31 grudnia 2012

Partyjne opowieści noworoczne

W ostatnim dniu  2012  roku Onet Biznes opublikował plany partii politycznych na Anno Domini 2013.

Jakie są  te  noworoczne opowieści polityków?

Plany Platformy Obywatelskiej są znane od tzw. drugiego expose Premiera, ale to co najważniejsze w 2013 r. to przeciwdziałanie kryzysowi, m.in. przez  powołanie  “Inwestycji Polskich”, prywatyzację spółek SP, zmianę prawa nieprzyjaznego dla firm (tu mamy już namacalne sukcesy, które zauważono w rankingu “Doing business”) i  wprowadzanie w życie zmian, pomagających  młodym ludziom zakładać rodziny (kredyty mieszkaniowe, roczne urlopy rodzicielskie, dopłaty do przedszkoli  i żłobków). Ponadto sfinalizujemy prace nad pakietem  ustaw energetycznych, co ważne, bo planowane inwestycje w znacznym stopniu mają dotyczyć właśnie energetyki. Przyszły rok to końcówka starej perspektywy finansowej i przygotowanie do wydawania 300 mld zł. z nowej perspektywy unijnej. Tu będziemy  pamiętać o kolei (stare i nowe środki), a przede wszystkim o innowacyjności, bez której nie ma co marzyć o lepszym jutrze.
To trochę eklektyczna opowieść, bo jest o dzieciach, finansach, komunikacji i gospodarce, ale takie właśnie, różnorodne,  jest nasze życie.

A jaka jest opowieść noworoczna opozycji?

PiS , ustami J. Brudzińskiego, chce “przepędzić rząd PO-PSL, gdzie pieprz rośnie”. Zaczyna więc rok wnioskiem o wotum nieufności dla rządu, bo “sytuacja jest dramatyczna, a właściwie tragiczna” (słowa rzecznika Błaszczaka), dlatego przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Demokratycznego Państwa (!) Krzysztof Szczerski i prof. Gliński zapowiadają przygotowanie raportu o naprawie Rzeczypospolitej. Gdy dodamy do tego, że Gliński wciąż pracuje nad programem i składem swojego gabinetu, ale nie chce zdradzać szczegółów, to noworoczną opowieść PiS-u możemy zaklasyfikować do literatury fantazy, której bohaterowie tkwią  w nierealnym świecie, często ocierając się o groteskę.
To gatunek dość popularny, ale nie w polityce, dlatego nie wróżę PiS-owi dobrego roku, będzie się raczej zwijał niż rozwijał. I nie zmieni tego nawet kongres programowy zapowiadany w połowie 2013, bo kierownictwo PiS-u nie ma dobrych, skutecznych pomysłów na rozwiązywanie realnych problemów gospodarczych, co pokazało Ministerstwo Finansów,  wyliczając – po jednej z debat- koszt realizacji postulatów i pomysłów PiS-u. Może więc dobrze, że partia ta żyje  w świecie ułudy? Tak jest chyba dla Polaków bezpieczniej.

Opowieść noworoczna SLD chce pozostać w nurcie powieści realistycznej, ale zapomina, że ta święciła swoje triumfy w XIX wieku. Sojusz Lewicy Demokratycznej pod rządami Leszka  Millera to, co najwyżej, dziewiętnastowieczne, niemal grafomańskie opowiadanie, bo nie ma wśród polityków polskiej lewicy ani Dickensa, ani nawet Orzeszkowej.
Dlatego poseł Joński odgrzewa polityczne kotlety i proponuje powrót do dyskusji o wieku emerytalnym, chcąc zorganizować “dużą akcję społeczną, którą będziemy chcieli zapoczątkować w pierwszym kwartale przyszłego roku”. Rozumiem, że marsze Prezesa zrobiły na członkach SLD wrażenie, dlatego chcą też pochodzić ulicami miast, zaczną od starego,  ćwiczonego przez lata pochodu pierwszomajowego, a co?
Najgorsze jest to, że lewica proponuje kobietom staż 35 lat pracy, a mężczyznom – 40.  Albo SLD nie wie, jak wylicza się emerytury, albo opowiada się za tradycyjnym modelem rodziny: “baba do garów”, a na starość na garnuszek męża (to nic, że statystycznie umiera on sporo wcześniej, bo wtedy kobieta przejdzie na emeryturę po mężu). Brawo, pomysł godny….skrajnej prawicy?
Kolejnym priorytetem SLD jest monitorowanie bezrobocia i przeciwdziałanie mu poprzez lepiej celowaną pomoc dla bezrobotnych. Ten pomysł byłby dobry, gdyby nie był  wtórny. I właściwie nie wiadomo, czy cieszyć się, że politycy Sojuszu wsłuchali się w pomysły ministra Kosiniaka-Kamysza, który podjął już potrzebne w tej sprawie decyzje (promowanie PUP-ów, które rzeczywiście zmniejszają liczbę bezrobotnych, a nie tylko prowadzą dla nich szkolenia aktywizujące), czy smucić, że Sojusz się zużył i nie jest w stanie zaproponować Polakom niczego konstruktywnego, świeżego i własnego. Smutek  mój wcale nie jest udawany, bo  jestem przekonana, że duży, europejski, nowoczesny kraj potrzebuje sprawnej organizacyjnie, ale także intelektualnie formacji lewicowej.
Niestety takiej nie ma i na razie nie będzie,  może kiedyś z popiołów SLD odrodzi się  jakiś Feniks, ale nie w 2013.

Ruch Palikota w swojej noworocznej opowieści stawia na… nie,  nie na Tolka Banana, ale tyle samo w tym wyborze fikcji literackiej. RP stawia na Aleksandra Kwaśniewskiego, który niestety  już dawno przestał być postacią dramatu, dzisiaj pełni co najwyżej rolę didaskaliów, które są ważne, ale nie popychają akcji do przodu.
Były Prezydent miałby stać się symbolem, wokół którego RP chce zjednoczyć centrolewicę polską. Cel zacny, tym bardziej w kontekście słabości SLD, ale trzeba by wykluczyć z gry Lidera lewicy, a to byłaby zmiana gatunku literackiego, z dramatu na tragedię (przynajmniej dla samego Leszka Millera).
Myślę jednak, że  opowieść Ruchu Palikota to raczej dramat ekspresjonistyczny, który zawsze sięgał po silne środki wyrazu. Problem w tym, że Ruch Palikota na tym poprzestaje.

Na koniec niekończąca się opowieść  PSL-u.

Słuchając wypowiedzi szefa  klubu  Jana  Burego o  “Zespole Sprytnych Regulacji ” (!)  i  “precyzyjnej depilacji prawa tam, gdzie ono jest złe albo niepotrzebne” wydaje się, że PSL-owi marzy się powieść eksperymentalna! Ludowcy chcą, jak twórcy takiej powieści, odświeżenia  dialogu i komunikacji ze społeczeństwem. Patrząc na poczynania nowego wicepremiera są duże szanse na sukces, ale  pod  jednym warunkiem, że “sprytne regulacje” i “precyzyjna depilacja” będą naprawdę coś znaczyły, najlepiej coś  pozytywnego.

Obojętnie do jakiego rodzaju i gatunku literackiego zaliczymy te opowieści, na Nowy 2013 Rok życzmy wszystkim partiom politycznym, żeby historie pisane przez nie były interesujące i koniecznie z happy endem, dla Polaków oczywiście.

Do Siego Roku
Izabela Leszczyna

 

Powrót