|
|
| Blog |
|
|
| 22 listopada 2008 |
Sejmowy tydzień ma to do siebie, że nie ma czasu na blogi:( Tym bardziej, gdy jest się posłem prowadzącym jakąś ustawę, a jeszcze bardziej, gdy jest to Karta Nauczyciela, bo cokolwiek by się z nią zrobiło i tak krąg niezadowolonych będzie duży. Z Kartą jest zupełnie, jak u Kierkegaarda (i żenić się źle, i nie żenić nędzna pociecha) tzn. nie ma dobrych rozwiązań. Jakakolwiek zmiana jej zapisów wywołuje gwałtowny sprzeciw nauczycieli. Natomiast pozostawienie jej w obecnym kształcie utrwala niesprawiedliwy i nieprawdziwy stereotyp osiemnastogodzinnego tygodnia pracy i wywołuje małe, a czasem duże zdenerwowanie u tych, którzy z pracy rzadko wracają przed 18.00.
Związki zawodowe bronić będą Karty, jak niepodległości, to oczywiste, chociaż denerwuje mnie, że nie jest to gra uczciwa. Ci, którzy autokarami przyjeżdżają do Warszawy, żeby manifestować i palić opony, mogą mówić, co chcą, takie jest prawo demokracji i dobrze. Ale posłowie, którzy wnoszą poprawki dające skutek finansowy na poziomie 15 miliardów zł. są niepoważni, bo odrobinę zdrowego rozsądku trzeba zachować nawet w opozycji. Tym bardziej dziwi postawa posłów PiSu, że w pierwszym roku swoich rządów (2006 r.) Prawo i Sprawiedliwość podniosło pensje nauczycielskie o 1,5%, a w roku 2007 o 2,2%. Więc jak można mówić, że 10% w bieżącym roku i dwa razy po 5% w nadchodzącym to mało? Nikt nie dał więcej od kilkunastu lat! Sojusz Lewicy Demokratycznej z minister Łybacką w MENiS w jednym roku nie dał podwyżki w ogóle, a w kolejnych latach średnio na poziomie 3%. W liczbach wygląda to jeszcze gorzej dla opozycji: jeśli przyjrzymy się wynagrodzeniu nauczyciela stażysty, to w roku 2006 jego pensja wzrosła o 22 zł.(!), od stycznia 2009 r. wzrośnie o 468 zł., a od września o kolejne 109 zł, w sumie o 577 zł. To by było na tyle.
No i jeszcze sztandarowe hasło o spłaszczaniu tabeli płac, tzn. zmniejszaniu różnicy między stażystą a dyplomowanym. Czy znacie drugi zawód, w którym pracownik z dwudziestoletnim stażem zarabiałby ponad dwa razy tyle niż jego młodszy kolega, przy założeniu, że robią w zasadzie dokładnie to samo? Jeśli nauczyciel dyplomowany zarobi 184% stawki stażysty, to chyba jest to wystarczająca motywacja i dowartościowanie doświadczonego pedagoga?
