Piątek, 10 września 2010 r.
 
  Strona główna » Blog niecodziennik » Wszystkie wpisy
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
e-społeczności »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Blog

8 września 2010

Jeśli Janusz Palikot chce dyskusji o aborcji, rozdziale kościoła i państwa,  wyprowadzeniu religii ze szkoły, to po jakie licho zakłada nową partię? Przecież to hasła SLD, wystarczy się przepisać o kilka krzeseł w lewo. Co prawda przewodniczącym musiałby zostać Wojciech Olejniczak, pozwalający na pewną samodzielność intelektualną, co przy Grzegorzu Napieralskim bywa ryzykowne. A przecież Janusz Palikot lubi się różnić, czasem dla idei, czasem dla podtrzymania zainteresowania mediów, a czasem dla samego różnienia. O co chodzi mu teraz? Trudno postawić jednoznaczną diagnozę, tym bardziej, że Palikot przyzwyczaił wszystkich do swoich zaskakujących wolt. W zasadzie jednak to, co zrobi Palikot nie ma większego politycznego znaczenia i żadnego znaczenia dla państwa polskiego.
Z pewnością ma jednak znaczenie to, co mówi i robi prezes największej partii opozycyjnej, niedawny kandydat na prezydenta Polski. A tu jest jak w rosyjskim dowcipie, nie tylko śmieszno, ale i straszno.

 

 

iza leszczyna


 

2010-09-08 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


2 września 2010

To jest wpis na moje urodziny. Taki prezent. Psycholodzy mówią, że trzeba sobie robić prezenty, więc czuję się rozgrzeszona;)

Lubię 3 września, ale jutro nie mam czasu na świętowanie, więc trochę urodzinowy jest dzisiejszy wieczór. Zaczął się słonecznie i pięknie, widokiem na olsztyński zamek i obrazami pełnymi kobiet lekkich, jak pióro i nalewka Andrzeja Kalinina. Później był autorski egzemlarz książki "Rozmowy w pociągu do Atocha" Władysława Piekarskiego. Kalinin powiedział, że ta  książka zachwyca. Nie wiem, czy zachwyca, czy nie zachwyca, bo jeszcze nie przeczytałam, nie wiem też, czy można cytować Gombrowicza (po tym, jak Janusz Palikot publicznie oświadczył, że jest jego fanem, a Roman Giertych skreślił go z listy lektur szkolnych)

Bez względu na oceny polityków, Gombrowicza lubiłam zawsze. W 1981 roku, tuż przed stanem wojennym, kupowaliśmy w Gołębniku (Instytut Filologii Polskiej UJ) prymitywnie wydane niebieskie zeszyty A4, pamiętam "Szczura" i "Na kuchennych schodach", później w przaśnej PRL stały kilometrowe kolejki przy ul. 29. Listopada w Krakowie, żeby kupić  "Dzieła" wydane przez Wydawnictwo Literackie. Pamiętam też egzamin z Kanta, na którym robiłam analizę "Dzienników". A później "Transatlantyk" w teatrze Słowackiego i objawienie - Jan Peszek w roli Gonzaleza.

No i był Teatr Cricot 2 Tadeusza Kantora i niezapomniany spektakl "Dziś są moje urodziny":)))
Warto czasem zajrzeć do Kalinina, w powietrzu unosi się sztuka i skłania do wspomnień, a na stole pyszności...




iza leszczyna

2010-09-02 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


31 sierpnia 2010

Niech żyje Henryka Krzywonos, tak jak 30 lat temu, tak dzisiaj jest niezależna i odważna. Popsuła wyreżyserowaną do bólu, łącznie z WIELKIM WEJŚCIEM PREZESA, uroczystość (a raczej zjazd Solidarności) który przypominał Zjazd PZPR, szczególnie w momencie, gdy przewodniczący Śniadek usiłował odebrać głos Henryce Krzywonos.
Smutna uroczystość:(( właściwie żenująca... Wałęsa po raz kolejny okazał się mądry, że nie brał udziału w spektaklu wzajemnej nienawiści. Premier Tusk okazał się naiwny, co prawda pięknym rodzajem naiwności, która do końca wierzy, że są rzeczy, których nie wolno zniszczyć. Niestety, są ludzie, którzy potrafią zniszczyć wszystko: zniszczyliśmy mit Solidarności, mit  Wałęsy, nawet żałobę po katastrofie smoleńskiej potrafiliśmy zniszczyć.

