Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

30 maja 2010

Wielu Polaków, w tym media, publicyści, politycy zastanawiają się od kilku tygodni, czy Jarosław zmienił się naprawdę, czy to tylko krótkotrwała kreacja na potrzeby kampanii prezydenckiej. Pojawiają się też pytania o to, co właściwie w Kaczyńskim się zmieniło? Treść czy forma?
Jeśli zmieniły się jego priorytety i poglądy na kluczowe problemy, z jakimi Polska musi zmierzyć się w ciągu najbliższych kilku lat, to dobrze, to znaczy, że mamy prawdziwą szansę na modernizację systemu emerytalnego, ochrony zdrowia, a także na to, że opozycja nie będzie nakłaniała rządu do zbytniego  szafowania publicznym groszem. Szkopuł w tym, że nie dowiemy się w trakcie kampanii, jak Jarosław Kaczyńsi zachowa się, gdy na prezydenckie biurko trafi ustawa wydłużająca wiek emerytalny albo ustawa wprowadzająca regułę wydatkową. Obie są konieczne, jeśli chcemy uniknąć scenariusza greckiego.
Po co zatem mamy jeść tę żabę? Skoro wiadomo, że Komorowski gwarantuje konieczne(!) dla Polski reformy, bo jest z obozu politycznego, który się za taką modernizacją Polski opowiada?
A jeśli zmienił się tylko język dyskursu politycznego? To za mało, żeby postawić na Jarosława Kaczyńskiego. Bo cóż z tego, że będzie sympatycznie, jeśli kolejne zawetowane ze spokojem ustawy zahamują nasz rozwój i szansę na przyspieszenie w gonitwie za krajami starej Unii?
Tak więc cokolwiek dzieje się w sercu i duszy Jarosława, nie są to wystarczające powody, żeby wybrać go na Prezydenta RP. Pomijam to, że jest po prostu za smutny i zbyt mało dynamiczny, bo to jest zrozumiałe. Ale tak jak zrozumiałe jest to, że ma prawo do cierpienia, tak nie jest zrozumiałe, że cierpiąc, zdecydował się kandydować. Przecież Polska jest najważniejsza, więc nie ma taryfy ulgowej dla polityków.




iza leszczyna



p.s. biedny Napieralski, nic mu nie wychodzi:(( w strrrrasznym pseudo hip-hopowym kawałku chce być jak Obama i Zapatero jednocześnie, czyżby nie słyszał, że Obamie idzie kiepsko z katastrofą ekologiczną w Zatoce Meksykańskiej, a Zapatero obniżył wynagrodzenia w budżetówce o 5%, a to dopiero początek pakietu koniecznych reform ....

2010-05-31 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


23 maja 2010

Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, także politycznej. Brak instynktu samozachowawczego sprawia, że stajemy się śmieszni, jak Ludwik Dorn, który przypomina Telimenę, nie tylko dlatego, że na pytanie dziennikarzy o konkretne dane w sprawie, w której zwołał konferencję prasową (po katastrofie smoleńskiej), odpowiada, że ma odpowiednie informacje, ale zostawił je w biurku (sic!). Jest jak Telimena, także dlatego, że robi dużo szumu i zamieszania, ale nie ma realnego wpływu na rzeczywistość. Podczas gdy sami kandydaci apelują o pomoc, rezygnują z czasochłonnych i kosztownych kampanii, odwołują kolejne imprezy, a przede wszystkim nie przerzucają się odpowiedzialnością za powódź i oskarżeniami o to, kto zawinił najbardziej, że brakuje zbiorników retencyjnych, a na terenach zalewowych wciąż stawiane są nowe domy, Ludwik Dorn próbuje "śmieszyć, tumanić, przestraszać", ale wywołuje tylko zażenowanie, nawet wśród swoich zwolenników.
W chwilach takich, jak klęska żywiołowa, można robić dwie rzeczy: pomagać albo przynajmniej nie przeszkadzać, tymczasem Dorn jest, jak gapie, co wchodzą na wały przeciwpowodziowe, utrudniając prace strażakom i wojsku.
 


