|
|
| Blog |
|
|
| 22 kwietnia 2008 |
godz. 17.00
A ja myślę, że prawie wszystko powinno być prywatne. Przecież to truizm, że o swoje dba się najlepiej, obojętne, czy to jest torebka, bank czy szpital. Pewnie, że jeśli wszędzie widzi się złodzieja, to trudno spokojnie myśleć o oddaniu służby zdrowia w jego ręce, ale na świecie jest, na szczęście, mniej złodziei niż ludzi uczciwych.
Przy okazji spotkania wójtów reprezentujących kilkadziesiąt gmin województwa śląskiego z ekspertem od prawa energetycznego - doradcą Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki, które zorganizowałam w Biurze Parlamentarnym PO, zastanawialiśmy się, między innymi, nad dwiema sprawami:
- po pierwsze, czy nie lepiej byłoby sprywatyzować rynek energetyczny, bo tylko wtedy jest możliwe zlikwidowanie przywilejów monopolisty, jakie niewątpliwie ma ENION (ale już słyszę krzyk: przecież to STRATEGICZNY RESORT GOSOPDARKI, wiec musi pozostać kontrolowany przez państwo)
- po drugie (a to akurat na odwrót:), czy nie warto byłoby przekazać/oddać infrastrukturę energetyczną (słupy, itd...) samorządom, bo te mają tylko kłopot z majątkiem, który, z jednej strony muszą utrzymać, ponosząc koszty bieżących napraw, a z drugiej, nie mogą w niego inwestować, bo to "obcy środek trwały"
Jaki będzie efekt "walki" gmin z Enionem trudno dzisiaj przewidzieć, mam nadzieję (powinnam raczej napisać: zrobię wszystko, żeby...) że ustawy zmienią się przynajmniej tak, że ich zapisy wzajemnie nie będą się wykluczały.
Światełkiem w tunelu jest to, że głos płynący z samorządów jest silny i słychać go na Wiejskiej i jeszcze to, że niektórzy posłowie doskonale rozumieją trudną sytuację gmin, bo sami byli samorządowcami.
Chciałabym napisać jeszcze o lekturach, ale musiałabym chyba użyć brzydkich wyrazów, a przecież tego zrobić nie mogę:)) Idę więc na spotkanie z Panią Minister Hall dodać Jej trochę otuchy, bo przecież naiwnością było myśleć, że lista lektur wszystkim się spodoba.
godz. 23.00
Lubię Platformę. To dobrze, bo co zrobiłabym, gdybym jej nie lubiła? Musiałabym zmienić partię, bo poseł tzw. "niezależny" to poseł nieskuteczny, więc jeśli chce się mieć realny wpływ na rzeczywistość, trzeba funkcjonować w partii politycznej:(( (ta niezadowolona buzia znaczy, że to ma także swoje ograniczenia:).
Ale lubię posiedzenia Klubu PO, na których kłócimy się i mamy pretensje do ministrów, że za wolno spełniają obietnice wyborcze. Ministrowie odpowiadają, że ogrom zaniedbań z ostatnich lat (nie tylko pisowskich, ale jeszcze tych po partii Leszka Millera) jest ogromny, że opór społeczny wobec reform, np. finansów publicznych, która musi znaczyć zaciśnięcie pasa i rezygnację z niektórych, wyjątkowo szczodrze rozdawanych w Polsce, świadczeń socjalnych, jest zbyt duży, a przecież rząd musi reprezentować interesy wszystkich Polaków, itd...
Bywa trudno, szczególnie gdy koledzy z Klubu krytykują listę lektur, której nawet nie przeczytali w całości, a w dodatku nigdy nie stali w klasie przed trzydziestoma młodymi ludźmi, którzy mają tysiąc powodów, dla których NAPRAWDĘ nie mogli przeczytać "Pana Tadeusza".
Ale damy radę, tym bardziej że reforma programowa, proponowana przez MEN, to nie rewolucja, ale raczej zapisanie w prawie oświatowym tego, co w dobrych szkołach dzieje się i tak, tyle że niezgodnie z prawem.
