11 grudnia 2011

Jeszcze o Tusku, Cameronie i trochę o Sobieskim

My Polacy zawsze byliśmy dumni z tego, że nasi przodkowie walczyli “za wolność naszą i waszą”, że bez umów i traktatów międzynarodowych, sami – ciężko doświadczani przez historię – oddawali życie w imię sprawiedliwości i niepodległości, nie tylko Polski, także innych narodów. Europy, jej tradycji i potęgi broniliśmy już w 1683 roku, gdy pod dowództwem Jana III Sobieskiego rozgromiono armię  Turków Osmańskich pod Wiedniem, w konsekwencji doprowadzając do kapitulacji Turcji, która przestała stanowić zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy.
Dlaczego król Sobieski i jego doradcy nie zachowali się tak, jak chce zachować się dzisiaj prawicowa opozycja (PiS, Solidarna Polska, partia Marka Jurka)? Dlaczego Sobieski nie był jak Cameron? Po co nadstawiał własną głowę? Przecież wezyr Kara Mustafa szedł na Wiedeń, nie na Warszawę. Król mógł powiedzieć: Polska nie będzie płacić za bezpieczeństwo całej Europy, poczekamy na wroga w granicach naszego kraju, okopiemy się, dozbroimy armię i wtedy wygramy!
Tak właśnie zachowuje się dzisiaj Cameron (bohater Prawa i Sprawiedliwości), bojąc się nie tylko reakcji laburzystów, ale także własnych kolegów – torysów, którzy pokazali już, że w sprawie Europy Wielka Brytania jak pozostaje sceptyczna. Porównywanie Camerona do Margaret Thatcher (delikatnie mówiąc nie była euroentuzjastą) jest jednak nietrafne. Ona uzyskała dla swojego kraju prawo nieuczestniczenia w unii monetarnej, Cameron tylko pogłębił izolację Wielkiej Brytanii w UE, za co jego kraj zapłaci cenę w wymiarze ekonomicznym, dzisiaj trudną do oszacowania. Wielka Brytania to jednak duży kraj, duża gospodarka, Cameron pewnie liczy, że poradzi sobie nawet bez rynku UE. Chociaż marka (znak firmowy) w dzisiejszym świecie cenniejsza niż złoto i tę markę premier Cameron naraził na szwank. Trzeba też pamiętać, że Thatcher rządziła w latach osiemdziesiątych, a więc ćwierć wieku temu(!), od tego czasu naprawdę wiele się w światowej gospodarce zmieniło i dzisiaj być może decyzje Żelaznej Damy byłyby inne?
Decyzje polskiego rządu, odwrotne od decyzji Camerona, dla wszystkich, którzy trzeźwo i racjonalnie myślą, a dla polityków to warunek sine qua non, są nie tylko najlepsze, są jedyne, jakie premier kraju aspirującego do bycia elitą Europy w wymiarze odpowiedzialności finansowej, mógł podjąć. Są dobre dla Polski, nie tylko dlatego, że są dobre dla Europy! Są dobre w swej istocie, bo nie pozwalają na niebezpieczne przekraczanie zadłużenia.  Te decyzje wpisują nas ponadto w główny nurt debaty, a w konsekwencji decyzji UE, a w zasadzie niewiele kosztują. Nieprzekraczanie zadłużenia na poziomie 60% PKB i tak mamy zapisane w Konstytucji, deficyt nieprzekraczający 3% jest i tak naszym obowiązkiem traktatowym i już podjęliśmy szereg działań, żeby zdjąć z Polski procedurę nadmiernego deficytu (list do komisarza Olli Rehna), a wpłata do Międzynarodowego Funduszu Walutowego pieniędzy, które i tak stanowią rezerwę walutową  to najlepsza inwestycja, jaką Polska może zrobić.
Ale co tam finanse publiczne, co tam odpowiedzialność, suwerenność się liczy i odwaga wymachiwania szablą i wypowiadania bzdur o zagrożonym interesie narodowym. Tak łatwo wtedy zjednoczyć Polaków, dla których Bóg, honor i Ojczyzna to słowa najcenniejsze. To nic, że krzyczący nie rozumieją/udają/nie chcą rozumieć, że interes narodowy dzisiaj to bezpieczeństwo egzystencji milionów Polaków, którym dobrze funkcjonujące państwo musi zapewnić wypłaty emerytur, ochronę zdrowia, edukację, rozwój infrastruktury niezbędny dla lepszej jakości życia, wreszcie funkcjonowanie administracji publicznej, rządowej i samorządowej, na którą wszyscy narzekają, ale bez niej współczesne państwa nie mogą istnieć. To jest interes narodowy państwa polskiego na początku XXI wieku. Kiedyś musieliśmy walczyć z Turkami, Szwedami, Niemcami, sowietami, a dzisiaj, dzięki Bogu – NIE! Nie musimy też, w sposób extraordynaryjny, martwić się o naszą suwerenność, bo nikt jej nie zagraża!
To, co nam grozi, to kryzys, który rozleje się na całą Europę, niszcząc przedsiębiorstwa tych, którzy je mają, wpędzając w nędzę tych, co dotąd sobie jakoś radzili, a w końcu sprawi, że nie będziemy mogli pomóc nawet najuboższym, bo kasa państwa będzie pusta. Taka jest alternatywa! Albo bierzemy współodpowiedzialność za naprawianie Europy i nie zgadzamy się na dalsze życie na kredyt całych państw, albo wysiadamy z tego pociągu i w niedalekiej przyszłości powtarzamy za Grekiem Zorbą: “jaka piękna katastrofa”.
Przywódców, mężów stanu, wreszcie liderów rozpoznajemy po tym, że potrafią takie alternatywy dostrzec, trafnie opisać rzeczywistość, rozpoznać zagrożenia (wcześniej niż się pojawią), odkryć szanse (wcześniej niż inni) i podjąć trafne decyzje, które dla krajów, narodów, grup społecznych, korporacji, firm czy lokalnych społeczności są najlepszymi z możliwych, zapewniają im przetrwanie w trudnych czasach, a w dobrych – rozwój.

iza leszczyna
Powrót