17 września 2018

Dlaczego ustawa o PPK nie zachwyca, choćby profesor Pimko mówił, że zachwyca

Skracając aktywność zawodową, PiS skazał Polaków na głodowe emerytury.
Zaprzeczanie temu i opowiadanie przez polityków tego obozu, że odejście na emeryturę nie jest obowiązkiem tylko prawem, jest albo wynikiem nieznajomości realiów i badań empirycznych nad systemami emerytalnymi, albo cynizmu. Stawiam, że jednego i drugiego. Gdy PiS już to zrobił, tzn. skazał obywateli na głodowe emerytury, zaczął rozpaczliwie poszukiwać rozwiązań, które złagodzą bezsilność i wściekłość emeryta, gdy zobaczy swój pierwszy pasek z ZUS. Żeby zatrzymać ludzi na rynku pracy, PiS chciał nawet rozdawać im po 10 tys. zł. ale w końcu zrezygnował. Może zrozumiał, że naprawdę nie ma pieniędzy, a zadłużanie państwa ma swoje granice precyzyjnie określone w Konstytucji? Chociaż to słaby argument, bo liczbowe określenie członków KRS wybieranych przez Sejm nie było żadną barierą, więc i tu można się spodziewać, że 2/3 PKB jako konstytucyjną granicę długu publicznego PiS odniesie np. do długu zaciągniętego przez dany rząd i po sprawie. A rachunek za taką politykę przyjdzie przecież później, gdy po polskich ulicach nie będą już bezkarnie paradować narodowcy z nazistowskimi hasłami.
Łatwość przerzucania ciężarów finansowych na kolejne rządy, a nawet pokolenia jest wpisana w program każdej populistycznej partii, a więc także w program PiS.

Nie inaczej jest w ustawie o pracowniczych planach kapitałowych, która zgodnie z uzasadnieniem, wprowadza „powszechny i dobrowolny” system III-filarowych programów oszczędzania na cele emerytalne.

Znamienne jest to, że bardzo wysokie koszty systemu PPK dla budżetu państwa i sektora finansów publicznych pojawią się dopiero w następnej kadencji. Dlaczego? Bo miliony pracowników sfery budżetowej PiS wprowadza do systemu dopiero w 2021 roku. Minister Finansów roczne skutki finansowe wylicza wtedy na prawie 4 miliardy złotych, ale to tylko koszt wpłaty dodatkowej i powitalnej! A jaki będzie koszt comiesięcznych składek z budżetu państwa, czyli z pieniędzy podatników? W debacie sejmowej na to pytanie nie dostałam odpowiedzi.

Rząd oszukuje tą ustawą i pracownika i pracodawcę, i podatnika w ogóle.

  1. Oszukuje pracownika, gdy mówi, że oszczędności emerytalne są najważniejsze dla osób ubogich i to one, przede wszystkim, muszą odkładać. Tymczasem taki pracownik często nie uskłada kapitału nawet na emeryturę minimalną, do której przecież musi dopłacić mu państwo. Trudno zresztą odkładać, gdy pierwsza grupa kwintylowa czyli 20% najbiedniejszych gospodarstw domowych w Polsce wydaje więcej niż zarabia. Jak w takiej sytuacji uszczuplić swój dochód miesięczny? W opinii NBP system w ogóle nie zabezpiecza interesów jego uczestników, a drenując kieszenie pracownika, pracodawcy i budżetu państwa, zapewnia korzyści jedynie podmiotom zarządzającym i to niezależnie od wyników inwestycji.
  2. Oszukuje pracodawcę, którego podwójnie obłupi, twierdząc, że budżet dorzuci trochę grosza na zachętę. Tymczasem dopłata roczna ma pochodzić z Funduszu Pracy, więc z pieniędzy pracodawców, które mają pomagać im i pracownikom w czasie, gdy wzrośnie bezrobocie. Może PiS myśli, że cyklu koniunkturalnego nie ma i zawsze będzie lato konika polnego? Dla pracodawcy PPK to także nowe obciążenia formalno-administracyjne. I niech nie próbują się uchylić, bo wtedy jak miecz Demoklesa spadnie na nich kara. Niemała – milion złotych.
  3. Oszukuje wreszcie podatnika, mówiąc, że dług nie wzrośnie. Co tęższe pisowskie głowy twierdzą nawet, że będzie wręcz odwrotnie: „będą się akumulowały realne oszczędności krajowe”. Jak? Przecież wprowadzenie kolejnego, znacznego i sztywnego obciążenia dla budżetu państwa, budżetu, w którym dzisiaj, bez PPK i w czasie fantastycznej koniunktury gospodarczej brakuje ok. 30 miliardów zł. musi spowodować wzrost deficytu i tym samym długu, czyli wzrost ujemnych oszczędności sektora rządowego.

