6 listopada 2011

Jak rozumiem słowa ks. Bonieckiego

Właściwie cały ruch i wszystkie inicjatywy w obronie księdza Bonieckiego powinny raczej nazywać się  działaniami w obronie tych, którzy księdza czytają i słuchają. To nie ksiądz traci najwięcej, tylko jego odbiorcy. Właściwie pozostali księża, myślący podobnie, powinni  czuć się nieswojo, że wciąż mogą mówić…bo to trochę tak, jakby im powiedziano: was i tak mało kto słucha, wasz głos jest nieważny. Dla każdego księdza to chyba zła wiadomość.
Nie wiem też, jak władze Zakonu Marianów zrozumiały słowa ks. Bonieckiego, ale ja (a myślę, że tysiące Polaków podobnie) rozumiem je tak:
Nergal nie jest żadnym satanistą tylko rockowym showmanem i jako taki lubi szokować, iść po bandzie i dostarczać pożywki dla brukowych czasopism. Niszczenie Biblii jest złem (dla katolików jest nie do przyjęcia), ale nie każdy, kto niszczy Pismo Świętej jest satanistą. Głos hierarchów w tej sprawie raczej zrobił niepotrzebną reklamę całemu wydarzeniu, które  nie było tego warte.
Co do krzyża w sejmie, zdanie, że obie odpowiedzi na pytanie: czy powinien wisieć (tak i nie) są poprawne znaczy, według mnie, tylko tyle, że ten wyjątkowy symbol wiary katolickiej, będący dla wielu kontynuacją wielowiekowej polskiej historii i tradycji, nie powinien właściwie nikogo razić w polskim parlamencie, ale biorąc pod uwagę uczucia Polaków innych wyznań, a także ateistów,  oraz to, że Konstytucja zakłada bezstronność władz publicznych w Rzeczypospolitej w sprawie przekonań religijnych, brak krzyża w sejmie powinien być dla katolików zrozumiały i do zaakceptowania.
Dla mnie te słowa to dobre słowa, szukające porozumienia i zgody, które są niezbędnymi warunkami współpracy tych, co odpowiadają przed Bogiem, i tych, co przed własnym sumieniem. Bo że taka współpraca dla dobra Polski jest konieczna, to chyba się zgadzamy?

izabela leszczyna

Powrót