No i cieszę się z zapowiedzianej przez premiera prywatyzacji, lista mogła być dłuższa, ale od czegoś trzeba zacząć;)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 17 kwietnia 2008 |
Politykom wydaje się, że kluczowe dla przyszłości Polski, dla kondycji edukacji i młodego pokolenia Polaków są lektury, które zapiszemy jako obowiązkowe i w dodatku do przeczytania w całości. A to nieprawda.
Od co najmniej 10 lat mądrzy ludzie usiłują przebić się do świadomości społecznej z ideą kształcenia umiejętności, a nie wkuwania wiadomości. I niby wszyscy, nawet poloniści, zgadzają się, że taka jest konieczność, taki jest wymóg naszych czasów, bo ogrom informacji z każdej dziedziny i ciągły postęp wiedzy z różnych przedmiotów przerasta możliwości percepcji normalnego człowieka/ucznia. Wszyscy się zgadzamy do momentu, w którym konieczne "cięcia" dotyczą przedmiotu nam bliskiego. Poloniści nie mogą zrozumieć, że program nauczania to nie worek bez dna (dla wtajemniczonych - jamnik prof. Niemierki).
Przykład:
Pisałam maturę w 1981 r., wtedy z literatury współczesnej "przerabiało się" Różewicza, Andrzejewskiego, Białoszewskiego. I koniec, socrealizmu nam oszczędzono, ale pozwolenia na Barańczaka i Zagajewskiego jeszcze nie było. A więc kończyliśmy poznawanie literatury na latach pięćdziesiątych/sześćdziesiątych. Dzisiaj mamy rok 2008. To, co wydarzyło się w literaturze (nie tylko polskiej przecież) to cała epoka. Jak mamy zmieścić ją w programach nauczania, jeśli nie "wyrzucimy" czegoś z lat poprzednich? Czy zgadzamy się na to, że literatura współczesna, a więc bliska doświadczeniom młodych ludzi, w ogóle nie będzie objęta programem nauczania?
To samo dotyczy historii: podręcznik mojej Kasi kończył się na latach osiemdziesiątych (ilustracjami kartek na mięso), czy to znaczy, że historyk ma opuścić najważniejsze lata współczesnej historii Polski- czasy powstawania demokracji, drogę dojścia do NATO i UE i pozwolić, żeby prezesi TVP typu Kwiatkowski czy Urbański kształtowali świadomość historyczno-patriotyczną osiemnastolatków? Bo przecież ilość godzin historii się nie zmienia, a lekcja trwa ciągle 45 minut i nie da się tego zmienić, bo doba też nie chce mieć więcej niż 24 godziny:((
Nie ma innego wyjścia, trzeba dokonywać trudnej, czasem kontrowersyjnej selekcji informacji, faktów, tekstów literackich!!!
Można być dobrym Polakiem, gdy przeczyta się jeden dramat romantyczny, a nie trzy. Można być dobrym Polakiem, gdy przeczyta się fragmenty Sienkiewicza, a cały kontekst historyczno-społeczno-literacki wybrzmi przy okazji omawiania pozytywizmu!!! I tak tylko kilkoro uczniów z klasy czyta całość, reszta musi sięgać po bryki, bo nie jest w stanie przeczytać wszystkiego. Świat się zmienił, nie zawsze tak, jakbyśmy chcieli. Dzisiaj uczniowie nie mają tyle czasu, co kiedyś, biegną na dodatkowy język, taniec, tenis, muzykę, siłownię albo "wchodzą" do internetu. Nie zmienimy tego. Możemy narzekać na dzisiejszą młodzież:) Krzyczeć: O tempora, o mores! Ale to nie rozwiąże problemu.
Niech politycy, którzy nie znają się na szkole, przestaną się do niej wtrącać. Moi koledzy z Klubu PO też!!!
iza leszczyna
p.s. a kanon lektur powinien objąć kilkanaście tekstów, a nie kilkadziesiąt, pamiętajmy, że, na szczęście, i tak wszyscy mogą czytać wszystko, ale maturzyści to nie literaturoznawcy |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 kwietnia 2008 |
1. Nie zapomniałam, że piszę bloga.
2. Nie przytłoczyła mnie myśl, że jeśli Jan Rokita odkrył internet, to na moją stronę nikt nie zajrzy.
3. Nie lekceważę moich wyborców i czytelników, co moimi wyborcami nie są (bo przecież może będą?:)
4. Nie wyjechałam na wakacje na Malediwy.
To odpowiedzi na kilka maili, w których dostało mi się za długie niepisanie.