Dlaczego zatem rząd PiS złożył w Sejmie tak złą ustawę? Ustawę, przeciwko której protestuje tak wiele różnych środowisk, także przychylnych rządowi? Powód jest tylko jeden.
PiS, jak kania dżdżu, potrzebuje kapitału na inwestycje! Żaden prywatny inwestor nie chce finansować chorych pomysłów Mateusza Morawieckiego – Centralnego Portu Komunikacyjnego, polskich elektrycznych samochodów, Lux-torpedy i okrętu podwodnego, dla którego jest stępka, ale nie ma projektu. To dlatego PiS chce nałożyć haracz na pracowników i pracodawców.
Ale z inwestycjami jest jeszcze gorzej, przedsiębiorcy nie chcą finansować nawet własnych pomysłów na inwestycje! Dlaczego? Bo kraj chaosu prawnego i partyjnych sądów, to nie jest kraj dla inwestorów. Wolą pochować się po kątach, razem ze swoimi pieniędzmi, przez co inwestycje skurczyły się do niespotykanego od 20 lat poziomu!

To zła wiadomość dla przyszłych emerytów, bo dla nich właśnie rozwój inwestycji jest kluczowy, ale inwestycji rentownych, z dodatnią, a nie ujemną stopą zwrotu, inwestycji podyktowanych rachunkiem ekonomicznym, a nie ideologiczno-propagandowym.
Jedyną szansą na zmianę smutnej rzeczywistości, o jakiej mówi raport OECD, że w 2017 r. polski pracownik dostawał pierwszą emeryturę w wysokości 38,6 proc. jego ostatniej pensji, podczas gdy średnia wysokość stopy zastąpienia w krajach OECD wynosiła 63 proc., jest odsunąć PiS od władzy, bo wtedy będzie możliwe wprowadzenie rozwiązań przygotowanych przez Platformę Obywatelską. Rozwiązań, które skutecznie motywują do dobrowolnego pozostawania na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego.
Skutecznie, bo pracownik jest zwolniony ze składki na ZUS, którą opłaca budżet, a więc pracownik otrzymuje wyższe wynagrodzenie netto, a jednocześnie powiększa się jego kapitał emerytalny. Jest jeszcze zachęta dla pracodawcy.
Jeśli tego nie zrobimy, będziemy mieć najmłodszych emerytów w UE, za to z najniższymi emeryturami.

Trudno też w kontekście bezpieczeństwa długoterminowych oszczędności w PPK (a w oszczędnościach emerytalnych ostrożność inwestowania ma charakter pierwszoplanowy) nie wspomnieć o zaufaniu do nadzoru nad rynkiem kapitałowym, nadzoru, za który odpowiada PiS, a który nie potrafił ochronić tysięcy ludzi przed działaniem Getbacku i stratami rzędu 2,5 miliarda złotych. Podobnym brakiem ostrożności wykazała się GPW, zarządzana przez ludzi z PiS, wręczając Getbackowi nagrodę tuż przed jego bankructwem. Udawanie, że problem nie istnieje nie sprawi, że go nie będzie i nie pomogą tu pozorowane działania Prokuratora Generalnego, ani zamiatanie pod dywan faktu, że Getback finansował polityków PiS (nagroda Morawieckiego i Przyłębskiej) i dlatego poczuł się bezkarny. A jeśli nadzór nad TFI, w które Polacy zainwestują swoje pieniądze, będzie przypominał nadzór nad SKOK-ami Kasy Krajowej? Strach się bać!

Powrót