|
|
| Blog |
|
|
| 16 grudnia 2008 |
Weto Prezydenta jest tak samo destrukcyjne dla Polski, jak liberum Veto dla Rzeczpospolitej Szlacheckiej, a to znaczy, że nie uczymy się na błędach. To jest zgubne nawet dla człowieka, a co dopiero dla narodu:(
Nie będzie reformy mediów publicznych, służby zdrowia, pomostówek, nie będzie reformy finansów publicznych, może nawet w permanentnym odruchu "bycia na nie" nie damy szansy naszym sześciolatkom na lepszy start (tylko nie powtarzajmy głupiego argumentu o skracaniu dzieciństwa, bo czy może być coś lepszego niż wspólna zabawa i nauka w kolorowych pomieszczeniach, pod okiem profesjonalnych pedagogów?)
Zacietrzewiony PiS, gotowy poświęcić wszystko (niestety dobro publiczne też) dla chorych ambicji Bliźniaków i skłócona, beznadziejnie słaba Lewica z obrażonym Napieralskim, dla którego najważniejszym celem politycznym jest odwołać Olejniczaka, ale nawet i to mu nie wyszło.
Szkoda, bo nie mamy czasu czekać na kolejne wybory parlamentarne, na koniunkturę, na lepiej przygotowane reformy, na większość do odrzucenia weta, na wybory prezydenckie. Życie jest tu i teraz, szkoda, że nie wszyscy to rozumiemy.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 12 grudnia 2008 |
Jako motto tego tygodnia najbardziej pasowałby cytat z Marii Peszek: nie mam czasu na...
Nie dokończę jednak tego wersu, bo przekonałam się ostatnio, że ludzie często nie rozumieją metafor i odbierają teksty dosłownie. No ale poseł nie może narzekać, poseł w ogóle ma być twardy, jak Roman Bratny:)
Przekonałam się o tym empirycznie we wtorek podczas debaty zorganizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Debata nosiła tytuł "W obronie publicznej oświaty", czy jakoś tak, ale równie bez sensu, bo nic publicznej oświacie nie grozi. Obecny był najbardziej demagogiczny ze wszystkich szefów ZNP, pan wiceprezes Baszczyński. Oprócz przywoływanej co rusz trumny z trupem polskiej szkoły w środku, jego wystąpienie było po prostu błędną interpretacją nowelizacji ustawy o systemie oświaty i to wszystko. Pozbawione dobrego smaku było niestety wystąpienie pani poseł z PiSu: gomułkowska stylistyka i stalinowska nagonka przekroczyły moją wrażliwość estetyczną (o etycznej nie wspomnę). Dobrze, że pan poseł z PiSu i pan poseł z SLD zaatakowali problem, nie mnie, bo zrobiło się chociaż trochę merytorycznie. Z pewnością uprawianie dyskursu publicznego jest trudne i nie każdy to potrafi:(
Na szczęście dystansu do tego wydarzenia mogłam nabrać dzięki spotkaniu z Dalajlamą. Na pytanie, co robić, gdy polityczny adwersarz posuwa się do nieuczciwości i niegodziwości, Jego Świątobliwość powiedział: to powinien być dla Ciebie powód do radości, bo jeśli to dostrzegasz i nie odpowiadasz tym samym, to znaczy, że wzniosłaś się na wyższy poziom, jesteś wolna od najniższych pobudek, a to zawsze jest powód do szczęścia. I jak nie dostrzec pewnej wspólnoty wszystkich religii świata?
Pięknie, bez cienia agresji i niechęci, raczej z troską, mówił Dalajlama o Chinach. Powiedział, że Chiny mają trzy atrybuty mocarstwa: ogromny obszar, dużą liczbę ludności, coraz lepiej rozwiniętą gospodarkę; ale żeby być mocarstwem niezbędny jest czwarty warunek: autorytet moralny w świecie. I tego Chiny nie mają. Nie rozumieją wciąż, że uznanie odrębności kulturowej, językowej i religijnej Tybetu legitymizowałoby w świecie ich aspiracje mocarstwowe. Bo przecież prawdziwy wielkolud nie boi się mrówki.