Wystąpienie prezesa PiS o naszej ułomnej wolności miało nakarmić demona wojny polsko-polskiej. I nakarmiło:(
Uczestnicy Zjazdu  zapomnieli, że kapelan Solidarności - ks. Jerzy Popiełuszko mówił, że nie wolno nienawidzić ludzi.  Ale o postawie i nauce ks. Jerzego zapomnieli podczas tegorocznych obchodów, także w Częstochowie,  nawet ci,  którzy odprawiali msze święte tuż przy jego pomnikach:((

 

iza leszczyna

2010-08-31 Liczba komentarzy (4) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


26 sierpnia 2010

Jeszcze nie jestem kandydatem na prezydenta Częstochowy, jestem tylko jednym z kilku kandydatów, jeszcze Piotr Kurpios nie powiedział, że nie będzie kandydował, tylko, że lubi swój zawód i trudno byłoby mu przestać być lekarzem, jeszcze nie rozpoczęła się kampania samorządowa, a już na Forum GW przeczytałam, że się nie nadaję :(
W zasadzie nie nadaje się nikt z kandydatów i trwa poszukiwanie Męża (bo raczej nie Żony ;) Opatrznościowego. Najlepiej, żeby był Aniołem z dyplomem MBA, wtedy częstochowianie zaufają mu, zagłosują, a w Częstochowie zapanuje powszechna szczęśliwość:


- inwestorzy lokalni i zewnętrzni będą bić się o lokalizacje w naszym mieście (Kamienica Kupiecka wreszcie zasłuży na swoją nazwę, bo na razie powinna nazywać się Urzędnicza)
- drogi staną się gładkie i każda doprowadzi nas do celu
- a szkoły wyremontowane i świetnie wyposażone (przerost w zatrudnieniu nauczycieli zniknie, a AJD zacznie wypuszczać absolwentów rozchwytywanych na rynku pracy)
- nawet Aleje dotknie cudowna metamorfoza: jednocześnie będą salonem i wizytówką Częstochowy, deptakiem dla mieszkańców i ciągiem komunikacyjnym dla zapracowanych lub leniwych, którzy do miejsca zakupów i restauracji muszą dojechać samochodem
- budżet miasta, po stronie dochodów rozrośnie  się jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki i w perspektywie najbliższej kadencji przestanie straszyć zadłużeniem (bo przecież po stronie wydatków wyborcy nie oczekują cięć)

Wyzwania duże, więc poszukiwania trwają....

Jedno jest pewne, żeby kandydat podczas kampanii nie trafił na kozetkę psychoterapeuty, musi mieć grubą skórę, a przed wejściem na Forum GW połknąć tabletki uspokajające. Koniecznym warunkiem (oprócz wymienionych przez  Robina;) jest dystans do siebie i świata, czego wszystkim prawdziwym, potencjalnym i wymarzonym przez naszych mieszkańców kandydatom życzę ;)))