iza leszczyna

2010-05-23 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


14 maja 2010

Jest! Jest pomysł na to, jak zjeść ciastko i mieć ciastko, tzn. jak sprawić, żeby Kaczyńskiego nie było, a jednak był.
Internet to jest siła! To nic, że jeszcze niedawno kandydat PiS uważał, że to medium dla tych, co "oglądają pornografię i piją piwo przed komputerem", metamorfoza jest przecież możliwa! Dziś prezes Kaczyński rozmawia z blogerami, odpowiadając w sposób wyważony, przemyślany, trochę może za bardzo "platformiany", ale pisałam już o tym, że to najlepszy pijarowski pomysł Prawa i Sprawiedliwości: być jak Platforma Obywatelska. Właściwie pomysł jest naprawdę dobry, przecież w różnych dziedzinach życia obserwujemy przejmowanie "know how". Dlaczego nie ma tak być w polityce?
Ja nawet zagłosowałabym na Jarosława Kaczyńskiego, gdyby był naprawdę taki, jak w dyskusji z internautami. Tyle tylko, że nie wierzę w tę cudowną metamorfozę. A brak wiary nie wynika z małostkowości czy zawziętości, jest efektem analizy słów i zachowań Jarosława Kaczyńskiego po, a nie przed katastrofą. Otóż co powiedział w oświadczeniu o kandydowaniu? Czy nie tam padły słowa o prawych Polakach? A czy nie czuć dysonansu, gdy zestawimy przesłanie do Rosjan z inicjatywą uchwały dotyczącej przejęcia śledztwa przez stronę polską? Prezes się nie zmienił i PiS się nie zmienił. A Mrożek znowu jest niezawodny, bo na potrzeby kampanii mamy  w ZOO dmuchanego słonia. Pamiętacie jednak zakończenie tego opowiadania? Zerwał się wiatr, słoń uniósł się w powietrze, a dzieci z pobliskiej szkoły, które były wtedy na wycieczce w ZOO,  nie wierzą już w słonie. Czy wyborcy wierzą w słonie?
Nie wierzą chyba w SLD. W SLD nie wierzy zresztą sam SLD,  a na pewno nie wierzy w swojego kandydata. Wśród polskich twórców, artystów, naukowców, ludzi podziwianych i kochanych za swój talent, zdolności, osiągnięcia nie znalazł się nikt, kto poparłby lewicowego kandydata na prezydenta:( Dla lewicy jest to tym bardziej przykre, że ideologia lewicowa zawsze miała zwolenników wśród przedstawicieli tych środowisk. Skoro nie ma ich teraz,  to znak, że czas rzucić komendę "Sztandar wyprowadzić". Wzorem niech będzie nieboszczka Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

 

 

iza leszczyna

2010-05-15 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


12 maja 2010

Dziwna to kampania... Jarosław Kaczyński zyskuje, gdy milczy, z kolei Grzegorz Napieralski może zyskałby, gdyby milczało jego zaplecze polityczne: Jaruzelski(!), Kwaśniewski...

Dlatego sztab Kaczyńskiego uznał, że jest dobrze, gdy kandydat się nie odzywa lub mówi mało, najlepiej poprzez nagrane wcześniej spoty i wyreżyserowane przesłania. Z kolei sztab Grzegorza Napieralskiego powinien zaapelować do protoplastów  Lewicy, żeby nabrali wody w usta. Jeśli sami nie wierzą w sens startu "swojego" kandydata, to lepiej niech milczą, jak Jarosław. Notowania wskazują, że to działa:)
Dość dziwne jest także to, że Pani Poseł Kluzik-Rostkowska przekonuje nas w każdym wywiadzie o tym, że kandydat PiSu jest mężem stanu i charyzmatycznym politykiem. Otóż nie trzeba nikogo przekonywać, że białe jest białe, a czarne czarne. Jest albo nie jest i nic tu nie pomoże zaklinanie rzeczywistości. Powiem więcej: jak się ma charyzmatycznego kandydata, to nie powinna za niego mówić  mniej (chyba?) charyzmatyczna szefowa sztabu, najlepiej oddać mu po prostu głos!

