|
|
| Blog |
|
|
| 31 października 2008 |
No i zrobiło się trochę zaduszkowo, chociaż temperatura nie wskazuje na to, że jutro Wszystkich Świętych.
Może i nie ma stuprocentowych dowodów, ani badań potwierdzających, że nadmierna emisja CO2 jest odpowiedzialna za globalne ocieplenie, ale coś jest na rzeczy, bo pamiętam, gdy prawie 40 lat temu 1 listopada chodziłam z Rodzicami i Babcią przez parki pod Jasną Górą, w dół do Rynku Wieluńskiego i ulicą św. Rocha, to zawsze w okolicach cmentarza miałam już zmarznięte palce u stóp, chociaż obowiązkowo przecież Mama zakładała mi ciepłe kozaczki:)
Wszystko wtedy było inne, czarno-białe chorągiewki z napisem "Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...", które wbijało się w ziemię na grobach pradziadków, małe znicze bez przykrywek, które gasły, gdy zaczął padać śnieg czy deszcz, podobno na Kulach sprzedawany był tatarczuch (ciemny słodki chleb z Żarek), ale ja pamiętam z tamtych czasów tylko Cmentarz św. Rocha i Babcię w popielatym płaszczu z kołnierzem ze srebrnego lisa i nicianymi rękawiczkami.
Wracając do pakietu klimatyczno-energetycznego, z jednej strony nie możemy zgodzić się na limity ograniczające nasz rozwój, z drugiej jednak odpowiedzialność za przyszłe pokolenia (jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi) każe zastanowić się, dlaczego przez ostatnie 40 lat średnie temperatury są wyższe i jest to wzrost, którego nie da się usprawiedliwić tezą, że ziemia w swojej historii przeżywa fazy ociepleń i oziębień. Bo to prawda, ale nie postępują one tak szybko. Więc z jednej strony cieszę się, że kwestując jutro rano przy Głównej Bramie Cmentarza św. Rocha nie zmarznę, z drugiej jednak wolałabym zmarznąć, byle niedźwiedzie polarne przeżyły.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 27 października 2008 |
Weekend to trzy ważne imprezy, raczej lokalne, ale sympatyczne. W sobotę Związek Nauczycielstwa Polskiego obchodził VI Dzień Związkowca. Zjechali się działacze i przedstawiciele z całego Śląska, był nawet prezes Broniarz. I tu muszę przyznać spotkało mnie miłe zaskoczenie, bo idąc na tę uroczystość miałam trochę wrażenie, że jak ten Zajączek z bajki idę na spotkanie z Wilkiem (rosyjska, a właściwie radziecka bajka o wilku, co zawsze odgrażał się zajączkowi:). Okazało się jednak, że związkowcy potrafią oddzielić uroczystość od debaty sejmowej (w czasie której nieraz spierałam się z prezesem Broniarzem i różniłam w ocenie pewnych faktów), to dobrze, że normalni ludzie potrafią się zachować, bo nie do końca można powiedzieć to o posłach, których na spotkaniu był dostatek. Tylko poseł Giżyński (i mam nadzieję ja;) utrzymał się w konwencji święta, ładnie podkreślając religijne elementy uroczystości - poświęcenie sztandarów na Jasnej Górze (mam nadzieję, że to dowodzi powolnego oddalania się ZNP od Lewicy, o tym Pan Poseł oczywiście nie mówił, to moja skryta nadzieja:). Inni albo rozdawali prezenty w postaci emerytur pomostowych, albo wyzłośliwiali się nad tym, o czym powiedzieli poprzednicy. To po raz kolejny uświadamia mii, że jakość uprawianej polityki zależy bardziej od osoby niż partii.
Później było 50 lat LO im. Mikołaja Kopernika. Podczas tej uroczystości pomyślałam sobie, że nie ma lepszego miejsca w świecie do pracy niż szkoła. Młodzież w sposób niesamowity "ładuje" pozytywną energią. Nie mówię, że nie bywa trudno; bywa, ale bywa też pięknie.
