21 września 2016

Dyplomatyka i łowy czyli podatek handlowy

Minister Szałamacha mówi niewiele i pewnie temu zawdzięcza fakt, że jest krytykowany rzadziej niż jego rządowi koledzy. Niestety, wczoraj się odezwał.

Jego konferencja prasowa na tle logo Ministerstwa Finansów przypominała raczej propagandowy przekaz populistycznej, antyeuropejskiej partii, niż wystąpienie wysokiej rangi urzędnika państwowego, będącego partnerem dla Komisji Europejskiej. Szkoda, że Minister Finansów wpisał się tym samym w długą listę działaczy Prawa i Sprawiedliwości, którzy obrażają instytucje unijne oraz naszych strategicznych sojuszników.

To działanie, mówiąc delikatnie, niezbyt mądre, bo trudno zacząć rozmowę, gdy chwilę wcześniej opluło się rozmówcę. A przecież Minister Finansów musi przesłać do Komisji Europejskiej wyjaśnienia. Czyżby Szałamacha wiedział, że stoi na straconej pozycji, że podatek wprowadzony przez niego jest niezgodny z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej? I czy dlatego, zanim zaczął coś wyjaśniać, zapowiedział skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE? Czy jest tylko kolejnym – w rządzie Beaty Szydło – słoniem w składzie porcelany i nie ma pojęcia ani o prawie unijnym, ani o dyplomacji? W gruncie rzeczy pytanie brzmi, czy Minister Finansów jest cyniczny, czy niekompetentny?

A może jedno i drugie? Bo przecież teza Ministra, że “zaletą systemu progresywnego jest to, że bierze pod uwagę zdolność płatniczą poszczególnych płatników podatku” jest prawdziwa, ale tylko w odniesieniu do podatku dochodowego, a przecież podatek handlowy takim nie jest!

Otwartym zostaje pytanie, jak bardzo PiS obciąży polski(!) handel, w tym niewielkie sklepy, bo jedno jest pewne – podatek handlowy nie może być progresywny. Przekonał się o tym tegoroczny bohater z Krynicy (swoją drogą trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla wyróżnienia Orbana), gdy musiał podatek handlowy na Węgrzech ustalić w wysokości 0,1% wartości sprzedaży netto dla wszystkich sklepów. A co zostanie w Polsce z buńczucznych zapowiedzi z kampanii wyborczej, że zagraniczne sieci będą płacić dodatkowy podatek? Na razie nie wiemy, bo mimo zapowiedzi rzecznika MF o tym, że jest plan B, wczorajsza mina Ministra zdawała się mówić co innego. Chyba, że hipermarkety, jednoznacznie wskazane jako wróg publiczny numer 1., wykonały już swoje zadanie? Wrogi zagranicznemu kapitałowi elektorat zagłosował na PiS, a realizacja obietnicy wyborczej pozwoliła wywołać kolejną awanturę z Unią Europejską. Taki był plan? I już na koniec, do tych, co od dwóch dni poszukują wstrętnych donosicieli i lobbystów: może Komisja Europejska oglądała po prostu spoty Beaty Szydło?

Wpis ukazał się w serwisie natemat.pl

Powrót