanapa, z którą zupełnie nie wiem, co zrobić? Zwróciłam się do Kancelarii Sejmu, żeby mnie od niej uwolniła, czekam na decyzję:)
Internetu wciąż w Warszawie nie mam, bo dopiero po niedzieli podpiszę umowę z jednym z operatorów.
No ale są też prawdziwie ważne i dobre informacje:
- rząd szuka pieniędzy dla nauczycieli i naprawdę szuka oszczędności także w swoim ogródku (nie zgadzam się z tezą, że to pozorne oszczędności i zwykły chwyt marketingowy, każdą zmianę trzeba zacząć od siebie, tylko wtedy mamy realny wpływ na rzeczywistość, stajemy się wiartygodni i możemy być przykładem dla innych)
- Pani minister Hall zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, ma ważną dla "szefów" cechę: chce i potrafi słuchać, jest profesjonalna i pracowita (kiedyś już doszliśmy chyba do tego, że kobiety pracują lepiej od mężczyzn?:), no i nie jest fanatykiem, co bywa tragiczne dla edukacji, jak pokazały ostatnie dwa lata rządów PiSu
- już grudzień (wiem, że to nie zasługa Platformy, ale też dobra wiadomość, bo idą Święta)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 25 listopada 2007 |
Jak to dobrze, że Tusk jest złym liderem!!!
Naprawdę, cieszę się, czytając wypowiedzi historyków, politologów, komentatorów życia politycznego, którzy twierdzą, że cechy prawdziwego lidera ma Jarosław Kaczyński, ale nie Tusk (np. prof. Tomasz Gąsowski w jednym z wrześniwowych numerów Tygodnika Powszechnego). To on (Jarosław) jest genialnym strategiem, erudytą i intelektualistą. I dobrze, i niech tak zostanie:)
Jeśli miarą bycia liderem jest przekonanie o własnej nieomylności i wyjątkowości, a miarą erudycji użycie w kilku zdaniach wyrazów: stratyfikacja, modus operandi, paradygmat, petryfikacja, reastauracja (w znaczeniu kontynuacji) i pacyfikacja tylko po to, żeby powiedzieć, że prezes PiS obawia się powrotu i utrwalenia sposobów działania typowych dla elit politycznych III Rzeczypospolitej to wolę, żeby Premier Tusk nie był ani erudytą, ani liderem!!!
Expose:))
nie ziewałam, naprawdę wolę słuchać przez trzy godziny jasnej, pozytywnej, zrozumiałej dla każdego Polaka wizji rządzenia Polską, niż przez 20 minut pseudonaukowego bełkotu.
A że słowo ZAUFANIE pojawiło się czterdzieści kilka razy w różnych przypadkach??? To dobrze, po pierwsze dlatego, że:
- to piękne i ważne słowo-klucz,
a po drugie, że:
- poprawna odmiana świadczy o tym, że Premier zna fleksję języka polskiego i paradygmat odmiany tego rzeczownika, ale wie, że nie musi w związku z tym używać wyrazów "fleksja" i "paradygmat".
Spokojnie, nie zamienię swojego bloga w peany na cześć Premiera, przyjdą pewnie chwile, że trzeba będzie być krytycznym, ale w stylu bycia, klasie zachowań jest między poprzednikiem a następcą przepaść, mimo podwórkowego wychowania na korzyść Tuska:) Co mnie w zasadzie cieszy, bo też sporo czasu w dzieciństwie spędzałam na podwórku, przy ul. Glogera, gdzie pod wierzbą stała ławka i gadało się tam nawet o kwestiach eschatologicznych (czytaj: o duchach).