Jutro napiszę o dodatkowej godzinie, bo tu też jest sporo demagogii i manipulacji.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 listopada 2008 |
Pozwolę sobie dzisiaj zacytować komentarz do jednego z poprzednich blogów, bo jest spojrzeniem na naszą ojczyznę i jej małe/wielkie sprawy z perspektywy Paryża. Znajoma studentka (pozdrawiam:) czwartego roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, studiująca obecnie w ramach Erasmusa we Francji napisała tak:
"w sprawie nieobecności Wałęsy na balu, który miał być wyrazem dumy z narodowej niepodległości, a okazał się prywatną imprezką L.K. oczywiście się z Panią w 100% zgadzam. Mam tylko taką refleksję w związku z tym, że obecnie obserwuję polskie podwórko z zagranicznej perspektywy. Czasami mnie zadziwia, że francuska opinia publiczna, a w szczególności środowisko akademickie żywo interesuje się wewnętrznym sprawami Niemiec, Włoch czy Wielkiej Brytanii i są one codziennie dyskutowane i analizowane. Czasem zadziwia mnie i trochę niepokoi, że o Polsce panuje tu raczej blade pojęcie, mało kogo to obchodzi, niektórych zagadnień mimo szczerych chęci nie da się po prostu znajomym z Zachodu wytłumaczyć. Ostatnio jednak, w obliczu infantylnego i bezsensownego potraktowania sprawy reprezentacji Polski w Brukseli przez Kancelarię Prezydenta w ogóle, (bo mam jakieś nieodparte wrażenie, że przemożny wpływ na prezydenta mają nie tyle jego własne lęki i kompleksy, co jego ścisłe otoczenie, ci mali wiecznie knujący ludzie) w szczególności farsy w związku z samolotem, a już tym bardziej skandalicznych wypowiedzi posłów PIS na temat prezydenta-elekta USA, cieszę się, że jednak znajomi nie śledzą polskiego życia politycznego, bo z tych skrawków informacji wyłania się taki obraz Polski, że gdyby mi przyszło jeszcze i to tłumaczyć, to naprawdę byłoby to jedno z najbardziej żenujących doświadczeń. A więc wszystko ma swoje plusy:-)
Natomiast wracając do Wałęsy, to ta sprawa akurat była hitem wśród tutejszych profesorów jako idealna anegdota na rozpoczęcie wykładu w tym tygodniu. Jakoś przeżyłam:-("
Podpisano: Dana
Jak z tymi wielbłądami w Koranie, nic dodać, nic ująć. Może tylko tyle, że to dobrze, że nasi studenci wyjeżdżają do innych krajów, gdzie słuchają, obserwują, analizują i wracają. A po powrocie sami będą tworzyć demokrację w Polsce, brać udział w wyborach i kandydować do sejmu i samorządów. To naprawdę dobra wiadomość:))
iza leszczyna
p.s. do Rafała w sprawie Święta Trzech Króli:
1. Święto Trzech Króli było, jest i będzie i nie zależy to od żadnej ustawy ani uchwały sejmu. Od dziecka uczestniczyłam we mszy św. tego dnia, a na drzwiach pisałam K+M+B..., chociaż nie był to dzień wolny od zajęć w szkole, ani od pracy.
2. Chcę, żeby w moim kraju ludzie biedni mogli liczyć na państwo w takim zakresie, który pozwoli im zapewnić minimum poczucia bezpieczeństwana. Ale żeby ten, kto ze swoim życiem sam sobie nie radzi, miał zapewnioną opiekę państwa, potrzebne są pieniądze wypracowane przez nas wszystkich (to jest solidaryzm społeczny), a nie dzieje się to w dni wolne od pracy, zapewniam Pana.
3. Nie podoba mi się także to, że Prawo i Sprawiedliwość w ciągu dwóch lat swoich rządów, gdy mogło ten dzień uczynić wolnym od pracy - nie zrobiło tego, a dzisiaj wykorzystuje najsłabszego prezydenta w kraju do swojej nieuczciwej walki politycznej.
To wszystko. A zaproszenie na obiad naprawdę aktualne:) W ostatnim tygodniu listopada nie będzie posiedzenia sejmu, więc będę w Częstochowie, możemy porozmawiać o wolnych od pracy dniach i innych różniących nas zagadnieniach. Telefon do mojego Biura - 0343682523
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 listopada 2008 |
W Tygodniku Powszechnym przeczytałam ostatnio takie zdanie: "W arabskim dziele, jakim jest Koran, nie ma wielbłądów, i gdyby istniała wątpliwość, co do autentyczności Koranu, wystarczyłby ten właśnie fakt, by potwierdzić jego arabskość. Nie było powodu, by Mahomet jako Arab wiedział, że wielbłądy są specyficznie arabskie. Stanowiły część jego rzeczywistości, nie było zatem po co okazywać im szczególnych względów. Natomiast jakiś oszust, turysta czy arabski nacjonalista przede wszystkim każdej stronie przydzieliłby po parę wielbłądów i wielbłądzich karawan. Mahomet, jako Arab, był spokojny: wiedział, że może być Arabem bez wielbłądów.”