Dał nam też wskazówkę, jak zmieniać świat na lepsze. Tu powtórzył trzykrotnie: edukacja, edukacja, edukacja. I z tym zostańmy do następnego bloga, chociaż były jeszcze spotkania w powiatach podsumowujące rok rządu premiera Tuska i Wigilia Platformy Obywatelskiej z arcybiskupem Nowakiem, ministrem Zdrojewskim i kolędami przy akompaniamencie pianina...
A jutro - KRAKÓW z grzańcem galicyjskim w tle.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 grudnia 2008 |
Budżet państwa, I czytanie budżetu Częstochowy, nie za dużo naraz?
A później jeszcze spotkanie z wyborcami w ROKu.
Jutro spotkanie z prezesami kół szkolnych Związku Nauczycielstwa Polskiego (to prawie, jak położenie głowy pod gilotynę:), a następnie spotkanie w Myszkowie, w środę w Lublińcu - podsumowanie roku rządów PO.
A w czwartek muszę spotkać się z Dalajlamą w sejmie, bo to pewnie jedyna okazja w życiu.
W piątek wigilia Platformy Częstochowskiej. To by było tyle na ten tydzień. A w następnym sejm. Choinka musi poczekać;) karp tym bardziej. Czy leci już ta piosenka o karpiach w Trójce? Nie słyszałam jeszcze w tym roku:(
O swoich głosowaniach i poszukiwaniu pieniędzy dla Częstochowy napiszę, jak tylko znajdę chwilę.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 5 grudnia 2008 |
SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
VI kadencja
Prezydium Sejmu na podstawie art. 33 regulaminu Sejmu – w uzgodnieniu z Konwentem Seniorów – wnosi projekt uchwały:
- w sprawie uczczenia 90. rocznicy przyznania kobietom w Rzeczypospolitej Polskiej praw wyborczych.
Projekt przedstawia Marszałek Sejmu. MARSZAŁEK SEJMU/-/ Bronisław Komorowski
Sejm RP przypomina, że już u swego początku niepodległa Polska w listopadzie 1918 roku przyznała kobietom polskim pełnię praw obywatelskich, w tym praw wyborczych (...) Sejm RP przypomina, że zasada ta, stanowiąca fundament II RP, jest także podstawą ustroju współczesnej Polski.
Sejm z dumą przypomina, że przyznając pełnię praw obywatelskich kobietom, Polska wyprzedziła zdecydowanie większość państw ówczesnej Europy.
Sejm RP w 90. rocznicę tych wydarzeń wyraża uznanie kobietom, które uczestniczyły w walce o swe prawa i wyraża przekonanie, że nie może być demokracji bez należytego udziału w niej kobiet.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 29 listopada 2008 |
Już tydzień temu miałam napisać o dalszych zmianach w Karcie Nauczyciela, ale okazuje się, że, jak jestem w Częstochowie też nie mam czasu:)
Zastanawiam się też, czy pisząc o godzinach pracy nauczyciela powinnam pisać do nauczycieli, czy do tych czytelników mojego bloga, którzy specyfiki pracy w szkole nie znają? No to spróbujmy.
Obecnie w Karcie Nauczyciela w art. 42 ust. 2 jest zapisane, że czas pracy nauczyciela nie może przekroczyć 40 godzin i że w ramach tego czasu pracy nauczyciel obowiązany jest realizować:
1) zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz, w wymiarze określonym w ust. 3 lub ustalonym na podstawie ust. 4a albo ust. 7; (dla przedmiotowca to jest 18 godzin)
2) inne czynności i zajęcia wynikające z zadań statutowych szkoły, ze szczególnym uwzględnieniem zajęć opiekuńczych i wychowawczych wynikających z potrzeb i zainteresowań uczniów;
3) zajęcia i czynności związane z przygotowaniem się do zajęć, samokształceniem i doskonaleniem zawodowym.
