Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

21 czerwca 2008

Dzisiaj mijają dokładnie dwa lata od kiedy piszę blog. To był pierwszy dzień wakacji 2006 roku. To zabrzmi, jak oczywista oczywistość, ale jak ten czas leci;)
Pamiętam, zastanawiałam się, czy takie pisanie  ma sens, bo przecież tysiące ludzi w Polsce i miliony na świecie coś tam sobie piszą. Na początku mojego bloga czytali pewnie sami Krewni i Znajomi Królika, ale dzisiaj czyta chyba parę innych osób, także takie, których nigdy nie poznałam i nie poznam:(( Dziękuję.
To były dwa lata, w których sporo się zmieniło w mojej zawodowo-społecznej działalności.W listopadzie 2006 roku zostałam radną, a rok później posłem.
Soboty, które lubiłam spędzać na wsi, wyglądają teraz zupełnie inaczej. Na przykład dzisiejsze przedpołudnie to wizyta na Politechnice Częstochowskiej, gdzie z premierem Buzkiem, prof. Sekretem i inż. Pydzikiem dyskutowaliśmy o projekcie ustawy o energii odnawialnej (często jestem jedyną kobietą na takich spotkaniach i na wejściu muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem i rozumiem, co to jest emisja CO2, pakiet klimatyczno-energetyczny i technologia ogniw paliwowych)

W związku z wizytą premiera Buzka, nie mogłam być gościem Prezydenta Wałęsy, który dzisiaj obchodzi imieniny:)) a te zawsze ściągają do Gdańska wielu gości. Życzę Mu jednak dużo, dużo zdrowia i cierpliwości w znoszeniu bezinteresownej (a czasem interesownej) ludzkiej zawiści. Sama wybiorę się w Aleję Smaku, żeby wypić kieliszek półtoraka za Jego zdrowie;))

iza leszczyna

2008-06-21 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 czerwca 2008

Polska Biało-Czerwoni

teraz można tylko trzymać kciuki:))
a teraz już nawet kciuki nie pomogą
ale dziwny był ten mecz:
grali Polacy z Niemcami, Polacy w drugiej połowie byli lepsi, dwie bramki w meczu strzelił właściwie Polak, a wygrali Niemcy:((((


iza leszczyna

2008-06-10 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 czerwca 2008

Niby tydzień niesejmowy (bez posiedzenia sejmu), a prawie cały na Wiejskiej. Nowelizowaliśmy Ustawę o systemie oświaty. Oprócz wielu zmian porządkujących, było kilka "powrotów" do stanu, nazwijmy go: sprzed Giertycha. Trochę dziwiło mnie, gdy posłowie PiSu, jak niepodległości, bronili zapisów o obowiązkowym jednolitym stroju szkolnym (czytaj: mundurkach), a także o maksymalnie trzech programach nauczania danego przedmiotu  obowiazujących w danej szkole. Nie rozumiem, dlaczego bronili ministra, którego od czci i wiary odsadził przecież ich nieomylny Prezes? No bo co do idei, to nie było czego bronić, zmiana proponowana przez Klub PO polega na tym, że jednolity strój szkolny ma prawo wprowadzić dyrektor szkoły, przy akceptacji tego pomysłu przez rodziców i nauczycieli, prosząc o opinię samorząd uczniowski (taką inicjatywę mają też pozostałe organy szkoły). Co w tym złego? Czy Prawo i Sprawiedliwość chciało utrzymać wariant siłowy? W kraju demokratycznym dobrze jest podejmować decyzje demokratycznie.
 