A w niedzielę? Orlik w Konopiskach. Tam się działo:) Minister Drzewiecki przecinał wstęgi i wręczał puchary dla zwycięzców pierwszych rozgrywek na boisku. Znalazł się nawet w Szkle Kontaktowym:), ale sympatycznie. Podobają mi się Orliki i nieporozumieniem jest mówienie, że są złe i drogie. To fantastyczny przykład współpracy rządu i dwóch poziomów samorządu: wojewódzkiego i gminnego, naprawdę. A efekt można zobaczyć w Konopiskach.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 października 2008 |
Posiedzenia sejmu w każdym tygodniu października to porażka dla życia posła w swoim regionie i dla życia posła w ogóle, ze szczególnym uwzględnieniem życia rodzinnego:(
Dla mojego niecodziennika też nie jest to czas najlepszy, bo więcej jestem w sejmie niż w domu. A poza tym dzieje się tak dużo, że nie wiadomo właściwie, czy pisać o tym, że Lech Wałęsa będzie w Radzie Mędrców (co mnie oczywiście cieszy), czy o tym, że pakiet ustaw zdrowotnych nie jest zamachem na pacjenta, ale deską ratunkową dla niego, czy o tym, że pensum nauczycieli pozostanie bez zmian (takie jest ustalenie ze stroną związkową), czy zacząć wyjaśniać, że pójście sześciolatków do szkół to więcej pieniędzy dla samorządu i więcej pracy dla nauczycieli, a dla dzieci zmiana metod pracy w szkole na bardziej przyjazne, takie trochę "przedszkolne", czy wreszcie pisać o tym, że Lewica ledwie dyszy i zaczyna zjadać sama siebie, a Napieralski już ustawił SLD na równi pochyłej (pozdrawiam kolegów z częstochowskiego SLD i trzymam kciuki, żebyście nie spadli poniżej progu wyborczego, bo choćby szczątkowa, lewica jest potrzebna:)
Na szczęście jeszcze tylko tydzień, a więc jedno posiedzenie sejmu i będzie listopad, Wszystkich Świętych i Zaduszki, a później znowu sejm:)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 października 2008 |
Media, jak zwykle, nie bardzo wiedzą, co tak naprawdę się dzieje albo lubują się w płytkim komentowaniu wydarzeń. Mydlana opera, jak nazwał spór o samolot premier, nie jest istotą sporu, nie jest w ogóle warta komentarzy, a już na pewno nie powinna stać się informacją dnia! Jak sama nazwa wskazuje Polską rządzi rząd, czyli ministrowie premiera i sam premier.
Dziennikarze muszą nauczyć się odróżniać złośliwość od skutecznego i odpowiedzialnego politycznego działania!!! Komentowanie, że premier jest złośliwy, gdy mówi, że samolot nie jest mu potrzebny w Brukseli, ale nie jest mu też potrzebny prezydent, jest brakiem umiejętności obiektywnego opisu rzeczywistości! To nie jest złośliwość, to jest mówienie wprost, bez owijania w bawełnę! Odważne branie odpowiedzialności za to, co będzie wynikiem szczytu UE. Dla większości Polaków pakiet klimatyczny, Traktat Lizboński, kryzys na rynkach finansowych to niewiele znaczące hasła, ale dla przyszłości Polski, to słowa klucze, to nasze być albo nie być. Dlatego bzdury opowiada sympatyczny politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówiąc, że najlepiej byłoby, gdyby premier jutro przed wejściem delegacji polskiej na obrady, odpiął swój identyfikatoir i dał prezydentowi. Najlepiej? Tak, z pewnością najlepiej dla wizerunku, dla PR, dla słupków poparcia Donalda Tuska, ale z pewnością nie najlepiej dla Polski, żeby nie powiedzieć całkiem źle! Bo to przecież rząd Prawa i Sprawiedliwości, a w zasadzie sam prezydent Lech Kaczyński, zgodził się na niekorzystne dla Polski rozwiązania energetyczne, które zupełnie nie liczą się ani z tym, że Polska węglem stoi, ani z tym, że w stosunku do poprzednich lat ograniczyliśmy emisje CO2 wielokrotnie wiecej niż inne kraje europejskie (a to, że było to wynikiem załamania gospodarki, nie jest argumentem przeciwko Polsce, wręcz przeciwnie, jeśli Unia myśli o zrównoważonym rozwoju, musi wziąć pod uwagę, że startujemy z innego pułapu, że jesteśmy z innej postsowieckiej bajki:((
Więc po co na tym szczycie prezydent nieradzący sobie z energetyką i przeciwny Tarktatowi Lizbońskiemu? Tu nie chodzi o ambicje Tuska, ale o Polskę! A w mediach wałkuje się w kółko, kto zyska, kto straci, jakby to było najważniejsze.
Może i posłowie są czasem niedouczeni, ale dziennikarze też nie grzeszą ani intelektem, ani odpowiedzialnością za słowo.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 października 2008 |
"Kto zdobytą wiedzę pielęgnuje,
a nową bez ustanku zdobywa,
ten może być nauczycielem..."
Konfucjusz
Z okazji Dnia Komisji Edukacji Narodowej
składam Koleżankom i Kolegom Nauczycielom
wyrazy najwyższego szacunku i uznania za codzienny trud
kształtowania postaw i umiejętności młodych Polaków.
