Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

19 marca 2008

Sama nie wiem, co jest najgorsze w postępowaniu Prawa i Sprawiedliwości w kontekście Traktatu z Lizbony. Przeraża mnie kilka rzeczy.
Po pierwsze to, że stanowienie prawa, które umożliwia/powinno umożliwiać jak najlepsze funkcjonowanie państwa, PiS podporządkowuje myśleniu partyjnemu!!!! Słowa wypowiadane przez prezesa i jego wiernych pretorian (Brudziński, Kurski, Gosiewski) brzmią mniej więcej tak: Traktat wystarczajaco zabezpieczał interesy Polski, ale tylko wtedy, gdy była rządzona przez Prawo i Sprawiedliwosć(!) To znaczy co? PiS, w trakcie negocjacji,  miał nadzieję, że będzie rządził długo i niepodzielnie, jak Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w PRLu???? To jakaś zbiorowa paranoja członków tej partii! Obaj panowie Kaczyńscy są prawnikami, ale chyba nie chodzili na wykłady z prawa rzymskiego, które tworzone ponad dwa tysiące lat temu, do dzisiaj jest podstawą systemów prawnych państw Europy kontynentalnej. W prawie piękne jest właśnie to, że ustala trwałe zasady, które działają nawet wtedy, gdy tych, co je tworzyli, już nie ma.
Po drugie przeraża mnie to, że PiS odwołuje się do lęków dawno uśpionych i odgrzewa stereotyp złego Niemca.
Po trzecie to, że tworzy sztuczne podziały w społeczeństwie, antagonizuje Polaków, przeciwstawiając obrońców prawdziwej wiary tym, którzy chcą się jej sprzeniewierzyć i sprzedać Polskę, czytaj: ratyfikować Traktat z Lizbony bez dodatkowych zapisów w ustawie.
Po czwarte to, że dla osiągnięcia politycznego celu, PiS gotowy jest poświęcić pojedynczego człowieka, który przecież jest największą wartością i jego dóbr nie wolno naruszać, czytaj: nie mamy prawa wykorzystać zdjęć z czyjegoś ślubu, nawet jeśli one wcześniej obiegły świat, bez wiedzy tej osoby (gej to też osoba ludzka) i w kontekście, na który nigdy by się nie zgodziła.
Przeraża mnie jeszcze to, że poseł Brudziński po wypowiedzeniu wielu złych słów i agresywnych zdań w "Kropce nad i" kończy swoją kłótnię z posłem Celińskim pozdrowieniem "Wesołego Alleluja! Chrystus Zmartwychwstał!" Tak nie przechodzi się z profanum do sacrum:((

iza leszczyna

2008-03-19 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 marca 2008

Wczoraj w Sejmie była debata nt. Traktatu Lizbońskiego. Właściwie dwie debaty, jedna otwarta w Sali Kolumnowej, druga - poselska, na sali posiedzeń. Ponieważ brałam udział w obu, więc mam skalę porównawczą. W debacie z udziałem przedstawicieli środowisk akademickich, prasy, organizacji pozarządowych były poruszane w zasadzie same merytoryczne kwestie. Nawet pytanie Pani poseł Nelly Rokity nie wywołało, jak to czasem bywa, konsternacji. Może tylko, jak na posła z Komisji ds. Unii Europejskiej, obnażyło brak zorientowania w tematyce. Nie mam nawet na myśli tego, czy Pani Poseł przeczytała zmienioną wersję traktatu, chodzi mi raczej o refleksję własną nad debatą, jaka przetoczyła się przez Europę od czasu nieudanego wprowadzenia Traktatu Konstytucyjnego (został odrzucony w referendach we Francji i Holandii). Co do możliwości/bądź niemożliwości, jak twierdzą przeciwnicy Traktatu, jego przeczytania (brak scalonej wersji w języku polskim) myślę, że to sztuczna wymówka. czytanie Traktatu w ogóle nie jest łatwym zadaniem, to praca raczej dla prawników, Traktat to przecież nie beletrystyka. Większość posłów także nigdy go nie przeczyta (no, może ci z Komisji ds Unii Europejskiej, bo on jest podstawą naszych posiedzeń). Ale to nie znaczy, że posłowie zapisów Traktatu nie znają, było wiele spotkań-dyskusji z przedstawicielami UE,  prawnikami, konstytucjonalistami, europosłami i przedstawicielami rządu. Naprawdę, jeśli ktoś (myślę o posłach) chciał, ma wystarczająca wiedzę do podjęcia decyzji.

