15 października 2018

Rozdwojenie jaźni, czyli podwójna moralność Mateusza Morawieckiego

Mateusz Morawiecki miał być czarnym koniem Prezesa, ale zanim dobiegł do mety, okulał. W dodatku na wszystkie cztery nogi. Miał być wzorem moralności i uczciwości, szanować prostego człowieka i brzydzić się liberalizmem. Okazało się, że jest niemoralny i nieuczciwy, gardzi ubogimi ludźmi, przyjaźni się z liberałami, a jego politycznym guru jest Angela Merkel.

Tego właśnie dowiedzieliśmy się o Premierze rządu Prawa i Sprawiedliwości z taśm legalnie zdobytych przez portal Onet.

Ale po kolei:

Mateusz Morawiecki proponując kasę za nic(!) politykowi Platformy Obywatelskiej, wtedy partii rządzącej, okazał się człowiekiem na wskroś zdemoralizowanym. Złamał nie tylko uznane normy społeczne i etyczne, był gotów złamać prawo, wystawiając pustą fakturę, czyli popełnić oszustwo, z jakim podobno teraz walczy.

Chwilę później, gdzieś między przystawką a daniem głównym, okazało się, że rekomendował do pracy w banku patentowanego lenia, w dodatku z dużymi wymaganiami płacowymi. I tu zatrzymajmy się chwilę, bo zgadzam się ze słowami Profesora Kołakowskiego, że nie ma nic niestosownego w polecaniu kogoś znajomego do pracy. Jest tylko jeden warunek: trzeba mieć pewność, że ten ktoś jest uczciwy, kompetentny i pracowity. Ale gdyby Morawiecki za takiego uważał młodego Czarneckiego, to pewnie zatrudniłby go w swoim banku. Czyżby jednak uważał, że prywatny bank nie jest dobrym miejscem dla leniwych dzieci prominentów, ale już spółka skarbu państwa, jaką jest PKO BP, tak? Obawiam się, że nadal tak właśnie uważa, stąd w zarządach naszych „sreber rodowych” tylu Misiewiczów. Obawiam się też, że dlatego z dużą determinacją nacjonalizuje banki, bo przecież działaczy jest wielu, a dzieci jeszcze więcej.

I tu dochodzimy do karkołomnej, a etycznie niedopuszczalnej obrony Morawieckiego przez PiS. Otóż każdy poseł PiS powtarza za Prezesem, że Premier wtedy nie był premierem. Zastanawiam się, co to ma do rzeczy? Czy człowiek może mieć podwójną moralność? Czy wraz ze zmianą stanowiska zmieniam się jako człowiek? Czy krętacz i oszust po otrzymaniu nominacji na premiera staje się prawym i uczciwym człowiekiem? To absurdalna i nieprawdziwa teza. Obawiam się, że jest odwrotnie, jeśli jako Prezes robisz małe deale, takie na miarę swojego banku, to jako Premier robisz większe, takie na miarę państwa.

Podobnie jest ze stosunkiem do drugiego człowieka. Albo ludzi szanujesz, albo nimi gardzisz. Ani funkcja, jaką pełnisz, ani status rozmowy, ani nawet wypity alkohol nie zmieniają w sposób diametralny tego, jak oceniamy i traktujemy innych. Swoje przekonanie, że ludzie to idioci Mateusz Morawiecki pielęgnuje zresztą do dzisiaj. Wystarczy posłuchać jego wystąpień, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że uważa ludzi za głupców, którym można wmówić, że nie było dróg i mostów, że PiS odzyskał od mafii więcej pieniędzy niż dostaliśmy z Unii, a on sam negocjował nasze wejście do Wspólnoty Europejskiej.

A jakie właściwie poglądy na państwo i gospodarkę ma Mateusz Morawiecki? Oczywiście one mogły ewoluować, nawet największy liberał, gdy zostaje premierem i odpowiada za emerytów, rencistów, chorych i funkcjonujących dzięki pomocy społecznej, staje się trochę socjalistą. Ale nikt nie ukrywa tej ewolucji, jest z niej raczej dumny. Tymczasem Morawiecki zachowuje się jak typowy neofita, który musi być bardziej gorliwy, żeby się uwiarygodnić. Dlatego narażając się na śmieszność, a nawet przegraną w sądzie, rzuca najcięższe oskarżenia na „dobrze ubranych liberałów, co haratają w gałę”. Na tych samych liberałów, którzy najpierw wprowadzili go do pracy w zagranicznym banku, a potem dopuścili do stołu, gdzie dyskutowali o rozwoju gospodarczym Polski. Wtedy Morawiecki kpił z ludzi, którzy myślą, że mogą mieć wysokie emerytury, darmową edukację i ochronę zdrowia. Dzisiaj wmawia im, że to możliwe, nawet wtedy, gdy będą krócej pracować. Niestety nie dodaje, że możliwe na krótką metę i tylko w czasie świetnej koniunktury gospodarczej, ale gdy lato konika polnego się skończy, będziemy skazani na długą i bardzo trudną pogoń za Europą Zachodnią, bo dołączenie Polski do rodziny zamożnych państw Unii Europejskiej PiS odłożył ad calendas graecas. Czy Morawiecki zdaje sobie z tego sprawę? I które poglądy Premiera są prawdziwe? Wydaje się, że jest wierny tylko jednej, i to bardzo marnej, idei – cynicznego karierowicza.

I choć Kaczyński ubiera go w szaty Konrada Wallenroda, to w oczach zwyczajnych ludzi już na zawsze pozostanie kłamcą i donosicielem pozbawionym moralnego kręgosłupa, czyli człowiekiem, któremu dżentelmeni nie podają ręki.

Powrót