Punkty 1 i 3 tego ustępu są jednoznaczne: trzeba odpracować pensum, oprócz tego przygotować lekcje, a żeby te wciąż były ciekawe i nadążały za zmieniającym się światem i naszymi uczniami, powinniśmy się doskonalić. Ale jak interpretować zapis z punktu 2.? Wyraźnie jest tam powiedziane, że oprócz pensum powinniśmy wykonywać inne zadania statutowe (i to robimy, przygotowując akademie, wywiadówki, konsultacje z rodzicami, prowadząc wycieczki szkolne i setki innych imprez okolicznościowych, wczoraj pewnie "Andrzejki":). I tu już zaczyna się "nierówna" praca nauczycieli, bo są wśród nas tacy, którzy zawsze pojadą na wycieczkę z klasą i zawsze zorganizują dyskotekę, ale znam też takich, co przez 5 lat nie pojechali na wycieczkę, a wymówką był brak odpowiedniego obuwia sportowego (serio!). Jeszcze gorzej w sensie równego traktowania wszystkich nauczycieli wygląda egzekwowanie zapisu, że dodatkowe zadania to w szczególności zajęcia opiekuńcze i wychowawcze, ale wynikające z zainteresowań i potrzeb uczniów. Zapis ten powoduje, że są szkoły, gdzie ścieżki międzyprzedmiotowe lub zajęcia z dyslektykami albo gimnastyka korekcyjna, czy dodatkowe zajęcia przygotowujące uczniów do konkursów i olimpiad prowadzone są przez nauczycieli w ramach tego zapisu bez dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny, ale są szkoły, w których nauczyciele odmawiają prowadzenia zajęć z uczniami ponad osiemnastogodzinne pensum. Czy to jest sprawiedliwe?
Ja nie znam w zasadzie nauczyciela, który powiedziałby, że nie prowadzi dodatkowo zajęć: dla słabszych uczniów, dla zdolnych albo kółka zainteresowań. Jeśli tak jest, to dlaczego opinia publiczna wciąż ma nam zarzucać, że pracujemy tylko 18 godzin? Zlikwidujmy ten zły i nieprawdziwy stereotyp. Sądzę, że niedźwiedzią przysługę robią posłowie PiS nauczycielom, obwieszczając, gdzie się da, że dodajemy nauczycielom dodatkowe godziny pracy. Nowy zapis precyzuje tylko, że jest to od 1.09.2009 r. jedna godzina w tygodniu dla nauczycieli wszystkich typów szkół. Godzinę tę rozlicza się w okresie półocznym, więc mogą to być np. dwie godziny co drugi tydzień albo cztery raz w miesiącu (np. w świetlicy z sześciolatkami, które po lekcjach muszą zostać, jak w przedszkolu, czekając na rodziców). Dodatkowa "biurokracja" polega na tym, że godzinę taką odnotowujemy w dzienniku zajęć pozalekcyjnych. Od zawsze w szkole jest tak, że zapisuje się temat lekcji i sprawdza obecność. To wszystko. Od 1. 09. 2010 r. dla nauczycieli szkół podstawowych i gimnazjów będą to dwie godziny tygodniowo, w szkołach ponadgimnazjalnych pozostanie jedna godzina.
Wiem, że gdy napiszę o pensum w innych krajach świata, że wszędzie jest wyższe, usłyszę, że tam zarabiają więcej. Owszem, ale więcej zarabiają tam także ekspedientki, lekarze, sprzątaczki, kierowcy i urzędnicy. Takie życie, są kraje biedne i są bogate, my mamy szanse wyjścia na prostą, szansę, jakiej Polska nie miała od 300 lat. Spróbujmy ją po prostu wykorzystać, ale wymaga to solidarności wszystkich ze wszystkimi, a nie związkowego dbania o interes jednych kosztem innych. Praca nauczyciela jest trudna, bardzo, ale czy kasjerka w markecie ma łatwiej? Ile razy musi wysłuchać naszych czasem niegrzecznych komentarzy, że długo czekamy, że coś jest nieświeże, że za drogie, a nawet, że na karcie nie mamy pieniędzy? Że kasjerka nie ma wykształcenia? To prawda, dlatego zarabia dwa razy mniej od nauczyciela, ma mniej urlopu i nigdy nie przeżyje wzruszenia, gdy odchodzący ze szkoły uczniowie dziękują i mówią, że nigdy o nas nie zapomną, gdy absolwenci po latach kłaniają się z drugiego końca ulicy albo, gdy widzimy, że są mądrzy, dobrzy, świetnie radzą sobie w życiu, a to wszystko w jakimś stopniu jest naszą zasługą...