Debata poselska z kolei była raczej spektaklem PiSu dedykowanym środowisku Radia Maryja. Mówienie o województwie polskim w UE, o utracie suwerenności, o zniewoleniu, o światowych organizacjach zainteresowanych  otumanieniem polskiego społeczeństwa i zdemoralizowaniem go, do pytania o związki między mężczyznami i ewentualne rodzenie przez panów dzieci:(

Każdy ma prawo wypowiadać swoje obawy, nawet najbardziej nieracjonalne i zakręcone, smuci mnie tylko to, że premier Tusk uwierzył po raz kolejny braciom Kaczyńskim i przystępując do Protokołu Brytyjskiego, chciał zapewnić wymaganą większośc dla ustawy ratyfikującej Traktat z Lizbony (2/3 sejmu). Tymczasem PiS przygotował bezsensowną poprawkę, jakby preambułę do tej ustawy. Dlaczego bezsensowną? Wczoraj na moje ręce przekazał ją Klubowi PO jeden z posłów PiS, więc mogłam wieczorem się z nią zapoznać. Otóż, jak mówił poseł Karski, zmiana ta nie wnosi niczego, z czym nie zgadzałaby się Platforma Obywatelska; problem polega jednak na tym, że tekst preambuły jest wyrazem chorobliwej nieufności PiSu, powtarza zapisy Konstytucji RP (po co? przecież zapisów ustawy zasadniczej nie powiela się w innych ustawach), podkreśla konsekwencje Protokołu w sprawie stosowania Karty praw podstawowych do Polski i Zjednoczonego Królestwa, itd..
Nie tworzy się tak prawa. To ośmiesza Polskę, robi z niej w oczach Europy wystraszonego, nieufnego, podejrzliwego i ksenofobicznego członka, który chce dodatkowych, niepotrzebnych gwarancji, m.in. takich, że w każdej chwili może z Unii wystąpić. UE nie jest organizacją przymusu, nikogo tam na siłę nie trzymają, wręcz przeciwnie, trzeba spełnić określone warunki, żeby do niej przystąpić.

A to wszystko dzieje się na kilka miesięcy przed decyzją Rady Europejskiej o tym, czy siedzibą Rady Zarządzającej Europejskiego Instytutu Technologii i Wychowania będzie Wrocław!!! Ta decyzja mogłaby być dla Polski szansą na skok cywilizacyjny, który pozwoli naszej gospodarce dogonić stare kraje UE! W ciągu pierwszych sześciu lat na funkcjonowanie Instytutu Unia chce przeznaczyć 2,5 mld euro!

Gratuluję Prawu i Sprawiedliwości wyczucia dyplomatycznego i dobrego samopoczucia:(( Cieszyłam się, że nie ma Giertycha w sejmie, ale jego duch wciąż straszy...

iza leszczyna

2008-03-13 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 marca 2008

Wczoraj na Uniwersytecie Warszawskim, z okazji rocznicy Marca 68' bez zbędnej pompy i zadęcia dyskutowali Adam Michnik i Daniel Cohn-Bendit (eurodeputowany z niemieckiej Partii Zielonych). Przyjemnie się słuchało dwóch facetów, którzy nie tylko brali udział w wydarzeniach marcowych (każdy w swoim kraju), ale później sporą część swojego dorosłego zycia poświęcili, żeby to, co wydarzyło się w marcu zrozumieć i przełożyć na sensowne działanie, obaj do dzisiaj, choć każdy w inny sposób, uczestniczą w życiu publicznym.