No to się tłumaczę:
Kasia była w szpitalu przez tydzień i zabrała mi laptopa z internetem, w sejmie nerwowo, bo trzeba było wyjaśniać Pani Rzecznik Praw Dziecka, dlaczego nie nadaje się do pełnienia tej funkcji, a poza tym musiałam zgłębić tajniki metodyki języka obcego w kształceniu zintegrowanym, bo obawiam się, czy doskonały skądinąd pomysł MEN, żeby wszystkie małe dzieci uczyły się języków, nie zderzy się ze ścianą szkolnej rzeczywistości, tzn. z brakiem nauczycieli, którzy nie tylko znają język, ale znają także szczególne potrzeby całkiem małego człowieczka, bo potrzeby małego człowieczka sa dużo większe od potrzeb całkiem dużego człowieka.
Do tego jeszcze sprawa umów dotyczących utrzymania i remontu infrastruktury energetycznej między Enionem a gminami położonymi wokół Częstochowy, a i samą Częstochową też, którą to sprawę chciałabym pomóc rozwiązać, bo bezczynne oczekiwanie na zmiany legislacyjne (zresztą niezbędne) nie jest najlepszym pomysłem. No i to wszystko razem sprawiło, że nie było bloga :(
Tymczasem przyszła wiosna, pora postanowień, więc oprócz postanowienia, że będę w każdy weekend chodziła pieszo po Jurze, a każdy dzień zaczynała od gimnastyki, postanawiam, że będę pisała regularnie, bo nie ma nic gorszego niż niesłowny polityk :)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 24 marca 2008 |
Święta, święta...
Od Wielkiego Czwartku nie odbierałam poczty, nie słuchałam wiadomości, nie odpowiadałam na maile. Niestety czas Wielkiej Nocy to tylko kilka dni, liczony z Triduum aż pięć, ale i to się kończy. Czas wracać do codzienności, jeszcze tylko dzisiejszy obiad dla Rodziny, której najmłodszą część trudno było utrzymać do Lanego Poniedziałku, bo świat Krakowa i Warszawy woła, a wołanie świata zewnętrznego w pewnym momencie życia jest silniejsze niż wołanie matki na, np. kaczkę, choćby podaną z tagliatelle w pysznym grzybowym sosie:(
Jak mówi Kasia (a przejęła ten zwrot od zaprzyjaźninego stomatologa): co zrobisz? życie.
Było jednak trochę polityki w świątecznych smsach. Właściwie w jednym, ale ponieważ był od przyjaciela, to trochę zamieszał w radosnych i spokojnych kurczakowo-mazurkowo-pisankowych świętach. Przyjaciel-lekarz upomniał się o kolegów z Radomia źle potraktowanych przez zły platformiany rząd.
Nie ma jednoznacznych odpowiedzi na pytanie czyja to wina? Prawda, jak zawsze, leży sobie gdzieś pośrodku, nie chcę też mądrować się na temat służby zdrowia (a przepraszam: ochrony zdrowia) bo nie znam się na tej dziedzinie tak dobrze, jak na edukacji. Myślę tylko, że skoro poprzednie rządy nie zreformowały systemu ochrony zdrowia (przede wszystkim szpitalnictwa), a ten rząd chce (niech będzie: musi) to zrobić, to ci, którzy ten system tworzą, powinni spojrzeć szerzej niż przez pryzmat tylko pensji lekarza, bo ona jest wypadkową funkcjonowania całego systemu. Argument niskich zarobków w stosunku do kolegów lekarzy z krajów Unii nie może być szantażem. Nauczyciele w Polsce także zarabiają dużo, dużo mniej niż nauczyciele w Irlandii. Jesteśmy biednym krajem, czy nam się to podoba, czy nie.
W tym momencie może jednak warto, żeby nauczyciele zdobyli się na taką refleksję: czy na pewno osiemnastogodzinny tydzień pracy, zapisany w anachronicznej Karcie Nauczyciela, służy interesom tej grupy zawodowej? Czy daje nauczycielom argumenty w walce o wyższe zarobki? Przy tygodniowym wymiarze pracy lekarza nauczyciel wypada dość blado, a nie sposób wciąż powtarzać, że drugie tyle pracuje w domu, bo choć to prawda, to innym grupom zawodowym trudno te godziny traktować jak integralną część nauczycielskiego etatu.
