|
|
| Blog |
|
|
| 10 października 2008 |
Mimozami jesień się zaczyna...
A jesień sejmowa zaczyna się ustawą budżetową. Też ciekawie, ale z pewnością mniej poetycko. Właściwie nawet wzrost nakładów na naukę o 26,1% został skwitowany przez opozycję jako niewystarczający. Zgoda, potrzeby w każdej dziedzinie są tak duże, że śmiało moglibyśmy dorzucić po 100%, tylko skąd brać te pieniadze? Trudne do zrozumienia dla posłów lewicy, ale pragmatyczne zdanie ministra Rostowskiego w debacie budżetowej brzmiało: Socjalizm się skończył, państwo nie daje, raczej zabiera część naszych zarobków w postaci podatków.
Do podzielenia, a raczej do sensownego zarządzania jest określona kwota pieniędzy i nie można ich dodrukować:((
Budżet na 2009 r. zakłada dochody na poziomie 269,9 mld zł, a wydatki nie więcej niż 288 mld zł. W projekcie zaplanowano deficyt nieprzekraczający 18,2 mld zł, wzrost zatrudnienia w gospodarce o 2 proc., dynamikę PKB na poziomie 4,8 proc., a inflację - 2,9 proc. Jedni mówią zbyt optymistycznie, inni, że odważnie i ambitnie, ale racjonalnie. Jak jest naprawdę, okaże się za rok.
Nielogiczne jest jednak to, że opozycja zarzucajaca budżetowi nadmierny optymizm, zamiast nie wnosić dodatkowych obciążeń, już szykuje się do poprawek, które psują budżet, bo wprowadzają dodatkowe, niezaplanowane wydatki (owszem, poprawki muszą się bilansować, ale poprawki poselskie polegają najczęściej na zwiększaniu deficytu albo zabieraniu pieniędzy z funduszu ubezpieczeń społecznych)
Dobrze, że przewodniczącym komisji finansów jest Zbyszek Chlebowski, bo to uchroni nas przed inwestycjami typu peron we Włoszczowie.
iza leszczyna
p.s. jutro Lubliniec ma wielkie święto, Edyta Stein zostaje jego patronką, 2 tygodnie wcześniej miasto świętowało wydanie pięknej naukowej publikacji "Zamek Lubliniecki", no i ma sporą strefę ekonomiczną, do której lada moment zaprosi inwestorów, żeby tylko Częstochowa nie została białą plamą otoczoną małymi ekspansywnymi gminami, jak Radomsko, Lubliniec, a nawet Poczesna.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 października 2008 |
Inauguracje roku akademickiego 2008/2009 w zasadzie za nami. Birety, gronostaje (raczej króliki, w porywach norki), Gaude amus i wreszcie "vivat Academia! Vivat Profesores!
Właściwie nie mogłam być na inauguracjach częstochowskich, więc nie wiem, jakie były tematy wykładów inauguracyjnych, ale wysłuchałam wykładu na Akademii Ekonomicznej w Katowicach pt "„Budowanie i promowanie kreatywnej aglomeracji miejskiej” wygłoszonego przez prof. zw. dr hab. Andrzeja Klasika.
Myślę, że wersję elektroniczną należałoby przesłać do Urzędu Miasta Częstochowy, bo pewnie parę refleksji na temat kreatywnego zarządzania miastem każdemu by się przydało. Słuchając profesora, myślałam, że przecież Częstochowa ma mnóstwo atutów, żeby się nieźle rozwijać, a jednak nie rozwijamy się, używając efemizmu, szczególnie dynamicznie. I nie mam na myśli spadku liczby mieszkańców, bo ten jest w wielu miastach (oprócz Warszawy i paru innych lokomotyw, które i bez ustawy metropolitarnej sobie radzą), raczej spadek pozytywnej energii w mieszkańcach. W wykładzie swoim profesor mówił o czterech elementach kreatywnego miasta:
- przestrzeń
- ludzie
- infrastruktura
- działalności
Analizując każdy z tych obszarów, trzeba przyznać, że naprawdę mamy poptencjał, ale władzom miasta brakuje chyba wiary w to, że inni (nie tylko jakiś jeden krąg wzajemnej adoracji) mogą mieć dobre pomysły na rozwój Częstochowy. I nie myślę wcale o partiach politycznych, raczej o różnych kręgach ludzi: przedsiębiorców, naukowców, społeczników. Interesujące dla naszego miasta wydawały mi się tezy wykładu o tzw. kreatywnych przemysłach, a więc takiego rodzaju działaniach, które bazują na prawach autorskich, patentach, kreowaniu marki związanej z miastem, itd... To "przemysł", który nie powoduje emisji CO2:)), wytwarzany przez tzw. klasę kreatywną, czyli artystów, ludzi otwartych, myślących i aktywnych.