Chyba nie potrafię napisać do tego cytatu komentarza mądrzejszego od samego cytatu, więc powiem tylko, że zawsze czułam, że nie ma potrzeby prowadzać ze sobą wielbłądów, ale w życiu publicznym moda na wielbłądy ogromna:((
W mijającym tygodniu (który miał być spokojniejszy, bo niesejmowy) przeżyłam dwie przygody:)
Pierwsza to bycie Przewodniczącą Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu zmiany ustawy Karta Nauczyciela. Ze zdziwieniem zauważyłam, podczas prowadzenia obrad, że jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości potrafi mówić 2 godziny o niczym, ale jakby tego było mało, robi to trzykrotnie:
-podczas pierwszego czytania na komisji
-podczas procedowania w podkomisji
-podczas przyjmowania sprawozdania podkomisji przez komisję (taki był tryb pracy nad tą ustawą)
Po tym doświadczeniu myślę, że należałoby wprowadzić do Regulaminu Sejmu zapis, na podstawie którego posłowie płaciliby kary za marnowanie czasu ministrom i pracownikom ministerstw, prawnikom sejmowym, pracownikom administracyjnym sejmu, a także innym posłom (oni wszyscy biorą udział w pracach komisji sejmowych). Bo trzeba dyskutować, debatować, nawet kłócić się, ale o coś, a nie dla zasady albo w celu przerwania pracy komisji. No i przede wszystkim na tym, o czym się mówi, trzeba się znać!!!
Druga przygoda to debata w LO im. M. Kopernika nt. "Czy jesteśmy dobrymi demokratami?" Młodzież OK, wie, co mówi, ma odwagę mieć własne poglądy, wie, że demokracja to trudna sprawa, nie nudzi. Byłoby naprawdę interesująco, gdyby nie to, że drugi zaproszony na debatę gość uznał, że bez wielbłąda ani rusz.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 11 listopada 2008 |
Gdyby nie choroba socjalistyczna, która trwała w naszym kraju ponad 40 lat, bylibyśmy okrzepłą demokracją, której budowanie własnej państwowości przerwała II wojna światowa.
Gdyby nie choroba komunistyczna nie byłoby Katynia, a po wojnie więcej inżynierów, nauczycieli i lekarzy wróciłoby do domów. Łatwiej byłoby przywracać do życia świat.
Pewnie wzięlibyśmy aktywny udział w projekcie Schumana, Monneta i Adenauera, tworząc Wspólnotę Węgla i Stali, a później Wspólnotę Europejską.
Pewnie bylibyśmy znaczącym graczem w dzisiejszej Unii Europejskiej i bralibyśmy udział w Szczycie G7 w Waszyngtonie (politykom opozycji, którzy krzyczą, że Polska nie starała się o udział w tym wydarzeniu przypominam, że spotykają się tam ministrowie finansów 7 najbogatszych krajów świata)
Pewnie świat byłby lepszy, a na balu u Prezydenta bawiliby się wszyscy żyjący byli prezydenci. No tak, ale nie mielibyśmy Wałęsy, bo bohaterowie rodzą się w trudnych czasach i ujawniają tylko w takich.
Od ponad 18 lat mamy szansę budowania demokracji, ale jak uczyć jej w szkole, co odpowiedzieć uczniom Liceum Ogólnokszstałcącego im. M.Kopernika na pytanie "Czy jesteśmy dobrymi demokratami?", gdy najważniejsza osoba w państwie, wybrany przez naród Prezydent nie zaprasza Wałęsy na galę z okazji dziewięćdziesięciolecia odzyskania niepodległości? I jeszcze pogrążające tłumaczenie ministra Kownackiego, że Prezydent też człowiek i ma prawo pamiętać urazy?!!! No i ta wpadka z rozmową telefoniczną z prezydentem elektem Barakiem Obamą. To nie magiel, gdzie jedna pani mówi coś drugiej pani, a ta trzeciej powtarza coś zupełnie innego. To miała być dyplomacja na światowym poziomie.
O pośle z PiSu, co z mównicy sejmowej wieszczył koniec cywilizacji białego człowieka, nie wspomnę, bo mi wstyd.
Jak uczyć w tym wszystkim patriotyzmu, odpowiedzialności i postaw obywatelskich? I niech nikt nie narzeka, że to młodzież jest zła w dzisiejszych czasach.
