20 września 2011

O deficycie budżetowym cz. 2.

No więc jak rząd zarządza naszymi pieniędzmi?  Na lata 2008-2011,  a więc kadencję rządu Platformy Obywatelskiej przypadła recesja za naszymi granicami i spowolnienie w polskiej gospodarce. Rząd PiS-u niestety nie zostawił oszczędności, choć rządził w czasie wysokiego wzrostu gospodarczego na całym świecie. Żeby niebezpiecznie nie zwiększyć poziomu zadłużenia i nie przekroczyć progów zapisanych w konstytucji i ustawie o finansach publicznych musieliśmy podczas bessy włączyć program oszczędnościowy. Mimo to deficyt, co zrozumiałe w czasie mniejszych wpływów do budżetu, wzrósł. Aby utrzymać wiarygodność i obniżyć koszt obsługi długu, przedstawiliśmy  plan działań, które pozwolą obniżyć deficyt do ok. 3% w roku 2012. Jakie to działania? Czy,  jak straszą niektórzy,  konieczne będą drastyczne cięcia?   Czy rząd,  jak sugerują inni, coś ukrywa w szufladach, żeby wyjąć po wyborach?

Nic podobnego! Plan konsolidacji finansów publicznych został ogłoszony dość dawno, obejmuje  m.in. budżetową regułę wydatkową (wzrost wydatków w kolejnym roku tylko o 1% + inflacja), ograniczenie przywilejów emerytalnych (już wprowadzone ustawą o emeryturach pomostowych), ograniczenie składek do OFE (przy obecnych zawirowaniach na giełdzie nawet krytycy tego pomysłu przyznają, że to był dobry ruch), podwyższenie akcyzy na papierosy (4% w każdym roku), obniżenie wysokości zasiłku pogrzebowego, ograniczenie możliwości odliczania podatku VAT przy zakupie samochodów z kratką, w końcu reguła ograniczająca deficyt w samorządach (jej kształt właśnie tworzy się w zespole rządowo-samorządowym).
Tak więc ci, którzy pytają o 80 mld., które trzeba zaoszczędzić, żeby deficyt wyniósł 2,9%  nie przeczytali planu konwergencji. Te oszczędności wynikają z powyższych działań, tzn. działań już podjętych. Platforma nie ma programu ukrytego, jesteśmy przewidywalni i nie okłamujemy swoich wyborców.
Wielu komentatorów zwraca uwagę, że paradoksalnie kryzys mógłby uzdrowić polską politykę, stać się dla niej czymś w rodzaju katharsis, oczyszczenia z nadmiaru populizmu i obietnic bez pokrycia. Niestety, nic z tego, wystarczy przeczytać program wyborczy SLD albo  posłuchać debat sejmowych nt. stanu finansów państwa.

Lewica rozdaje pełną garścią na lewo i prawo, zgodnie z zasadą: dla każdego coś miłego. Tak więc niemowlęta dostaną żłobki, małe dzieci ? przedszkola, trochę większe ? szkolnego dentystę, dorośli ? wysokie pensje minimalne i szybką kolej, a na starość wysokie emerytury. Aha, a  jeśli w międzyczasie ktoś podupadnie na zdrowiu, temu ? wysoka renta!

PiS z kolei w jednym zdaniu pokrzykuje na rząd, krytykując go za deficyt i dług publiczny, w drugim zaś domaga się lepszej opieki socjalnej i większych nakładów na ochronę zdrowia, edukację i  bezpieczeństwo! Sztandarowy pomysł to gabinet dentystyczny w każdej szkole. Słuszny postulat, tak jak słusznym jest to, aby na świecie nie było bezrobocia, głodu i wojen!

A w dodatku, gdy przychodzi do debaty, w której poglądy na podatki czyli dochody państwa oraz wydatki czyli podział tych dóbr pomiędzy obywateli, okazuje się, że minister Jacek Rostowski nie ma adwersarza! Pytam więc, to kto zostałby ministrem finansów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości? Dobrze, że to czysto teoretyczne pytanie.

 

iza leszczyna

Powrót