Dobrze się słuchało, chyba zawsze, gdy nauka zbliża się do pragmatyki jest interesująco.
Jedno mi tylko przeszkadza w inauguracjach: Większość osób, łącznie z samymi profesorami i Panią wiceminister, co cztery uczelnie skończyła:) nie potrafi odmieniać archaicznej, ale jednak używanej do dzisiaj formy, "Jego Magnificencja". Nie chodzi o magnificencję, ale o zaimek "jego", który przecież jest odmienny i nie zwracamy się do rektora: "Jego Magnificencjo" tylko "Wasza Magnificencjo". Tyle zabawy w Bralczyka (dawniej mówiło się " w Miodka", ale karzący miecz IPN-u pozbawia nas kolejnych autorytetów:((, nie wiem, czy potrzebnie). Wypada nawet cieszyć się, że Nobla dostali Japończycy, a nie prof. Wolszczan, bo byłoby głupio.
Nie będę pisać o Listkiewiczu, którego duch wciąż niestety żyje pośród nas, bo piszą o tym wszyscy, ale myślę, że minister sportu trochę się pogubił:(( mam jednak nadzieje, że w drugiej połowie tego meczu odzyska determinację i strzeli wreszcie gola, na którego czeka cała Polska (i tym razem nie jest to metafora dziennikarza sportowego)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 października 2008 |
Kampania wyborcza w USA nie jest w niczym lepsza niż polska polityczna kampania codzienna, chyba nawet gorzej zarzucić komuś nieprawdziwie, że miał powiązania z terrroryzmem, niż prawdziwie, że nie chce płacić wysokich alimentów swoim dzieciom, bo zbyt niskie alimenty posła Dorna krzywdzą "tylko" samych zainteresowanych, gdy tymczasem nawet mglisty i niepewny cień związków z terrorystami ma wymiar niemal bezgraniczny i dyskwalifikuje Obamę (jeśli wyborcy w zarzut uwierzyliby, co jest raczej nieprawdopodobne). Dziwne jest to, że w Stanach pitt bullem Republikanów stała się kobieta, w polskiej mentalności i tradycji identyfikowana raczej z łagodnością. I chociaż posłanki PiS na pamiętnej komisji dały popis, to i tak nigdy nie przebiją posła Kurskiego, który, choć zawsze z większym wdziękiem niż jego klubowe koleżanki, jest jednak zarozumiałym bufonem, który koncentruje się na pomawianiu i lekceważeniu innych (casus posła Kozaka z PiS, któremu poseł Kurski odjechał spod hotelu samochodem sejmowym , choć ten wcześniej umieścił w bagażniku swoje bagaże).
Październik w całości jest sejmowy, więc trzeba ubezpieczyć się w dużo cierpliwości wobec takich zachowań. Najbardziej absurdalne z ostatniego tygodnia były zarzuty posłów PiSu podczas debaty o sześciolatkach na posiedzeniu Komisji Edukacji. Jeden z nich (były wiceminister edukacji w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, który przecież popierał obniżenie wieku szkolnego) mocno zaniepokojony stwierdził, że przecież u dzieci sześcioletnich różnice w rozwoju i możliwościach percepcyjnych obserwuje się między dziećmi, między którymi jest tylko miesiąc różnicy w wieku! Odkrycie godne Einsteina! To oczywiste, ale czy to znaczy, że tworzymy dwanaście klas w jednym roczniku, dla dzieci ze stycznia, lutego, marca...? No może niepotrzebnie zbyt złośliwie powiedziałam, że niestety różnice intelektualne między nami zostają nawet w dorosłym życiu i ta bezwzględna prawda obnaża się także na posiedzeniach komisji sejmowych. Ale naprawdę trudno wytrzymać na poziomie rozumu, bez emocji, gdy jeden z posłów całkiem serio, jakby był twórcą spiskowej teorii dziejów, twierdzi, że chcemy posłać sześciolatki do szkoły, żeby o rok wvcześniej przygotować nowe zastępy konsumentów dla naszego konsumpcyjnego, liberalnego i zmaterializowanego świata. Jak wtedy pozostać racjonalnym? Czułam się, jakbym a rebour wróciła do PRLu.
