9 czerwca 2012

Dlaczego Szczęsny jest moim bohaterem

O czymże dumać, nie na paryskim bruku oczywiście, ale dzień po Wielkim Otwarciu Euro 2012? Tylko o piłce nożnej, bo wszystkie inne tematy wydają się nie na temat;)
O tym, że hymn zaśpiewany na Stadionie Narodowym dodał nam (i co może ważniejsze, naszym piłkarzom) skrzydeł, pisać nie trzeba, bo czuliśmy to wszyscy. Ale dla mnie jeszcze jeden moment, może nietypowy, a na pewno bardzo trudny dla Polaków, był momentem dumy narodowej.
To moment, kiedy pryncypialny hiszpański sędzia pokazał Szczęsnemu czerwoną kartkę, a nasz bramkarz bez epatowania emocjami, bez żenującej zwykle dyskusji z sędzią, w czym brylowali wczoraj Grecy, bez mrugnięcia powieką, zszedł z boiska. Zdecydowanie lubię, gdy popełniwszy błąd, potrafimy z godnością przyjąć karę, nawet gdy jest tak dotkliwa jak ta wczorajsza. I nieważne, czy dotyczy to gry na boisku, życia politycznego czy życia w ogóle i, czy nasza błędna decyzja była świadoma, czy przypadkowa.
No i oczywiście cud nad Wisłą, bo jak inaczej nazwać to, co zrobił Przemek Tytoń? Jak na jeden mecz, dużo wzruszeń i pięknej gry (gol Lewandowskiego – bezcenny:), szkoda, że nie mogliśmy odtrąbić zwycięstwa, ale wszystko przed nami, bo jak mawiał klasyk: dopóki piłka w grze…

A dla moich Przyjaciół bliższych i dalszych, tych, co lubią mój blog, zamieszczam dwa wpisy sprzed sześciu(!) lat. Zaczęłam pisanie bloga dokładnie w dzień przyjazdu naszej piłkarskiej reprezentacji z Mundialu 2006. Sześć lat to kawał czasu, ale nasze polskie problemy, jakby niezmienne: patriotyczne i edukacyjne rozterki wciąż żywe. Dobrze chociaż, że biało-czerwoni grają lepiej niż na Mundialu w Niemczech.

21 czerwca 2006

Nie wiem, czy potrafię pisać blog. Nie wiem, czy ktoś (oprócz krewnych i znajomych królika) będzie go czytał, nie wiem nawet, czy to nie lepiej, że czytelników będzie niewielu:)), ale jeśli nie spróbuję, to nie dowiem się nigdy.
Pierwszy dzień lata to dobry początek, więc niech będzie dzisiaj – słońce wchodzi w znak Raka, dzieci już się nie uczą, studenci uczą się właśnie teraz, nauczyciele resztkami sił ?uczą i wychowują przyszłe pokolenia? (albo kończą pisać dziesiątki sprawozdań i raportów i nie mają czasu na to, czym zajmować się powinni), tegoroczni maturzyści wciąż nerwowi, bo jeszcze nie wiedzą, co z nimi będzie?
No i o 16.00 wracają nasi chłopcy – na szczęście nie z wojny, tylko z Mundialu ? a swoją drogą, myślę, że ?bycie kibicem? to najbardziej spektakularny (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) dowód patriotyzmu we współczesnym świecie. Komu z nas nie przechodzi dreszcz po plecach, kiedy słyszy Hymn śpiewany przez kilka tysięcy kibiców na trybunach w Hanowerze? Nie będę włączać się w powszechną krytykę naszej drużyny i trenera, ale w ogólnopolskiej debacie o wychowaniu (dzisiaj przecież sejm podejmie decyzję w sprawie Instytutu Wychowania) zapominamy chyba, że patriotyzm to postawa i opiera się na emocjach, a nie na wiedzy. Ale miało być wakacyjnie, więc koniec o szkole.
Wczoraj usłyszałam takie zdanie, chyba dość wakacyjne:
?lawenda pachnie błogim lenistwem i niespełnionym romansem?

22 czerwca 2006

Napisałam wczoraj, że sport jest szansą dla patriotyzmu, bo wyzwala pozytywne emocje związane z przynależnością do danego narodu (nie mówię oczywiście o chuligańskich bitwach i ?ustawkach?, bo one ani ze sportem, ani z kibicowaniem nie mają nic wspólnego; może tylko terminy?). I paradoksalnie dzisiaj rano przeczytałam, że minister edukacji chce dołożyć godzinę historii (która ma być przeznaczona na kształtowanie postaw patriotycznych) kosztem wychowania fizycznego. To znaczy, że minister nie czyta mojego bloga:(i to się da przeżyć, ale znaczy też, że za wszelką cenę chce pozostawić po sobie ślad w polskiej szkole, a to może być trudniejsze do przeżycia.
Mimo wszystko, miłego dnia, bo przecież ?po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój?

iza leszczyna

p.s. dla bardzo młodych lub mniej “edukacyjnych” czytelników, przypomnę, że ministrem edukacji w 2006 roku był Roman Giertych w rządzie Prawa i Sprawiedliwości

Powrót