iza leszczyna
p.s. 1. Dziękuję za komentarze:) odniosę się do nich za kilka dni w kolejnym blogu
p.s. 2. Przepraszam Jacka i Rafała, że usunęłam ich komentarze:( ale miałam małe problemy techniczne związane z jakimś "atakiem" na stronę, teraz jest już OK i można komentować
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 22 listopada 2008 |
Sejmowy tydzień ma to do siebie, że nie ma czasu na blogi:( Tym bardziej, gdy jest się posłem prowadzącym jakąś ustawę, a jeszcze bardziej, gdy jest to Karta Nauczyciela, bo cokolwiek by się z nią zrobiło i tak krąg niezadowolonych będzie duży. Z Kartą jest zupełnie, jak u Kierkegaarda (i żenić się źle, i nie żenić nędzna pociecha) tzn. nie ma dobrych rozwiązań. Jakakolwiek zmiana jej zapisów wywołuje gwałtowny sprzeciw nauczycieli. Natomiast pozostawienie jej w obecnym kształcie utrwala niesprawiedliwy i nieprawdziwy stereotyp osiemnastogodzinnego tygodnia pracy i wywołuje małe, a czasem duże zdenerwowanie u tych, którzy z pracy rzadko wracają przed 18.00.
Związki zawodowe bronić będą Karty, jak niepodległości, to oczywiste, chociaż denerwuje mnie, że nie jest to gra uczciwa. Ci, którzy autokarami przyjeżdżają do Warszawy, żeby manifestować i palić opony, mogą mówić, co chcą, takie jest prawo demokracji i dobrze. Ale posłowie, którzy wnoszą poprawki dające skutek finansowy na poziomie 15 miliardów zł. są niepoważni, bo odrobinę zdrowego rozsądku trzeba zachować nawet w opozycji. Tym bardziej dziwi postawa posłów PiSu, że w pierwszym roku swoich rządów (2006 r.) Prawo i Sprawiedliwość podniosło pensje nauczycielskie o 1,5%, a w roku 2007 o 2,2%. Więc jak można mówić, że 10% w bieżącym roku i dwa razy po 5% w nadchodzącym to mało? Nikt nie dał więcej od kilkunastu lat! Sojusz Lewicy Demokratycznej z minister Łybacką w MENiS w jednym roku nie dał podwyżki w ogóle, a w kolejnych latach średnio na poziomie 3%. W liczbach wygląda to jeszcze gorzej dla opozycji: jeśli przyjrzymy się wynagrodzeniu nauczyciela stażysty, to w roku 2006 jego pensja wzrosła o 22 zł.(!), od stycznia 2009 r. wzrośnie o 468 zł., a od września o kolejne 109 zł, w sumie o 577 zł. To by było na tyle.
No i jeszcze sztandarowe hasło o spłaszczaniu tabeli płac, tzn. zmniejszaniu różnicy między stażystą a dyplomowanym. Czy znacie drugi zawód, w którym pracownik z dwudziestoletnim stażem zarabiałby ponad dwa razy tyle niż jego młodszy kolega, przy założeniu, że robią w zasadzie dokładnie to samo? Jeśli nauczyciel dyplomowany zarobi 184% stawki stażysty, to chyba jest to wystarczająca motywacja i dowartościowanie doświadczonego pedagoga?
Jutro napiszę o dodatkowej godzinie, bo tu też jest sporo demagogii i manipulacji.