Słuchało się sympatycznie także dlatego, że żaden z dyskutantów nie udawał mędrca, choć w jakmś sensie mogliby (synergia teorii i praktyki:), żaden nie miał gotowych odpowiedzi na każde pytanie i głębokiego przekonania (niestety typowego dla niektórych osób publicznych), że są proste rozwiazania.

Dwie rzeczy, choć oczywiste, a może właśnie dlatego, wydają mi się godne zapamiętania:

1. Podział na lewicę i prawicę w dzisiejszym świecie jest podziałem dość umownym (to dobrze widać szczególnie w polskim parlamencie, gdzie partie opozycyjne: lewicowa i prawicowa są w takim samym stopniu socjalne), wazniejsza po doświadczeniu Marca'68 była odpowiedź na pytanie: czy akceptujesz reżim komunistyczny, czy mu się sprzeciwiasz?

2. Odpowiedź na pytanie o granice wolności, które postawił Michnik. Odpowiedź Bendita (w końcu lewicowego europarlamentarzysty) była identyczna z odpowiedzią, jaką można usłyszeć w kościele podczas katolickich rekolekcji: wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego (i to jest ilustracja do punktu pierwszego:)

Nie mogłam zgodzić się tylko z jedną opinią Cohna-Bendita, gdy mówił, że poparł interwencję wojsk obcych w Jugosławi, bo straszne i nie do przyjęcia wydawało mu się istnienie obozów koncentracyjnych w odległości godziny lotu samolotem z Paryża, Wiednia. Rozumiem to, ale zdziwiło mnie, gdy za chwilę powiedział, że był zawsze zdeklarowanym przeciwnikiem amerykańskiej interwencji w Iraku. Czy to znaczy, ze nasza wrażliwość tępieje wraz z odległością?

iza leszczyna

2008-03-10 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 marca 2008

Decyzje personalne zawsze wywołują najwięcej kontrowersji. Może słusznie, bo jak pokazuje funkcja Rzecznika Praw Dziecka sprawowana z nadania PiSu i LPRu przez Ewę Sowińską nieodpowiedni człowiek na nieodpowiednim miejscu może doprowadzić do upadku najszlachetniejszą ideę:((
Właściwie można by powiedzieć, że pani Sowińska posiada wszystkie cechy, które skutecznie uniemożliwiają jej piastowanie tego stanowiska. Podejrzliwość (nawet wobec Teletubisiów), uległość wobec wysokich urzędników, arogancja wobec dziennikarzy i wreszcie NIESKUTECZNOŚĆ.
Szkoda, bo dzieci zasługują na najlepszego Rzecznika, muszą mieć najlepszego, bo wciąż jakiś dorosły lubi powiedzieć najgłupsze w świecie zdanie o tym, że dzieci i ryby....
I na pewno roli obrońcy dzieciaków nie powinien pełnić Rzecznik Praw Obywatelskich, bo może mu się wydawać, że sprawa dorosłego jest ważniejsza niż dziecka, gdy tymczasem jest dokładnie odwrotnie.
Dlatego nawet jeśli na pomysł likwidacji tego urzędu wpada jeden z moich ulubionych posłów z Po - J. Gowin, to nie zgadzam się z nim i wierzę, że to tylko nieprzemyślane zdanie, z którego Po się wycofa.