Życzę wielu sukcesów i satysfakcji, także materialnej,
wszystkim pracownikom oświaty.
Izabela Leszczyna
Poseł na Sejm RP
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 października 2008 |
Mimozami jesień się zaczyna...
A jesień sejmowa zaczyna się ustawą budżetową. Też ciekawie, ale z pewnością mniej poetycko. Właściwie nawet wzrost nakładów na naukę o 26,1% został skwitowany przez opozycję jako niewystarczający. Zgoda, potrzeby w każdej dziedzinie są tak duże, że śmiało moglibyśmy dorzucić po 100%, tylko skąd brać te pieniadze? Trudne do zrozumienia dla posłów lewicy, ale pragmatyczne zdanie ministra Rostowskiego w debacie budżetowej brzmiało: Socjalizm się skończył, państwo nie daje, raczej zabiera część naszych zarobków w postaci podatków.
Do podzielenia, a raczej do sensownego zarządzania jest określona kwota pieniędzy i nie można ich dodrukować:((
Budżet na 2009 r. zakłada dochody na poziomie 269,9 mld zł, a wydatki nie więcej niż 288 mld zł. W projekcie zaplanowano deficyt nieprzekraczający 18,2 mld zł, wzrost zatrudnienia w gospodarce o 2 proc., dynamikę PKB na poziomie 4,8 proc., a inflację - 2,9 proc. Jedni mówią zbyt optymistycznie, inni, że odważnie i ambitnie, ale racjonalnie. Jak jest naprawdę, okaże się za rok.
Nielogiczne jest jednak to, że opozycja zarzucajaca budżetowi nadmierny optymizm, zamiast nie wnosić dodatkowych obciążeń, już szykuje się do poprawek, które psują budżet, bo wprowadzają dodatkowe, niezaplanowane wydatki (owszem, poprawki muszą się bilansować, ale poprawki poselskie polegają najczęściej na zwiększaniu deficytu albo zabieraniu pieniędzy z funduszu ubezpieczeń społecznych)
Dobrze, że przewodniczącym komisji finansów jest Zbyszek Chlebowski, bo to uchroni nas przed inwestycjami typu peron we Włoszczowie.
iza leszczyna
p.s. jutro Lubliniec ma wielkie święto, Edyta Stein zostaje jego patronką, 2 tygodnie wcześniej miasto świętowało wydanie pięknej naukowej publikacji "Zamek Lubliniecki", no i ma sporą strefę ekonomiczną, do której lada moment zaprosi inwestorów, żeby tylko Częstochowa nie została białą plamą otoczoną małymi ekspansywnymi gminami, jak Radomsko, Lubliniec, a nawet Poczesna.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 7 października 2008 |
Inauguracje roku akademickiego 2008/2009 w zasadzie za nami. Birety, gronostaje (raczej króliki, w porywach norki), Gaude amus i wreszcie "vivat Academia! Vivat Profesores!
Właściwie nie mogłam być na inauguracjach częstochowskich, więc nie wiem, jakie były tematy wykładów inauguracyjnych, ale wysłuchałam wykładu na Akademii Ekonomicznej w Katowicach pt "„Budowanie i promowanie kreatywnej aglomeracji miejskiej” wygłoszonego przez prof. zw. dr hab. Andrzeja Klasika.
Myślę, że wersję elektroniczną należałoby przesłać do Urzędu Miasta Częstochowy, bo pewnie parę refleksji na temat kreatywnego zarządzania miastem każdemu by się przydało. Słuchając profesora, myślałam, że przecież Częstochowa ma mnóstwo atutów, żeby się nieźle rozwijać, a jednak nie rozwijamy się, używając efemizmu, szczególnie dynamicznie. I nie mam na myśli spadku liczby mieszkańców, bo ten jest w wielu miastach (oprócz Warszawy i paru innych lokomotyw, które i bez ustawy metropolitarnej sobie radzą), raczej spadek pozytywnej energii w mieszkańcach. W wykładzie swoim profesor mówił o czterech elementach kreatywnego miasta:
- przestrzeń
- ludzie
- infrastruktura
- działalności
Analizując każdy z tych obszarów, trzeba przyznać, że naprawdę mamy poptencjał, ale władzom miasta brakuje chyba wiary w to, że inni (nie tylko jakiś jeden krąg wzajemnej adoracji) mogą mieć dobre pomysły na rozwój Częstochowy. I nie myślę wcale o partiach politycznych, raczej o różnych kręgach ludzi: przedsiębiorców, naukowców, społeczników. Interesujące dla naszego miasta wydawały mi się tezy wykładu o tzw. kreatywnych przemysłach, a więc takiego rodzaju działaniach, które bazują na prawach autorskich, patentach, kreowaniu marki związanej z miastem, itd... To "przemysł", który nie powoduje emisji CO2:)), wytwarzany przez tzw. klasę kreatywną, czyli artystów, ludzi otwartych, myślących i aktywnych.
