30 października 2011

Samospełniająca się przepowiednia?

Nie można być nadmiernym optymistą w komentowaniu sytuacji gospodarczej Europy, w tym także Polski, fakt. Każdy dzieciak przecież wie, że kondycja naszej gospodarki zależy od kondycji innych gospodarek światowych, przede wszystkim niemieckiej, bo dzisiejszy świat to system naczyń połączonych. Stąd zapewne ostrożność analityków i ekonomistów w prognozowaniu tego, co będzie działo się z polskim PKB w przyszłym roku. Z drugiej jednak strony ci sami analitycy (bez względu na to, czy są keynesistami, monetarystami, czy wyznawcami innych teorii ekonomicznych) wiedzą doskonale, czym są nastroje konsumentów i ich wpływ na PKB właśnie.
Dlatego dziwi mnie ich permanentne oczekiwanie na katastrofę, mówienie o nieuchronnym spowolnieniu i nieuniknionym spadku popytu i produkcji! Przecież odbiorcy  takich informacji, my -zwykli zjadacze chleba, ale także producenci, szczególnie właściciele małych i średnich przedsiębiorstw, którzy nie prowadzą własnych badań rynku, jesteśmy skazani na pesymistyczny przekaz, który wywołuje w nas reakcję obronną w postaci zamrożenia planów na zakupy czy inwestycje. Przecież w ciężkich czasach lepiej być ostrożnym i oszczędnym.
Z pewnością, tyle że wielu tych samych ekonomistów powtarza, że Polska była zieloną wyspą dzięki popytowi wewnętrznemu, który nakręcał koniunkturę w 2009 roku, a nie dzięki działaniom rządu (co najwyżej przyznają, że rząd zbytnio nie przeszkadzał;). Jeśli tak było, to uprzejmie proszę uczonych analityków, ekonomistów i komentatorów o odrobinę optymizmu w formułowaniu przepowiedni. Lepiej chyba być niedoskonałą Pytią niż Kasandrą?

izabela leszczyna

Powrót