|
|
| Blog |
|
|
| 21 sierpnia 2008 |
Jak Jolanta Kwaśniewska kobiety do polityki zachęcała...
Pani Jolanta rozmawiała z redaktorem Kamilem Durczokiem o kobietach w polityce. Niestety nie powiedziała nic ponad to, co pozwala ładnie zjeść bezę. Tymczasem polityka to nie jedzenie bezy:((
Troską byłej Pierwszej Damy jest to, że zbyt mało kobiet angażuje się w politykę. A przecież kobiety są równie dobrze, jak mężczyźni, wykształcone i posiadają wiele cech, które naturalnie predestynują je do roli liderów. Tymczasem wciąż na najwyższych stanowiskach zarówno w polityce, jak w biznesie jest ich niewiele. Po takim wstępie spodziewałam się, że Polki usłyszą z ust Pani Prezydentowej może niewielką, ale jednak pochwałę oddania się życiu publicznemu, choćby po to, by zmienić "brutalne oblicze polityki". Tymczasem Pani Jola całkiem nielojalnie wobec pań zachęcanych przed chwilą do działalności politycznej, powiedziała, że ona sama nie chce się jednak angażować, choć wiele osób, nawet zupełnie obcych na ulicy, zaczepia ją i prosi o to, by zechciała kandydować, tworzyć partię, itd... Nie chce się angażować, bo nie ma w niej partyjniactwa(!), brzydzi się układami, a poziom polityki polskiej jest coraz niższy... Do lamentu Jolanty K. przyłączył się redaktor Kamil D. wspominając coś o braku standardów i żenującej jakości polityków. Na koniec usłyszeliśmy, że co innego międzynarodowe organizacje o globalnym zasięgu, tam wymyśla się konkretne zadania, które później są realizowane(sic!), w jednej z takich organizacji walczącej z handlem ludźmi Pani Kwaśniewska została właśnie wybrana do "boardu":))
Po tych słowach miało chyba powiać wielkim światem, ale ja jakoś go nie poczułam...
c.d. o jakości polityki i polityków nastąpi
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 sierpnia 2008 |
O pielgrzymkach i pielgrzymowaniu...
Czas pielgrzymek w Częstochowie to dla jednych tłum na chodnikach, korki na ulicach i śmieci wysypujące się z koszy.
Dla drugich zupełnie oczywiste przyjście w Aleje na powitanie "warszawskiej", choć tak naprawdę jest ich kilka; metropolitalna wchodzi przed południem, a ta najchętniej przez częstochowian witana to Warszawska Piesza Pielgrzymka Akademickich Grup "17" na Jasną Górę.
Dla innych wreszcie to czas pielgrzymowania. Jadą więc z Częstochowy do Warszawy, żeby później prawie 300 km. iść, śpiewając: Wykrzykujcie Bogu, wykrzykujcie Królowi, klaszczcie w dłonie i hymny śpiewajcie...Idą przez lasy, pola i łąki, unikając, tam, gdzie się da, asfaltowych ulic. Dzienne odcinki mają zwykle ok. 30 km. i dzielą się na cztery etapy, każdy po 7-9 km. Pielgrzymi mówią, że najłatwiej idzie się rano, powietrze jest rześkie, słońce nie pali w głowę, a nogi po nocy prawie jak nowe:)), bo przecież wieczorem służby medyczne opatrzyły rany i bąble na stopach. Poranny "power" to także efekt mszy świętej i śpiewu afrykańskiego księdza w rytm muzyki bębnów i gitar, który przedziwnie brzmi na tle polskich wiejskich kościółków. Dobrej formie pierwszych dwóch etapów służy też miła myśl o godzinnej przerwie na obiad. Zwykle gospodynie ze wsi, przez które przechodzi pielgrzymka, wystawiają garnki z gorącą zupą i bochenki chleba, pozwalają położyć się w cieniu na trawie i odpocząć. Przy odrobinie szczęścia można nawet wypić kawę:))
Najtrudniejszy jest ostatni etap w danym dniu: nogi nie chcą już iść, jest gorąco, od słońca boli głowa, nawet zwykle przyjemny ostry zapach skoszonego siana staje się nie do zniesienia, a po przyjściu na nocleg trzeba zabrać z samochodu bagaże, rozbić namiot, umyć się w misce wody po całym dniu marszu przez piaszczyste i pełne kurzu drogi. Z tym wszystkim powinno się uporać do 21.00, bo dzień kończy się Apelem Jasnogórskim.