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 21 listopada |
Jutro w Sejmie seminarium dla nowych posłów. Tematyka szkoleń:
1. Prawo parlamentarne.
2. Budżet państwa.
Ponieważ sama prowadzę zajęcia dydaktyczne, seminaria i różne warsztaty, lubię czasem być uczestnikiem (to zawsze łatwiejsze, niż bycie prowadzącym:), można oceniać (w myślach) profesjonalizm trenera, punktować jego potknięcia, poprawić sobie samopoczucie, że są gorsi od nas:). Chociaż szkolenia sejmowe w trakcie sesji wprowadzającej były perfekcyjne (wszyscy opanowali urządzenia do głosowania!).
Nie mogę przyzwyczaić się do ciąłego podróżowania między Częstochową i Warszawą; jadąc samochodem mam poczucie traconego czasu, a w pociągu...jak w pociągu, PKP wciąż przed reformą.
Jutro oprócz seminariów Komisja ds. UE, a w piątek expose Premiera:)
Z dobrych wiadomości, moja umowa o wynajem pomieszczeń na Biuro prawie zamknięta, od przyszłego tygodnia wejdzie ekipa remontująca, więc może do Świąt Bożego Narodzenia uda się ogłosić otwarcie:))
O wyrozumiałość proszę Wszystkich, którzy przysłali mi gratulacje i życzenia, odpowiem Państwu dobrym słowem zaraz, jak wniesiemy do Biura biurko:)
Chciałam napisać, że następnym razem poplotkuję trochę o sejmie, ale chyba się nie da, bo co z poprawnością polityczną? Jeden z moich dobrych znajomych z troską ostrzegał mnie ostatnio, że nie mogę już pisać wszystkiego, co mi tylko do głowy przyjdzie. No nie mogę:(
Chociaż... słuchając tego, co niektórzy posłowie bezkarnie wygadują z mównicy sejmowej, może mogę?
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 17 listopada 2008 |
Dziękuję za wyrozumiałość:)
rzeczywiście czuję się w Sejmie trochę tak, jak czułam się w budynku Collegium Novum, gdy przyszłam na pierwsze zajęcia z literatury współczesnej jako studentka pierwszego roku filologii polskiej na Jagiellonce: większość klamek za wysoko;)). Rozumiem dyskomfort Prezydenta RP, naprawdę trzeba dużego dystansu do siebie, żeby się z tym uporać. Jednego z moich szkolnych kolegów (Muńka Staszczyka) wnętrza budynków UJ, wtedy jeszcze nieodnowione, dość szare i ponure (to były lata osiemdziesiąte), zniechęciły na tyle, że nie zostawił swojego świadectwa dojrzałości i pojechał studiować na Uniwersytecie Warszawskim, co dla historii polskiej muzyki rockowej okazało się strzałem w dziesiątkę, bo w Krakowie nie powstałoby, co najmniej kilka, z kultowych utworów grupy T-LOVE.
A całkiem serio, Sejm (mam na myśli budynek) jest piękny i dostojny, i dziwię się, że nie determinuje wszystkich posłów do, jeśli nie dostojnego, to przynajmniej przyzwoitego zachowania. Tak jak kiedyś szlachectwo, dzisiaj może stanowisko/funkcja, tak miejsca, w jakich przebywamy, powinny zobowiązywać.
Prawdziwa praca posłów zacznie się w zasadzie od przyszłego tygodnia, na razie, zadania związane z formułowaniem rządu, przejmowaniem spraw poszczególnych resortów wykonał Premier i jego najbliżsi współpracownicy oraz przyszli ministrowie; podziałem komisji sejmowych, ustalaniem parytetów w komisjach zajmowały się władze poszczególnych Klubów Parlamentarnych. Posłowie musieli przegłosować ustalenia dotyczące Marszałka, wicemarszałków, składów Komisji, itd. Głosowania, które wywołują tyle emocji i prowokują niekończące się wystąpienia na sali obrad (czasem, niestety, tylko dla uzyskania efektu pracowitego/błyskotliwego/aktywnego posła, bo wynik głosowania jest już przesądzony; decyzje podejmuje się przecież nie pod wpływem emocjonalnego występu kolegi klubowego lub przeciwnika politycznego, decyzje zapadają podczas dyskusji w Klubach i na Komisjach, tam toczy się prawdziwa "walka" o Polskę, na szczęście poza obiektywami kamer).