W następnych dniach chciałabym napisać o pomysłach na edukację, bo te akurat wszystkie są mi bliskie, a nad niektórymi mam przyjemność pracować. Minister Hall ma dar zarażania ludzi swoim optymizmem, więc myślę, że dokończenie reformy z 1999 r., z którą utożsamiałam się mocno (choć dostrzegałam także jej słabe strony) będzie możliwe.

iza leszczyna  

p.s. interpelacja w sprawie czasu kształcenia lakiernika samochodowego (pozdrowienia dla przedstawicieli Cechu Rzemiosł :) znajdzie pewnie swój szczęśliwy finał, bo w planach jest powrót do trzyletniej szkoły zawodowej

2008-03-04 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


14 lutego 2008

Loża częstochowska Biznes Centre Club i Rada Gospodarcza przy Prezydencie Częstochowy zorganizowały debatę na temat przyszłości Częstochowy w kontekście jej rozwoju gospodarczego. Zaproszono też parlamentarzystów:)

Jednym zdaniem można by podsumować dyskusję tak: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? No bo wszystko mamy:

1. samorząd żywo zainteresowany rozwojem miasta
2. wyższe uczelnie, które także chcą się rozwijać
3. przedsiębiorców, którzy nie tylko chcą, ale wiedzą jak inwestować

...ale jakoś nam nie wychodzi: młodzi wyjeżdżają, Częstochowa się kurczy, nie potrafimy zawalczyć ani o fundusze unijne, ani o dużych inwestorów, z którymi mogliby kooperować lokalni przedsiębiorcy.
Dlaczego?
Bo nie mamy terenów z planami zagospodarowania przestrzennego, które umożliwiają natychmiastowe rozpoczęcie inwestycji, nie mamy nawet profesjonalnej, na miarę XXI wieku obsługi inwestora, który musi czuć, że jest kimś oczekiwanym, ważnym, bo chce dać mieszkańcom Częstochowy pracę i w tym mieście płacić podatki, bo sprawi, że miasto stanie się bardziej atrakcyjne dla kolejnych inwestorów.
Bo nie mamy strategii rozwoju miasta, mimo zapewnień, że mamy. Załącznik do Uchwały Rady Miasta z 2003 roku nie jest żadną strategią, może jest pewną wizją, zbiorem ogólnikowo ujętych kierunków rozwoju, ale nie jest strategią!!! Dlaczego?
Bo taki dokument musi mieć odniesienia do Strategii Rozwoju Kraju, która jest nadrzędnym, wieloletnim dokumentem strategicznym rozwoju społeczno-gospodarczego Polski, stanowiącym punkt odniesienia zarówno dla innych strategii i programów rządowych, jak i  strategii opracowywanych przez jednostki samorządu terytorialnego. Horyzont SRK pokrywa się z okresem nowej perspektywy finansowej UE na lata 2007-2013, perspektywy, która nie istniała w roku 2003!!! Więc jak możemy mówić o istnieniu odniesień? I wreszcie nie widziałam strategii, która wyrasta z próżni, a tak jest w przypadku dokumentu nazywanego w Urzędzie Miasta strategią Rozwoju. Przecież nie ma w nim żadnej analizy słabych i mocnych stron, nie ma opisanych szans i zagrożeń, a taki SWOT jest w nowoczesnym zarządzaniu podstawowym narzędziem, jak w PRLu plany pięcioletnie:)) tyle, że lepszym, bo wywądzącym się ze świata biznesu, a nie chorej marksistowskiej ideologii.
A jeśli już przy Marksie jesteśmy, to mój kolega parlamentarzysta z LiDu chyba niezbyt uważnie słuchał wypowiedzi przedstawicieli przedsiębiorców, bo po kilku głosach z sali błagających o likwidację zbędnego prawa (wg opinii jednego z uczestników debaty jest ok. 800 ustaw regulujących funkcjonowanie przedsiębiorstw, ale aż nie chce się wierzyć, że to możliwe), no więc po tych apelach poseł Matyjaszczyk wystapił z krytyką rządu za to, że...złożył tylko 19 ustaw w ciągu pierwszych trzech miesięcy rządzenia!!! Polityka bywa groteskowa, gdy za punkt honoru przyjmiemy, że za wszelką cenę i w każdej, nawet nieodpowiedniej, chwili trzeba niszczyć przeciwnika politycznego:((