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 16 listopada 2008 |
Pozwolę sobie dzisiaj zacytować komentarz do jednego z poprzednich blogów, bo jest spojrzeniem na naszą ojczyznę i jej małe/wielkie sprawy z perspektywy Paryża. Znajoma studentka (pozdrawiam:) czwartego roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, studiująca obecnie w ramach Erasmusa we Francji napisała tak:
"w sprawie nieobecności Wałęsy na balu, który miał być wyrazem dumy z narodowej niepodległości, a okazał się prywatną imprezką L.K. oczywiście się z Panią w 100% zgadzam. Mam tylko taką refleksję w związku z tym, że obecnie obserwuję polskie podwórko z zagranicznej perspektywy. Czasami mnie zadziwia, że francuska opinia publiczna, a w szczególności środowisko akademickie żywo interesuje się wewnętrznym sprawami Niemiec, Włoch czy Wielkiej Brytanii i są one codziennie dyskutowane i analizowane. Czasem zadziwia mnie i trochę niepokoi, że o Polsce panuje tu raczej blade pojęcie, mało kogo to obchodzi, niektórych zagadnień mimo szczerych chęci nie da się po prostu znajomym z Zachodu wytłumaczyć. Ostatnio jednak, w obliczu infantylnego i bezsensownego potraktowania sprawy reprezentacji Polski w Brukseli przez Kancelarię Prezydenta w ogóle, (bo mam jakieś nieodparte wrażenie, że przemożny wpływ na prezydenta mają nie tyle jego własne lęki i kompleksy, co jego ścisłe otoczenie, ci mali wiecznie knujący ludzie) w szczególności farsy w związku z samolotem, a już tym bardziej skandalicznych wypowiedzi posłów PIS na temat prezydenta-elekta USA, cieszę się, że jednak znajomi nie śledzą polskiego życia politycznego, bo z tych skrawków informacji wyłania się taki obraz Polski, że gdyby mi przyszło jeszcze i to tłumaczyć, to naprawdę byłoby to jedno z najbardziej żenujących doświadczeń. A więc wszystko ma swoje plusy:-)
Natomiast wracając do Wałęsy, to ta sprawa akurat była hitem wśród tutejszych profesorów jako idealna anegdota na rozpoczęcie wykładu w tym tygodniu. Jakoś przeżyłam:-("
Podpisano: Dana
Jak z tymi wielbłądami w Koranie, nic dodać, nic ująć. Może tylko tyle, że to dobrze, że nasi studenci wyjeżdżają do innych krajów, gdzie słuchają, obserwują, analizują i wracają. A po powrocie sami będą tworzyć demokrację w Polsce, brać udział w wyborach i kandydować do sejmu i samorządów. To naprawdę dobra wiadomość:))
iza leszczyna
p.s. do Rafała w sprawie Święta Trzech Króli:
1. Święto Trzech Króli było, jest i będzie i nie zależy to od żadnej ustawy ani uchwały sejmu. Od dziecka uczestniczyłam we mszy św. tego dnia, a na drzwiach pisałam K+M+B..., chociaż nie był to dzień wolny od zajęć w szkole, ani od pracy.
2. Chcę, żeby w moim kraju ludzie biedni mogli liczyć na państwo w takim zakresie, który pozwoli im zapewnić minimum poczucia bezpieczeństwana. Ale żeby ten, kto ze swoim życiem sam sobie nie radzi, miał zapewnioną opiekę państwa, potrzebne są pieniądze wypracowane przez nas wszystkich (to jest solidaryzm społeczny), a nie dzieje się to w dni wolne od pracy, zapewniam Pana.
3. Nie podoba mi się także to, że Prawo i Sprawiedliwość w ciągu dwóch lat swoich rządów, gdy mogło ten dzień uczynić wolnym od pracy - nie zrobiło tego, a dzisiaj wykorzystuje najsłabszego prezydenta w kraju do swojej nieuczciwej walki politycznej.
To wszystko. A zaproszenie na obiad naprawdę aktualne:) W ostatnim tygodniu listopada nie będzie posiedzenia sejmu, więc będę w Częstochowie, możemy porozmawiać o wolnych od pracy dniach i innych różniących nas zagadnieniach. Telefon do mojego Biura - 0343682523
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 14 listopada 2008 |
W Tygodniku Powszechnym przeczytałam ostatnio takie zdanie: "W arabskim dziele, jakim jest Koran, nie ma wielbłądów, i gdyby istniała wątpliwość, co do autentyczności Koranu, wystarczyłby ten właśnie fakt, by potwierdzić jego arabskość. Nie było powodu, by Mahomet jako Arab wiedział, że wielbłądy są specyficznie arabskie. Stanowiły część jego rzeczywistości, nie było zatem po co okazywać im szczególnych względów. Natomiast jakiś oszust, turysta czy arabski nacjonalista przede wszystkim każdej stronie przydzieliłby po parę wielbłądów i wielbłądzich karawan. Mahomet, jako Arab, był spokojny: wiedział, że może być Arabem bez wielbłądów.”