Bo poseł ma tworzyć prawo i dbać o to, aby ono ułatwiało życie obywateli, a nie utrudniało je. Poseł powinien mieć poczucie humoru, ale nie może być błaznem, powinien walczyć o swoją=swojego ugrupowania politycznego wizję edukacji, ochrony zdrowia, gospodarki, polityki zagranicznej..., ale nie może być werbalnym agresorem i prostakiem.
Tyle przemyśleń nowego posła poczynionych w przerwach obrad pierwszego posiedzenia Sejmu VI kadencji:))
(zabrzmiało, jak "Z pamiętnika młodej lekarki", szkoda, że nie ma już Jana Kaczmarka:((
No i na koniec: jestem w dwóch Komisjach Sejmowych, co jest moim pierwszym sukcesem;), bo większość nowych posłów pracuje tylko w jednej komisji (Platforma ma 340 miejsc w komisjach, a posłów mamy 209, to dość prosty rachunek, nawet dla polonistów).
Pierwsza moja komisja to oczywiście Komisja Edukacji, druga - Komisja ds. Unii Europejskiej.
c.d. nastąpi
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 listopada 2007 |
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
to do Tych, którzy w miarę regularnie zaglądają na stronę, żeby przeczytać "Niecodziennik" i od tygodnia żałują, że na mnie zagłosowali:(
Nowy poseł w Sejmie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie ma łatwo:
trzeba poznać drogę z hotelu poselskiego do sali obrad, odszukać miejsce nr 202 (to moje miejsce:), podjąć decyzję, czy zagłosować za posłem Putrą jako wicemarszałkiem, żeby dać wyraz pewnej klasie, jakiej nie ma PiS, czy pozostać w zgodzie z własnym sumieniem i być przeciwko? czy wreszcie wybrać "za, a nawet przeciw" i się wstrzymać od głosu:)? (jak myślicie, co zrobiłam?:)
trzeba rozpoznać wśród 460 posłów tych przyjaznych, tzn. z PO i koalicyjnego PSLu, dość neutralnych, bo zajętych wewnętrznym problemem szukania winnych słabego wyniku, posłów LiDu, czy wreszcie raczej nerwowych i nieprzyjaznych, choć udających spokój, posłów PiSu
na widok redaktora Sianeckiego nie rzucić mu się w ramiona z okrzykiem "Zawsze oglądam szkło kontaktowe" (bo posłowi nie wypada)
wreszcie nosić wysokie obcasy przez 12 godzin dziennie, bo poselstwo zobowiązuje
to tylko małe organizacyjne problemy, niedotykające (przepraszam wszystkich "starych" polonistów, którzy imiesłowy przymiotnikowe czynne pisywali raczej osobno z partykułą "nie") merytorycznej i społecznej strony, a więc istoty bycia posłem
jutro jadę do Warszawy na Klub Poselski Platformy Obywatelskiej, do soboty zostaję w Warszawie na Radę Krajową PO, bo trzeba podjąć w głosowaniu decyzje, m.in., dotyczące koalicji, w niedzielę będę w Archikatedrze i na Placu Biegańskiego na uroczystościach z okazji 11 listopada w Częstochowie, w poniedziałek może uda się sfinalizować sprawy Biura Poselskiego (wynajem pomieszczeń, rozpoczęcie remontu), a we wtorek jadę do Warszawy, bo w środę rano obrady Sejmu
żeby było jasne, nie narzekam, tylko tłumaczę, że dopóki nie będę miała możliwości pisania bloga w pociągu relacji Częstochowa - Warszawa (muszę mieć internet bezprzewodowy) mogę pisać rzadziej, ale to kłopoty przejściowe, na starcie:))
iza leszczyna
p.s. czy poseł może podpisywać się małymi literami, jeśli tak, to przy tym zostanę, bo się przyzwyczaiłam:)
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 21 października 2007 |
Marcinie, jestem w doskonałej formie:))
Tusk i natychmiastowa decyzja Zarządu PO w sprawie posła Pichety są wystarczajacą gwarancją normalności tego kraju po wyborach, jeśli wygra je Platforma Obywatelska. Liczę jeszcze na obywatelską postawę posła i jego honorową rezygnację (tylko on mógłby podjąć taką decyzję, nikt inny:(. I w gruncie rzeczy nie ma znaczenia nawet to, że za miesiąc może okazać się, że był czysty, jak łza. Ważne jest to, że dla dobra publicznego, dla Polski (a o taką stawkę toczy się ta kampania) warto poświęcić siebie.