 

iza leszczyna

2010-05-12 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 maja 2010

Cisza na morzu, bałwan śpi, kto się odezwie będzie nim! Pamiętacie tę zabawę z dzieciństwa? Czy cisza ciągle trwa, czy możemy już krzyczeć: Bałwan! Bałwan!? Problem polega na tym, że nie można wskazać Bałwana jednoznacznie. To znaczy można, ale zwolennicy PO słyszą Go gdzie indziej, a zwolennicy PiSu w zupełnie innym miejscu, Lewica zachowuje powściągliwość, ale chodzi chyba do tego samego laryngologa, co Platforma. Jaka szkoda, że rzeczywistość nie jest tak prosta, jak w dzieciństwie. Przecież bawiąc się w Bałwana, wiedzieliśmy dokładnie, kto przerwał ciszę, to było po prostu słychać! Pokazywało się palcem i wołało: Bałwan! Nie było mowy o żadnej manipulacji!
A może udawajmy dalej, że cisza trwa, tym bardziej, że sami kandydaci rzeczywiście niewiele/nic nie mówią i niech o wygranej w wyborach prezydenckich zdecyduje pojedynek na miny: szlachetne i paskudne. Jak to dobrze, że rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego umieścił "Ferdydurke" w spisie lektur obowiązkowych.  Kandydaci będą mogli sięgnąć po wątki literackie znane nawet licealistom! Będzie cicho i kulturalnie.

 

 

iza leszczyna

2010-05-04 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


2 maja 2010

Sejm zaczął znowu pracować, na ostatnim posiedzeniu, m.in., przyjęliśmy szereg ustaw reformujących szkolnictwo wyższe (mają swoich przeciwników, ale o tym innym razem).
Życie toczy się dalej, więc żeby nie pisać tylko o katastrofie i toczącej się, niestety w jej tle, kampanii prezydenckiej, odpowiem Panu Przewodniczącemu Klubu Lewicy w Radzie Miasta Częstochowy - Markowi Baltowi na pytanie o moją opinię nt. kar cielesnych stosowanych  wobec dzieci.
Panie Przewodniczący, jestem przeciwnikiem przemocy w każdej formie(!) i nie tylko wobec dzieci, ale w ogóle. Z pewnością jednak przemoc wobec nieletnich powinna podlegać uregulowaniom prawnym, bo państwo szczególną opieką musi otaczać jednostki słabe, a takie są przecież dzieci. Kontekstem pytania, jak rozumiem, są prace sejmowe nad ustawą o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz niektórych innych ustaw, które swój finał znajdą na najbliższym posiedzeniu sejmu. 
Zapis dotyczący zakazu "bicia dzieci" expressis verbis pojawia się w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, a proponowane w projekcie nowelizacji Kodeksu brzmienie jest następujące:
„Art. 96a. Osobom wykonującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych.”
Czy jest w tym zapisie coś niewłaściwego?
Najwięcej emocji wywołuje jednak ten zapis ustawowy:
„Art. 12a. 1. W razie bezpośredniego zagrożenia  życia lub zdrowia dziecka, w szczególności kiedy opiekun dziecka znajduje się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je w rodzinie zastępczej lub w całodobowej placówce opiekuńczo-wychowawczej."
Przeciwnicy tego zapisu mówią o zamachu na rodzinę, o ingerencji państwa w życie obywatela, itd... A ja jestem zdania, że wszędzie tam, gdzie komuś dzieje się krzywda, państwo ma obowiązek ingerować. I chętnie oddam trochę swojej obywatelskiej wolności w zamian za to, że dzieci w moim kraju będą bardziej bezpieczne po wprowadzeniu tej ustawy w życie, niż przed. Nowelizacja będzie dopełnieniem przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 20 listopada 1989 r. Konwencji o prawach dziecka, której projekt zaproponowała właśnie Polska już w 1978 roku.
 