Miało być jeszcze trochę świątecznie i lightowo, a zrobiło się raczej ciężkawo:(( Ale w środę w sejmie będzie pewnie dużo trudniej (debata nt. ustaw wprowadzających restrukturyzację systemu ochrony zdrowia).
W Lany Poniedziałek życzę jednak jeszcze trochę świątecznego nastroju i trochę wody, ale niezbyt zimnej, bo gdy patrzę przez okno, to myślę, że może zamarzać.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 marca 2008 |
Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę radosnych Świąt Wielkiej Nocy!!!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 19 marca 2008 |
Sama nie wiem, co jest najgorsze w postępowaniu Prawa i Sprawiedliwości w kontekście Traktatu z Lizbony. Przeraża mnie kilka rzeczy.
Po pierwsze to, że stanowienie prawa, które umożliwia/powinno umożliwiać jak najlepsze funkcjonowanie państwa, PiS podporządkowuje myśleniu partyjnemu!!!! Słowa wypowiadane przez prezesa i jego wiernych pretorian (Brudziński, Kurski, Gosiewski) brzmią mniej więcej tak: Traktat wystarczajaco zabezpieczał interesy Polski, ale tylko wtedy, gdy była rządzona przez Prawo i Sprawiedliwosć(!) To znaczy co? PiS, w trakcie negocjacji, miał nadzieję, że będzie rządził długo i niepodzielnie, jak Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w PRLu???? To jakaś zbiorowa paranoja członków tej partii! Obaj panowie Kaczyńscy są prawnikami, ale chyba nie chodzili na wykłady z prawa rzymskiego, które tworzone ponad dwa tysiące lat temu, do dzisiaj jest podstawą systemów prawnych państw Europy kontynentalnej. W prawie piękne jest właśnie to, że ustala trwałe zasady, które działają nawet wtedy, gdy tych, co je tworzyli, już nie ma.
Po drugie przeraża mnie to, że PiS odwołuje się do lęków dawno uśpionych i odgrzewa stereotyp złego Niemca.
Po trzecie to, że tworzy sztuczne podziały w społeczeństwie, antagonizuje Polaków, przeciwstawiając obrońców prawdziwej wiary tym, którzy chcą się jej sprzeniewierzyć i sprzedać Polskę, czytaj: ratyfikować Traktat z Lizbony bez dodatkowych zapisów w ustawie.
Po czwarte to, że dla osiągnięcia politycznego celu, PiS gotowy jest poświęcić pojedynczego człowieka, który przecież jest największą wartością i jego dóbr nie wolno naruszać, czytaj: nie mamy prawa wykorzystać zdjęć z czyjegoś ślubu, nawet jeśli one wcześniej obiegły świat, bez wiedzy tej osoby (gej to też osoba ludzka) i w kontekście, na który nigdy by się nie zgodziła.
Przeraża mnie jeszcze to, że poseł Brudziński po wypowiedzeniu wielu złych słów i agresywnych zdań w "Kropce nad i" kończy swoją kłótnię z posłem Celińskim pozdrowieniem "Wesołego Alleluja! Chrystus Zmartwychwstał!" Tak nie przechodzi się z profanum do sacrum:((
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 13 marca 2008 |
Wczoraj w Sejmie była debata nt. Traktatu Lizbońskiego. Właściwie dwie debaty, jedna otwarta w Sali Kolumnowej, druga - poselska, na sali posiedzeń. Ponieważ brałam udział w obu, więc mam skalę porównawczą. W debacie z udziałem przedstawicieli środowisk akademickich, prasy, organizacji pozarządowych były poruszane w zasadzie same merytoryczne kwestie. Nawet pytanie Pani poseł Nelly Rokity nie wywołało, jak to czasem bywa, konsternacji. Może tylko, jak na posła z Komisji ds. Unii Europejskiej, obnażyło brak zorientowania w tematyce. Nie mam nawet na myśli tego, czy Pani Poseł przeczytała zmienioną wersję traktatu, chodzi mi raczej o refleksję własną nad debatą, jaka przetoczyła się przez Europę od czasu nieudanego wprowadzenia Traktatu Konstytucyjnego (został odrzucony w referendach we Francji i Holandii). Co do możliwości/bądź niemożliwości, jak twierdzą przeciwnicy Traktatu, jego przeczytania (brak scalonej wersji w języku polskim) myślę, że to sztuczna wymówka. czytanie Traktatu w ogóle nie jest łatwym zadaniem, to praca raczej dla prawników, Traktat to przecież nie beletrystyka. Większość posłów także nigdy go nie przeczyta (no, może ci z Komisji ds Unii Europejskiej, bo on jest podstawą naszych posiedzeń). Ale to nie znaczy, że posłowie zapisów Traktatu nie znają, było wiele spotkań-dyskusji z przedstawicielami UE, prawnikami, konstytucjonalistami, europosłami i przedstawicielami rządu. Naprawdę, jeśli ktoś (myślę o posłach) chciał, ma wystarczająca wiedzę do podjęcia decyzji.