Dobrze się słuchało, chyba zawsze, gdy nauka zbliża się do pragmatyki jest interesująco.
Jedno mi tylko przeszkadza w inauguracjach: Większość osób, łącznie z samymi profesorami i Panią wiceminister, co cztery uczelnie skończyła:) nie potrafi odmieniać archaicznej, ale jednak używanej do dzisiaj formy, "Jego Magnificencja". Nie chodzi o magnificencję, ale o zaimek "jego", który przecież jest odmienny i nie zwracamy się do rektora: "Jego Magnificencjo" tylko "Wasza Magnificencjo". Tyle zabawy w Bralczyka (dawniej mówiło się " w Miodka", ale karzący miecz IPN-u pozbawia nas kolejnych autorytetów:((, nie wiem, czy potrzebnie). Wypada nawet cieszyć się, że Nobla dostali Japończycy, a nie prof. Wolszczan, bo byłoby głupio.
Nie będę pisać o Listkiewiczu, którego duch wciąż niestety żyje pośród nas, bo piszą o tym wszyscy, ale myślę, że minister sportu trochę się pogubił:(( mam jednak nadzieje, że w drugiej połowie tego meczu odzyska determinację i strzeli wreszcie gola, na którego czeka cała Polska (i tym razem nie jest to metafora dziennikarza sportowego)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 października 2008 |
Kampania wyborcza w USA nie jest w niczym lepsza niż polska polityczna kampania codzienna, chyba nawet gorzej zarzucić komuś nieprawdziwie, że miał powiązania z terrroryzmem, niż prawdziwie, że nie chce płacić wysokich alimentów swoim dzieciom, bo zbyt niskie alimenty posła Dorna krzywdzą "tylko" samych zainteresowanych, gdy tymczasem nawet mglisty i niepewny cień związków z terrorystami ma wymiar niemal bezgraniczny i dyskwalifikuje Obamę (jeśli wyborcy w zarzut uwierzyliby, co jest raczej nieprawdopodobne). Dziwne jest to, że w Stanach pitt bullem Republikanów stała się kobieta, w polskiej mentalności i tradycji identyfikowana raczej z łagodnością. I chociaż posłanki PiS na pamiętnej komisji dały popis, to i tak nigdy nie przebiją posła Kurskiego, który, choć zawsze z większym wdziękiem niż jego klubowe koleżanki, jest jednak zarozumiałym bufonem, który koncentruje się na pomawianiu i lekceważeniu innych (casus posła Kozaka z PiS, któremu poseł Kurski odjechał spod hotelu samochodem sejmowym , choć ten wcześniej umieścił w bagażniku swoje bagaże).
Październik w całości jest sejmowy, więc trzeba ubezpieczyć się w dużo cierpliwości wobec takich zachowań. Najbardziej absurdalne z ostatniego tygodnia były zarzuty posłów PiSu podczas debaty o sześciolatkach na posiedzeniu Komisji Edukacji. Jeden z nich (były wiceminister edukacji w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, który przecież popierał obniżenie wieku szkolnego) mocno zaniepokojony stwierdził, że przecież u dzieci sześcioletnich różnice w rozwoju i możliwościach percepcyjnych obserwuje się między dziećmi, między którymi jest tylko miesiąc różnicy w wieku! Odkrycie godne Einsteina! To oczywiste, ale czy to znaczy, że tworzymy dwanaście klas w jednym roczniku, dla dzieci ze stycznia, lutego, marca...? No może niepotrzebnie zbyt złośliwie powiedziałam, że niestety różnice intelektualne między nami zostają nawet w dorosłym życiu i ta bezwzględna prawda obnaża się także na posiedzeniach komisji sejmowych. Ale naprawdę trudno wytrzymać na poziomie rozumu, bez emocji, gdy jeden z posłów całkiem serio, jakby był twórcą spiskowej teorii dziejów, twierdzi, że chcemy posłać sześciolatki do szkoły, żeby o rok wvcześniej przygotować nowe zastępy konsumentów dla naszego konsumpcyjnego, liberalnego i zmaterializowanego świata. Jak wtedy pozostać racjonalnym? Czułam się, jakbym a rebour wróciła do PRLu.
