15 czerwca 2012

Jak dobrze nie być Smudą

No i jak tu nie kochać naszego kraju? I nie myślę nawet o internetowych listach z przeprosinami dla Rosjan zaatakowanych przez polskich chuliganów (może mieli nadzieję, że jacyś prominentni  politycy poręczą za nich i to wystarczy, żeby uniknąć kary?), ani o fladze szytej naprędce, po godzinach, żeby wrocławski stadion był rzeczywiście biało-czerwony.
Chodzi mi o narodowy spór wokół wyboru: Szczęsny czy Tytoń? Każdy dziennikarz w każdym wywiadzie, bez względu na tematykę, uznał, że powinien swojemu rozmówcy zadać sakramentalne pytanie: Gdyby był Pan (Paniami w czasie Euro nikt sobie głowy nie zawraca, no chyba, że w roli dziewczyny zawodnika lub kibica) Franciszkiem Smudą, co by Pan zrobił, na kogo postawił?
No i mówią: aktorzy, publicyści, ekonomiści, politycy i sportowcy, a nawet byli trenerzy. Ci ostatni najczęściej robią unik, chociaż jako jedyni mieliby coś sensownego do powiedzenia, ale nie chcą stawiać  Smudy w jeszcze trudniejszej sytuacji. Mam tylko nadzieję, że trener naszej kadry nie ma czasu na oglądanie TV i czytanie gazet, bo w jednym zdaniu usłyszałby o sobie, że jest konserwatywny i często zmienia zdanie (Dziekanowski). Czy to nie jest przypadkiem coś, co w poezji nazywamy oksymoronem? Hmm…
Z doniesień medialnych wynika, że Polacy stawiają raczej na Tytonia, który obronił karnego w meczu z Grekami i stał się (co zrozumiałe) bohaterem narodowym.
Mało kto pamięta, że gdyby nie faul Szczęsnego, Grecy strzeliliby nam bramkę, a Tytoń nie miałby szansy na stanie się bohaterem.
Nie zazdroszczę naszemu  selekcjonerowi, bo zdaje się, że jest w sytuacji opisanej przez naszego sentymentalnego poetę:

Tytonia wybrać ciężko,
I nie wybrać nędzna pociecha.

Oczywiście nie trzeba dodawać, że wybór, jaki  by nie był, zostanie poddany miażdżącej krytyce, gdyby, nie daj Boże(!), coś nie wyszło.
Uff, jak dobrze nie być Franciszkiem Smudą;))

iza leszczyna

Powrót