iza leszczyna

2010-08-26 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


13 sierpnia 2010

Jak oceniam ostatnie posunięcia rządu? Drogi Zbyszku, stosując skalę stopni szkolnych, ale pełną skalę od 1 do 6, na 4.
Dlaczego tak wysoko/tak nisko?
Otóż jedyne co przebiło się przez medialną przestrzeń do opinii publicznej to podniesienie o 1 pkt procentowy podatku VAT, choć już o tym, że niektóre produkty spożywcze, jak mąka, chleb, nabiał, wędliny otrzymają niższy VAT, bo rząd postanowił przerzucić je ze stawki 7% na 5% jakby ciszej, a ten ruch ma być w zamierzeniu osłonowy dla najuboższych. Nie przebiło się też, że podniesienie podatku VAT to tylko jeden element działań rządu zmierzających do stabilizacji finansów państwa. Pozostałe działania to:
- zamrożenie płac i ilości etatów w administracji centralnej, (informacja o tym, że liczba urzędników wzrosła ostatnio o 30 tys. dotyczy samorządów i oczywiście jest niepokojąca, ale nie zależy od rządu)
- reguła wydatkowa, tzn. wzrost wydatków z budżetu państwa w kolejnych latach o stopień inflacji + 1% (mówiąc po ludzku, wydajemy tyle, ile zarabiamy)
- przyspieszenie prywatyzacji spółek skarbu państwa
- wreszcie pakiet reform strukturalnych: nowelizacja ustawy o finansach publicznych, ustawy deregulacyjne, reforma szkolnictwa wyższego, dokończenie reformy emerytalnej.
Podwyżkę VATu oceniam pozytywnie, bo jest dobrym sygnałem dla rynków finansowych, które decydują o tym, jak dużo kosztuje nas obsługa długu publicznego, jaka jest kondycja obligacji emitowanych przez nasze państwo i jak jest jest oceniany klimat dla inwestorów w Polsce. To są wskaźniki we współczesnym świecie i w sytuacji Polski niezwykle istotne. Nie dla rządu, dla nas wszystkich i każdego z osobna!
Podwyżka ta pozwala nam także spać spokojnie, bez obawy, że przekroczymy pierwszy próg ostrożnościowy, a więc relacja długu do PKB będzie wyższa niż 55%. To znaczyłoby znaczne cięcia w budżecie, w zasadzie wszędzie i prawie na oślep, bez sentymentów i działań osłonowych dla najbiedniejszych.
Wyższy VAT pozwala też utrzymać waloryzację rent i emerytur oraz systematyczne, coroczne podnoszenie wynagrodzenia nauczycieli. I tu  warto dodać, że podnoszenie wynagrodzenia dla nauczycieli rząd PO traktuje jak inwestycję w rozwój, bo tylko poprzez atrakcyjność jakiegoś zawodu możemy przyciągnąć do niego naprawdę zdolnych ludzi, a przecież "takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie."
Mówienie, że reforma KRUS to lek na całe zło, który poprawiłby znacznie finanse państwa jest nieporozumieniem. Tysiące rolników z małymi gospodarstwami, które nie generują żadnego lub minimalny dochód, obciążyłoby pomoc społeczną, tzn. wydawalibyśmy jeszcze więcej pieniędzy, tylko z innej kieszeni, a obszar biedy na polskiej wsi jeszcze by się poszerzył. Przypomnę też, że rząd rozpoczął zmiany w KRUS i najbogatsi już płacą więcej. W zmianach systemowych lepsze są jednak ewolucje od rewolucji.
Podobnie w dochodzeniu do celu, czasem musimy iść drogą dłuższą, ale łagodniejszą, bo ostrego podejścia pod górkę możemy nie wytrzymać, zarówno społeczeństwo, jak gospodarka i państwo, bo to przecież naczynia połączone.
Obecny rząd to gwarancja stabilności Polski, to nie moje słowa, tak postrzega nas świat i dlatego odpowiedzialny premier nie pozwoli na gwałtowne ruchy. Na decyzje odważniejsze przyjdzie czas, gdy cykl koniunkturalny się zmieni. Pod warunkiem oczywiście, że PiS nie wróci do władzy, bo wtedy będzie jak w latach 2005-2007, chociaż wtedy właśnie był najlepszy czas na reformy, bo sytuacja gospodarcza na świecie była bardzo dobra. Przypomnijmy sobie kilka faktów:
- deficyt 30 mld przy wzroście 6% PKB (!)
- bardzo kosztowne dla Polski odłożenie (ze strachu przed oceną wyborców) reformy emerytur pomostowych
- zahamowanie prac nad aktami wykonawczymi umożliwiającymi partnerstwo publiczno-prywatne, które na całym świecie jest bardzo ważnym elementem rozwoju.
Opisowo wygląda to tak, że wpływy do budżetu PiS zmniejszył o 40 mld. zł., a wydatki zwiększył o prawie 50 mld. Chyba ktoś liczył na cud? Cudu niestety nie było, dlatego teraz tę żabę jemy, wszyscy.


Pozdrawiam wreszcie wakacyjnie, chociaż służbowy telefon ciągle dzwoni...




iza leszczyna

2010-08-13 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 sierpnia 2010

Mój Niecodziennik stał się ostatnio Niecotygodnikiem, za co przepraszam wiernych czytelników. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że czasem warto zdystansować się do tego, co dzieje się wokół nas, szczególnie, gdy dzieje się dużo, głupio, a bliskość kampanii samorządowej każe niektórym pisać bzdury albo pomówienia:( Nie tylko zresztą w Polsce, ale w naszej Częstochowie także.
O sprawie katastrofy smoleńskiej nie chce mi się nawet pisać, bo targi wewnątrzpisowskie o to, czy trzeba było o katastrofie mówić w kampanii Jarosława więcej, bo to gwarantowałoby sukces, czy warto teraz zmienić kurs na ostry narodowo-katolicki, żeby przed kampanią samorządową oskarżyć rząd i Platformę o zbrodnię, są nie tylko żenujące, są po prostu obrzydliwe i ohydne. Dobrze, że Lewica nie wpisała się w ten smutny pisowski danse macabre.
Zresztą sytuacja na scenie politycznej jakby wróciła do przedkampanijnej normy i liderom PiS i SLD spadły maski:
- w ustach Kaczyńskiego zapateryzm brzmi jak najgorsza obelga, a Komorowski wybory wygrał przez pomyłkę,
- Napieralski zaś przypomniał sobie żelazne punkty programu lewicy i chce religię wyprowadzić ze szkół.

