22 października 2013

Król OFE jest nagi

Król OFE jest nagi, ale jak mówić o tym głośno, skoro wszyscy kochają króla OFE? Pokochaliśmy go bezwarunkowo, zbiorowo, narodowo, chmurnie i durnie. W 1999 r. byliśmy młodzi, odważni i przekonani, że – jeśli wywalczyliśmy wolną Polskę, przepędziliśmy “Ruskich”, to najwyższy czas stać się prawdziwym “Zachodem”.

Ale jak, skoro w kasie brakowało pieniędzy, bo PRL zbankrutowała nie tylko ideologicznie, ale także ekonomicznie, pozostawiając po sobie ogromne zobowiązania, w tym wobec emerytów.  Kłopot w systemie emerytalnym polegał dodatkowo na tym, że w latach wczesnej transformacji, namnożyło się nam młodych emerytów, bo gdy upadały zakłady i nie było pracy, to tzw. wcześniejsze emerytury wydawały się jedynym rozwiązaniem. Dzisiaj wiemy, że było to rozwiązanie niezwykle kosztowne i brzemienne w skutki dla finansów publicznych na wiele lat. W końcu trzeba było coś z tym zrobić.

I wtedy rząd J. Buzka przeprowadził reformę emerytalną, która miała zachęcać ludzi do dłuższego pozostawania na rynku pracy. Powód był prosty: im dłużej pracujesz, tym więcej składki zapisze się na twoim koncie, a w konsekwencji dostaniesz wyższą emeryturę. Tak działa system zdefiniowanej składki, który w długim horyzoncie czasowym sprawi, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, a więc środki na nasze emerytury, będą prawie zbilansowane, a tzn. że państwowa emerytura jest i będzie bezpieczna i pewna, choć nie będzie wysoka (w stosunku do naszego wynagrodzenia, bo każdy będzie otrzymywał emeryturę wyliczoną z jego własnych zgromadzonych składek, więc między sobą emerytury będą znacznie się różnić). Oczywiście poprawa bilansu FUS stanie się faktem za wiele lat, gdy nie będzie już emerytów ze starego systemu zdefiniowanego świadczenia, choć oczywiście życzymy im jak najdłuższego życia w dobrym zdrowiu.

Tak więc zamieniono system zdefiniowanego świadczenia na system zdefiniowanej składki. Razem z tą zmianą wprowadzono do obowiązkowego systemu emerytalnego część kapitałową. Dlaczego?
“Kapitalizm, kapitał, giełda, akcje”  to słowa, które  w 1998 r. miały walor nowości i świeżości, ba, wywoływały adrenalinę tym większą, że w PRL były zakazane.
Dlatego właśnie wielka i ogólnonarodowa zgoda zapanowała wokół pomysłu, rekomendowanego przez  Bank Światowy (dzisiaj mocno dystansujący się od swojego pomysłu sprzed kilkunastu lat), żeby do publicznego systemu włączyć prywatnie zarządzane fundusze, przekazywać im część składki emerytalnej, którą będą lokowały na giełdzie, pomnażając w ten sposób środki na przyszłe emerytury. Wiele krajów byłego obozu socjalistycznego poszło tą drogą, a dzisiaj nie bardzo wiedzą, jak zawrócić.
Bo nawet jeśli dzisiaj widzimy, że nie był to pomysł najlepszy, to mamy do niego sentyment i słabość, jaką zwykle ma się do czasów młodości.
Czy rozum wygra z emocjami?
Czy dzisiejsi składkowicze – przyszli emeryci zrozumieją, że:
1. Giełda nie jest najlepszym pomysłem na obowiązkowy system emerytalny.
2. Wysokość naszych emerytur zależy od wzrostu gospodarczego, a ten jest niemożliwy bez stabilnych finansów publicznych.
3. Przekazywanie składki do OFE jako “przedpłata” na przyszłą emeryturę zwiększa tylko dług publiczny i destabilizuje finanse publiczne, a niekoniecznie przekłada się na wysokość naszej przyszłej emerytury.
4. Dług publiczny, jak sama nazwa wskazuje, spłacamy wszyscy – obecni i przyszli podatnicy, dlatego ważne jest, aby był jak najniższy.
5. Gospodarka najlepiej rozwija się wtedy, gdy mamy mniejszy dług, tańsze kredyty, większą wiarygodność na rynkach i wsród inwestorów, tzn. wtedy, gdy nie pożyczamy każdego roku wielu miliardów, żeby przekazać je do OFE.

Czy w ogóle jest możliwe, żeby ten niewielki, ale bardzo kosztowny, kawałek reformy, który narobił mnóstwo zamieszania w naszych sercach i umysłach w 1999 r., ale także teraz, gdy po kilkunastu latach powiedzieliśmy – sprawdzam, przestał rozpalać emocje?

Z racjonalnego punktu widzenia – tak.
Tym bardziej, że wysokość naszej emerytury będzie mniej więcej taka sama, bez względu na to, czy część składki nadal będziemy przekazywać do OFE, czy całość pozostawimy w ZUS na naszym indywidualnym koncie i subkoncie.
Tym bardziej, że  ta część emerytury, o którą kruszymy kopie, stanowi ok. 15% całości.

Trzeba tylko przebić się przez gąszcz prawdziwych i nieprawdziwych informacji nt. systemu emerytalnego, OFE,  zmian i ich konsekwencji dla wysokości naszej emerytury.
Tylko jak przebić się przez miłość do króla OFE?

Izabela Leszczyna

Powrót