Debata poselska z kolei była raczej spektaklem PiSu dedykowanym środowisku Radia Maryja. Mówienie o województwie polskim w UE, o utracie suwerenności, o zniewoleniu, o światowych organizacjach zainteresowanych otumanieniem polskiego społeczeństwa i zdemoralizowaniem go, do pytania o związki między mężczyznami i ewentualne rodzenie przez panów dzieci:(
Każdy ma prawo wypowiadać swoje obawy, nawet najbardziej nieracjonalne i zakręcone, smuci mnie tylko to, że premier Tusk uwierzył po raz kolejny braciom Kaczyńskim i przystępując do Protokołu Brytyjskiego, chciał zapewnić wymaganą większośc dla ustawy ratyfikującej Traktat z Lizbony (2/3 sejmu). Tymczasem PiS przygotował bezsensowną poprawkę, jakby preambułę do tej ustawy. Dlaczego bezsensowną? Wczoraj na moje ręce przekazał ją Klubowi PO jeden z posłów PiS, więc mogłam wieczorem się z nią zapoznać. Otóż, jak mówił poseł Karski, zmiana ta nie wnosi niczego, z czym nie zgadzałaby się Platforma Obywatelska; problem polega jednak na tym, że tekst preambuły jest wyrazem chorobliwej nieufności PiSu, powtarza zapisy Konstytucji RP (po co? przecież zapisów ustawy zasadniczej nie powiela się w innych ustawach), podkreśla konsekwencje Protokołu w sprawie stosowania Karty praw podstawowych do Polski i Zjednoczonego Królestwa, itd..
Nie tworzy się tak prawa. To ośmiesza Polskę, robi z niej w oczach Europy wystraszonego, nieufnego, podejrzliwego i ksenofobicznego członka, który chce dodatkowych, niepotrzebnych gwarancji, m.in. takich, że w każdej chwili może z Unii wystąpić. UE nie jest organizacją przymusu, nikogo tam na siłę nie trzymają, wręcz przeciwnie, trzeba spełnić określone warunki, żeby do niej przystąpić.
A to wszystko dzieje się na kilka miesięcy przed decyzją Rady Europejskiej o tym, czy siedzibą Rady Zarządzającej Europejskiego Instytutu Technologii i Wychowania będzie Wrocław!!! Ta decyzja mogłaby być dla Polski szansą na skok cywilizacyjny, który pozwoli naszej gospodarce dogonić stare kraje UE! W ciągu pierwszych sześciu lat na funkcjonowanie Instytutu Unia chce przeznaczyć 2,5 mld euro!
Gratuluję Prawu i Sprawiedliwości wyczucia dyplomatycznego i dobrego samopoczucia:(( Cieszyłam się, że nie ma Giertycha w sejmie, ale jego duch wciąż straszy...
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 marca 2008 |
Wczoraj na Uniwersytecie Warszawskim, z okazji rocznicy Marca 68' bez zbędnej pompy i zadęcia dyskutowali Adam Michnik i Daniel Cohn-Bendit (eurodeputowany z niemieckiej Partii Zielonych). Przyjemnie się słuchało dwóch facetów, którzy nie tylko brali udział w wydarzeniach marcowych (każdy w swoim kraju), ale później sporą część swojego dorosłego zycia poświęcili, żeby to, co wydarzyło się w marcu zrozumieć i przełożyć na sensowne działanie, obaj do dzisiaj, choć każdy w inny sposób, uczestniczą w życiu publicznym.