Rozumiem doskonale Herberta, który mówił, że u podłoża jego decyzji stała także estetyka, bo takie, a nie inne wybory były czasem "kwestią smaku". Podobnie jest z moją przynależnością do PO, a nie do PiSu:))
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 28 września 2008 |
W sobotę uroczyście obchodzono 60-lecie Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Częstochowie. Byli uczniowie, nauczyciele obecni i dawni, dyrektorzy, honorowi goście, itd... Można by powiedzieć uroczystość podobna do wielu innych jubileuszy istnienia szkół. Wyróżniało ją jednak napięcie powstałe wokół szkoły w związku z patronem, któremu chciano w ostatnich dniach zmienić imię z Jarosława na Henryka, bo podobno Henryk większym bohaterem był...
I nie wchodząc w szczegóły i kłótnię historyczno-ideologiczną, trzeba powiedzieć, że takie postępowanie organu prowadzącego można nazwać tylko w jeden sposób: arogancja władzy.
Jeśli ktoś był/jest nauczycielem, wie, co znaczy przygotować uroczystości związane z okrągłym Jubileuszem (oprócz 60. lat istnienia Szkoły obchodzono 50-lecie nadania jej imienia). Przygotowania trwają zwykle kilka miesięcy, bo przecież szkoła musi normalnie funkcjonować i uczyć.
Jestem pewna, że w poniedziałek 22 września prezentacje multimedialne, statuetki okolicznościowe, publikacja o szkole, a nawet napisy wycinane ze styropianu były już gotowe, bo obchody zaplanowano na sobotę 27 września. Tymczasem nasza Rada Miasta głosowała zmianę imienia szkoły właśnie na poniedziałkowej sesji!!!
Jak dobrze, że radni wykazali zdrowy rozsądek, inaczej znów trafilibyśmy do ogólnopolskiej TV jako przykład dziwnego miasta, co w przeddzień uroczystych obchodów nadania Szkole imienia zmienia to imię na inne, mając nadzieję, że gdy nazwisko to samo, może nikt się nie zorientuje???
Pan Prezydent myślał chyba, że wystarczy zamienić przyznawane nauczycielom przez uczniów "Jarosławy" na "Henryki", a uczniowskie "Jareczki" na "Henryczki" i już, a budowanie tożsamości szkoły, półwieczna tradycja, wysiłki nauczycieli w tworzeniu programu wychowawczego, w którym uwzględnia się patrona szkoły, to tylko zawracanie głowy i nic więcej.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 września 2008 |
Pamiętam, jak rok temu pisałam o Częstochowskim Forum Organizacji Pozarządowych. Narzekałam wtedy, że sami bohaterowie uroczystości nie zostali dopuszczeni do głosu. Dzisiaj było kolejne Forum, też można by ponarzekać, ale trzeba przyznać, że wystąpienia zaproszonych gości (mam na myśli przedstawicieli Barki z Poznania i człowieka ds organizacji pozarządowych z Urzędu Marszałkowskiego) były sensowne, nie wiem, czy panele spełniły oczekiwania uczestników, bo zaanektował mnie prorektor ds. rozwoju PCz, żeby przedstawić plany rozbudowy jednego z oddziałów. Też ciekawe:) Każde działanie na rzecz młodych ludzi w naszym mieście musi cieszyć, a szczególnie, gdy ma związek z edukacją techniczną, bo humanistów ci u nas dostatek:((
A wracając do NGO, nawet tu działa zasada Pareto: 80% funduszy pochłania 20 % organizacji pozarządowych, w tym te ogromne, działające prawie jak korporacje, czyli te, które stać na wynajęcie firm consultingowych do pisania projektów:( Najciekawsze wydaje mi się jednak powolne budzenie się świadomości, że fundusze unijne nie załatwią wszystkiego, że w dodatku kiedyś się skończą, inna przecież będzie ich alokacja w związku z przyjmowaniem nowych państw do UE, dlatego konieczna jest własna aktywność generująca środki finansowe, własna działalność gospodarcza organizacji pozarządowych.
W każdym razie serce rośnie, gdy człowiek słucha ludzi, którzy zamiast siedzieć wygodnie na kanapie wciąż gdzieś biegną, coś robią, komuś pomagają...