Gratuluję obu Panom i ich politycznym zapleczom.

Jest jednak i dobra wiadomość: pozytywne jest to, że nie żyjemy w starożytnym Egipcie, a Bronisław Komorowski nie został faraonem. Gdyby tak było, wczorajsze czarne chmury nad Warszawą trzeba by zinterpretować jednoznacznie i wybory rozpisać na nowo.

 

iza leszczyna
 

2010-08-07 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


14 lipca 2010

Zdanie jednego z bohaterów sztuki Schaeffera "Scenariusz dla trzech aktorów", które brzmiało "Innym nie wychodzi, a mnie wychodzi" mogłabym dzisiaj zamienić na "Czasem mi wychodzi, czasem nie wychodzi":). Po trudach kampanii (chociaż nie osobistej, ale w końcu kampanii na rzecz najważniejszej osoby w państwie, w dodatku kampanii udanej (stąd pewność, że czasami wychodzi), pomyślałam sobie: odpocznę. Między dwoma sejmowymi tygodniami, po poniedziałkowym dyżurze poselskim pojadę do lasu, za miasto, gdzie w ciszy i spokoju przemyślę kilka ważnych i ważniejszych spraw nieosobistych przecież:)  Mąż wziął kilka dni urlopu, pomyślałam: wypoczniemy razem, bo jakoś nie było wielu okazji w ostatnich latach. Wybór padł na miejsce, w którym byłam wiele lat temu, moja Kasia wyrobiła sobie tam kartę pływacką, więc wspomnienia mam dobre.
Ośrodek przemiły, las cudowny, nawet basen jest, no może niewielki i dość mocno zagęszczony, ale przecież nie jestem snobem, ani Marudą (jak znany poseł z PSL:).
Można zjeść śniadanie, obiad i kolację czyli jak dla mnie nawet za dużo. Pomyślałam: o to mi chodziło, niedługo, trzy dni na regenerację po trudnym półroczu, przed dłuższym urlopem, jeszcze przecież nie zaplanowanym, więc wcale nie pewnym w drugiej połowie sierpnia wystarczy!
Wczesnym wieczorem usiedliśmy na balkonie i... okazało się, że w ośrodku są kolonie, a koloniści mieli właśnie zieloną noc. Działo się!!! Nie zawsze mi wychodzi:( O tym trzeba pamiętać, szczególnie przed podejmowaniem ważnych nieosobistych decyzji:)

EPILOG:
Koloniści karnie położyli się do łóżek ok. 22.00, noc była cicha i spokojna. Nauczyciele to naprawdę wyjątkowa grupa zawodowa i Tusk ma rację, że nie wolno płacić im tak mało, jak dotychczas! No i może jest jednak tak, że innym nie wychodzi, a mnie wychodzi? Nie, nie, nie, tak mógłby powiedzieć tylko Smerf Ważniak:)




iza leszczyna

2010-07-14 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


5 lipca 2010

4 lipca to Dzień Zwycięstwa w Stanach Zjednoczonych, wczoraj okazało się, że także w Polsce:) I choć w komentarzach pobrzmiewa "prawie remis" to "prawie" robi wielką różnicę, o czym wiemy nie od dzisiaj. Specjaliści od marketingu politycznego mówią także zgodnym chórem, że kampania Jarosława Kaczyńskiego była lepsza, a Bronisława Komorowskiego w zasadzie bardzo słaba. Jakże się cieszę z tych opinii! Bo co one znaczą naprawdę?
Że wysoki wynik Kaczyńskiego jest efektem zabiegów pijarowskich jego sztabu, które koncentrowały się na dwóch kwestiach:
- po pierwsze kanalizowały emocje społeczne związane z katastrofą smoleńską w strumień współczucia dla osieroconego brata bliźniaka,
- po drugie wykreowały nową, łagodną i koncyliacyjną twarz Prezesa.