Co im pozwala wytrwać?
Zwykle mówią, że intencja z jaką idą na Jasną Górę i codzienna wspólna modlitwa. A z rzeczy ludzkich? To, że wszyscy są dla siebie bardzo życzliwi, to, że młodzi świetnie śpiewają i grają tak, że nogi same niosą...
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 sierpnia 2008 |
Do chińskiej olimpiady od początku nie miałam zaufania. Niby liczymy, że konieczne w tej sytuacji otwarcie na kontakty z krajami demokratycznymi, w innej niż tylko rynkowa formie, obecność dziennikarzy z całego świata, wreszcie mówienie o Chinach i łamaniu praw człowieka sprawi, że coś drgnie, że to będzie więcej niż zwykle kropel drążących skałę, ale czasem myślę, że to tłumaczenie tych, co chcieli na tę olimpiadę pojechać lub chcieli ją po prostu zobaczyć w TV, żeby nie wspomnieć o wielkim biznesie, jaki z Chinami ma do zrobienia Europa i Stany Zjednoczone.
Mówiono: Olimpiada to święto sportu. świetnie, ale w tym samym dniu wybuchła wojna między Rosją a Gruzją. Nawet, jeśli ktoś nie chce używać tego słowa, a Rada Bezpieczeństwa ONZ nie potrafi sformułować wspólnej deklaracji, tam jest po prostu wojna i koniec. To gdzie się podział grecki zwyczaj zawieszania wojen na czas igrzysk olimpijskich?
Tak często dorośli kiwają głowami z dezaprobatą, mówiąc o zachowaniu współczesnych młodych ludzi, wypowiadając sakramentalne niemal: za naszych czasów, to młodzież była inna... To nie tak, to dorośli psują świat i obyczaje, nie młodzi. Oni tylko bacznie obserwują i uczą się postępowania od nas - dorosłych, uczą się naszych małych i dużych kłamstw, kompromisów mniej lub bardziej zgniłych, nienarażania się tym, od których coś zależy: szefom, władzom, a nawet urzędnikom, choćby popełnili błąd...
No tak, nie jest dobrze, ale nie mogę każdego bloga kończyć zwrotem: O tempora! O mores!, bo przecież nie jestem kaznodzieją, a blog to nie kazania księdza Skargi:))
A więc poza tym wszystko dobrze, od poniedziałku idę na urlop:))) Mam zamiar wyłączyć komórkę i zdjąć wysokie obcasy, reszta to improwizacja.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 sierpnia 2008 |
Szkoda, że zamiast przeczytać o Częstochowie w artykule GW o miastach, które wykorzystują filmy fabularne i seriale do promocji, musieliśmy znowu spiec raka, jak przy psach, co to po 22.00 szczekać nie mogły...
A gdyby, zamiast deklaracji o cenzurze treści filmów kręconych w okolicach Jasnej Góry, spróbować wykorzystać zainteresowanie filmowców naszym miastem?
Ale na tym trzeba się znać:)) Tymczasem działania promocyjne Wydziału Komunikacji Społecznej UM Częstochowy pochodzą chyba z epoki lisowickiego dinozaura.
Co do sceny kręconej w Alejach, nie wiem, po co tyle nerwowości, która niepotrzebnie spolaryzowała częstochowian i wywołała burzę na forach internetowych, skoro nie wiemy nawet, jak ona będzie wyglądać, bo przecież filmu jeszcze nie ma.
Chyba wybiorę się dzisiaj w Aleję NMP (III) na wakacyjną kawę, może wydarzy się jednak coś ciekawego, ale niekoniecznie zakończonego skandalem?
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 2 sierpnia 2008 |
1 sierpnia - msza o 17.00 w kościółku akademickim przy, a raczej "w" Sienkiewiczu, bo w czasie lekcji w pracowni polonistycznej Pani Profesor Kurbiel na pierwszym piętrze można było jednocześnie być na polskim i na mszy:))
Te same twarze kombatantów (choć jeden z uczestników Powstania Warszawskiego trochę złośliwie przytoczył znaną anegdotę o tym, jak Piłsudski, patrząc na szeregi Legionistów podczas pewnej uroczystości w wolnej już Polsce, powiedział: "Gdybym wtedy miał was tylu...") te same sztandary, prawie ci sami "oficjele", nawet kwiaty takie same, jak co roku, bo biało-czerwone. To dobrze, tak tworzy się tradycja, tak pielęgnuje się pamięć.