I jeszcze jedna uwaga na koniec. Szkoda mi energii grupy świetnych młodych ludzi związanych m.in. z Progresją na działania i dyskusje wokół restytucji województwa częstochowskiego. Szkoda pary Panowie, naprawdę, jest sporo do zrobienia, bo Częstochowa ma szansę być (parafrazując słowa profesora Bartoszewskiego) ładną, choć niebogatą panną i od nas tylko zależy, czy wyda się sympatyczną, czy jędzowatą. Obecny Marszałek w środę trochę uległ jej wdziękom, nie psujmy tego imagu, bo się nam nie opłaci!!!


iza leszczyna

p.s. z tego wszystkiego prawie zapomniałam o Walentynkach:((

2008-02-14 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 lutego 2008

W zasadzie miałam nie komentować wypowiedzi Szczygły, bo jest z tej kategorii, o której nie warto nawet dyskutować. Nie chcę brać w obronę żołnierzy, mam za mało danych, jak my wszyscy. Wiem jedno, chociaż nigdy nie byłam w wojsku (pomijając szkolenie sanitarne na studiach), wiem, że minister obrony musi być dla swoich żołnierzy ghuru, a jeśli okazuje się tchórzliwym, małym człowieczkiem, chroniącym własną skórę, to współczuję wszystkim żołnierzom. Jak tu mówić o morale armii? PiS zakazał emisji "Czterech pancernych i psa", może szkoda, bo minister Szczygło sporo mógł się nauczyć od bohaterów serialu, chyba nawet od Szarika można by przejąć parę pozytywnych cech: wierność, poświęcenie, odwaga.
Nie wiem, dlaczego nasi żołnierze strzelali, tak jak nie bardzo wiem, po co ludzie w ogóle strzelają do siebie, ale cokolwiek wydarzyło się w Nangar Khel, jest to tragedia, nie tylko rodzin zabitych Afgańczyków, ale też rodzin naszych zołnierzy i ich samych. Przecież nie pojechali tam z bandą Jessy Jamesa, tylko z wojskiem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, w majestacie prawa, żegnani jak bohaterowie.
A jeśli sąd skaże ich na wieloletnie więzienie, to będą tacy, którzy zgodzą się jechać do Afganistanu wymienić nasz kontyngent?

iza leszczyna

2008-02-13 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 lutego 2008

Nie jest ważne, czy minister Ćwiąkalski powiedział na utajnionym posiedzeniu sejmu coś, co powinno zostać objęte klauzulą "tajne", czy nie powiedział niczego, co należałoby utajnić. Ważne jest to, że któryś z posłów złamał prawo i okazał się oszustem. No bo jak inaczej nazwać człowieka, który wniósł na salę obrad dyktafon mimo zakazu Marszałka Sejmu? Chciałoby się powiedzieć, że w poprzedniej kadencji byli posłowie, którzy dali się poznać jako ci, którzy lubią kogoś po kryjomu nagrać, ale dopóki prokuratura nie wyjaśni tego przecieku, byłoby to pomówienie. Obawiam się tylko, ze prokuratura nie doprowadzi do wyjaśnienia niczego, bo jak? Rasowy dziennikarz wolałby stracić pracę niż wskazać źródło informacji.

Moja ocena tej sytuacji jest następująca:

Minister Ziobro mógłby zostać co najwyżej czeladnikiem ministra Ćwiąkalskiego i długo terminować, żeby opanować choć w części jego profesjonalizm. Jest też coś, czego Ćwiąkalski mógłby uczyć się od Ziobry - to dyspozycyjność wobec własnej partii i premiera. Ale może lepiej niech się nie uczy?
A co do posłów? No cóż, porażka i wstyd, ale nie, że Ćwiąkalski okazał się być jak ten dziad z wiersza, co to wiedział, a nie powiedział. Wstyd, że posłowie są tacy beznadziejni. Chociaż z drugiej strony zawsze denerwuję się, gdy media uogólniają negatywne cechy  pojedynczego posła i przenoszą je na wszystkich pozostałych, tworząc stereotyp posła lenia, nieuka i oszusta :(