Podobnie rzecz ma się z programami nauczania. Jeśli nauczyciele uznają, że warto uczyć, np., języka polskiego wg jednego programu w całej szkole, to nie jest to zabronione, ale dlaczego autonomia nauczycieli ma być w tym zakresie ograniczona? Nikt przecież lepiej  od samego uczącego nie podejmie decyzji w sprawie programu. No chyba, że nie ufamy nauczycielom. W PiSie to możliwe, bo tam nie ufa się nikomu, ani przedsiębiorcom, ani władzy samorządowej, że nie wspomnę o Platformie.


iza leszczyna

p.s. 1. nam, Częstochowianom, polecam tekst Aleksandra Wiernego w piątkowym częstochowskim dodatku do GW, nareszcie ktoś zauważył, że status województwa nie przesądza naszego "być albo nie być":)

p.s. 2. w tej samej GW, ale części ogólnopolskiej, warto przeczytać (bez względu na miejsce zamieszkania) artykuł biskupa Życińskiego, niby mówi o rzeczach oczywistych, ale okazuje się nie dla wszystkich :(

2008-06-07 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


1 czerwca 2008

Pamiętacie taki wiersz Andrzeja Bursy "Mam w .... małe miasteczka"?
No więc, gdy czytałam go jako studentka polonistyki, w dodatku na krakowskich Plantach, byłam pewna, że wiem, co poeta miał na myśli, i że się z nim zgadzam.
Dzisiaj nie jestem już taka pewna, wydaje mi się nawet, że Bursa (gdyby dożył 2008. roku) zmeniłby może zdanie.
Otóż byłam wczoraj w Koniecpolu (55. rocznica powstania Szkoły Podstawowej nr 2) i w Węglowicach (200.(!) rocznica założenia szkoły podstawowej, dziś Zespołu Szkół im. Synów Pułku). Myślę, że kilkunastoletnie funkcjonowanie samorządów lokalnych, tych demokratycznie wybieranych, zmieniło trochę nasze małe ojczyzny:) i nas samych. Zaangażowanie mieszkańców, władz, dyrektorów szkół i wreszcie nauczycieli w rozwój tych małych miejscowości (Koniecpol nie jest taki mały, ale też nie jest Nowym Jorkiem) jest ogromne i wyzwala jakąś pozytywną energię w tych miejscach.
Zawsze po takiej imprezie zastanawiam się nad jednym: dlaczego nauczyciele, którzy przygotowują przez wiele, wiele godzin występy uczniów, wystrój szkoły, a nawet pieką ciasta, poźniej spędzają całą sobotę na prowadzeniu i udziale w tej imprezie, w niedzielę doprowadzają szkołę do użytku, bo w poniedziałek przecież lekcje, bronią Karty Nauczyciela i zapisu o osiemnastogodzinnym dniu pracy, jak niepodległości, podczas gdy faktycznie pracują dużo, dużo więcej?
W każdym razie było pięknie, uroczo, mądrze i wzruszająco, a tylu uzdolnionych muzycznie, tanecznie, aktorsko i kabaretowo uczniów naraz nie widziałam nigdy w życiu. W Węglowicach był nawet wiceminister Marciniak (w mojej ocenie bardzo pozytywna postać), no bo 200 lat to nie przelewki, i jak na ministra przystało przywiózł prezent - laptop i rzutnik multimedialny:)
Nie wiem tylko, jak smakowały kanapki, sałatki i ciasta, bo z każdej z imprez musiałam wyjść po oficjalnym zakończeniu, a przed przyjemnościami dla podniebienia, bo kolejne obowiązki mnie wzywały:((
A dzisiaj Festyn z okazji Dnia Dziecka na Żabiej, może zjem kawałek ciasta:))

iza leszczyna

2008-06-01 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


29 maja 2008

Nie rozumiem prezesa PiSu. Przecież już w przedszkolu dzieci są uczone, że nie wolno się wywyższać, i że ludzi nie ocenia się po miejscu urodzenia, ani statusie społecznym.
I nie chodzi mi o żadną poprawność polityczną, ale o zwyczajne dobre wychowanie, jak mówią w Galicji "kindersztubę" i o bycie porządnym człowiekiem. Jak w ogóle mogą komuś przyjść do głowy takie słowa? Cytuję:"Formuła kulturowa Platformy jest jaka jest, ci ludzie urodzili się tam, gdzie się urodzili, my tych ludzi nie zmienimy, ale powinni dostosować się do tego, co się nazywa kulturą klas wyższych" CO TO ZA TEKST?
"Oj, unosi się pan, unosi..." jak powiedZiałby bohater "Scenariusza dla trzech aktorów".