Rozumiem doskonale Herberta, który mówił, że u podłoża jego decyzji stała także estetyka, bo takie, a nie inne wybory były czasem "kwestią smaku". Podobnie jest z moją przynależnością do PO, a nie do PiSu:))
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 28 września 2008 |
W sobotę uroczyście obchodzono 60-lecie Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Częstochowie. Byli uczniowie, nauczyciele obecni i dawni, dyrektorzy, honorowi goście, itd... Można by powiedzieć uroczystość podobna do wielu innych jubileuszy istnienia szkół. Wyróżniało ją jednak napięcie powstałe wokół szkoły w związku z patronem, któremu chciano w ostatnich dniach zmienić imię z Jarosława na Henryka, bo podobno Henryk większym bohaterem był...
I nie wchodząc w szczegóły i kłótnię historyczno-ideologiczną, trzeba powiedzieć, że takie postępowanie organu prowadzącego można nazwać tylko w jeden sposób: arogancja władzy.
Jeśli ktoś był/jest nauczycielem, wie, co znaczy przygotować uroczystości związane z okrągłym Jubileuszem (oprócz 60. lat istnienia Szkoły obchodzono 50-lecie nadania jej imienia). Przygotowania trwają zwykle kilka miesięcy, bo przecież szkoła musi normalnie funkcjonować i uczyć.
Jestem pewna, że w poniedziałek 22 września prezentacje multimedialne, statuetki okolicznościowe, publikacja o szkole, a nawet napisy wycinane ze styropianu były już gotowe, bo obchody zaplanowano na sobotę 27 września. Tymczasem nasza Rada Miasta głosowała zmianę imienia szkoły właśnie na poniedziałkowej sesji!!!
Jak dobrze, że radni wykazali zdrowy rozsądek, inaczej znów trafilibyśmy do ogólnopolskiej TV jako przykład dziwnego miasta, co w przeddzień uroczystych obchodów nadania Szkole imienia zmienia to imię na inne, mając nadzieję, że gdy nazwisko to samo, może nikt się nie zorientuje???
Pan Prezydent myślał chyba, że wystarczy zamienić przyznawane nauczycielom przez uczniów "Jarosławy" na "Henryki", a uczniowskie "Jareczki" na "Henryczki" i już, a budowanie tożsamości szkoły, półwieczna tradycja, wysiłki nauczycieli w tworzeniu programu wychowawczego, w którym uwzględnia się patrona szkoły, to tylko zawracanie głowy i nic więcej.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 września 2008 |
Pamiętam, jak rok temu pisałam o Częstochowskim Forum Organizacji Pozarządowych. Narzekałam wtedy, że sami bohaterowie uroczystości nie zostali dopuszczeni do głosu. Dzisiaj było kolejne Forum, też można by ponarzekać, ale trzeba przyznać, że wystąpienia zaproszonych gości (mam na myśli przedstawicieli Barki z Poznania i człowieka ds organizacji pozarządowych z Urzędu Marszałkowskiego) były sensowne, nie wiem, czy panele spełniły oczekiwania uczestników, bo zaanektował mnie prorektor ds. rozwoju PCz, żeby przedstawić plany rozbudowy jednego z oddziałów. Też ciekawe:) Każde działanie na rzecz młodych ludzi w naszym mieście musi cieszyć, a szczególnie, gdy ma związek z edukacją techniczną, bo humanistów ci u nas dostatek:((
A wracając do NGO, nawet tu działa zasada Pareto: 80% funduszy pochłania 20 % organizacji pozarządowych, w tym te ogromne, działające prawie jak korporacje, czyli te, które stać na wynajęcie firm consultingowych do pisania projektów:( Najciekawsze wydaje mi się jednak powolne budzenie się świadomości, że fundusze unijne nie załatwią wszystkiego, że w dodatku kiedyś się skończą, inna przecież będzie ich alokacja w związku z przyjmowaniem nowych państw do UE, dlatego konieczna jest własna aktywność generująca środki finansowe, własna działalność gospodarcza organizacji pozarządowych.
W każdym razie serce rośnie, gdy człowiek słucha ludzi, którzy zamiast siedzieć wygodnie na kanapie wciąż gdzieś biegną, coś robią, komuś pomagają...
A jutro jadę do Warszawy na spotkanie z Przewodniczącym ZNP S. Broniarzem. Jestem ciekawa, czy będzie normalniej i racjonalniej niż w TV, gdzie związki zawodowe muszą/chcą(?) bronić nawet najbardziej anachronicznych zapisów Karty Nauczyciela, chociaż muszą przecież wiedzieć, że naprawdę naszego państwa nie stać na wcześniejsze emerytury, osiemnastogodzinne pensum i podwyżki:((
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|