Piątek, 30 lipca 2010 r.
 
  Strona główna » Niecodziennik
Oficjalnie »
Prywatnie »
Niecodziennik
Kontakt »
Portale Społecznościowe »
Oficjalnie
Prywatnie
Niecodziennik
Niecodziennik


14 lipca 2010

Zdanie jednego z bohaterów sztuki Schaeffera "Scenariusz dla trzech aktorów", które brzmiało "Innym nie wychodzi, a mnie wychodzi" mogłabym dzisiaj zamienić na "Czasem mi wychodzi, czasem nie wychodzi":). Po trudach kampanii (chociaż nie osobistej, ale w końcu kampanii na rzecz najważniejszej osoby w państwie, w dodatku kampanii udanej (stąd pewność, że czasami wychodzi), pomyślałam sobie: odpocznę. Między dwoma sejmowymi tygodniami, po poniedziałkowym dyżurze poselskim pojadę do lasu, za miasto, gdzie w ciszy i spokoju przemyślę kilka ważnych i ważniejszych spraw nieosobistych przecież:)  Mąż wziął kilka dni urlopu, pomyślałam: wypoczniemy razem, bo jakoś nie było wielu okazji w ostatnich latach. Wybór padł na miejsce, w którym byłam wiele lat temu, moja Kasia wyrobiła sobie tam kartę pływacką, więc wspomnienia mam dobre.
Ośrodek przemiły, las cudowny, nawet basen jest, no może niewielki i dość mocno zagęszczony, ale przecież nie jestem snobem, ani Marudą (jak znany poseł z PSL:).
Można zjeść śniadanie, obiad i kolację czyli jak dla mnie nawet za dużo. Pomyślałam: o to mi chodziło, niedługo, trzy dni na regenerację po trudnym półroczu, przed dłuższym urlopem, jeszcze przecież nie zaplanowanym, więc wcale nie pewnym w drugiej połowie sierpnia wystarczy!
Wczesnym wieczorem usiedliśmy na balkonie i... okazało się, że w ośrodku są kolonie, a koloniści mieli właśnie zieloną noc. Działo się!!! Nie zawsze mi wychodzi:( O tym trzeba pamiętać, szczególnie przed podejmowaniem ważnych nieosobistych decyzji:)

EPILOG:
Koloniści karnie położyli się do łóżek ok. 22.00, noc była cicha i spokojna. Nauczyciele to naprawdę wyjątkowa grupa zawodowa i Tusk ma rację, że nie wolno płacić im tak mało, jak dotychczas! No i może jest jednak tak, że innym nie wychodzi, a mnie wychodzi? Nie, nie, nie, tak mógłby powiedzieć tylko Smerf Ważniak:)




iza leszczyna

2010-07-14 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


5 lipca 2010

4 lipca to Dzień Zwycięstwa w Stanach Zjednoczonych, wczoraj okazało się, że także w Polsce:) I choć w komentarzach pobrzmiewa "prawie remis" to "prawie" robi wielką różnicę, o czym wiemy nie od dzisiaj. Specjaliści od marketingu politycznego mówią także zgodnym chórem, że kampania Jarosława Kaczyńskiego była lepsza, a Bronisława Komorowskiego w zasadzie bardzo słaba. Jakże się cieszę z tych opinii! Bo co one znaczą naprawdę?
Że wysoki wynik Kaczyńskiego jest efektem zabiegów pijarowskich jego sztabu, które koncentrowały się na dwóch kwestiach:
- po pierwsze kanalizowały emocje społeczne związane z katastrofą smoleńską w strumień współczucia dla osieroconego brata bliźniaka,
- po drugie wykreowały nową, łagodną i koncyliacyjną twarz Prezesa.

Oba te efekty są ulotne i PiS nie może liczyć, że dotrwają do jesiennych wyborów samorządowych. Przyczyny są proste: współczucie jest stanem ducha, który mija wraz z żałobą, i nie da się go zbyt długo sztucznie podtrzymywać. To nie znaczy, że nie pozostaje w nas żal po stracie, ale on nie będzie już determinował naszych wyborów, to było możliwe tylko raz. A łagodna twarz Jarosława Kaczyńskiego? Jest tak prawdziwa, jak Harry Potter i jego historia. Jej łagodność zaczęła odchodzić w zapomnienie już w pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu wyników. Co usłyszeliśmy?
Że czas rozliczyć "męczeńską śmierć" Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar tragedii, bo zawieszono tę sprawę tylko na czas kampanii(sic!). I jeszcze prośbę do osób, pracujących w komisjach wyborczych, że muszą być uważne do ostatniej chwili! Po co? czyżby, jak zwykle, niedopowiedziane zdanie Prezesa miało brzmieć:"bo wróg nie śpi"?