Miało być miło i wesoło, chciałam napisać coś pozytywnego, bo dzisiaj wielkie i piękne święto i trzeba się cieszyć wierząc, że ta obecna, lżejsza choroba, też minie:))
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 listopada 2008 |
Właśnie tego najbardziej nie lubię w pisowskich "dżentelmenach". Udaje, że jest charmant, a w zasadzie chce powiedzieć: "Idźże Babo do domu dzieci rodzić, bo my tu o WIELKICH SPRAWACH mówimy". Media kreujące prezesa Kaczyńskiego na mężczyznę bardzo uprzejmego i szarmanckiego wobec kobiet znowu ślizgają się po powierzchni problemu i zupełnie nie oddają istoty zagadnienia Kaczyński-kobiety. Jedynym przejawem tej uprzejmości jest bowiem obcałowywanie rąk kobiet (w porywach nie tylko kobiet:), z którymi Prezes się wita. O całowaniu w rękę pisałam już jakiś rok temu, więc przypomnę tylko, że niedopuszczalne jest wyrywanie ręki kobiety do góry - do wysokości swoich ust (na szczęście w przypadku Prezesa nie jest to zbyt wysoko, ale gdyby w sejmie nadal był Roman Giertych?). Jedynym chyba politykiem w Polsce (bo nigdzie indziej na świecie ten zwyczaj nie przetrwał), który z klasą i prawdziwą elegancją potrafi, witając się, pocałować kobietę w dłoń, jest były senator Jarosław Lasecki. Jeśli mężczyzna chce to zrobić (choć moim zdaniem sytuacji, w których całowanie obcej kobiety w dłoń jest usprawiedliwione, może zdarzyć się w życiu najwyżej kilka) musi stanąć naprzeciwko, ująć podawaną dłoń, pochylić się i ZATRZYMAĆ usta tuż nad dłonią kobiety, NIE DOTYKA SIĘ SWOIMI USTAMI CUDZEJ DŁONI!!!!. Jeśli ktoś robi to inaczej, jest to parodia całowania w rękę i jest bardziej lekceważeniem niż oddawaną czcią. I żeby było jasne: nie jestem feministką, oczekuję, że mężczyźni w sejmie i w innych sytuacjach oficjalnych będą traktować mnie jak partnera, nie chcę taryfy ulgowej, przymrużania oka, bo skuteczność polityka, jego pracowitość, uczciwość, umiejętność przekonywania do swoich racji i wreszcie klasa nie mają nic wspólnego z płcią.
Wracając do prymitywnego wystąpienia ministra Dudy, to przede wszystkim kłamał, bo Premier za nikogo się nie chował, był od 19.00 do 1.00 w nocy na głosowaniach, a zwyczajem debat sejmowych jest, że na szczegółowe pytania odpowiada właściwy minister, a premier podsumowuje wszystkie jego wystapienia, tak było i tym razem. A że minister Agnieszka Chłoń-Domińczak jest świetnym ministrem, wyjątkowym znawcą tematu i nikt lepiej od niej nie mógł wyjaśnić skomplikowanych zapisów ustawy o emeryturach pomostowych? To tylko plus dla Premiera, że potrafi znaleźć profesjonalistów, bo właśnie na tym polega dobre zarządzanie. Oczywiście ważniejsza od incydentu z ministrem była sama ustawa, trudna, ale konieczna do przegłosowania, właśnie w imię sprawiedliwości społecznej, która nie może przyznawać przywilejów jednym grupom zawodowym, kosztem dru gich:(
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 31 października 2008 |
No i zrobiło się trochę zaduszkowo, chociaż temperatura nie wskazuje na to, że jutro Wszystkich Świętych.
Może i nie ma stuprocentowych dowodów, ani badań potwierdzających, że nadmierna emisja CO2 jest odpowiedzialna za globalne ocieplenie, ale coś jest na rzeczy, bo pamiętam, gdy prawie 40 lat temu 1 listopada chodziłam z Rodzicami i Babcią przez parki pod Jasną Górą, w dół do Rynku Wieluńskiego i ulicą św. Rocha, to zawsze w okolicach cmentarza miałam już zmarznięte palce u stóp, chociaż obowiązkowo przecież Mama zakładała mi ciepłe kozaczki:)
Wszystko wtedy było inne, czarno-białe chorągiewki z napisem "Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...", które wbijało się w ziemię na grobach pradziadków, małe znicze bez przykrywek, które gasły, gdy zaczął padać śnieg czy deszcz, podobno na Kulach sprzedawany był tatarczuch (ciemny słodki chleb z Żarek), ale ja pamiętam z tamtych czasów tylko Cmentarz św. Rocha i Babcię w popielatym płaszczu z kołnierzem ze srebrnego lisa i nicianymi rękawiczkami.