No ale niechby tylko prezes, trudno, można by pomyśleć, że jak ktoś urodził się na Żoliborzu, tak ma. Ale poseł Brudziński też z Żoliborza? Chyba nie? A jadu tyle samo. Cytuję: "Ten pan (o Palikocie) wzbogacił się na sztachetach, czy tanich winach." A co to wszystko ma do rzeczy?

iza leszczyna

p.s. dzisiaj ukonstytuowała się podkomisja ds. nowelizacji ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka. Skład:

Lewica: poseł Jaruga-Nowacka
PSL: poseł Kierzkowska
PiS: poseł Kluzik-Rostkowska, poseł  Wargocka
PO: poseł Magda Kochan, poseł Urszula Augustyn i poseł Izabela Leszczyna:)

To pierwsza "moja" ustawa, mam nadzieję, że będzie lepsza od starej ustawy o rzeczniku. Chociaż i tak wiadomo, że nie załatwi wszystkich spraw, bo nie ma ustawy, która zmusiłaby dorosłych do kochania dzieci:(( A szkoda.

2008-05-29 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


28 maja 2008

Vive la Pologne, vive la France - powiedział prezydent Nicolas Sarkozy w Sejmie RP. To przyjazna retoryka dyplomatyczna. Ale już obietnica otwarcia granic dla "polskiego hydraulika" i wsparcia Polski w trudnej batalii o własny rozwój, do którego potrzebna jest energia, a tę nasz kraj czerpie przede wszystkim z "brudnego" węgla (emisja CO2) to już konkrety dobrze wróżące wzajemnym, polsko-francuskim, relacjom.
I znowu są tacy, którzy twierdzą, że Sarkozy na krótko przed prezydencją Francji w Unii Europejskiej szuka sojuszników. Z pewnością są mu potrzebni, tym bardziej, że Francja od zawsze rywalizuje z Niemcami o wpływy i znaczenie, na szczęście dzięki projektowi politycznemu, jakim jest Unia, może to być rywalizacja pokojowa. Ale co złego w dobrych stosunkach z Francją, jeśli oba te kraje mogą na tym zyskać? Powiedział to sam Sarkozy, nazywając nasze relacje "wzajemną przyjaźnią, która w trzecim nie szuka wroga".


Sarkozy ma poczucie humoru:)) Nie omieszkał powiedzieć, że Polska jest krajem, z którym Francja nigdy nie była w stanie wojny. Powtórzył to, śmiejąc się, że nie mógłby takiego zdania powiedzieć w parlamencie żadnego innego kraju europejskiego.


No i przede wszystkim ma cechę bezcenną dla polityka, a właściwie każdego człowieka, ma dystans do samego siebie.
Wychodząc pomachał do posłów dłonią, nasz Prezydent też:))

iza leszczyna

2008-05-28 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


23 maja 2008

W obronie  Prezydenta Lecha Wałęsy

"Chodzi mi o interes Polski w świecie. Wałęsa jest chlubą Polski. Występuję przeciw akcji, w której są ludzie palący kiedyś kukłę prezydenta": - wyjaśnia w rozmowie z DZIENNIKIEM Bartoszewski.
Jak zawsze, pod słowami profesora, mogę się podpisać. Głos Wildsteina, Bugaja, a nawet prof. Staniszkis w obronie badań naukowych rozumiem, ale nie do końca wierzę w szczerość intencji, choćby z powodu wspierania przez sygnatariuszy tego listu poprzedniego rządu, a więc rządu tych, co palili kukłę Wałęsy:((