A jutro jadę do Warszawy na spotkanie z Przewodniczącym ZNP S. Broniarzem. Jestem ciekawa, czy będzie normalniej i racjonalniej niż w TV, gdzie związki zawodowe muszą/chcą(?) bronić nawet najbardziej anachronicznych zapisów Karty Nauczyciela, chociaż muszą przecież wiedzieć, że naprawdę naszego państwa nie stać na wcześniejsze emerytury, osiemnastogodzinne pensum i podwyżki:((
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 19 września 2008 |
Debata nt. Edukacji, jaka odbyła się w sejmie dwa dni temu potwierdziła tezę, że wszyscy znamy się na oświacie, ale każdy trochę inaczej. Większość posłów opozycji wygłosiła z góry przygotowaną krytykę i w zasadzie nawet gdyby minister Hall w swoim wystąpieniu obiecała 50 % podwyżki i zaakceptowała wszystkie nawet najbardziej niedorzeczne pomysły związków zawodowych, debatujący chyba by tego nie zauważyli, bo debata w sejmie nie polega niestety na słuchaniu i mówieniu, tylko na mówieniu i mówieniu.
Dlatego cieszą recenzje w prasie i głosy niedawnych zagorzałych przeciwników (prof. Marcin Król) mówiące, że to przemyślana i dokończona koncepcja łagodnej zmiany i korekty tego, co wydarzyło się w szkole w 1999r.
Pamiętając reformę sprzed prawie 10 lat, mam przede wszystkim jedną obawę: czy na pewno "eksperci" odchudzą programy nauczania, bo jeśli ciągle będziemymusieli nauczyć wszystkich wszystkiego, to nie damy rady:(( To pytanie zadałam w czasie debaty - zrozumienie, jakie dostrzegłam w oczach Pani Minister i jej trzech wiceministrów daje nadzieję:))
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 września 2008 |
Nie da się pogodzić osiemnastogodzinnego pensum i wcześniejszych emerytur z podwyżkami dla nauczycieli, które usatysfakcjonowałyby związki zawodowe i samych nauczycieli. Te trudne zdania trzeba powiedzieć, także za cenę utraty popularności i spadek poparcia dla partii rządzącej. Zajmowanie się polityką, praca premiera, ministrów i posłów wspierających rząd, to przede wszystkim poczucie odpowiedzialności za Polskę (jakkolwiek patetycznie to brzmi, tak jest). Poprzednie rządy, zarówno SLD, jak PiS, bały się odebrania poszczególnym grupom zawodowym przywilejów emerytalnych. Przerzucały ostateczną decyzję, jak gorący kartofel, na następców, przedłużając o kolejne lata "przepisy przejściowe" w ustawie o emeryturach. Nie da się żyć w stanie przejściowym przez dziesięciolecia. Odpowiedzialność rządzących to nie odpowiedzialność przed własną partią za wynik kolejnych wyborów, ale odpowiedzialność przed Polakami za stan państwa i stworzone perspektywy jego rozwoju w ciągu najbliższych i dalszych lat.
Jestem zdania, że dobrzy nauczyciele powinni zarabiać więcej od przeciętnych, czy wręcz słabych. Tak powinno być w każdym zawodzie, dlaczego nauczyciele mają zarabiać po równo, a jedynym zróżnicowaniem ma być stopień awansu, o którym wszyscy wiedzą, że jest w zasadzie "wysługą lat", bo prawie nie da się nie zdobyć tytułu nauczyciela dyplomowanego? Dlaczego związki zawodowe, jak niepodległości, bronią każdego zapisu w Karcie Nauczyciela (dokumencie z czasu stanu wojennego!)? A może dlatego, że związkowcy boją się stracić oręż do walki, a w konsekwencji własne etaty? I dlaczego, gdy rządzi SLD, Związek Nauczycielstwa Polskiego siedzi cicho, a za rządów PiSu nie było słychać protestów Solidarności, chociaż podwyżki były znacznie mniejsze albo nie było ich wcale? Związki na pewno są apolityczne, jak zapewniają ich wodzowie?
Czy popieram zmiany przygotowywane przez MEN?