Wracając do pakietu klimatyczno-energetycznego, z jednej strony nie możemy zgodzić się na limity ograniczające nasz rozwój, z drugiej jednak odpowiedzialność za przyszłe pokolenia (jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi) każe zastanowić się, dlaczego przez ostatnie 40 lat średnie temperatury są wyższe i jest to wzrost, którego nie da się usprawiedliwić tezą, że ziemia w swojej historii przeżywa fazy ociepleń i oziębień. Bo to prawda, ale nie postępują one tak szybko. Więc z jednej strony cieszę się, że kwestując jutro rano przy Głównej Bramie Cmentarza św. Rocha nie zmarznę, z drugiej jednak wolałabym zmarznąć, byle niedźwiedzie polarne przeżyły.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 27 października 2008 |
Weekend to trzy ważne imprezy, raczej lokalne, ale sympatyczne. W sobotę Związek Nauczycielstwa Polskiego obchodził VI Dzień Związkowca. Zjechali się działacze i przedstawiciele z całego Śląska, był nawet prezes Broniarz. I tu muszę przyznać spotkało mnie miłe zaskoczenie, bo idąc na tę uroczystość miałam trochę wrażenie, że jak ten Zajączek z bajki idę na spotkanie z Wilkiem (rosyjska, a właściwie radziecka bajka o wilku, co zawsze odgrażał się zajączkowi:). Okazało się jednak, że związkowcy potrafią oddzielić uroczystość od debaty sejmowej (w czasie której nieraz spierałam się z prezesem Broniarzem i różniłam w ocenie pewnych faktów), to dobrze, że normalni ludzie potrafią się zachować, bo nie do końca można powiedzieć to o posłach, których na spotkaniu był dostatek. Tylko poseł Giżyński (i mam nadzieję ja;) utrzymał się w konwencji święta, ładnie podkreślając religijne elementy uroczystości - poświęcenie sztandarów na Jasnej Górze (mam nadzieję, że to dowodzi powolnego oddalania się ZNP od Lewicy, o tym Pan Poseł oczywiście nie mówił, to moja skryta nadzieja:). Inni albo rozdawali prezenty w postaci emerytur pomostowych, albo wyzłośliwiali się nad tym, o czym powiedzieli poprzednicy. To po raz kolejny uświadamia mii, że jakość uprawianej polityki zależy bardziej od osoby niż partii.
Później było 50 lat LO im. Mikołaja Kopernika. Podczas tej uroczystości pomyślałam sobie, że nie ma lepszego miejsca w świecie do pracy niż szkoła. Młodzież w sposób niesamowity "ładuje" pozytywną energią. Nie mówię, że nie bywa trudno; bywa, ale bywa też pięknie.
A w niedzielę? Orlik w Konopiskach. Tam się działo:) Minister Drzewiecki przecinał wstęgi i wręczał puchary dla zwycięzców pierwszych rozgrywek na boisku. Znalazł się nawet w Szkle Kontaktowym:), ale sympatycznie. Podobają mi się Orliki i nieporozumieniem jest mówienie, że są złe i drogie. To fantastyczny przykład współpracy rządu i dwóch poziomów samorządu: wojewódzkiego i gminnego, naprawdę. A efekt można zobaczyć w Konopiskach.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 23 października 2008 |
Posiedzenia sejmu w każdym tygodniu października to porażka dla życia posła w swoim regionie i dla życia posła w ogóle, ze szczególnym uwzględnieniem życia rodzinnego:(
Dla mojego niecodziennika też nie jest to czas najlepszy, bo więcej jestem w sejmie niż w domu. A poza tym dzieje się tak dużo, że nie wiadomo właściwie, czy pisać o tym, że Lech Wałęsa będzie w Radzie Mędrców (co mnie oczywiście cieszy), czy o tym, że pakiet ustaw zdrowotnych nie jest zamachem na pacjenta, ale deską ratunkową dla niego, czy o tym, że pensum nauczycieli pozostanie bez zmian (takie jest ustalenie ze stroną związkową), czy zacząć wyjaśniać, że pójście sześciolatków do szkół to więcej pieniędzy dla samorządu i więcej pracy dla nauczycieli, a dla dzieci zmiana metod pracy w szkole na bardziej przyjazne, takie trochę "przedszkolne", czy wreszcie pisać o tym, że Lewica ledwie dyszy i zaczyna zjadać sama siebie, a Napieralski już ustawił SLD na równi pochyłej (pozdrawiam kolegów z częstochowskiego SLD i trzymam kciuki, żebyście nie spadli poniżej progu wyborczego, bo choćby szczątkowa, lewica jest potrzebna:)