I choć nie ma  odpowiedzialności zbiorowej, to zwykle czuję, że powinnam się z tych zarzutów tłumaczyć.

iza leszczyna

2008-02-10 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 lutego 2008

Komisja ds. "nacisków", mówiąc nie do końca poprawnie, ale tak pewnie będziemy ją nazywać, powstała. I dobrze, bo przecież jeszcze przed wyborami wszyscy chcieliśmy jej powołania. Jak zwykle była awantura, bo PiS bez awantur, jak kania bez dżdżu, nie może wytrzymać, ale warto było przetrwać wystąpienie nawet posła Gosiewskiego. Teraz posłowie z komisji wypełnią ankietę bezpieczeństwa osobowego i...nie dostaną żadnego certyfikatu bezpieczeństwa, choć wszyscy posłowie, nawet bardzo doświadczeni, nawet byli ministrowie powtarzają ten błąd w koło. Certyfikat bezpieczeństwa nadaje się przedmiotom, taki certyfikat może mieć pokój, w którym przeprowadza sie tajne rozmowy,  szafa, w której przechowuje się tajne dokumenty (np. Lesiaka:), komputer, w którym przechowuje się tajne dane (laptop ministra Ziobry chyba nie miał takiego certyfikatu, że nie wspomnę o tym z wanny)
Co zatem dostaną posłowie, którzy pozytywnie przejdą postępowanie sprawdzające? (wypełnienie ankiety jest tylko jednym z elementów)
Otrzymają POŚWIADCZENIE BEZPIECZEŃSTWA upoważniające do dostępu do informacji niejawnych.
W sprawach związanych z bezpieczeństwem państwa trzeba być precyzyjnym.

Oprócz tego głosowania była dzisiaj dość trudna, bo pięciogodzinna i zbyt agresywna, Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży, na której rektor toruńskiej szkoły księdza Rydzyka zarzucił minister Kudryckiej, że blokuje rozwój tej wybitnej placówki naukowej przez usunięcie jej z listy indykatywnej (to lista projektów wskazanych do finansowania z Unii  Europejskiej, tyle tylko, że rząd PiSu wskazał je zanim ogłoszono kryteria, na podstawie których można było je wskazać). Rektor uznał też, że PO kieruje się ideologią, a PiS był taki merytoryczny...
No cóż, niektórzy żałują, że nie ma już rządu, który spełniał każdą zachciankę założyciela Radia Maryja.

iza leszczyna

2008-02-07 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


6 lutego 2008

Debata na temat ochrony zdrowia!!!