Chyba nie potrafię napisać do tego cytatu komentarza mądrzejszego od samego cytatu, więc powiem tylko, że zawsze czułam, że nie ma potrzeby prowadzać ze sobą wielbłądów, ale w życiu publicznym moda na wielbłądy ogromna:((
W mijającym tygodniu (który miał być spokojniejszy, bo niesejmowy) przeżyłam dwie przygody:)
Pierwsza to bycie Przewodniczącą Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu zmiany ustawy Karta Nauczyciela. Ze zdziwieniem zauważyłam, podczas prowadzenia obrad, że jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości potrafi mówić 2 godziny o niczym, ale jakby tego było mało, robi to trzykrotnie:
-podczas pierwszego czytania na komisji
-podczas procedowania w podkomisji
-podczas przyjmowania sprawozdania podkomisji przez komisję (taki był tryb pracy nad tą ustawą)
Po tym doświadczeniu myślę, że należałoby wprowadzić do Regulaminu Sejmu zapis, na podstawie którego posłowie płaciliby kary za marnowanie czasu ministrom i pracownikom ministerstw, prawnikom sejmowym, pracownikom administracyjnym sejmu, a także innym posłom (oni wszyscy biorą udział w pracach komisji sejmowych). Bo trzeba dyskutować, debatować, nawet kłócić się, ale o coś, a nie dla zasady albo w celu przerwania pracy komisji. No i przede wszystkim na tym, o czym się mówi, trzeba się znać!!!
Druga przygoda to debata w LO im. M. Kopernika nt. "Czy jesteśmy dobrymi demokratami?" Młodzież OK, wie, co mówi, ma odwagę mieć własne poglądy, wie, że demokracja to trudna sprawa, nie nudzi. Byłoby naprawdę interesująco, gdyby nie to, że drugi zaproszony na debatę gość uznał, że bez wielbłąda ani rusz.
iza leszczyna |
|
|
|
|
|
|
|
|
| 11 listopada 2008 |
Gdyby nie choroba socjalistyczna, która trwała w naszym kraju ponad 40 lat, bylibyśmy okrzepłą demokracją, której budowanie własnej państwowości przerwała II wojna światowa.
Gdyby nie choroba komunistyczna nie byłoby Katynia, a po wojnie więcej inżynierów, nauczycieli i lekarzy wróciłoby do domów. Łatwiej byłoby przywracać do życia świat.
Pewnie wzięlibyśmy aktywny udział w projekcie Schumana, Monneta i Adenauera, tworząc Wspólnotę Węgla i Stali, a później Wspólnotę Europejską.
Pewnie bylibyśmy znaczącym graczem w dzisiejszej Unii Europejskiej i bralibyśmy udział w Szczycie G7 w Waszyngtonie (politykom opozycji, którzy krzyczą, że Polska nie starała się o udział w tym wydarzeniu przypominam, że spotykają się tam ministrowie finansów 7 najbogatszych krajów świata)
Pewnie świat byłby lepszy, a na balu u Prezydenta bawiliby się wszyscy żyjący byli prezydenci. No tak, ale nie mielibyśmy Wałęsy, bo bohaterowie rodzą się w trudnych czasach i ujawniają tylko w takich.
Od ponad 18 lat mamy szansę budowania demokracji, ale jak uczyć jej w szkole, co odpowiedzieć uczniom Liceum Ogólnokszstałcącego im. M.Kopernika na pytanie "Czy jesteśmy dobrymi demokratami?", gdy najważniejsza osoba w państwie, wybrany przez naród Prezydent nie zaprasza Wałęsy na galę z okazji dziewięćdziesięciolecia odzyskania niepodległości? I jeszcze pogrążające tłumaczenie ministra Kownackiego, że Prezydent też człowiek i ma prawo pamiętać urazy?!!! No i ta wpadka z rozmową telefoniczną z prezydentem elektem Barakiem Obamą. To nie magiel, gdzie jedna pani mówi coś drugiej pani, a ta trzeciej powtarza coś zupełnie innego. To miała być dyplomacja na światowym poziomie.
