14 listopada 2019

PiS przystąpił do realizacji swoich obietnic wyborczych, czyli dlaczego Polacy będą zarabiali mniej

Pierwszym merytorycznym projektem ustawy złożonym przez posłów PiS w IX kadencji Sejmu jest zniesienie limitu trzydziestokrotności w składkach na ZUS. To znaczy, że pracownik i pracodawca odprowadzą od przychodu pracownika ponad 60 proc. danin publicznych. Jak na środowisko polityczne, które od czterech lat bezskutecznie obiecuje innowacyjny skok w polskiej gospodarce, posunięcie dość ryzykowne.

Kto zarabia ok. 10 tys. zł (i więcej) i jest zatrudniony “na etacie”?

To wysokiej klasy specjaliści w firmach prywatnych, które chcą związać ze sobą dobrych pracowników, to dyrektorzy o wysokich kompetencjach merytorycznych (przynajmniej tak było do listopada 2015 r.) w administracji rządowej, wreszcie informatycy, programiści, czy lekarze o wysokich kwalifikacjach, o których walczą szpitale specjalistyczne…

Jaki zatem będzie efekt ustawy, której jedynym celem jest dopływ ok. 7 mld zł do FUS, z czego 5 mld zł jest już wpisane do ustawy budżetowej, która miała być historyczna, bo ze zrównoważonym budżetem, a będzie histeryczna, bo histeria w finansach publicznych to stan, w którym rząd PiS-u będzie znajdował się permanentnie?

Specjaliści z firm prywatnych zmienią stosunek pracy na samozatrudnienie, bo to będzie w interesie pracownika i pracodawcy i będą przyjmować umowy-zlecenia. W ten sposób to, co PiS nazywa umowami śmieciowymi, będzie coraz powszechniejsze, bo trudno uznać to zjawisko za rozwój przedsiębiorczości Polaków.

Specjaliści, którzy pozostali jeszcze po czterech latach pisowskiego “misiewiczowania” w administracji publicznej, odejdą do sektora prywatnego i będą płacić ZUS od 60 proc. średniego wynagrodzenia, czyli znacznie mniej niż płacą dzisiaj.

Informatycy i programiści, którzy mogą wykonywać swoją pracę gdziekolwiek, zarejestrują firmy zagranicą, więc do ZUS nie wpłynie od nich nawet to, co wpływało dotąd.
Co zdolniejsi lekarze wyjadą, bo przecież już w poprzedniej kadencji od posłów PiS usłyszeli: “niech jadą!”

To, co będzie gwoździem do trumny polskiej gospodarki niszczonej przez PiS od czterech lat niebywałą zmiennością prawa, opresyjnym fiskusem i upartyjnianiem sądów, to utrata konkurencyjności zaawansowanych technologicznie polskich firm.

Stracą ludzie, straci gospodarka, a w dodatku stracą finanse publiczne, nie tylko na składkach do ZUS, ale także na PIT.

Oczywiście, gdy z budżetem będzie źle (a będzie), to PiS zrobi to, co zapisał już w ustawie budżetowej na 2020 r. i w APK (Aktualizacja Programu Konwergencji), tzn. przeprowadzi test przedsiębiorcy, czyli “złapie” jednak tych, co uciekną do sektora prywatnego przed wyższymi składkami. Wtedy pozostanie im tylko wyjechać. Ale kto wtedy zrzuci się na 500+, 13. i 14. emeryturę, że nie wspomnę o usługach publicznych, ochronie zdrowia, edukacji, armii, itd., itd….

Nawet nie wspominam o tym, że za kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat FUS będzie musiał wypłacić horrendalnie wysokie emerytury, bo mamy tzw. system zdefiniowanej składki. Nie wspominam, bo PiS podejmuje takie decyzje, jakby Polska miała istnieć jeszcze tylko jedną kadencję, zgodnie z zasadą: po nas choćby potop…

I właściwie, jaką obietnicę PiS realizuje tą ustawą? Bo chyba nie tę o wyższych zarobkach Polaków i szybszym doganianiu poziomu życia w Zachodniej Europie.

Powrót