29 grudnia 2012

O tym, że Pani Redaktor Eliza Kwiatkowska z GW ma rację, ale właściwie to jej nie ma

O ustawie śmieciowej “mówi się” od dawna. Wiadomo, że wprowadzenie jej jest koniecznością mniej więcej taką, jak likwidacja rynsztoków wzdłuż miejskich ulic w przeszłości.
I tu ma rację  dziennikarka GW, mówiąc, że obowiązkiem polityków jest tłumaczyć stanowione prawo obywatelom (artykuł pt.: “Władza próbowała rozmawiać z ludźmi o podatku śmieciowym. Wyszło fatalnie”, w częstochowskim dodatku Gazety Wyborczej, 28.12.2012). Ja też tak rozumiem swoją pracę.

Dlatego, gdy wprowadzaliśmy kontrowersyjne, ale w mojej ocenie potrzebne i w dłuższej perspektywie korzystne dla społeczeństwa, a więc nas wszystkich, ustawy, takie jak, np: obniżenie wieku szkolnego, zmiana wysokości składki do OFE, podwyższenie wieku emerytalnego czy ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego (wtedy byłam członkiem komisji ds UE) organizowałam spotkania, pisałam tematyczne blogi, dyskutowałam na Fb, wyjaśniając i przedstawiając argumenty, jakimi kierował się  rząd wprowadzając dane rozwiązania (to są fakty sprawdzalne).

Pytanie zasadnicze jest jednak takie: jak szeroki jest krąg odbiorców tych przekazów? I czy przypadkiem nie jest tak, że to media są powołane do tego, żeby być pasem transmisyjnym pomiędzy politykami a obywatelami?

Dlatego pozwolę sobie zapytać Panią Redaktor: ile razy przyjęła Pani moje zaproszenie na “Śniadanie z posłem”, które od kilku lat, raz na trzy miesiące organizuję, zapraszając wszystkie(!) lokalne media? Nie przypominam sobie, żeby była Pani moim gościem kiedykolwiek. A szkoda, bo formuła spotkania jest taka, że przedstawiciele mediów, zgłaszając swój udział, mogą  zaproponować  istotny – dla lokalnej społeczności – temat.
Proszę też odpowiedzieć sobie i swoim Czytelnikom, czy Pani Redaktor poprosiła Poseł Halinę Rozpondek – wiceprzewodniczącą Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Regionalnego, np.,  o wywiad na łamach GW, w którym wyjaśniłaby sens i ideę ustawy, wskazała miejsca trudne i te wymagające decyzji na poziomie gminy?
I wreszcie, czy warto organizować teoretyczną dyskusję parlamentarzystów z mieszkańcami Częstochowy, skoro konkretną decyzję (a sama Pani przyznała, że diabeł tkwi w szczegółach) podejmie samorząd?

Owszem, można  było na dzielnicowe spotkania w ramach konsultacji społecznych  poprosić parlamentarzystów, ale Prezydent tego nie zrobił!
I nie chodzi o specjalne zaproszenie, ale o chęć współpracy dla dobra mieszkańców i elementarne porozumienie, np., co do terminów spotkań.

Problem jednak w tym, że Prezydent Matyjaszczyk w zarządzaniu miastem kieruje się interesem partyjnym, a nie publicznym i w związku z tym nie przewidział naszej obecności w debacie nad ustawą śmieciową.

Tak więc Pani Redaktor, ma Pani rację, pytając Prezydenta, dlaczego fasadowo przeprowadzał konsultacje, ale adresatem pytania “gdzie byłaś?” powinna być raczej lokalna redakcja GW niż lokalna PO.

iza leszczyna

Powrót