20 czerwca 2017

Pan Bóg wie, co robi!

Gospodarka jest cykliczna i to, że po kryzysie będziemy mieć do czynienia z dobrą koniunkturą jest tak pewne, jak to, że po zimie przychodzi lato. Wie o tym każdy student pierwszego roku ekonomii. Wie także, że cykl jest powtarzalny, a to znaczy, że po ożywieniu, przyjdą znowu gorsze czasy, a wraz z nimi problemy firm i wyższe bezrobocie, a więc niższe wpływy do budżetu, i to w czasie, gdy świadczenia socjalne są potrzebne bardziej niż kiedy indziej.

Dlaczego PiS po raz kolejny rządzi latem, a PO prawie przez dwie kadencje miała zimę? Jedni powiedzą, że głupi ma zawsze szczęście, inni, że ono sprzyja lepszym, a ja myślę, że Bóg wie, co robi i na złe czasy wybiera odpowiedzialną partię, a w dobrych – pozwala rządzić dyletantom i populistom. Nie wiem tylko, dlaczego w ogóle na to pozwala? Ale może po prostu szanuje demokrację?

PiS zachłysnął się wynikami gospodarczymi, działacze partyjni i posłowie głoszą wszem i wobec, że Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przynosi niezwykłe wprost efekty. Nie przeszkadza im nawet to, że strategię rząd przyjął w lutym, a „doskonałe” wyniki mamy od stycznia. Ale co tam! Kto by się zastanawiał nad tym, że wdrożenie jakiegokolwiek programu rządowego (nie mówiąc o strategii) i przeniesienie go ze slajdów do rzeczywistości musi trochę potrwać, a skutki są widoczne jeszcze później?

Propaganda sukcesu to jest to, więc premier Morawiecki jeździ po Polsce, otwiera kolejne wynegocjowane przez poprzedników lub samorządowców inwestycje (np. fabrykę Mercedesa w Jaworzu) przekonując, że to realizacja Planu Morawieckiego. Czasem myślę nawet, że sam w to wierzy. I wierzą mu inni, tak jak wierzą przystojnemu i wygadanemu akwizytorowi, że drugi odkurzacz jest nam niezbędny. W pułapkę opowieści o pułapce średniego rozwoju wpadli nawet niektórzy ekonomiści, uwiedzeni SOR-em, szczególnie jego częścią diagnostyczną, chociaż podobną diagnozę postawił kilka lat wcześniej Michał Boni ze swoim zespołem (Polska 2030).

Problem w tym, że sama diagnoza to za mało! Wyobraźmy sobie, że lekarz zdiagnozował u nas podwyższony poziom cholesterolu i jako antidotum kazał jeść smalec, smażoną wieprzowinę i dużo ciasta! Tak właśnie z polską gospodarką postępuje Morawiecki. Zakłada, że dalsza industrializacja Polski wymaga aktywnej roli państwa, które będzie „wspierało” wybrane branże. To założenie fałszywe, a polityka prymatu państwa w gospodarce skompromitowała się już w czasach PRL-u. Skądinąd trafna diagnoza trudności na rynku pracy w związku z niekorzystnym trendem demograficznym nie doczekała się żadnego rozwiązania w SOR, za to w rzeczywistości została pogłębiona przez dwie decyzje rządu, którego wicepremierem jest przecież M. Morawiecki: obniżony wiek emerytalny i 500+.

Takie przykłady można by mnożyć, szczegółową i bardzo krytyczną analizę tego dokumentu opracował Instytut Obywatelski i warto się z nią zapoznać.

Cieszmy się więc dobrą koniunkturą w gospodarce, ale nie dajmy sobie wmówić, że 4% dynamiki PKB w pierwszym kwartale to nadzwyczajny wynik, który jest efektem działań rządu PiS. Do 4,6% – a tak rozwijała się polska gospodarka, gdy Platforma Obywatelska oddawała władzę PiS-owi – jeszcze sporo brakuje.

Niestety jest coś, w czym PiS przegonił swoich poprzedników: zadłuża Polskę w niespotykanym dotąd tempie (prawie 100 mld. zł w 2016 r.), pogłębiając deficyt strukturalny, na co zwróciła uwagę KE. Znamienne zresztą jest, że chociaż M. Morawiecki na użytek wewnętrznej propagandy kłamie o nadzwyczajnym zadłużaniu Polski przez PO, to w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa, wysłanym w kwietniu do Brukseli, chwali się szybkim zmniejszaniem deficytu w poprzednich latach, a więc przez rząd PO.

A wracając do Pana Boga, dobrze, że wie, co robi, tym bardziej, że nie bardzo wiedzą ministrowie w rządzie PiS.

Powrót