To dobrze, że jako naród mamy w sobie tyle empatii, to dobrze, że w cieniu tragedii i powodzi język polityków nie był zbyt ostry. Ale nie ma tu żadnej zasługi PiSu. Takie są nasze obyczaje, taka jest tradycja, i tak było zawsze, nawet wtedy, gdy PiSu nie było na świecie. Ta tradycja jest własnością wszystkich Polaków, tych z lewicy i tych z prawicy, tak, jak patriotyzm nie wrócił jako wartość, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, za sprawą PiSu; on był i jest obecny w historii naszego narodu i nie można pozwolić na to, by zawłaszczył go Jarosław Kaczyński! Patriotyzm, wiara, historia nie mogą być wykorzystywane przez żadną partię polityczną, przez żadnego polityka, to wielka nieuczciwość i wielkie niebezpieczeństwo. Bo co mieliby zrobić ci Polacy, którym nie po drodze z PiSem? Są mniej patriotami, mniej katolikami, mają mniejsze prawo do dumy z własnych przodków? Nie zgadzam się na taki świat, na świat według Jarosława Kaczyńskiego.


Dlatego dobrze, że potrafimy współodczuwać, a czasem pozwalamy emocjom kierować naszymi decyzjami, ale jeszcze lepiej, że więcej z nas kieruje się zdrowym rozsądkiem, bo gdy rozum śpi, budzą się demony, jak w akwaforcie Goi.

 


iza leszczyna

2010-07-05 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


4 lipca 2010

DZIĘKUJĘ, DZIĘKUĘ, DZIĘKUJĘ:)))))) WSZYSTKIM, KTÓRZY WZIĘLI UDZIAŁ W WYBORACH, A SZCZEGÓLNIE TYM, KTÓRZY  ZAGŁOSOWALI NA BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

Nareszcie można iść spać, wyniki z 95% obwodów dają 52,63% Bronisławowi Komorowskiemu. Jeszcze raz wielkie dzięki:)

 

iza leszczyna

2010-07-04 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


2 lipca 2010

Ostatnie dni kampanii Jarosława Kaczyńskiego można by spuentować jednym zdaniem: Socjalizm tak, wypaczenia - nie!
I to w warstwie dosłownej, bo przecież kandydat PiS gloryfikował I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, nazywając go najlepszym spośród sekretarzy KC. Znamienne jest także to, że długi zaciągnięte w czasach Gierka spłaciliśmy dopiero w ubiegłym roku, tzn. cała Polska spłacała je ponad 30 lat!!! Gratuluję Prezesowi wzorców, ale mam nadzieję, że Polacy nie są takimi fanami towarzysza z Sosnowca, jak Jarosław Kaczyński.

W warstwie metaforycznej można by powiedzieć, że Prezes odrzuca z IV Rzeczpospolitej to, co było wypaczeniem, a zostawia same "najwartościowsze wartości".  Szkoda (dla Prezesa), że Polacy pamiętają, że hasło o wypaczeniach było tylko listkiem figowym dla kolejnych ekip PRL-u.

Do zobaczenia w niedzielę przy urnach, niech każdy z nas zagłosuje, zgodnie z własnym sumieniem i rozumem, a tych z Państwa, którzy głosowali w wyborach parlamentarnych na mnie, proszę: zagłosujcie na Bronisława Komorowskiego.

 


iza leszczyna

 

2010-07-02 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


28 czerwca 2010

Prorocze okazały się słowa Jarosława Kaczyńskiego z exposé wygłoszonego w sejmie 20.07.2006 roku. Przypomnę, ówczesny premier Kaczyński powiedział:

  "...Żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne... ".