O pośle z PiSu, co z mównicy sejmowej wieszczył koniec cywilizacji białego człowieka, nie wspomnę, bo mi wstyd.
Jak uczyć w tym wszystkim patriotyzmu, odpowiedzialności i postaw obywatelskich? I niech nikt nie narzeka, że to młodzież jest zła w dzisiejszych czasach.
Miało być miło i wesoło, chciałam napisać coś pozytywnego, bo dzisiaj wielkie i piękne święto i trzeba się cieszyć wierząc, że ta obecna, lżejsza choroba, też minie:))
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 8 listopada 2008 |
Właśnie tego najbardziej nie lubię w pisowskich "dżentelmenach". Udaje, że jest charmant, a w zasadzie chce powiedzieć: "Idźże Babo do domu dzieci rodzić, bo my tu o WIELKICH SPRAWACH mówimy". Media kreujące prezesa Kaczyńskiego na mężczyznę bardzo uprzejmego i szarmanckiego wobec kobiet znowu ślizgają się po powierzchni problemu i zupełnie nie oddają istoty zagadnienia Kaczyński-kobiety. Jedynym przejawem tej uprzejmości jest bowiem obcałowywanie rąk kobiet (w porywach nie tylko kobiet:), z którymi Prezes się wita. O całowaniu w rękę pisałam już jakiś rok temu, więc przypomnę tylko, że niedopuszczalne jest wyrywanie ręki kobiety do góry - do wysokości swoich ust (na szczęście w przypadku Prezesa nie jest to zbyt wysoko, ale gdyby w sejmie nadal był Roman Giertych?). Jedynym chyba politykiem w Polsce (bo nigdzie indziej na świecie ten zwyczaj nie przetrwał), który z klasą i prawdziwą elegancją potrafi, witając się, pocałować kobietę w dłoń, jest były senator Jarosław Lasecki. Jeśli mężczyzna chce to zrobić (choć moim zdaniem sytuacji, w których całowanie obcej kobiety w dłoń jest usprawiedliwione, może zdarzyć się w życiu najwyżej kilka) musi stanąć naprzeciwko, ująć podawaną dłoń, pochylić się i ZATRZYMAĆ usta tuż nad dłonią kobiety, NIE DOTYKA SIĘ SWOIMI USTAMI CUDZEJ DŁONI!!!!. Jeśli ktoś robi to inaczej, jest to parodia całowania w rękę i jest bardziej lekceważeniem niż oddawaną czcią. I żeby było jasne: nie jestem feministką, oczekuję, że mężczyźni w sejmie i w innych sytuacjach oficjalnych będą traktować mnie jak partnera, nie chcę taryfy ulgowej, przymrużania oka, bo skuteczność polityka, jego pracowitość, uczciwość, umiejętność przekonywania do swoich racji i wreszcie klasa nie mają nic wspólnego z płcią.
Wracając do prymitywnego wystąpienia ministra Dudy, to przede wszystkim kłamał, bo Premier za nikogo się nie chował, był od 19.00 do 1.00 w nocy na głosowaniach, a zwyczajem debat sejmowych jest, że na szczegółowe pytania odpowiada właściwy minister, a premier podsumowuje wszystkie jego wystapienia, tak było i tym razem. A że minister Agnieszka Chłoń-Domińczak jest świetnym ministrem, wyjątkowym znawcą tematu i nikt lepiej od niej nie mógł wyjaśnić skomplikowanych zapisów ustawy o emeryturach pomostowych? To tylko plus dla Premiera, że potrafi znaleźć profesjonalistów, bo właśnie na tym polega dobre zarządzanie. Oczywiście ważniejsza od incydentu z ministrem była sama ustawa, trudna, ale konieczna do przegłosowania, właśnie w imię sprawiedliwości społecznej, która nie może przyznawać przywilejów jednym grupom zawodowym, kosztem dru gich:(
iza leszczyna
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|