Tak, w zdecydowanej większości, ale zawsze sprzeciwiam się pomysłom, które są przeciwko nauczycielom. Że nie piszę o tym na blogu? Bo więcej szkody niż pożytku jest z przecieków medialnych, jak z tego ostatniego o dwóch dziennikach dla nauczycieli, któy jest kompletną bzdurą i w audycji Radia Jasnogórskiego "Solidarni" poświęciliśmy temu medialnemu faktowi niepotrzebnie czas, a można było powiedzieć więcej o lekturach, ale nie propagandowo, bez znajomości spisu lektur, jak niektórzy uczestnicy dyskusji, ale merytorycznie i racjonalnie, bez populizmu i emocji. Przedstawicielka Solidarności, jako zarzut, powiedziała w tej audycji, że o zmianach w kanonie lektur za czasów ministra Giertycha mówiło się tak wiele, a teraz cisza, nie ma dyskusji. Powód jest prosty, trzeba tylko umieć analizować rzeczywistość: zmiany Giertycha były ideologiczno-polityczne, dlatego wywołały falę protestów, zmiany w spisie lektur proponowane przez obecny rząd są pozbawione ideologii, mają charakter zdroworozsądkowy (uczniowie nie mogą omówić na lekcjach obowiązkowo całej dobrej literatury polskiej i światowej, bo szkołę kończyliby jako trzydziestolatkowie). A dyskusję na temat kanonu można było toczyć na stronie internetowej MEN od kwietnia do lipca.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 września 2008 |
Dziennikarze (a za nimi, mam nadzieję niewielka, część społeczeństwa, która bez specjalnej refleksji przyjmuje za prawdę, to co mówi nawet średnio inteligentny przedstawiciel mediów) zachwycają się płomiennymi przemówieniami zagranicznych polityków (Obama, Sarkozy, a ostatnio Pani Sarah Palin - kandydatka McCain'a na wiceprezydenta). Z uznaniem mówią o ostrym języku, wyrazisych wypowiedziach, miażdżącej krytyce, a nawet darciu na strzępy przeciwnika (ostatnie wystąpienie Palin przeciwko Obamie entuzjastycznie komentowane w naszych mediach).Gdy podobnym językiem mówią polscy politycy, atakując swoich przeciwników, to jest to "brak standardów, żenująco niski poziom klasy politycznej", itd.
Może politycy powinni mówić wysublimowanym językiem literatów, akademików, ale nie jestem pewna, czy wtedy przekonaliby do siebie wyborców. Język ma być prosty i czytelny, a kiedy trzeba dosadny (co nie znaczy wulgarny), ma oddawać intencje i emocje mówiącego. Nie można być zimną rybą, gdy mówi się o czymś, co ma dla nas zasadnicze znaczenie, bo albo jest się autentycznym, albo jest się graczem i aktorem. Nie bronię polityków-pieniaczy, ale nie lubię, gdy do jednego worka wrzucamy tych, co wykrzykują przeciwko Wałęsie i Borusewiczowi i nie potrafią uszanować pogrzebu prof. Geremka, z tymi, co ostro się takim zachowaniom przeciwstawiają!!! Zawsze jest jakaś przyczyna i skutek, spróbujmy odróżniać jedno od drugiego.
iza leszczyna
p.s. nie wiem, jak odnieść się do komentarza Bożeny, że nie znam się na "rybakach i rybach"; no nie znam się i w związku z tym nie wypowiadam się na temat strategii rozwoju sektora rybołówstwa w Polsce, ale brak wiedzy branżowej nie przeszkadza mi w przeczytaniu ze zrozumieniem kilkudziesięciu stron dokumentów dotyczących standardów pracy rybaków obowiązujących po podpisaniu Konwencji 188; czasem tak jest, że poseł musi czytać i komentować dokumenty z innej niż jego dziedzina, bo sejm nie jest zbiorem przedstawicieli poszczególnych zawodów, gdyby tak miało być ordynacja określałaby, ilu rybaków, murarzy, lekarzy itd. powinno otrzymać mandaty, a tak nie jest
p.s. to, że nie pikietuję z "Solidarnością" i ZNP pod Kancelarią Premiera nie znaczy, że zapominam o nauczycielach
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 3 września 2008 |
Nie wiem, czy znacie ten stan, ale zwykle po wakacjach odczuwałam lekki stres przed szkołą (jako uczeń i jako nauczyciel też, chyba nawet większy:)
W tym roku czułam to samo przed posiedzeniem Sejmu po wakacyjnej przerwie. Na szczęście to stan krótkotrwały, mija po pierwszym wystąpieniu sejmowym, niekoniecznie nawet trwającym 2 godziny, jak wystąpienie posła Ziobry. A w ogóle, czy wypada swoją osobą zawracać głowę opinii publicznej przez 2 godziny(!)? Co innego debata merytoryczna o emeryturach, zdrowiu, edukacji, podatkach, poczcie polskiej, drogach, stoczniach, Rzeczniku Praw Dziecka, o czymkolwiek wreszcie, byle nie o sobie!!! Trzeba być niezłym narcyzem, żeby nie powiedzieć bufonem. Dobrze, że w tym czasie miałam Komisję ds Unii Europejskiej, na której byłam posłem - koreferentem Decyzji Rady Europejskiej upoważniającej państwa członkowskie do ratyfikowania Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej pracy w sektorze rybołówstwa (tytuły dokumentów unijnych są przydługie, to fakt:), nie musiałam w związku z tym siedzieć na sali posiedzeń i denerwować się, że tak łatwo posłowi mówić, że białe jest czarne, a czarne - białe.