Na szczęście jeszcze tylko tydzień, a więc jedno posiedzenie sejmu i będzie listopad, Wszystkich Świętych i Zaduszki, a później znowu sejm:)
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 15 października 2008 |
Media, jak zwykle, nie bardzo wiedzą, co tak naprawdę się dzieje albo lubują się w płytkim komentowaniu wydarzeń. Mydlana opera, jak nazwał spór o samolot premier, nie jest istotą sporu, nie jest w ogóle warta komentarzy, a już na pewno nie powinna stać się informacją dnia! Jak sama nazwa wskazuje Polską rządzi rząd, czyli ministrowie premiera i sam premier.
Dziennikarze muszą nauczyć się odróżniać złośliwość od skutecznego i odpowiedzialnego politycznego działania!!! Komentowanie, że premier jest złośliwy, gdy mówi, że samolot nie jest mu potrzebny w Brukseli, ale nie jest mu też potrzebny prezydent, jest brakiem umiejętności obiektywnego opisu rzeczywistości! To nie jest złośliwość, to jest mówienie wprost, bez owijania w bawełnę! Odważne branie odpowiedzialności za to, co będzie wynikiem szczytu UE. Dla większości Polaków pakiet klimatyczny, Traktat Lizboński, kryzys na rynkach finansowych to niewiele znaczące hasła, ale dla przyszłości Polski, to słowa klucze, to nasze być albo nie być. Dlatego bzdury opowiada sympatyczny politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówiąc, że najlepiej byłoby, gdyby premier jutro przed wejściem delegacji polskiej na obrady, odpiął swój identyfikatoir i dał prezydentowi. Najlepiej? Tak, z pewnością najlepiej dla wizerunku, dla PR, dla słupków poparcia Donalda Tuska, ale z pewnością nie najlepiej dla Polski, żeby nie powiedzieć całkiem źle! Bo to przecież rząd Prawa i Sprawiedliwości, a w zasadzie sam prezydent Lech Kaczyński, zgodził się na niekorzystne dla Polski rozwiązania energetyczne, które zupełnie nie liczą się ani z tym, że Polska węglem stoi, ani z tym, że w stosunku do poprzednich lat ograniczyliśmy emisje CO2 wielokrotnie wiecej niż inne kraje europejskie (a to, że było to wynikiem załamania gospodarki, nie jest argumentem przeciwko Polsce, wręcz przeciwnie, jeśli Unia myśli o zrównoważonym rozwoju, musi wziąć pod uwagę, że startujemy z innego pułapu, że jesteśmy z innej postsowieckiej bajki:((
Więc po co na tym szczycie prezydent nieradzący sobie z energetyką i przeciwny Tarktatowi Lizbońskiemu? Tu nie chodzi o ambicje Tuska, ale o Polskę! A w mediach wałkuje się w kółko, kto zyska, kto straci, jakby to było najważniejsze.
Może i posłowie są czasem niedouczeni, ale dziennikarze też nie grzeszą ani intelektem, ani odpowiedzialnością za słowo.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 października 2008 |
"Kto zdobytą wiedzę pielęgnuje,
a nową bez ustanku zdobywa,
ten może być nauczycielem..."
Konfucjusz
Z okazji Dnia Komisji Edukacji Narodowej
składam Koleżankom i Kolegom Nauczycielom
wyrazy najwyższego szacunku i uznania za codzienny trud
kształtowania postaw i umiejętności młodych Polaków.
Życzę wielu sukcesów i satysfakcji, także materialnej,
wszystkim pracownikom oświaty.
Izabela Leszczyna
Poseł na Sejm RP
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|