I rzeczywiście, wszyscy mówią, że Komorowski wygrał debatę, że był po prostu lepszy, a sztab wyborczy Kaczyńskiego i członkowie PiSu twierdzą, że było odwrotnie. Drodzy zwolennicy Prezesa, naprawdę białe jest białe i nie trzeba nawet krzyku, żeby to zobaczyć, wystarczy odrobina przyzwoitości, tylko tyle, ale czasem to jest, niestety, aż tyle:(
Żeby nie było gołosłownie, kilka faktów:
- Komorowski był zdecydowanie bardziej merytoryczny w kwestiach obronności i polityki zagranicznej (casus Białorusi!), a więc tych, które są domeną prezydenta!
-w kwestii in vitro wyraźnie powiedział, że każdy sam w swoim sumieniu podejmuje decyzję, ale państwo ma obowiązek stworzyć możliwości takiego zapłodnienia dla małżeństw, które nie mogą mieć dzieci, tymczasem Jarosław Kaczyński skonstatował, że jest katolikiem, czy to znaczy, że swoje poglądy będzie chciał narzucić wszystkim?
- Marszałek był naturalny, czasem uśmiechnięty, czasem zdziwiony słowami konkurenta, bo mówił to, co czuje i myśli naprawdę, bez wykreowanego na potrzeby kampanii fałszywego wizerunku
- podziękował za debatę swojemu oponentowi, tzn. że jest dobrze wychowany, a to ważna cecha  każdego człowieka, a prezydenta w szczególności
- język Komorowskiego był żywy i barwny, a wyrazy takie jak "forsa" łamały sztywność przyjętej konwencji debaty, dzięki czemu była strawna dla normalnych ludzi
- nawet happening posłów Poncyliusza, Jakubiak i Migalskiego był pomysłem, który pasował, jak pięść do oka, jak zestawienie pryncypialnego, bardzo konserwatywnego w poglądach obyczajowych i głoszącego kult silnego państwa Prezesa z kulturą typu "make love and peace"
 
Nawet rozumiem to, że elektorat Kaczyńskiego nie chce zobaczyć, że białe jest białe, ale dlaczego poseł SLD Jerzy Wenderlich także cierpi na zaburzenie widzenia?

 

 

iza leszczyna

2010-06-28 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


25 czerwca 2010

Wielki come back Jarosława Kaczyńskiego! Rzeczywiście jego metamorfoza jest tak samo prawdziwa, jak Janusza Palikota. Wypowiedź Prezesa dotyczyła gazu łupkowego. Chociaż nie wiadomo, jak duże są te złoża, nie wiadomo też, kiedy będzie można realnie wykorzystać je do zwiększenia niezależności energetycznej Polski (i czy w ogóle), to Kaczyński z całą pewnością wie jedno: nasze państwo (czytaj: obecny rząd) jest za słabe, żeby z takim przedsięwzięciem sobie poradzić, przyjdą  "obcy", wykorzystają nas, oszukają, zabiorą łupki i tyle z tego będzie.
Nie chcę takiego Prezydenta! Podejrzliwego, nieufnego, zamkniętego na innych, rzucającego bezpodstawne oskarżenia, kochającego półsłówka i półprawdy. Prezydenta znajdującego się permanentnie w stanie anomii. Tak, anomii. Jest to zjawisko niezbyt dobrze jeszcze opisane przez psychologów społecznych, ale Kasia (moja córka) pisze właśnie pracę magisterską na temat tego stanu niepewności społeczeństwa/jednostki w systemie aksjonormatywnym i słuchając jej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że swoją ideologię Prawo i Sprawiedliwość buduje właśnie na poczuciu lęku.
A ja chcę odważnego Prezydenta! Takiego, który nie boi się partnerstwa publiczno-prywatnego, wyzwań cywilizacyjnych, zmiany, Europy i świata.

 