A wracając do rybaków, to naprawdę poważna sprawa, bo ok 2013 roku może okazać się, że ich statki (te, które mają więcej niż 24 metry długości) nie odpowiadają międzynarodowym standardom pracy dla sektora rybołówstwa i trzeba ponieść koszty ich przystosowania. W każdym razie to temat poważniejszy niż immunitet jakiegoś posła, choćby najznamienitszego:)
W międzyczasie byłam na Święcie Ciulima w Lelowie, trochę się bałam, czy - w obecności rabina, który był zupełnie jak ze "Skrzypka na dachu" - zdołam zapalić menorę. Na szczęście się udało. ciulim był dobry, jak zawsze, mioduli nie piłam, bo byłam kierowcą, ale też podobno dobra, jak zawsze:)
Lubię 3. września, zawsze wtedy można powtórzyć za Kantorem: Dziś są moje urodziny:)
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 28 sierpnia 2008 |
Na ostatniej sesji Rady Miasta Częstochowy doszłam do wniosku, że Regulamin Sejmu, który denerwował mnie w pierwszych miesiącach pracy posła swoją sztywnością i nadmiernym dyscyplinowaniem mówców, jest jednak genialny. Jego twórcy wiedzieli, że możliwości oratorskie posłów są niemal nieograniczone i "kaganiec" jest konieczny. Podobnie jest z radnymi. Niektórzy z nich podczas poniedziałkowej sesji, zamiast wystąpień nt. głosowanych uchwał, cytowali fragmenty artykułów o korupcji w innych samorządach, prezentując mniej więcej taki sposób myślenia: wszyscy samorządowcy to złodzieje. Wielokrotnie nie zgadzałam się z decyzjami prezydenta T. Wrony, ale dwie rzeczy trzeba mu przyznać: jest pracowity i uczciwy, dlatego wrzucanie go do jednego worka z drobnymi i grubymi oszustami wydaje się nadużyciem.
Wracając jednak do regulaminu, myślę, że warto przestrzegać zapisów Statutu Miasta Częstochowy, który, podobnie jak Regulamin Sejmu, określa, kto, ile razy i jak długo może zabierać głos. Dyskusje mają być domeną Komisji, tam toczą się merytoryczne spory, tam czas nie podlega reglamentacji. Dlaczego więc radni, zamiast podsumowań, wniosków i ostatecznych stanowisk drobiazgowo odtwarzają to, co miało miejsce na komisjach? Powód jest prosty: publiczność większa, a i media mogą wystąpienie zacytować.
Ale i tak na głowę bije wszystkie ułomności, śmieszności i niedoskonałości polityków mniejszych i większych Pan Prezydent Lech Kaczyński. Tyle, że od osoby nr 1. w kraju oczekuje się więcej niż od radnego, czy posła. Tymczasem Pan Prezydent na extraordynaryjnym spotkaniu w Tallinie wypowiedział - przedziwne w ustach polityka - a właściwie zupełnie niedopuszczalne w ustach prezydenta słowa: "Ja teraz powiem kilka słów osobiście..." (Prezydentowi chodziło o to, że to będą słowa w jego własnym imieniu, słowa oddające jego prywatny pogląd na sprawę). I co powiedział "osobiście"? Że właśnie w kontekście separatystycznych dążeń Osetii i Abchazji obawiał się uznania niepodległości Kosowa!!! Naprawdę, słyszałam na własne uszy. To nie są słowa dyplomacji. Mówienie ich dzisiaj wzmacnia argumenty Rosji, a przecież Prezydent na szczycie Unii chce zająć ostre stanowisko antyrosyjskie. Tak nie uprawia się polityki zagranicznej, to amatorszczyzna, nie dyplomacja. Dlatego myślę, że zamiast na ocieplaniu wizerunku Prezydenta spin doktorzy powinni skupić się na szkoleniu z negocjacji, mediacji, nawet protokołu dyplomatycznego, przyda się także praca z lopgopedą, ale najważniejsze: ćwiczyć logiczne myślenie i zdrowy rozsądek. Życzę powodzenia!
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|