9 października 2012

Media wykreowały atmosferę rodem z Becketta.

Tymczasem czekanie na Godota to utrwalanie w społeczeństwie przekonania, że nic od nas samych nie zależy, a manna powinna jednak spadać z nieba. Czy tak buduje się społeczeństwo obywatelskie? I czy media, obojętnie publiczne czy prywatne, nie powinny raczej uświadamiać swoim widzom, słuchaczom, czytelnikom, że nie ma czarodziejskiej różdżki, za dotknięciem której Polska stanie się krajem mlekiem i miodem płynącym, niż podsycać klimat walki politycznej, jakbyśmy byli w ogniu kampanii wyborczej? To dość nieodpowiedzialne, podobnie jak nieodpowiedzialne jest nazywanie wystąpienia Premiera drugim expose. To sugeruje, jakoby miał nastąpić jakiś odwrót czy zmiana zapowiedzi wyborczych. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.

Zapowiedziane wystąpienie Premiera to podsumowanie pierwszego roku rządów PO-PSL drugiej już kadencji, zbiegające się z prezentacją budżetu na 2013 rok, a więc w oczywisty sposób odnoszące się także do przyszłości. Ciężar gatunkowy wystąpienia jest większy w związku z bardzo trudną sytuacją w Grecji i Hiszpanii, gdzie bezrobocie sięga prawie 24%. To powoduje niepokój Polaków, którzy zastanawiają się, czy kryzys strefy euro ominie Polskę i będziemy zieloną wyspą, jak w roku 2009, czy dotknie nasze przedsiębiorstwa i rodzimy biznes, a co za tym idzie nasze domowe budżety. To naturalna obawa, którą udało się uspokoić w poprzedniej kadencji optymizmem Premiera i rządu, a także działaniami, z jednej strony konsolidującymi finanse publiczne (reforma pomostówek, tymczasowa reguła wydatkowa, obniżenie składki finansowanej długiem publicznym do OFE) z drugiej przyspieszającymi wydatkowanie środków europejskich, które pozwalały na inwestycje publiczne, poprzez uproszczenie procedur (pakiet przygotowany przez minister Bieńkowską). Za ten optymizm często byliśmy wręcz krytykowani, bo POWAŻNA do bólu opozycja straszyła w tym czasie widmem głodujących w polskich szkołach dzieci.

Czy pojawią się w wystąpieniu Premiera nowe rozwiązania i propozycje rządu, o których nie mówiliśmy wcześniej? Oczywiście, bo przecież zmieniająca się gospodarka Europy i świata wymaga elastycznego działania i odważnego podejmowania decyzji. Czy nie tego oczekujemy od rządzących? Ale podsycanie dzisiaj atmosfery niepewności i oczekiwania na zwrot i wielką zmianę jest przejawem nieodpowiedzialności, bo sytuacja makroekonomiczna jest na tyle trudna, że to, czego potrzebujemy najbardziej to stabilny, przewidywalny (także dla kapitału obcego i rynków finansowych) rząd, spokój i umiarkowany optymizm w planowaniu przyszłych działań, no i wreszcie odwaga do podejmowania trudnych decyzji, takich jak podniesienie wieku przechodzenia na emeryturę, ale też ograniczenie przywilejów górniczych, wprowadzenie podatku dochodowego w rolnictwie i wiele innych, które wciąż przed nami.

Która partia opozycyjna ma chęć, odwagę, determinację i jednocześnie siłę głosów w parlamencie, żeby te reformy przeprowadzić? Przecież politycy opozycji, ba, byli premierzy z PiS i SLD (sic!) prześcigają się w deklaracjach, że gdy dojdą do władzy zmienią ustawę emerytalną i przywrócą 60/65. To nie jest skrajny populizm? Dlatego budowanie atmosfery czekania na Godota jest niebezpieczne, bo w niej łatwo do głosu dochodzą populiści i fanatycy. Na pewno tego chcemy?

iza leszczyna

Powrót