Może tylko powinniśmy bardziej uhonorować tych starych ludzi w mundurach, co walczyli o Polskę? Niedługo nie będzie ich wśród nas, więc może warto na tej uroczystej mszy właśnie ich witać z imienia i nazwiska, zamiast urzędników miejskich? To przecież oni są bohaterami, wszyscy inni swoją obecnością oddają im tylko hołd. Ale i tak było bardzo uroczyście, nawet senator (Szewiński) i posłowie w liczbie dwóch, a raczej dwoje (poseł Giżyński i ja) byli od początku do końca, choć zwykle tłumaczą się, że są spóźnieni, bo idą z innej uroczystości, a wychodzą wcześniej, bo spieszą się na jeszcze jedną. Często tak jest, ale i tak nie znoszę tej maniery.
A teraz jeszcze chwila dla malkontenta:
- w kazaniu za dużo było tego, co dzieli, a za mało tego, co łączy
- brakowało młodzieży, tej szkolnej ze sztandarem i z nauczycielem; wiem, że są wakacje, ale to tylko jeden wieczór, a jak realizować program wychowawczy w szkole, jeśli nie przez pamięć o historii?
Jedyna delegacja to uczniowie wraz z opiekunami z Gimnazjum nr 2 w Strzebiniu (koło Koszęcina). Dziękuję:)
- no i wreszcie zupełny brak klasy członka Zarządu Województwa Śląskiego, pana Piotra Spyry, który "załapał się" na końcówkę imprezy, wjeżdżając z piskiem opon w Aleję Sienkiewicza:(
O tempora, o mores!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 9 lipca 2008 |
Chyba czas na wakacje, bo posłom przychodzą do głowy coraz głupsze pomysły, nawewt rozsądna zwykle poseł Kluzik-Rostkowska wnioskowała na dzisiejszym posiedzeniu sejmu o to, aby nad ważną dla polskich rodzin ustawą debatować w czasie antenowym. Czy to znaczy, że w światłach kamer powstaje lepsze prawo? A poseł Iwiński krzyczał z mównicy sejmowej, że debata w sprawie tarczy antyrakietowej ma odbyć się właśnie teraz, tzn. w czasie negocjacji!!! Czy wizyta minister Fotygi mało nam zaszkodziła? Debatę nt. celowości rozmieszczenia elementów tarczy na terytorium Polski można było prowadzić przed przystąpieniem do negocjacji, a więc w czasie, gdy władzę w naszym kraju sprawował PiS. Dzisiaj, im więcej mówią media i politycy nieprowadzący negocjacji, tym gorzej dla naszej pozycji negocjacyjnej. I nie trzeba być tu żadnym mediatorem-negocjatorem, wystarczy trochę większy rozumek niż u Misia Puchatka.
No i wreszcie sprawa instrukcji:)) Każdy poseł każdego dnia dostaje kilka maili tzw. prasowych (przeglądy regionalne, ogólnopolskie, tematyczne), oprócz tego dostajemy informacje z każdego posiedzenia Rady Ministrów o przyjętych ustawach i rozporządzeniach i wreszcie komentarze poszczególnych ministrów odnośnie przygotowywanych pakietów ustaw. To normalna praktyka dobrze funkcjonującego klubu parlamentarnego i nazywa się przepływem informacji, a że informacją czasem/często jest bezsensowna wypowiedź konkurenta politycznego? No cóż, nikt nigdy nie mówił, że polityka jest zawsze racjonalna, a politycy zawsze mówią sensownie. Na przykład Minister z kancelarii Prezydenta - Mariusz Kamiński z oburzeniem ogłosił dzisiaj na konferencji prasowej, że wewnątrz jednej partii źle mówi się o drugiej, a przekazywane informacje mają charakter agresywny! To rzeczywiście skandal!!!