iza leszczyna

2010-06-25 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


22 czerwca 2010

Też wolałabym, żeby mój kandydat, zamiast odwoływać się do księgi III Pana Tadeusza (Umizgi), sięgnął raczej po księgę IV (Dyplomatyka i Łowy). Tak w życiu prywatnym, jak publicznym zdecydowanie wolę elegancję dyplomacji i skuteczność łowów niż fałszywe umizgi. Choć z drugiej strony rozumiem, że obaj prawicowi kandydaci, uśmiechając się do wyborców Napieralskiego, nie bardzo wiedzą, do kogo się uśmiechać?
Czy do przywiązanych do "socjalu" tradycyjnych wyborców lewicy jako siły politycznej upominającej się o podwyższenie pensji minimalnej, wyższe zasiłki dla bezrobotnych, trzynaste, a nawet czternaste pensje, deputaty, dodatki, a więc wszystko dla wszystkich, trochę więcej dla "równiejszych" czyli związkowców, ale raczej o podział "sprawiedliwy" znaczy "po równo"?
Czy do, najczęściej młodych, wyborców, dla których ważne jest respektowanie swobód obywatelskich, przestrzeganie praw człowieka, wyraźne rozdzielenie kościoła od państwa, zgoda na in vitro, parytet dla kobiet na listach wyborczych, itd...
To zupełnie różny elektorat! Trzeba by, jak powiedziała jedna z posłanek, stanąć w rozkroku. Byle nie za dużym, bo może być niebezpieczny. Szczególnie niebezpieczny dla tego kandydata, co nigdy nie był w partii centrowej, która w swoim programie łączy postulaty prawej i lewej strony sceny politycznej.
Tak więc Jarosław Kaczyński swój uśmiech skieruje pewnie do czekających na populistyczne obietnice, a mój kandydat - Bronisław Komorowski zwróci się do tych, którzy od państwa oczekują praworządności i respektowania prawa każdego obywatela do życia w demokratycznym i nowoczesnym państwie, ale jednocześnie uznają, że rozbuchane żądania socjalne różnych grup społecznych są nieodpowiedzialne i nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością społeczną.
Jaka wizja Polski wygra?
Jestem przekonana, że wyborcy kierują się jednak rozumem i wybiorą Komorowskiego, choć pijarowcy przekonują nas, że kampanie rozgrywają się tylko w sferze emocji. Wynik kandydata Lewicy potwierdza niestety tę opinię, bo Napieralski zaczynał z kilkuprocentowym poparciem, a zakończył kampanię z wynikiem ponad 13 %, więc prawie 10% poparcia zdobył dzięki temu, że ściskał dłonie robotników przed szóstą rano, tańczył i udawał Didżeja, bywał na festynach, ma urocze córeczki, z którymi lubi się bawić, a w dodatku ma sympatyczną i ładną żonę. Świetnie, gratuluję rodziny, usposobienia, a nawet trochę anachronicznego zachwytu nad laptopami. To wszystko jest bardzo miłe i pokazuje, że politycy to też ludzie, jak inni. Ale Prezydent mojego kraju, oprócz udanego życia osobistego (bo to naprawdę ważne:) musi mieć także inne atuty! Przede wszystkim łączyć, a nie dzielić, tymczasem Napieralski podzielił nawet swoją partię, walcząc z Olejniczakiem o władzę i nie zmieni tego faktu ładna, lekka i przyjemna kampania, bo polityka to muzyka poważna, a nie rozrywkowa.
 