Minister Zdrowia powiedziała po raz kolejny, że wie, jak przeprowadzić reformę systemu opieki zdrowotnej, byli ministrowie: Religa i Balicki powiedzieli to samo. Jedyna różnica tkwi w tym, że oni, wiedzieli, ale nie zrobili, dlatego ich czas minął bezpowrotnie, a czas Ewy Kopacz dopiero się zaczął. Nikt o zdrowych zmysłach nie mówi, że będzie łatwo. Będzie trudno, a nawet bardzo trudno. Tym trudniej, że nikt przecież nie uwierzył w słowa Ludwika Dorna o pełnym poparciu dla reform i współpracy PiSu w ich realizacji. No, może z wyjątkiem samego Dorna, bo jestem przekonana, że mówił szczerze, tyle tylko, że koledzy z Prawa i Sprawiedliwości woleliby swojego byłego marszałka usunąć z klubu parlamentarnego, niż w czymkolwiek wesprzeć Platformę:))
W komentarzach medialnych, jak zwykle pojawiło się utyskiwanie na puste ławy poselskie. Drodzy dziennikarze nie róbcie wody z mózgu swoim widzom. Parlament w Polsce to nie demokracja ateńska z czasów Sokratesa i Platona. Praca posłów to nie siedzenie na sali obrad podczas debat. Siedzenie posła na sali ma sens wtedy, gdy zabiera głos, tzn. gdy zna się na przedmiocie debaty!!! Trochę chyba przesadziłam, bo często mówią także ci, co się nie znają.
W każdym razie uchowaj Boże od posłów, którzy znają się na ochronie zdrowia, edukacji, służbach specjalnych, obronności, polityce społecznej, gospodarce i sprawach zagranicznych jednocześnie. 
Obowiązkiem posła jest praca w komisjach merytorycznych, bo tam, bez kamer, dyskutuje się nad kształtem ustaw, a komisje są zwykle podczas obrad sejmu transmitowanych przez telewizję. Poseł ma jeszcze obowiązek zająć się każdą najdrobniejszą i najbardziej beznadziejną sprawą, z którą przyjdzie do niego obywatel. Najczęściej w dodatku przychodzą ci, którzy wcale na tego posła nie głosowali, co oczywiście nie ma żadnego znaczenia, bo każda ludzka sprawa bez względu na jej "właściciela" pozostaje sprawą do załatwienia dla posła i koniec.
Wracając do debaty, której wysłuchałam (z wyjątkiem dwóch godzin spędzonych na Komisji Edukacji), rzeczywiście była mało merytoryczna, bo debaty w sejmie z zasady są polityczne, a nie merytoryczne. Merytorycznie zaczyna być wtedy, gdy Kluby podejmują decyzję o tym, jak zagłosować nad daną ustawą. I tylko wtedy ma to jakieś znaczenie, bo przekłada się na prawdziwe życie, a nie to wirtualne, wykreowane przez media.


iza leszczyna

2008-02-06 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


3 lutego 2008

A czy przy niedzieli może być niepolitycznie i nawet trochę niepoprawnie?
Nawet jak nie może, to musi, bo w weekend "sprzątałam" po 10. latach swojej pracy w WOMie i trochę nadwyrężyło to moją psychikę (w mojej rodzinie mówi się wtedy, że złapałam Franka, a Franek, przypomnę, to pies siostry, przywieziony ze schroniska pod Wiedniem, pies po dużych przejściach, dlatego czasem łapie doła).
W womowskich szafach stosy scenariuszy, foliogramów (dawniej nie było szansy na PowerPointa w każdej sali i w każdej szkole, więc używało się zwyczajnych rzutników pisma), no i setki stron materiałów z różnych szkoleń, tych, które prowadziłam i tych, w których uczestniczyłam. No i dylemat: co z tym zrobić? Przecież to kawałek życia, mam nadzieję niestracony, z paroma sukcesami (największe to uznanie w oczach nauczycieli, no i zaproszenia od moich uczniów na naszej klasie:)) A może trzeba było nadal robić to, co umiałam, lubiłam i co przynosiło chyba korzyść innym? Czy wykonywanie mandatu posła przyniesie mi kiedyś tyle frajdy co dobrze zrobione szkolenie, dobrze sprawdzone testy egzaminacyjne mojego zespołu egzaminatorów, dyskusje na kursie z zarządzania oświatą o tym, jaka powinna być szkoła? Może, mam nadzieję, że tak, ale jeszcze tego nie czuję:((
Dlatego mogę tylko przepisać Wam piosenkę z krążka Panów Waglewskich (kupiłam dzisiaj tę płytkę, więc chyba mogę kawałek zacytować?)

"W niedzielę to nie widać mnie za wiele.
Się nie golę - chromolę.

Nie widać w ogóle.
Do środka się tulę,
Do siebie się tulę,
Do wewnątrz się tulę.

Nie widać mnie wcale.
Na zewnątrz się nie palę,
Nie palę się wcale...chromolę."

Pasuje, wszystko, nawet golenie:))

iza leszczyna

p.s. w dodatku światak zobaczył swój cień, więc zima  potrwa jeszcze sześć tygodni:(

2008-02-03 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 6

             Design by: Studio Manifesto