14 maja 2020

Jeszcze raz o tym, jak należy otwierać gospodarkę z rządowego zamrożenia

Ponad miesiąc temu pisałam, że warunkiem bezpiecznego odmrażania gospodarki, czyli tak szybkiego, jak to możliwe i tak wolnego, jak to konieczne, jest masowe testowanie. Niestety minister zdrowia, zamiast powszechnym testowaniem zajmuje się wspieraniem biznesowych przedsięwzięć brata i swoich znajomych. A tymczasem wsparcia oczekują tysiące przedsiębiorców, którzy nie uczyli Łukasza Szumowskiego jeździć na nartach, ani nie są z nim spokrewnieni i nie otrzymali dwudziestomilionowego grantu z Agencji Badań Medycznych, nadzorowanej przez ministra zdrowia. Wielu z nich jest tak rozczarowanych brakiem wsparcia, że nie liczą już na żadne tarcze, chcą tylko odmrożenia.
Ale z odmrażaniem gospodarki jest jak z wyborami w czasie epidemii, nie da się określić terminu, jeśli nie ustali się warunków i procedur, które muszą być zagwarantowane, żeby cały proces był bezpieczny.
Wiele tygodni temu Komisja Europejska wskazała trzy główne kryteria odmrażania:

⁃ epidemiologiczne (spadek nowych zachorowań)

⁃ wydolności systemu opieki zdrowotnej (dostępność łóżek na oddziałach intensywnej terapii, wystarczająca liczba pracowników medycznych wyposażonych w środki ochrony osobistej)

⁃ zdolności monitorowania zakażeń, czyli testowanie na dużą skalę

Niestety rząd PiS otwiera gospodarkę wg kryteriów nikomu nieznanych, porusza się na oślep, nie wie, czy liczba nowych zachorowań spada, czy rośnie i jest bez szans na monitorowanie zakażeń, bo testów robi wciąż za mało. To pierwszy grzech, w zasadzie pierworodny. W dodatku nie dość, że nie przeprowadza się tyle testów, ile powinno, to jeszcze rząd zabrania firmom komercyjnie testować swoich pracowników, wydając obostrzenia dla laboratoriów. Jak w tej sytuacji ludzie mają wracać do pracy, oddawać pod opiekę dzieci do żłobków, przedszkoli i szkół, jadać w restauracjach, nie obawiać się powrotu do lekarzy specjalistów w przychodniach? Częste i powszechne testowanie przesiewowe to warunek otwarcia życia gospodarczego i społecznego. Powtarzam to do znudzenia, niestety bez skutku, bo rząd kieruje się wyłącznie interesem partyjnym.

Drugim grzechem jest to, że premier zapowiada otwarcie określonej branży, dając jej kilka dni na przygotowanie, czasem tylko weekend.
A przecież powinno być tak, że na miesiąc przed otwarciem fryzjer, kosmetyczka, a także dyrektor szkoły wie, jak musi przygotować miejsce pracy na przyjęcie klientów czy uczniów. Co więcej pracodawca powinien przeszkolić pracowników w zakresie stosowania procedur bezpieczeństwa oraz zapoznać potencjalnych, czy stałych klientów z zasadami funkcjonowania firmy w nowym rygorze sanitarnym. Jako klient chcę wiedzieć wcześniej, czy zasady przyjęte przez moją kosmetyczkę, czy ulubioną pizzerię, są dla mnie do zaakceptowania. W dobie mediów społecznościowych to jest dość proste, ale potrzebny jest na to czas!

Tak więc protokoły bezpieczeństwa, procedury i zasady pracy oraz konieczne do spełnienia warunki muszą być ogłaszane znacznie wcześniej. W pierwszej kolejności powinny mieć charakter powszechny i uniwersalny, a następnie być uszczegóławiane.
I tu dochodzimy do trzeciego grzechu popełnianego przez Premiera Morawieckiego przy odmrażaniu gospodarki. To niewprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Tak, ta ustawa jest dzisiaj tak samo ważna i potrzebna, jak dwa miesiące temu, gdy Koalicja Obywatelska apelowała o to bezskutecznie. Efektem tego zaniechania jest bowiem brak współpracy rządu, samorządów, biznesu i przedstawicieli ochrony zdrowia w ramach sztabów kryzysowych, które powinny funkcjonować na poziomie regionalnym, a nawet powiatowym. Zdecentralizowane samorządowe sztaby kryzysowe, ściśle współpracujące ze sztabem centralnym-rządowym, monitorujące sytuację na danym terenie, mogłyby odpowiedzialnie koordynować otwieranie firm, szkół, lokali gastronomicznych, służąc przedsiębiorcom pomocą i wsparciem, którego nie otrzymują z dalekiej Warszawy. Takie rozwiązanie połączone z masowymi testami nie opóźniłoby procesu otwarcia, a wręcz przyspieszyło, bo pozwoliłoby na wcześniejsze izolowanie zakażonych.

Bez instrumentów przewidzianych w ustawie o stanie klęski żywiołowej proces odmrażania jest trudniejszy, a przede wszystkim obarczony dużym ryzykiem. Efektem braku lokalnych, funkcjonujących od początku epidemii, sztabów kryzysowych, w których ważną rolę pełnią epidemiolodzy, jest taka oto sytuacja:
18 maja 2020 r. otwieramy salony fryzjerskie i kosmetyczne oraz gastronomię na zaniedbanym wcześniej przez rząd Górnym Śląsku, czyli gęsto zaludnionym obszarze z tysiącami zakażonych i chorych na COVID-19.

Gdyby rząd współpracował ze śląskimi samorządowcami, a górników widział nie tylko w pióropuszach na karczmach piwnych, gdyby słuchał ludzi, którzy wiedzą, jak wygląda praca pod ziemią, to o Śląsku nie mówiono by dzisiaj polskie Bergamo!
Koronawirus zostanie z nami na dłużej, warto uniknąć raz popełnionych grzechów i uczyć się na własnych błędach, żeby trafne stało się raczej przysłowie „Mądry Polak po szkodzie” niż cytat „Nową przypowieść Polak sobie kupi/Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

P.S. jeszcze raz podrzucam rządowi, ale też samorządom do wykorzystania  Wytyczne otwierania gospodarki.

Powrót