26 lipca 2021

Pruszków kontra Wołomin, czyli PiS kontra Banaś

Na początek kilka zdań o Marianie Banasiu. Historia o Banasiu jako wielkim reformatorze skarbówki i pogromcy mafii vatowskich jest nieprawdziwa, została wymyślona na potrzeby pisowskiej propagandy, podobnie jak wiele innych „sukcesów” tej władzy.

Banaś zlikwidował samodzielną, centralną, niezależną od lokalnych stosunków, kontrolę skarbową. Okazało się, że nie był to efekt błędnej koncepcji i braku dostatecznej wiedzy.
Urzędy kontroli skarbowej, które analizowały i namierzały podmioty do kontroli z całego kraju, niezależnie od lokalnych izb i urzędów skarbowych, bez informowania lokalnych struktur(!), nie odpowiadały Banasiowi, więc je zniszczył. To pozwoliło mu przez kilka lat ukrywać własne oszustwa podatkowe, a w końcu ukryć się za immunitetem Prezesa NIK.
O jego ciemnych interesach wiedziały też służby zarządzane przez Mariusza Kamińskiego.
Swoją drogą Banaś to typowy pisowski bigot: w kamienicy (której stał się właścicielem w dziwnych okolicznościach) pozwala na prowadzenie hotelu na godziny (potoczna nazwa to „burdel”), a jednocześnie obnosi się ze swoim katolicyzmem, kończąc powitalnego maila wysłanego do pracowników Ministerstwa Finansów słowami „Szczęść Boże”!
Do tego dochodzi nienormalna sytuacja związana z synem Banasia, który żoną cezara nie jest, ale pełni funkcję społecznego doradcy swojego ojca w Najwyższej Izbie Kontroli! Ma tam swój gabinet, a wieloletnich dyrektorów i kontrolerów wzywa na dywanik. Taka sytuacja może zdarzyć się tylko w nienormalnym, mafijnym państwie rządzonym przez PiS.

Banaś zlikwidował samodzielną, centralną, niezależną od lokalnych stosunków, kontrolę skarbową. Okazało się, że nie był to efekt błędnej koncepcji i braku dostatecznej wiedzy.
Urzędy kontroli skarbowej, które analizowały i namierzały podmioty do kontroli z całego kraju, niezależnie od lokalnych izb i urzędów skarbowych, bez informowania lokalnych struktur(!), nie odpowiadały Banasiowi, więc je zniszczył. To pozwoliło mu przez kilka lat ukrywać własne oszustwa podatkowe, a w końcu ukryć się za immunitetem Prezesa NIK.
O jego ciemnych interesach wiedziały też służby zarządzane przez Mariusza Kamińskiego.
Swoją drogą Banaś to typowy pisowski bigot: w kamienicy (której stał się właścicielem w dziwnych okolicznościach) pozwala na prowadzenie hotelu na godziny (potoczna nazwa to „burdel”), a jednocześnie obnosi się ze swoim katolicyzmem, kończąc powitalnego maila wysłanego do pracowników Ministerstwa Finansów słowami „Szczęść Boże”!
Do tego dochodzi nienormalna sytuacja związana z synem Banasia, który żoną cezara nie jest, ale pełni funkcję społecznego doradcy swojego ojca w Najwyższej Izbie Kontroli! Ma tam swój gabinet, a wieloletnich dyrektorów i kontrolerów wzywa na dywanik. Taka sytuacja może zdarzyć się tylko w nienormalnym, mafijnym państwie rządzonym przez PiS.

Może chociaż prokuratura była sprawniejsza? Niestety! Zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, dotyczące zaniechania działań przez organy podatkowe w Krakowie, złożyłam wspólnie z posłem Cichoniem w styczniu 2020 roku. I co?
Sprawę przekazano do Prokuratury Rejonowej, a z uzyskanej odpowiedzi mogliśmy wywnioskować, że Naczelnik Urzędu Skarbowego i Dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie działają bez zarzutu, bo prokuratura nie podejmie żadnych działań w tej sprawie.
Tymczasem minęło półtora roku i Dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie zatrzymano. To znaczy, że nasze zawiadomienie do prokuratury było jednak zasadne.
Dlaczego więc PiS chce się jednak pozbyć Banasia?
1. Bo trzeba przykryć kwestię dziury w budżecie, braku transparentności w finansach publicznych i wydawanych poza kontrolą parlamentarną i społeczną setek (!) miliardów złotych, czyli przykryć problemy rządu, o których sama mówię od wielu miesięcy, a które potwierdziła NIK w swoich raportach. Jeśli mówi o nich Najwyższa Izba Kontroli, to trzeba zdyskredytować tę instytucję poprzez atak na Prezesa, choć każdy przecież wie, że Banaś ani nie prowadzi kontroli, ani nie pisze raportów.
2. Bo Kaczyński zdał sobie sprawę, że rząd PiS dopuścił się tak wielu oszustw i przestępstw, że raporty NIK mogą wysadzić ten rząd w powietrze, więc na fotelu Prezesa trzeba posadzić wiernego i spolegliwego żołnierza, a Banaś przestał spełniać tę rolę, gdy służby zaczęły na poważnie kręcić się wokół majątku Banasia i obnażać podejrzane interesy jego syna. Dlaczego zaczęły to robić, możemy się tylko domyślać. Może okazało się, że skala nadużyć jest nie do zatuszowania i coś z tym trzeba jednak zrobi?
Konkluzja:
„Ballada o Dzikim Zachodzie” Wojciecha Młynarskiego przestała być metaforą na wyrost. To bandyckie struktury, które PiS wprowadził do wszystkich instytucji państwa, przerosły słowa tej piosenki, a jej morał, który mówi, że „każdy świadomość zatracił, czym się różnią od ludzi bandyci” wydaje się być nie tylko trafny, ale przede wszystkim groźny dla państwa polskiego.

Powrót