I nie chodzi mi o to, że o Lechu Wałęsie można mówić tylko dobrze, jestem przekonana, że można z nim polemizować, można i trzeba pytać, czy dało się inaczej, lepiej, mądrzej wywalczyć wolną Polskę? Ale jestem przekonana też o tym, że nie wolno oskarżać Go o kolaborację. Jeśli ktoś to robi, to znaczy, że nie zna historii Polski, że przeoczył dość istotny, moim zdaniem,  fakt obalenia komunizmu właśnie w naszym, a nie innym kraju, właśnie przez Lecha Wałęsę. To oczywiście uproszczenie, ale tym uproszczeniem posługuje się cały świat, więc jeśli zabierzemy światu Wałęsę, zabierzemy szczególną rolę, jaką w walce z największym totalitaryzmem XX wieku odegrała Polska, a to byłoby dla naszego kraju, dla nas Polaków niesprawiedliwe. Więc jeśli ktoś nie lubi Wałęsy, to niech z nim polemizuje, ale nie niszczy Go, bo i tak nie ma takiej siły, która by Wałęsie odebrała zaszczytne miejsce w historii (jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, tak właśnie jest), możemy tylko ośmieszyć się trochę na arenie międzynarodowej, a przecież dopiero od paru miesięcy nadrabiamy zniszczenia w tym zakresie:))
Pamiętam, jak moja Kasia, gdy była mała, zadawała mi, zdawałoby się, proste pytanie: "Mamusiu, jak to jest, bo mi się myli: Wałęsa jest dobry, a Jaruzelski zły, czy odwrotnie?" Oczywiście, można powiedzieć, że Polska to nie Dziki Zachód widziany oczami reżyserów, a prawdziwi ludzie to nie czarno-biali bohaterowie westernów, że świat nie jest ani czarny, ani biały, że są raczej odcienie szarości, że nic nie jest proste i jednoznaczne,itd...ale dzieciom trzeba odpowiadać na pytania! I choćby, nie wiem jak długo tę złożoność wyjaśniać, na końcu pojawi się zawsze: "Acha dobrze, to już pamiętam, Wałęsa był dobry, bo walczył z komuną, a Jaruzelski zły, bo wprowadził stan wojenny."

 Problemem jest to, że duża część społeczeństwa (nie tylko polskiego) pozostaje w postrzeganiu skomplikowanej rzeczywistości społecznej na poziomie dziecięcych pytań i, z konieczności, uproszczonych odpowiedzi. Czy chcemy doprowadzić do sytuacji, że dzisiejszym dwudziestolatkom, znającym najnowszą historię Polski z książek i przekazów medialnych, zacznie mylić się Wałęsa z Jaruzelskim? No bo przecież o jednym i drugim czytamy w różnych publikacjach, że  "ratowali kraj", o jednym i drugim słyszymy (a za miesiąc będziemy mogli przeczytać o Wałęsie w książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka), że "zdradzili".
I jeszcze jedno. Ważna wydaje mi się także odpowiedź na pytanie: czy, żyjąc w brudnych czasach, można pozostać czystym? Odpowiedź "TAK" tylko z pozoru jest oczywista; bo z jednej strony, można przecież zbudować swój własny świat, nigdy nie zamienić nawet słowa z oprawcą, spać spokojnie, mówiąc: "mam czyste ręce". Ale czy wtedy da się  świat zmienić na lepsze?
Myślę, że od czystości rąk, ważniejsza jest czystość sumienia, a tej Lech Wałęsa nie musi nikomu udowadniać, wystarczy, że rozejrzymy się wkoło i zapytamy siebie samych: jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdyby nie było Wałęsy?

iza leszczyna

p .s. a gdyby zaprzyjaźnieni ze mną historycy: Aśka B. i Zbigniew B. (B nie zawsze znaczy to samo) skomentowali zamieszanie wokół niewydanej książki pracowników IPN, byłoby miło:))
2008-05-23 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