Oba te efekty są ulotne i PiS nie może liczyć, że dotrwają do jesiennych wyborów samorządowych. Przyczyny są proste: współczucie jest stanem ducha, który mija wraz z żałobą, i nie da się go zbyt długo sztucznie podtrzymywać. To nie znaczy, że nie pozostaje w nas żal po stracie, ale on nie będzie już determinował naszych wyborów, to było możliwe tylko raz. A łagodna twarz Jarosława Kaczyńskiego? Jest tak prawdziwa, jak Harry Potter i jego historia. Jej łagodność zaczęła odchodzić w zapomnienie już w pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu wyników. Co usłyszeliśmy?
Że czas rozliczyć "męczeńską śmierć" Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar tragedii, bo zawieszono tę sprawę tylko na czas kampanii(sic!). I jeszcze prośbę do osób, pracujących w komisjach wyborczych, że muszą być uważne do ostatniej chwili! Po co? czyżby, jak zwykle, niedopowiedziane zdanie Prezesa miało brzmieć:"bo wróg nie śpi"?

To dobrze, że jako naród mamy w sobie tyle empatii, to dobrze, że w cieniu tragedii i powodzi język polityków nie był zbyt ostry. Ale nie ma tu żadnej zasługi PiSu. Takie są nasze obyczaje, taka jest tradycja, i tak było zawsze, nawet wtedy, gdy PiSu nie było na świecie. Ta tradycja jest własnością wszystkich Polaków, tych z lewicy i tych z prawicy, tak, jak patriotyzm nie wrócił jako wartość, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, za sprawą PiSu; on był i jest obecny w historii naszego narodu i nie można pozwolić na to, by zawłaszczył go Jarosław Kaczyński! Patriotyzm, wiara, historia nie mogą być wykorzystywane przez żadną partię polityczną, przez żadnego polityka, to wielka nieuczciwość i wielkie niebezpieczeństwo. Bo co mieliby zrobić ci Polacy, którym nie po drodze z PiSem? Są mniej patriotami, mniej katolikami, mają mniejsze prawo do dumy z własnych przodków? Nie zgadzam się na taki świat, na świat według Jarosława Kaczyńskiego.


Dlatego dobrze, że potrafimy współodczuwać, a czasem pozwalamy emocjom kierować naszymi decyzjami, ale jeszcze lepiej, że więcej z nas kieruje się zdrowym rozsądkiem, bo gdy rozum śpi, budzą się demony, jak w akwaforcie Goi.

 


iza leszczyna

2010-07-05 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 lipca 2010

DZIĘKUJĘ, DZIĘKUĘ, DZIĘKUJĘ:)))))) WSZYSTKIM, KTÓRZY WZIĘLI UDZIAŁ W WYBORACH, A SZCZEGÓLNIE TYM, KTÓRZY  ZAGŁOSOWALI NA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

Nareszcie można iść spać, wyniki z 95% obwodów dają 52,63% Bronisławowi Komorowskiemu. Jeszcze raz wielkie dzięki:)

 

iza leszczyna

2010-07-04 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


2 lipca 2010

Ostatnie dni kampanii Jarosława Kaczyńskiego można by spuentować jednym zdaniem: Socjalizm tak, wypaczenia - nie!
I to w warstwie dosłownej, bo przecież kandydat PiS gloryfikował I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, nazywając go najlepszym spośród sekretarzy KC. Znamienne jest także to, że długi zaciągnięte w czasach Gierka spłaciliśmy dopiero w ubiegłym roku, tzn. cała Polska spłacała je ponad 30 lat!!! Gratuluję Prezesowi wzorców, ale mam nadzieję, że Polacy nie są takimi fanami towarzysza z Sosnowca, jak Jarosław Kaczyński.

W warstwie metaforycznej można by powiedzieć, że Prezes odrzuca z IV Rzeczpospolitej to, co było wypaczeniem, a zostawia same "najwartościowsze wartości".  Szkoda (dla Prezesa), że Polacy pamiętają, że hasło o wypaczeniach było tylko listkiem figowym dla kolejnych ekip PRL-u.

Do zobaczenia w niedzielę przy urnach, niech każdy z nas zagłosuje, zgodnie z własnym sumieniem i rozumem, a tych z Państwa, którzy głosowali w wyborach parlamentarnych na mnie, proszę: zagłosujcie na Bronisława Komorowskiego.

 


iza leszczyna

 

2010-07-02 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 5

             Design by: Studio Manifesto