Zdecydowanie czas na wakacje i ładowanie intelektualnych akumulatorów, a tu jeszcze trochę, bo ostatnie posiedzenie sejmu dopiero pod koniec lipca. To może nie byłoby jeszcze takie straszne, gorzej, gdy nie ma czego ładować, a uważne słuchanie głosu niektórych posłów nie napawa w tym względzie optymizmem:((
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 lipca 2008 |
Naiwnie myślałam, że gdy spotyka się grono poważnych ludzi (samorządowców, naukowców, ludzi kultury, przedsiębiorców), którzy chcą porozmawiać o jakiejś trudnej sprawie, to warto być przede wszystkim uczciwym, warto mówić otwartym tekstem, bez udawania, że jest inaczej, niż jest.
Tymczasem wczoraj na spotkaniu dotyczącym częstochowskiej metropolii zorganizowanym przez parlamentarzystów PO zrozumiałam, że ludzie chcą słyszeć okrągłe zdania, z których nic nie wynika. Wolą kłamstwo z uśmiechniętą buzią od prawdy, która bywa niewesoła. Lubią słuchać frazesów o ponadpartyjnych porozumieniach. Oświadczenia i apele posłów to tylko gesty. Są potrzebne, to prawda, choćby po to, by dać wyraz określonym poglądom, przekonaniom. Tyle tylko, że przekonania, choćby najgłębsze, pojedynczego posła niewiele pomogą Częstochowie w walce o obszar metropolitalny.
Niewiele pomoże też wspólne działanie siedmiu(!) posłów, bo trzeba ich 231. Potrzebne jest za to wspólne działanie samorządów, zwarcie szyków i zmierzenie "zamiarów podług sił". Jeśli mamy twarde argumenty (na pewno takim jest Jasna Góra jako światowe sanktuarium i miejsce pielgrzymowania milionów ludzi z całego świata) to walczmy, ale nie na pozory, tylko naprawdę. Skoncentrujmy się nie na tym, co traci Częstochowa, bo w polityce nie ma sentymentów, ale na tym, co straci Polska, gdy Częstochowa zostanie pominięta w ustawie metropolitalnej. Miasta - lokomotywy mają stać się kołem zamachowym nie dla siebie samych, ale dla polskiej gospodarki. Taka jest idea powoływania obszarów metropolitalnych.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 3 lipca 2008 |
Pani redaktor Kolenda-Zalewska zapytała z w dzisiejszy upalny ranek Krzysztofa Zanussiego, jaka właściwie ta Polska jest, czy taka, jak kreują ją politycy w okienku TVN24, czy może inna, spokojniejsza, normalniejsza, itd...
No i tu trzeba postawić podstawowe i oczywiste pytanie: od kogo zależy, co stanie się newsem dnia, co będzie pokazane na czerwonym pasku w dole ekranu i w jaki sposób? Jeśli ktoś myśli, że tylko od polityków, to nie ma do końca racji. Za ciągły "jazgot polityczny" w okienkach telewizorów w równym stopniu odpowiadają politycy i dziennikarze. Przecież to oni właśnie pokazują najczęściej krzykaczy, pieniaczy albo błaznów, bo wtedy wzrasta oglądalność. W pewnym sensie więc, to my sami - widzowie, jak gapie oczekujący egzekucji na średniowiecznym rynku, wymuszamy styl uprawiania polityki. Adrenalina musi być!!!
A tymczasem w ciszy gabinetów, przy zamkniętych oknach, bez prasy, radia i telewizji kilku mądrych i wpływowych ludzi powinno wyperswadować Panu Prezydentowi, że robi z siebie idiotę, nie podpisując Traktatu z Lizbony. I to nie byłoby złe, bo każdy ma taki wizerunek, na jaki sobie zasłużył, ale dlaczego wystawia Polskę na pośmiewisko i naraża na szwank naszą polską rację stanu??? I jakim właściwie prawem to robi? Nie ma w tym logiki, mądrości, sprytu nawet. Jest głupota, zacietrzewienie i chęć ugrania czegoś dla siebie i brata, która nie przystoi Prezydentowi Polski. Czuję się taka bezsilna wobec nieprzewidywalności Kaczyńskich, że zaczyna mnie to męczyć, podobnie jak rok temu, gdy sprawowali władzę. Z niepokojem też myślę o książkach do historii, z których moje wnuki (mam nadzieję, że kiedyś będę je miała:) będą uczyły się historii najnowszej. Co bezstronny autor-historyk, nie żaden Cenckiewicz, napisze o Lechu Kaczyńskim w kontekście Traktatu otwierającego przed Europą nowe możliwości rozwoju??? Strach myśleć.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 29 czerwca 2008 |
Miałam więcej nie pisać o Wałęsie, ale felieton prof. Staniszkis w sobotnim wydaniu "Dziennika" to naprawdę skandal. Stawianie w jednym szeregu donosiciela Maleszki i Wałęsy to zachowanie niegodziwe!!! Chyba Pani Profesor zapomniała, co czuła i co mówiła, gdy jej nazwisko znalazło się na wyniesionej z IPNu liście Wildsteina. To niebywałe, jaki deficyt empatii odczuwamy w życiu publicznym. A przecież każdy z nas tak samo odczuwa niesprawiedliwość i tak samo boli go krzywda, jakiej doświadcza od innych. Reagujemy tylko różnie, bo różne mamy temperamenty, osobowości, wykształcenie wreszcie. Wałęsa reaguje jak Wałęsa, on nie miał szczęścia być wnuczkiem posła na Sejm w II RP.