Konkludując jestem za, a nawet przeciw:) tzn. za wprowadzeniem zapisów ustawowych zakazujących przemocy fizycznej wobec dzieci, a przeciw biciu dzieci. I nie ma co dywagować o tym, czy klaps jest dopuszczalny. Nie, nie jest, bo dlaczego mamy dawać dziecku klapsa? Jeszcze na początku ubiegłego wieku kary cielesne w szkole były czymś naturalnym, a dzisiaj wszyscy chyba zgadzamy się, że to dobrze, że w klasie nie leży już rózga... (nawet jeśli nauczyciel czasami chciałby jej użyć, bo bywa mu przecież ciężko:)

 

iza leszczyna

 

2010-05-02 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


28 kwietnia 2010

Niemal wszyscy nawołują polityków do umiaru, do prowadzenia spokojnej, merytorycznej kampanii. Nawołują media, naukowcy, wreszcie sami politycy, zwracając się, rzecz jasna, do innych polityków.
A gdyby tak zamiast nawoływania, każdy sam zachował umiar?
Rektorzy, w tym Rektor Politechniki Częstochowskiej:( zamiast zwracać się do polityków o umiar, może zaapelowaliby do swojego środowiska, np., do prof. Krasnodębskiego, który kilka dni po tragedii mówił: "Jeśli ktoś chce wierzyć w przypadek, niech wierzy. Ja nie jestem w stanie w to uwierzyć. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Przypomnę, że prezydent już raz został ostrzelany, gdy złożył wizytę w Gruzji tuż po rosyjskim ataku na ten kraj. (...) Przed kilkoma tygodniami byli inni przedstawiciele Polski i nic im się nie stało".
A media? Media nie zastygły przecież w oczekiwaniu na polityka, który pierwszy przerwie żałobną ciszę. Ustami redaktora Pospieszalskiego, Marcina Wolskiego znaleziono nie tylko "łajdaków", ale nawet "winnych" katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. No i umiar umarł...
W tę atmosferę powoli, trochę jeszcze nieśmiało, zaczęli wpisywać się politycy. I tak usłyszeliśmy, a raczej przeczytaliśmy w oświadczeniu kandydata na prezydenta o "prawych" Polakach i "prawej" Polsce.
Zdecydowanie wolę Bronisława Komorowskiego z jego oschłą retoryką, z minimalizmem emocjonalnym w pierwszych dniach po tragedii, za który krytykowano go, także w Platformie. Czas jest taki, że trzeba ważyć każde słowo i lepiej powiedzieć mniej, niż za dużo.
Kampania to emocje, także negatywne, ale nie wolno jej prowadzić, budując atmosferę ogólnonarodowej psychozy, stwarzając wrażenie, że katastrofa pod Smoleńskiem to narodowa ofiara, która powinna redefiniować nasze polityczne poglądy, weryfikować oceny i determinować wybory. Nie zgadzam się także ze zdaniem, że tragedia smoleńska wzmocniła nasz patriotyzm. Parafrazując swoje własne słowa sprzed tygodnia, chcę powiedzieć, że patrioci pozostaną patriotami, nacjonaliści nacjonalistami, a kosmopolici kosmopolitami. I nie zmieni tego żadna katastrofa. Swoją drogą wyraz "patriotyzm" zyskał jakąś nową konotację, niekoniecznie pozytywną, a przecież tylko dobrze powinien się nam kojarzyć. Czuł to arcybiskup senior Gocłowski, gdy na pogrzebie Arama Rybickiego mówił o "zdrowym patriotyzmie". Smutne, że musimy obudować "patriotyzm" przymiotnikiem, żeby dobrze oddać intencję i sens naszej wypowiedzi.