Jestem pewna, że wygramy i nie jest to przejaw buty i zarozumiałości, ale wewnętrzne przekonanie, że Polacy nie chcą karłowatej moralności na straży prawa i sprawiedliwości w naszej ojczyźnie.
Rzadko piszę patetycznie, ale nie wierzę, że normalni ludzie dadzą przyzwolenie na bolszewickie metody postępowania. Naprawdę nie wierzę!!!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 18 października 2007 |
W Tygodniku Powszechnym napisał kiedyś Stanisław Lem:
"Druga moja lektura to książka Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc". Mam obawę niespokojną, że zawiera ona prefigurację losu braci Kaczyńskich. Nie dlatego, że zagrali oni za młodu Jacka i Placka, ale ze względu na epilog, w którym się okazuje, że księżyc, przez bliźniaków zawłaszczony, wieczorem szczęśliwie znów wschodzi w nietkniętej formie. Nic się nie zmieniło! Władza braci Kaczyńskich też okaże się epizodem w naszych dziejach, może i kilkuletnim, ale przejściowym. I sięganie po nomenklaturę w rodzaju Czwartej czy Piątej Rzeczypospolitej niczego nie zmieni. Przypisywanie Polsce jakichś liczebników wydaje mi się zresztą bez sensu."
Kochany Lem. Zważywszy, że jego książki zwykle antycypowały przyszłość, a on sam był obdarzony genialną wręcz intuicją, szansa na to, że "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie" jest WIELKA!!! Musi stać się tylko jedno: MUSICIE IŚĆ NA WYBORY, PROSZĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
iza leszczyna
p.s. 1 jutro ok. 15.00 będę prosiła o Wasze głosy w Alei przy Orbisie, nie wiem, czy zdążę kupić jabłka, ale mam kalendarzyki:))
p.s. 2 jeden z Wyborców (chyba moich:) napisał w mailu do mnie piękny aforyzm:
Fortuna patriae nostrae etiam mea fortuna est.
Co znaczy:
Los naszej ojczyzny jest również moim losem.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 października 2007 |
Czy kandydat powinien być zawsze w dobrej formie i kondycji psychicznej?
No to ja dzisiaj nie jestem:((
O powodach napiszę jutro (zupełnie jak Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem":), a dzisiaj dziękuję tym, którzy przysyłają do mnie maile i odzywają się na gadu, pisząc dobre słowo i życząc powodzenia. Na szczęście to jeszcze tylko TRZY DNI!!!
Czy ja napisałam kiedyś, że moja lista ma numer 8, a miejsce nr 4?, bo że nazywam się LESZCZYNA, to chyba pisałam:))
Lubię reklamy organizacji pozarządowych dotyczące frekwencji podczas wyborów, te z małymi ludzikami-smutasami, co to nie wierzą, że ich głos się liczy. Przemawia do mnie wizja tysięcy ludzi, którzy 21 października pomyślą sobie, że im się nie chce wyjść z domu, a przecież jeden głos i tak nie ma znaczenia. Ma.
Proszę, idźcie na WYBORY!!!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|