21 października 2011

O co chodzi Jackowi Żakowskiemu?

W poniedziałkowym felietonie w GW redaktor Żakowski zastanawia się, dlaczego Polacy w tak niewielkim stopniu wzięli udział w ruchu Oburzonych. Oczywiście nie jest to wcale, zdaniem Żakowskiego, związane z polityką rządu z ostatnich czterech lat, ani tym bardziej z “zieloną wyspą”, w którą autor w zasadzie nie wierzy(!)
Redaktor Żakowski stawia tezę, że młodzi Polacy nie protestują, bo nie stracili mieszkań kupionych na kredyt, jak ich hiszpańscy koledzy, bo po prostu nie dostali kredytów.
Czy Pan Redaktor sugeruje, że te 700 tys. zadłużonych we frankach to ludzie starzy? A może warto sprawdzić oferty banków kierowane do zatrudnionych na umowę o dzieło lub umowę zlecenie? Jest ich całkiem sporo. I czy na pewno odejście od umów śmieciowych, nad którymi Pan Redaktor ubolewa, ułatwiających jednak młodym wejście na rynek pracy, to najlepsza droga do tego, aby Oburzeni nie byli oburzeni?
Dalsza część tezy brzmi: studenci i szczęśliwcy, co kredyty jednak dostali, nie mają czasu na protesty, bo biegają z chałtury na chałturę, żeby zarobić na życie.
To w końcu jest praca czy bezrobocie? Można zarobić na spłatę kredytu czy nie?  Chyba, że praca to bezpieczny bezterminowy etat z pełnym pakietem socjalnym i najlepiej wcześniejszą emeryturą (bo na profilaktykę zdrowotną wciąż wydajemy przecież za mało).
Jacek Żakowski z uznaniem pisze o politykach i ekonomistach zagranicznych, którzy wspierają ruch Oburzonych w innych krajach świata. Tylko po co ekscytować się tym, że Sachs zaproponował wprowadzenie zakazu finansowania kampanii wyborczych przez biznes? W Polsce takie prawo obowiązuje! A że Buffet domaga się większego opodatkowania bogatych? Świetnie, tylko Zachód swój gospodarczy i cywilizacyjny skok ma już za sobą i może pozwolić sobie na spacerek, gdy my tymczasem musimy wciąż biec, goniąc gospodarkę światową. A gonimy ją po to, by Oburzeni mieli miejsca pracy i własne mieszkania. Wyższe podatki dla tych, co chcą inwestować w naszym kraju wielkie pieniądze w biznes, na pewno tej gonitwie nie pomogą.
Przypomnę też nieśmiało, że w Polsce kryzysu bankowego nie było, a przyjęte rozwiązania (np. Rekomendacje T i S) zabezpieczają system bankowy i nie trzeba dodatkowo grozić palcem (jak Przewodniczący Barroso). Może warto zastanowić się nad opodatkowaniem operacji finansowych, ale o tym w artykule nie przeczytałam.
Nie zgadzam się też z diagnozą, że bierność młodych to efekt realnego socjalizmu, który rozbił więzi i odruchy społeczne. Pokolenie dzisiejszych dwudziestoparolatków to pokolenie demokratycznej, wolnorynkowej Polski, niepamiętające PRL-u, a sierpień 1980 i wybory 1989 były dowodem na to, że z odruchami społecznymi w naszym kraju jest całkiem dobrze.
Na koniec pojawia się teza autora o tym, że nie znając lepszego, demokratycznego kapitalizmu, a jedynie nieludzki, korporacyjny nie umiemy sprzeciwić się pogarszającym nasze życie reformom(sic!) To znaczy, że to całe gadanie Balcerowicza, Bieleckiego, Boniego, Belki, Petru, Rzońcy, Orłowskiego, Gomułki, Rybińskiego, wszystkich niemal polityków, dziennikarzy, komentatorów i WIELKIE WOŁANIE o reformy było wymierzone w nas-99% społeczeństwa?
O co chodzi Jackowi Żakowskiemu? Chce, żeby narodził się w Polsce ruch przekonanych o tym, że wystarczy podzielić dobra materialne po równo między wszystkich ludzi, żeby świat stał się sprawiedliwy? Przecież całkiem niedawno wyleczyliśmy się z populizmu Samoobrony! A w SLD i PiS wciąż pobrzmiewają takie echa. Tylko na szczęście oni  przegrali wybory, a to znaczy, że do swojej wizji świata nie przekonali Polaków. Może właśnie dlatego Oburzonych było kilkuset, w tym wielu nastolatków, dla których bunt jest przecież jak powietrze?

izabela leszczyna

Powrót