Słuchało się sympatycznie także dlatego, że żaden z dyskutantów nie udawał mędrca, choć w jakmś sensie mogliby (synergia teorii i praktyki:), żaden nie miał gotowych odpowiedzi na każde pytanie i głębokiego przekonania (niestety typowego dla niektórych osób publicznych), że są proste rozwiazania.
Dwie rzeczy, choć oczywiste, a może właśnie dlatego, wydają mi się godne zapamiętania:
1. Podział na lewicę i prawicę w dzisiejszym świecie jest podziałem dość umownym (to dobrze widać szczególnie w polskim parlamencie, gdzie partie opozycyjne: lewicowa i prawicowa są w takim samym stopniu socjalne), wazniejsza po doświadczeniu Marca'68 była odpowiedź na pytanie: czy akceptujesz reżim komunistyczny, czy mu się sprzeciwiasz?
2. Odpowiedź na pytanie o granice wolności, które postawił Michnik. Odpowiedź Bendita (w końcu lewicowego europarlamentarzysty) była identyczna z odpowiedzią, jaką można usłyszeć w kościele podczas katolickich rekolekcji: wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego (i to jest ilustracja do punktu pierwszego:)
Nie mogłam zgodzić się tylko z jedną opinią Cohna-Bendita, gdy mówił, że poparł interwencję wojsk obcych w Jugosławi, bo straszne i nie do przyjęcia wydawało mu się istnienie obozów koncentracyjnych w odległości godziny lotu samolotem z Paryża, Wiednia. Rozumiem to, ale zdziwiło mnie, gdy za chwilę powiedział, że był zawsze zdeklarowanym przeciwnikiem amerykańskiej interwencji w Iraku. Czy to znaczy, ze nasza wrażliwość tępieje wraz z odległością?
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 4 marca 2008 |
Decyzje personalne zawsze wywołują najwięcej kontrowersji. Może słusznie, bo jak pokazuje funkcja Rzecznika Praw Dziecka sprawowana z nadania PiSu i LPRu przez Ewę Sowińską nieodpowiedni człowiek na nieodpowiednim miejscu może doprowadzić do upadku najszlachetniejszą ideę:((
Właściwie można by powiedzieć, że pani Sowińska posiada wszystkie cechy, które skutecznie uniemożliwiają jej piastowanie tego stanowiska. Podejrzliwość (nawet wobec Teletubisiów), uległość wobec wysokich urzędników, arogancja wobec dziennikarzy i wreszcie NIESKUTECZNOŚĆ.
Szkoda, bo dzieci zasługują na najlepszego Rzecznika, muszą mieć najlepszego, bo wciąż jakiś dorosły lubi powiedzieć najgłupsze w świecie zdanie o tym, że dzieci i ryby....
I na pewno roli obrońcy dzieciaków nie powinien pełnić Rzecznik Praw Obywatelskich, bo może mu się wydawać, że sprawa dorosłego jest ważniejsza niż dziecka, gdy tymczasem jest dokładnie odwrotnie.
Dlatego nawet jeśli na pomysł likwidacji tego urzędu wpada jeden z moich ulubionych posłów z Po - J. Gowin, to nie zgadzam się z nim i wierzę, że to tylko nieprzemyślane zdanie, z którego Po się wycofa.
W następnych dniach chciałabym napisać o pomysłach na edukację, bo te akurat wszystkie są mi bliskie, a nad niektórymi mam przyjemność pracować. Minister Hall ma dar zarażania ludzi swoim optymizmem, więc myślę, że dokończenie reformy z 1999 r., z którą utożsamiałam się mocno (choć dostrzegałam także jej słabe strony) będzie możliwe.