23 czerwca razem z marszałkiem Stefanem Niesiołowskim napisałam list w obronie Lecha Wałęsy, obronie przed małymi ludźmi, którzy bardzo chcieliby zniszczyć legendę Wałęsy, bo nienawiść przesłania im rozum i zabiera resztki przyzwoitości. Nawet jeśli dwudziestodwuletni, niewykształcony robotnik z zapyziałej wioski, niemający pojęcia na początku lat siedemdziesiątych, czym naprawdę jest SB, coś powiedział, coś podpisał (nikt przez niego nie zginął, nikogo nie wsadzili do więzienia) to znaczy, że trzeba go teraz sponiewierać? Nie oczyścił się tysiąc razy z tego błędu (jeśli go popełnił) swoją późniejszą odwagą, determinacją, działalnością? W jakim świecie my żyjemy?
List w ciągu dwóch dni podpisało ponad 100 posłów i senatorów Platformy Obywatelskiej. List wraz z podpisami jest zamieszczony w prawym menu na mojej stronie.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 czerwca 2008 |
Nie da się w kraju, w którym przywódcy PiSu śnią chory sen o potędze, cieszyć się latem:(
Trzeba zająć miejsce na barykadzie, opowiedzieć się po którejś stronie, bo okazuje się, że wciąż jesteśmy w stanie wojny, nieustającej wojny. Pocieszające jest tylko to, że może kiedyś PiS odejdzie z polityki, jak LPR? Może poseł Kurski dostanie wreszcie czerwoną kartkę, pójdzie na ławkę rezerwowych i już nigdy nie wróci na boisko?
Przecież to niemożliwe, żebyśmy poddali się jakiejś zbiorowej paranoi, żyli w rytm urojeń Wyszkowskiego i Macierewicza.
Zadziwiające było dla mnie zdanie recenzenta książki, profesora historii z IPNu, który oburzył się, gdy Monika Olejnik zapytała, dlaczego autorzy książki nie rozmawiali z ludźmi, którzy żyją przecież i pamiętają tamte czasy, tylko oparli się na aktach bezpieki?
Z odpowiedzią profesora, że przecież historyk pracuje, wykorzystując źródła historyczne i nie musi umieć zadawać pytań, prowadzić rozmów, bo to nie jest jego warsztat badawczy, zgadzam się, ale w takim razie niech naszych historyków cechuje profesjonalizm Normana Daviesa, bo trzeba podjąć decyzję: badamy historię i wtedy opieramy się na źródłach historycznych, albo badamy współczesność i wtedy wywiady ze świadkami wydarzeń są koniecznym źródłem informacji. Dlatego właśnie w Anglii badania historyczne, w których ujawnia się fakty z życia osób, mogą być prowadzone 50 lat po ich śmierci (w przypadku osób z rodziny królewskiej 100 lat!!!)
A my tak jakoś byle jak, byle dołożyć Wałęsie, bo przecież bywa taki wkurzający i nawet matury nie ma, jest nielogiczny, a bracia przecież TAAAACY WIELCY i unoszą się z tą swoją wielkością, unoszą...
Pamiętajmy chociaż, że akta bezpieki to nie święta księga ani prawda objawiona, to tylko akta bezpieki.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|