iza leszczyna

2010-06-22 Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


18 czerwca 2010

Pani Zosiu, nie wiem, czy przekonam Panią do swojego kandydata, ale to, co mnie do niego przekonuje, to piękny, jasny i prosty życiorys, wierność poglądom i odwaga w ich formułowaniu, nawet wtedy, gdy taka postawa groziła więzieniem. Wiem, że dzisiaj potrzebujemy innej odwagi i szczególnie młodzi ludzie mają dosyć "kombatanctwa solidarnościowego", bo  dzisiaj ważna jest odwaga cywilna, która każe nam każdego dnia podejmować jednoznaczne decyzje, nie unikać odpowiedzialności, nie manipulować, nie udawać, licząc na przyciągnięcie kolejnych wyborców. I taki  właśnie jest Komorowski: niczego i nikogo nie udaje, stąd jego różne, szeroko komentowane wpadki. Ale są one przejawem normalności, bezpośredniości, naturalności. Moja siostrzenica powiedziałaby, że Bronek się po prostu nie spina:)
Pozostali kandydaci mają w czasie kampanii jedno zadanie: prowadzić kampanię. On jest Marszałkiem Sejmu, wykonującym obowiązki Prezydenta RP i na końcu kandydatem. To dużo zadań, jak na jednego człowieka i myślę, że żaden inny kandydat nie podołałby im wszystkim naraz, a "wpadek" z przemęczenia każdy zaliczałby pewnie więcej. Mnie Komorowski przekonał właśnie swoją postawą po katastrofie, gdy wiele osób, nawet publicznych, a także  przedstawicieli mediów popadało niemal w histerię albo rzucało oskarżenia na oślep. On zdystansowany, jak mąż stanu odpowiedzialny za państwo, przyjął ciężarów więcej niż zwykły człowiek może unieść i podejmował trafne i dobre, choć często trudne decyzje, mówiące o tym, że nie zamierza powierzać stanowisk ludziom z klucza partyjnego.
 Przykładem niech będzie Marek Belka w NBP, powołany tuż przed tym, jak Hiszpania wystąpiła o ok. 250 mld. euro pomocy. W tak trudnym czasie Narodowy Bank Polski bez prezesa nie byłby gwarantem bezpieczeństwa finansowego naszego kraju.
Myślę też, że zbyt małą wagę przykładamy do naturalnego i bezpośredniego sposóbu bycia najważniejszych polityków w kraju. Pamiętajmy, tzw. twardych kompetencji (wiedza z danego zkresu) można się nauczyć, a ponadto Prezydent ma całe zastępy doradców i ekspertów do dyspozycji, a kompetencje miękkie (właśnie ujmujący sposób bycia, empatia, otwartość na innych ludzi, komunikatywność) to często warunek decydujący o tym, czy polityk jest skuteczny, bo te cechy zjednują mu sojuszników w Polsce i świecie.
Taki jest Komorowski, dlatego ja zagłosuję na Niego. Panią też zachęcam, tym bardziej, że nie ma dla Polski nic ważniejszego na nadchodzące lata, niż wykorzystać naszą pozycję w Unii i wzmocnić ją przez nadchodzącą prezydencję. Obrażeni często na Europę, popierający poprzedniego Prezydenta w dłuuuuuuuuuuugim wahaniu przed podpisaniem Traktatu Lizbońskiego politycy PiSu nie zagwarantują nam tego, na pewno. Nie zagwarantuje tego także przedstawiciel Lewicy, dla którego politycznym guru jest premier Hiszpanii J.L.R. Zapatero. Ten sam, który ostatnio ogłosił obniżkę pensji pracowników opłacanych z budżetu państwa o 5%. Tego przecież też nie chcemy, nie chcemy, żeby populistyczni premierzy i prezydenci doprowadzili nasz kraj do bankructwa! Zostaje Bronisław Komorowski, bo jest najlepszy:)))
Pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się w niedzielę przy urnach wyborczych.
 


iza leszczyna

ps. Panie Rafale, nigdy nie głosowałam na Aleksandra Kwaśniewskiego.

2010-06-18 Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


16 czerwca 2010

Jak nie pałą go, to kijem.  No bo dopóki sąd nie wydał wyroku, Jarosław Kaczyński twierdził, że Komorowski jest za prywatyzacją szpitali. Gdy sąd wydał wyrok nakazujący Kaczyńskiemu sprostować tę nieprawdziwą informację, prezes się odwołał i twierdzi, że może za prywatyzacją nie, ale za komercjalizacją to Komorowski chyba jest, a to przecież prawie to samo, bo komercjalizacja otwiera drogę do prywatyzacji. Uff..dobrze, że nie ma trzeciego wariantu z końcówką -acja, bo pewnie byśmy się pogubili.

Odczarujmy więc tę komercjalizację. Nie wchodząc w szczegóły, które dla pacjenta "X" nie mają większego albo żadnego znaczenia chodzi o to, że dzisiaj w szpitalach jest tak:
 - w kolejce oczekujących na operację stawu biodrowego są: Biedny, Biedny, Bogaty, Biedny

(gdzie "Biedny" i "Bogaty" to w uproszczeniu przedstawiciele tych, których stać, żeby zapłacić za zabieg dodatkowe pieniądze - "Bogaci"i tych, których nie stać - "Biedni")
W szpitalu skomercjalizowanym ma być tak:
- w kolejce stoją te same osoby, ale "Bogaty" może zapłacić za zabieg, a lekarze zamiast o 14.00 iść do domu (innej poradni, szpitala, kliniki...) wykonają tę operację poza limitem z Narodowego Funduszu Zdrowia, dzięki czemu w miejsce "Bogatego" z trzeciej pozycji wskoczy "Biedny" z czwartej, a na jego miejsce kolejny "Biedny" z numerem 5. itd...
Komercjalizacja to nic złego, a Platforma Obywatelska nie jest Czarnym Ludem, którym dawno temu straszono niegrzeczne dzieci. Ekonomia, głupcze,  nie jest przeciwko "Biednym", ona działa na ich rzecz.
 


iza leszczyna

2010-06-16 Liczba komentarzy (5) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu


