3 listopada 2011

Dobrze, że Wrona to nie stonoga tylko orzeł

Oglądając konferencję prasową kpt. Tadeusza Wrony, pomyślałam, że dobrze, że nie jest stonogą z książki “Świat Zofii” Gaardera. Myślę o fragmencie, w którym stonodze-doskonałej tancerce każą mówić, jak to robi, że tak pięknie tańczy. Stonoga nie tylko nie mogła przypomnieć sobie, która noga wykonuje ruch jako pierwsza, a która jako druga, ale tak zmęczyło ją opowiadanie o technicznej stronie jej tańca, że już nigdy nie zatańczyła tak jak kiedyś.

Dziennikarze to grupa zawodowa, która ma poczucie misji: są łącznikami świata z opinią publiczną, ludzkość widzi i słyszy to, co media postanowią jej pokazać. To wielka odpowiedzialność, która często przerasta dziennikarską brać.

Na pewno z taką sytuacją mieliśmy do czynienia podczas konferencji prasowej naszego Bohatera, na której zasypano go gradem niemądrych czasem pytań. Lepiej było w wieczornym programie w TVN24, ale i tak trafiały się pytania z cyklu “powiedz, co czujesz w brzuchu?”, skądinąd dobre, ale raczej podczas treningu psychologicznego.
Zrozumiałe jest to, że wszyscy chcą pokazać kpt. Wronę: media zwiększają w ten sposób oglądalność, LOT promuje się jako przewoźnik zatrudniający najlepszych pilotów świata, nawet firma produkująca Boeingi z Seattle, która powinna stracić na incydencie najwięcej, stara się podkreślać, że usterka, choć poważna nie spowodowała jednak katastrofy. W tym całym zamieszaniu, dowódca samolotu – człowiek niezwykle skromny, bagatelizujący wręcz swoją rolę, podkreślający niezmiennie, że bez drugiego pilota manewr lądowania “na brzuchu” byłby niemożliwy, czuje się chyba nie najlepiej i może warto to uszanować? W imię naszej bezgranicznej wdzięczności właśnie.

izabela leszczyna

Powrót