iza leszczyna
p.s. interpelacja w sprawie czasu kształcenia lakiernika samochodowego (pozdrowienia dla przedstawicieli Cechu Rzemiosł :) znajdzie pewnie swój szczęśliwy finał, bo w planach jest powrót do trzyletniej szkoły zawodowej |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 lutego 2008 |
Loża częstochowska Biznes Centre Club i Rada Gospodarcza przy Prezydencie Częstochowy zorganizowały debatę na temat przyszłości Częstochowy w kontekście jej rozwoju gospodarczego. Zaproszono też parlamentarzystów:)
Jednym zdaniem można by podsumować dyskusję tak: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? No bo wszystko mamy:
1. samorząd żywo zainteresowany rozwojem miasta
2. wyższe uczelnie, które także chcą się rozwijać
3. przedsiębiorców, którzy nie tylko chcą, ale wiedzą jak inwestować
...ale jakoś nam nie wychodzi: młodzi wyjeżdżają, Częstochowa się kurczy, nie potrafimy zawalczyć ani o fundusze unijne, ani o dużych inwestorów, z którymi mogliby kooperować lokalni przedsiębiorcy.
Dlaczego?
Bo nie mamy terenów z planami zagospodarowania przestrzennego, które umożliwiają natychmiastowe rozpoczęcie inwestycji, nie mamy nawet profesjonalnej, na miarę XXI wieku obsługi inwestora, który musi czuć, że jest kimś oczekiwanym, ważnym, bo chce dać mieszkańcom Częstochowy pracę i w tym mieście płacić podatki, bo sprawi, że miasto stanie się bardziej atrakcyjne dla kolejnych inwestorów.
Bo nie mamy strategii rozwoju miasta, mimo zapewnień, że mamy. Załącznik do Uchwały Rady Miasta z 2003 roku nie jest żadną strategią, może jest pewną wizją, zbiorem ogólnikowo ujętych kierunków rozwoju, ale nie jest strategią!!! Dlaczego?
Bo taki dokument musi mieć odniesienia do Strategii Rozwoju Kraju, która jest nadrzędnym, wieloletnim dokumentem strategicznym rozwoju społeczno-gospodarczego Polski, stanowiącym punkt odniesienia zarówno dla innych strategii i programów rządowych, jak i strategii opracowywanych przez jednostki samorządu terytorialnego. Horyzont SRK pokrywa się z okresem nowej perspektywy finansowej UE na lata 2007-2013, perspektywy, która nie istniała w roku 2003!!! Więc jak możemy mówić o istnieniu odniesień? I wreszcie nie widziałam strategii, która wyrasta z próżni, a tak jest w przypadku dokumentu nazywanego w Urzędzie Miasta strategią Rozwoju. Przecież nie ma w nim żadnej analizy słabych i mocnych stron, nie ma opisanych szans i zagrożeń, a taki SWOT jest w nowoczesnym zarządzaniu podstawowym narzędziem, jak w PRLu plany pięcioletnie:)) tyle, że lepszym, bo wywądzącym się ze świata biznesu, a nie chorej marksistowskiej ideologii.
A jeśli już przy Marksie jesteśmy, to mój kolega parlamentarzysta z LiDu chyba niezbyt uważnie słuchał wypowiedzi przedstawicieli przedsiębiorców, bo po kilku głosach z sali błagających o likwidację zbędnego prawa (wg opinii jednego z uczestników debaty jest ok. 800 ustaw regulujących funkcjonowanie przedsiębiorstw, ale aż nie chce się wierzyć, że to możliwe), no więc po tych apelach poseł Matyjaszczyk wystapił z krytyką rządu za to, że...złożył tylko 19 ustaw w ciągu pierwszych trzech miesięcy rządzenia!!! Polityka bywa groteskowa, gdy za punkt honoru przyjmiemy, że za wszelką cenę i w każdej, nawet nieodpowiedniej, chwili trzeba niszczyć przeciwnika politycznego:((
I jeszcze jedna uwaga na koniec. Szkoda mi energii grupy świetnych młodych ludzi związanych m.in. z Progresją na działania i dyskusje wokół restytucji województwa częstochowskiego. Szkoda pary Panowie, naprawdę, jest sporo do zrobienia, bo Częstochowa ma szansę być (parafrazując słowa profesora Bartoszewskiego) ładną, choć niebogatą panną i od nas tylko zależy, czy wyda się sympatyczną, czy jędzowatą. Obecny Marszałek w środę trochę uległ jej wdziękom, nie psujmy tego imagu, bo się nam nie opłaci!!!
iza leszczyna
p.s. z tego wszystkiego prawie zapomniałam o Walentynkach:(( |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|