 

 

iza leszczyna
 

2010-04-28 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


19 kwietnia 2010

W niedzielę wieczorem, w drugim dniu żałoby narodowej powiedziałam, że nie mam w sobie naiwnej wiary, że katastrofa pod Smoleńskiem i tragedia, jaką przeżywamy,  zmieni obraz polskiej polityki, że zmieni polityków, a złych ludzi zamieni w dobrych. Ci, co muszą dzisiaj przepraszać Zmarłych, nadal będą obrażać Żywych. Ale było i jest wśród nas wielu, którzy nie muszą przepraszać, choć różniliśmy się ze Zmarłymi zasadniczo i często w kwestiach kardynalnych. Za spory, choćby nawet gwałtowne, nikogo przepraszać nie trzeba! 
Prawdziwej, niereżyserowanej i godnie przeżywanej żałoby było w nas tak wiele, że możemy być dumni, nie tylko z Tych, co zginęli, ale też z tych, co zostali: z siebie, z dziennikarzy, z przedstawicieli naszego państwa. I może o żywych trzeba dziś mówić.
Nie zgadzam się bowiem z opiniami ferrowanymi przez wielu dziennikarzy i komentatorów, że  polska polityka do czasu katastrofy była tylko mała, partyjna, interesowna. Jeśli była tylko taka, to taka pozostanie i kilka dni, choćby największego bólu i najgłębszej refleksji tego nie zmienią. Bo zdolni do refleksji ludzie nie muszą przeżyć traumy, żeby zadawać sobie zasadnicze pytania: co jest zadaniem polityka? dlaczego zajmuję się polityką? co jest ważne dla mojego kraju? jak o tym mówić, żeby przekonać do swoich racji innych?Jeśli ktoś nie zadawał sobie tych pytań przed 10 kwietnia, to nie jestem pewna, czy po 10 kwietnia potrafi na nie dobrze odpowiedzieć.

Opinia publiczna każe politykom posypać głowy popiołem, przywdziać szaty pokutne i obiecać poprawę. Poprawa ma dotyczyć zachowania, trzeba mówić ad rem, a nie ad personam, nie obrażać politycznych przeciwników, nie drwić ze swoich oponentów, a nade wszystko spierać się o rzeczy ważne, prawdziwie istotne dla kraju.
Otóż ludzie, z którymi pracuję, najczęściej są właśnie tacy, z pewnością bywamy też mali, często ponoszą nas emocje, które w polityce są większe niż gdziekolwiek; jak w każdym zawodzie, są wśród nas mistrzowie, rzemieślnicy i tacy, co nigdy nie powinni wybrać tego fachu. Ale przecież są wśród polityków mądrzy i dobrzy ludzie, zauważono to po katastrofie smoleńskiej. Jeśli wśród Tych, co zginęli, byli Wielcy, to może wśród tych, co zostali, także są tacy? Przecież sprawna i dyskretna organizacja żałoby narodowej, za którą odpowiadali politycy, zarówno z otoczenia Pana Prezydenta,  z rządu, z samorządów, pokazała, że są to ludzie potrafiący kierować państwem, nawet w najtrudniejszych momentach. Sprowadzanie ciał ofiar, pomoc dla Rodzin, organizowanie uroczystości, obecność najwyższych władz ustawodawczych i wykonawczych w trudnych chwilach witania kolejnych trumien na wojskowym lotnisku na Okęciu, to wszystko jest dowód na to, że państwo, za funkcjonowanie którego odpowiadają przecież politycy, działa sprawnie.
Więc może politycy nie są tak zupełnie źli? Może nawet wtedy, gdy kłócą się i używają ostrych słów, chodzi im o rzeczy WAŻNE, o państwo właśnie, o jego obywateli, o ich spokój, bezpieczeństwo, coraz wyższą jakość życia, coraz lepsze warunki dla nauki, edukacji, przedsiębiorczości, firm, a więc także dla pracowników? Może politykom (niektórym/większości?) naprawdę chodzi o coś dobrego? Może trzeba przestać traktować nas jak jednorodną masę niekompetentnych, ograniczonych karierowiczów? Czy można prosić o niewrzucanie wszystkich do jednego worka?
 