1 maja 2008

Co zrobić z tą majówką? Grill na wsi, Festiwal Gaude Mater, zaległości w pismach w sprawie..., normalna książka, cokolwiek, co nie jest Traktatem z Lizbony albo Regulaminem Sejmu, kolorowe magazyny z dietami odchudzającymi, modą i (co nie jest logiczne) przepisami na różne pyszne rzeczy do jedzenia:)) Coś trzeba wybrać i na coś się zdecydować, zawsze mam problem z podejmowaniem decyzji w sprawach nieistotnych, jak wybór dania, gdy jem w restauracji. O wiele lepiej podejmuje mi się decyzje ważne, które niosą jakieś poważne  konsekwencje, wtedy zwykle wiem od razu albo prawie od razu:))
Szkoda tylko, że na majówkę nie udało się MENowi podjąć decyzji w sprawie zadania nr 32. Myślę, że ustalenie winnych jest sprawą wtórną. Zgadzam się z tym, że skrajną nieodpowiedzialnością było nieprzeczytanie z uczniami lektur z podstawy do czasu egzaminu i że powinno się wyciągnąć konsekwencje, ale karać nauczycieli można później (tym bardziej, że będę się upierała, że sąd by ich uniewinnił, bo dla sądu liczy się zapis w rozporządzeniu o standardach, a nie zdrowy rozsądek lub jego brak) teraz jest czas na rozwiązanie problemu uczniów, tym bardziej, że do końca nie wiadomo, ilu ich jest.

Jestem przekonana, że najlepszym rozwiązaniem byłoby unieważnienie zadania 32 w całym kraju, tzn. podstawą rekrutacji byłyby 34 punkty z części humanistycznej, a nie 50 punktów, ponieważ dotyczyłoby to całej populacji 2008 r., to nikt nie byłby pokrzywdzony. A uczniowie, którzy napisali bardzo dobrze to zadanie? Pięcioletnie doświadczenie przewodniczenia Zespołowi Egzaminatorów, który sprawdzał prace egzaminacyjne mówi mi, że ci uczniowie świetnie radzą sobie także z zadaniami wcześniejszymi, bo zadanie ostatnie jest dla gimnazjalistów zwykle najtrudniejsze. Unieważnienie wątpliwego, z punktu widzenia obiektywizmu egzaminacyjnego, zadania jest dopuszczalnym metodologicznie zabiegiem w pomiarze dydaktycznym. A standardy są do zmiany i koniec!!!
Miłego weekendu:)

iza leszczyna

2008-05-01 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


27 kwietnia 2008
Dziwnie brzmią dzisiaj okrzyki obrońcow obszernego kanonu lektur, który obejmowałby wszystko, co warto w życiu przeczytać, czy choćby to, co przeczytać się powinno.

No bo, jak rozbudowywać kanon lektur obowiązkowych, jeśli problem stanowi przeczytanie i omówienie w gimnazjum pięciu(!) lektur w całości? Oczywiście dotyczy to tylko części uczniów, a raczej nauczycieli, tzn. przyczyna leży po stronie nauczycieli, ale skutek, niestety, po stronie uczniów.
Autorytety większe i mniejsze szukają winnych tego, że kilkuset (a może więcej?) uczniów nie napisało charakterystyki jednego z bohaterów "Syzyfowych prac" lub "Kamieni na szaniec". Dyrektor CKE uważa, że należy "ukarać nauczycieli, którzy nie zrealizowali podstawy programowej", bo jest to obowiązek nauczyciela wynikający, m.in., z art. 3 Ustawy o systemie oświaty. Niby tak, nawet na pewno tak, ale wina nie leży tylko po stronie nauczycieli. Kluczowe dla konstruktora testu egzaminacyjnego są standardy wymagań egzaminacyjnych, to w nich powinno być napisane, jak w standardach maturalnych, że uczeń ma znać teksty lektur z podstawy programowej. Tymczasem takiego zapisu w standardach nie ma. Co to znaczy? Hipotetycznie, że nauczyciel może zaplanować omawianie ww. lektur na maj. To oczywiście nie najlepiej albo nawet źle świadczy o tym nauczycielu, ale gdyby sąd miał orzekać o winie lub niewinności, myślę, że raczej nauczyciela by uniewinnił. Kogo zatem należy "skazać"? Za jakość egzaminów odpowiada Centralna Komisja Egzaminacyjna, więc ona powinna czuwać, by wszystko było lega artis. Niestety to kolejna, po fatalnej dla polskiej szkoły amnestii maturalnej (o której pisałan w blogach sprzed dwóch lat) wpadka CKE.
Nie wiem, bo dzisiaj nikt jeszcze nie wie, jaką decyzję podejmie obecna minister edukacji, jedno jest pewne: konsekwencji nie mogą ponosić uczniowie. Wina rozkłada się na nauczycieli, którzy nie omówili lektur, ich dyrektorów, którzy nie monitorowali planów dydaktycznych, nieprofesjonalny nadzór pedagogiczny, który powinien kontrolować realizację podstaw programowych i nie wiadomo dlaczego tego nie robi, a także na CKE, która pozwoliła w teście umieścić zadanie, odwołujące się do szczegółowej znajomości lektury, choć takiego wymagania nie ma w standardach.
Pewne jest jeszcze i to, że niespójność podstawy i standardów wywołuje zamieszanie i dlatego rezygnacja ze standardów i napisanie podstawy programowej językiem wymagań jest dobrym pomysłem Ministerstwa Edukacji. Jeśli wszystko będzie precyzyjnie zapisane i nie "na wyrost", życzeniowo, ale realnie i konkretnie, może uczniowie zaczną chętniej czytać?

