3 lipca 2018

Premiera sny o potędze

Mateusz Morawiecki przyzwyczaił nas do tego, że często nie bardzo wie, o czym mówi, a jego wystąpienia wywołują konsternację, czasem nawet na skalę światową. Okazuje się jednak, że jest jeszcze gorzej, gdy Premier powie coś racjonalnego, bo to obnaża prawdziwą przepaść pomiędzy jego słowami a czynami.

Tak było w ostatnim jego wywiadzie dla rządowo- SKOK-owej tuby propagandowej, czyli braci Karnowskich. Morawiecki powiedział w nim, że „PKB rośnie ze względu na trzy czynniki: (1)kapitał, (2)pracę i (3)technologię”. Zgoda! Ale jeśli tak, to chyba trzeba o te czynniki dbać? Tymczasem stosunek rządu PiS do czynników determinujących rozwój Polski jest następujący:

Ad. 1, czyli kapitał. Tego rodzimego jest za mało, a zagraniczny traktowany jest przez PiS i Morawieckiego jak ciało nie tylko obce, ale wręcz wrogie, dlatego zrobili wszystko, żeby napływ tego kapitału ograniczyć. Przeprowadzili zamach na niezależne sądy, bez których nie ma mowy o bezpiecznym prowadzeniu biznesu. Prawo podatkowe zmienia się tak szybko, że czasem nowelizowana jest ustawa, której poprzednia nowelizacja nie wyszła jeszcze z Sejmu. Rząd wymyśla i wprowadza dziesiątki nowych podatków, nawet takie, o których wiadomo, że są niezgodne z prawem unijnym (od sklepów wielkopowierzchniowych). To nic, że piłują gałąź, na której siedzą, przecież Kaczyński gotów jest poświęcić 1% PKB, żeby zrealizować swoją wizję Polski. Pewnie tym bardziej jest gotów, że PKB mniejsze o 20 miliardów zł. (tyle mniej więcej wynosi 1% PKB Polski) nie wpłynie na standard życia Prezesa. Niestety, z całą pewnością wpłynie na standard życia Polaków.

Ad. 2, czyli praca. Polskich rąk do pracy brakuje, a ręce imigrantów są dla PiS-u nie do przyjęcia. Roznoszą zarazki, osłabiają chęć pracodawców do podnoszenia wynagrodzeń i, nie daj Boże, przywloką jakąś obcą religię. Ale polskich rąk nie przybędzie, bo obniżeniem wieku emerytalnego (jedyny taki ruch na świecie!) PiS doprowadzi do zapaści na rynku pracy. Każdego roku będzie ubywać ok 150 tys. osób, ponieważ o tyle więcej odchodzi na emeryturę niż rozpoczyna pracę. W dodatku ci, co pracują, muszą zarobić na emerytury (chociaż bardzo niskie) tysięcy nowych, młodych emerytów. Skumulowany koszt tej decyzji w ciągu 10 lat to ok. 100 mld zł. Jakby tego było mało, rząd Morawieckiego wypchnął z rynku pracy tysiące młodych kobiet, które skazał na głodowe emerytury w przyszłości.

Ad. 3, czyli technologia. Tu jest jeszcze gorzej. I nie chodzi mi tylko o tysiące samochodów elektrycznych, które nie wyjadą na polskie ulice w najbliższej przyszłości, ani o Lux-torpedę, cokolwiek miał na myśli Morawiecki, ani nawet o nowoczesne promy, co stępka jednego z nich całkiem zardzewiała. Myślę o ustawie 2.0, która miała dać skrzydła polskiej nauce i badaniom, a która od początku niewiele miała wspólnego z nowoczesnością, tak zresztą jak jej nazwa „2.0”, która bardziej trąci myszką niż kosmiczną technologią. Wydaje się, że skoro póki co, nie mamy szansy na bycie innowacyjną gospodarką, można by pomyśleć o innowacjach naśladujących. Nic z tego, przecież Premier Morawiecki „ma w sobie sen o polskiej potędze” i nie marzy o żadnych prymitywnych imitacjach.

Za to moje sny i marzenia są dużo skromniejsze: marzę o premierze, który poważnie traktuje samego siebie.

Powrót