7 czerwca 2010

Kilka dni temu byłam w "Norwidzie" na czytaniu Norwida. Świetna młodzież, inteligentne oczy, myśl często plami czoło. Jest dobrze, pomyślałam. Jeśli naprawdę czytają Norwida, to przecież muszą rozumieć słowa z wiersza Spartakus. Pamiętam jego interpretację w wykonaniu profesora Franciszka Ziejki na zajęciach z poetyki na UJ. Wtedy profesor był doktorem, ja studentką, a w Polsce był stan wojenny:(
Jako gość Liceum im. C.K. Norwida nie mówiłam o Spartakusie, bo szkoła nie jest dobrym miejscem na uprawianie polityki, a trudno byłoby jej uniknąć przy czytaniu choćby tego fragmentu:

"To - nie to, krzycząc, SIŁA, nie to,

To nie to MĄDROŚĆ, co dziś zwą..."

Bo przy tych słowach, nachodzi mnie myśl, że to, co wszyscy nazywają SPOKOJEM Jarosława Kaczyńskiego to nie to; to, co tak wielu nazywa WIARĄ to też nie to; a to, co niektórzy myślą, mówiąc PATRIOTYZM, to na pewno nie to. Nawet Solidarność jakaś inna od solidarności.

I trudno oprzeć się wrażeniu, że Norwid o nas pisał:

"Wam - widzów dwakroć sto tysięcy -

Co dzień już trzeba łez i krwi..."

Bo my (społeczeństwo) chcemy igrzysk. Nie wiem nawet, czy chcemy sami z siebie, czy chcemy, bo media tak chcą; czy to my kreujemy media, czy media kreują nas? Ale jakkolwiek by nie było, znakiem czasu są słowa mężczyzny, któremu zalało cały dom. Na głupawe pytanie dziennikarza w stylu: "Co Pan czuje?" Odpowiedział: "Ja potrzebuję psychiatry, nie dziennikarza". Może wielu z nas bardziej potrzebuje psychiatry niż telewizora, a już na pewno ciszy, zamiast medialnego jazgotu.
Na pewno potrzebujemy też prawdziwego, a nie wizerunkowego spokoju, takiego spokoju, który każe doświadczonemu politykowi racjonalnie i trafnie oceniać sytuację w kraju, którego chce zostać prezydentem. A obiektywny opis sytuacji jest taki: powódź wymaga natychmiastowych działań na dwóch płaszczyznach - musimy pomagać ludziom, którzy wszystko stracili, przekazując natychmiastową pomoc finansową w sposób jak najmniej zbiurokratyzowany i jednocześnie musimy zabezpieczyć finansowanie akcji ratowniczej. Na to rząd przeznaczył już w maju prawie 2,5 mld. zł., gdy Komisja Finansów Publicznych pozytywnie zaopiniowała wniosek Ministra Finansów w sprawie zmiany przeznaczenia rezerwy celowej. Dotychczasowe wnioski wojewodów z terenów zalanych opiewają na 270 mln. zł. Zatem na szybkie reagowanie pozostało jeszcze ponad 2 miliardy! Po co więc kandydat Jarosław Kaczyński nawołuje do nowelizacji budżetu? Efekty nowelizacji konsumować można by dopiero jesienią. Wtedy najprawdopodobniej będziemy mieli do dyspozycji pomoc z Unii Europejskiej, a prawdziwie duże pieniądze będą nam potrzebne w budżecie 2011 roku. A prawdziwie pokojowe zdanie "zmienionego" Jarosława Kaczyńskiego, wspierające państwo, które boryka się z katastrofą powodzi, dodające otuchy powodzianom brzmi: "rząd jest, jak chłopcy bawiący się zapałkami i już raz doprowadziło to do tragedii...." Gratuluję przemiany, zaiste jest prawdziwa!!! Choć Norwid powiedziałby pewnie: "To nie to KACZYŃSKI, co dziś zwą"
Rozumiem premiera Tuska, gdy mówi: jeśli ktoś nie pomaga w czasie powodzi, to niech przynajmniej siedzi cicho!

 


iza leszczyna


 

2010-06-07 Liczba komentarzy (1) - Dodaj swój komentarz do tego wpisu

 
   
Strona główna | Prywatnie | Niecodziennik | Kontakt


© Copyright Izabela Leszczyna 2010            Wszelkie prawa zastrzeżone
             Osób online: 8

             Design by: Studio Manifesto