iza leszczyna


 

2010-04-19 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


10 kwietnia 2010

Nie wiadomo, co powiedzieć, gdy ginie człowiek, tym bardziej nie wiadomo, co powiedzieć, gdy ginie wielu ludzi, a jeśli są to osoby, które giną pełniąc misję publiczną, jeśli w jednej chwili giną Prezydent RP, Jego Żona, Ministrowie, Posłowie i inni ludzie, którzy życie poświęcają służbie dla Polski, to w ogóle nie da się znaleźć odpowiednich słów. Można tylko modlić się. Można tylko przypomnieć niezastąpione słowa Księdza Twardowskiego "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..."

Jeszcze smutniej, gdy z niektórymi z nich rozmawiało się dwa dni wcześniej...

Ministra Tomasza Mertę prosiłam w czwartek o pomoc dla Częstochowskiej Fabryki Zapałek, obiecał, że da nam "know how", co pozwoli przekształcić zakład w instytucję kultury, piliśmy kawę z Nim, wiceprezydentem Marcinem Biernatem, prezesem Eugeniuszem Kałamarzem i przyszłość widzieliśmy w kolorowych barwach.

... z Grzegorzem Dolniakiem rozmawialiśmy na  posiedzeniu naszego Klubu, mówił, że Pan Prezydent zaprosił trzy osoby z Klubu PO na pokład swojego samolotu. Polecieli Grześ Dolniak, Sebastian Karpiniuk i Arek Rybicki... Wieczny odpoczynek racz Wam dać Panie.




iza leszczyna

2010-04-10 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 kwietnia 2010

Nie Putin jest  największym problemem w postrzeganiu sprawy katyńskiej, problem leży w świadomości społeczeństwa rosyjskiego. Nałożenie się, z jednej strony wielowiekowej tradycji mocarstwowej, a z drugiej prawie stuletniej indoktrynacji komunistycznej spowodowało spory zamęt w głowach i sercach Rosjan. Czarodziejka gorzałka też swoje zrobiła:(
Smutny jest wynik dzisiejszego sondażu przeprowadzonego w Rosji, a dotyczącego oceny zbrodni katyńskiej. Prawie połowa pytanych (46%) uznała, że Putin nie powinien przepraszać Polaków za Katyń. Jak sprawić, żeby elementarne zdawałoby się poczucie sprawiedliwości przebiło się do zbiorowej świadomości Rosjan? Ostrymi słowami w uchwałach Sejmu RP? Chłodną dyplomacją na wzór zimnej wojny, ale po półwiecznym doświadczeniu, że przecież nie zaprowadziła nas donikąd i na pewno nie zbudowała lepszego świata?
A może po chrześcijańsku nie rozliczać, tylko wybaczyć, nie oczekując rosyjskiego samobiczowania, a tylko/aż wspólnej czci dla poległych? A może zawsze tam, gdzie jest polityka, jest walka, więc im mniej polityki w Katyniu, tym lepiej dla prawdziwej, wolnej od jakiejkolwiek ideologii pamięci o nim? Bo chyba mniej ważne jest to, że Rosjanin zabił Polaka, a ważniejsze, przynajmniej w kategoriach transcendentalnych, że człowiek zabił człowieka? A gdzie w tym wszystkim patriotyzm, krzykną zapewne Patrioci, których pełne są ławy Sejmu RP?
Może warto wtedy przypomnieć sobie słowa Charlesa de Gaulle'a, który mówił: "Patriotyzm jest wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest miłość do własnego narodu. Nacjonalizm wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest nienawiść do innych narodów niż własny."
Jeśli więc poddamy się krzyczącemu dzisiaj ze wszystkich mediów pytaniu: "Dlaczego Putin nie przeprosił?", to czy nie przesuniemy akcentu na drugie zdanie cytatu de Gaulle'a? I czy właśnie o to nam chodzi?

 

iza leszczyna

2010-04-07 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 7

             Design by: Studio Manifesto