iza leszczyna

2008-04-27 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


24 kwietnia 2008

Myślałam, że to jakieś dejavu, że cofnęłam się w czasie i czytam Trybunę Ludu z lat pięćdziesiątych, bo propaganda  brzmi tak samo topornie, jak za czasów Gomułki. Ale to nie Trybuna, to tylko ostatni "Głos Nauczycielski", a w nim rozmowa z politologiem dr. Rafałem Chwedorukiem. Możemy dowiedzieć się z niej, że: "osią ideologii rządu PO jest radykalnie antyegalitarna wizja życia społecznego". No cóż, jak dla mnie, brzmi tylko trochę lepiej niż: "ośrodki imperialistyczne i reakcyjne podziemie chcą zawłaszczyć środki produkcji, które należą do mas" (Trybuna Ludu, 1953).
Sądziłam, że to jakiś słabszy intelektualnie moment pana doktora, ale dalszy ciąg nie pozostawił złudzeń:

"Będzie następowała elitaryzacja nauczania (...) Zatem ta selekcja w oświacie, która już się odbywa poprzez testy i egzaminy na różnych etapach edukacji, osiągnie swoje apogeum." Przeczytałam to zdanie kilka razy, nie wierząc własnym oczom! Chciałam zrozumieć, co autor miał na myśli. Ale nie rozumiem, bo o co właściwie chodzi? Mamy wrócić do punktów za pochodzenie? (młodym czytelnikom wyjaśniam, że dawno temu, w czasach PRLu, gdy było się dzieckiem chłopa lub robotnika dostawało się dodatkowe punkty podczas rekrutacji na studia). Obiektywne, zewnętrzne egzaminy, które są obecne w zdecydowanej większości systemów edukacyjnych wysoko rozwiniętych krajów świata, przez pana doktora są postrzegane jak coś w rodzaju "zaplutego karła reakcji". Takie właśnie myślenie sprawiło, że, w czasach szczęśliwie minionego ustroju, pomiar dydaktyczny w ogóle w naszym kraju nie istniał.

Na koniec pan doktor roztoczył czarną wizję przyszłości przed zawodem nauczycielskim, a gdy zdruzgotany tą kasandryczną wiadomością redaktor zapytał: CO ROBIĆ??? usłyszał:
"W tej sytuacji wzrasta rola działaczy związkowych, tzw. aparatu. To ten, wydawałoby sie przebrzmiały aparat, musi być organizatorem protestów." Uff, jak dobrze, że wiemy, kto jest mężem opatrznościowym polskich nauczycieli.

Brakowało tylko  zdania:

Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin


iza leszczyna

2008-04-24 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 5

             Design by: Studio Manifesto