12 grudnia 2017

Dlaczego Premier Morawiecki nie poprawi relacji Polski z UE

Podobno nowy premier ma naprawić relacje z UE i wydobyć Polskę z zapaści inwestycyjnej, w której pogrążyła się po objęciu władzy przez PiS. Zadania z pozoru niezbyt ambitne, są jednak dla Morawieckiego niewykonalne.

Owszem, może nastąpić krótkoterminowa odwilż w stosunkach Warszawa-Bruksela, bo Morawiecki będzie usiłował nawiązać osobiste relacje i w kuluarach tłumaczyć działania PiS. Odwilż jest ważna co najmniej do maja 2018 roku, bo wtedy zapadną ostateczne decyzje w sprawie kolejnej perspektywy finansowej UE. Wiemy, że Wielka Brytania słono zapłaci za rozwód z UE i w zasadzie pula środków dla Polski wcale nie musi być mniejsza niż w obecnej perspektywie. Niestety dwa lata wstawania z kolan i pokrzykiwania na Europę osłabiły pozycję Polski i nie możemy liczyć na takie wsparcie Niemiec czy Francji, jakie mieliśmy wcześniej, zresztą na Grupę Wyszehradzką też nie możemy liczyć, bo polityka zagraniczna PiS-u zdewastowała wszystkie nasze sojusze. Kaczyński liczy więc na umiejętności negocjacyjne Morawieckiego, bo ten, jak przystało na bankiera, musi umieć przekonywać partnerów biznesowych do swoich racji. Tu muszę zaznaczyć, że – w przeciwieństwie do PiS-u – bankier nie jest dla mnie określeniem pejoratywnym i nie jest synonimem słowa bankster.

Dlaczego zatem twierdzę, że poprawa relacji z UE jest zadaniem niewykonalnym dla Mateusza Morawieckiego?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy na początek zadać sobie inne. Dlaczego relacje Polski z Unią są złe? Na pewno nie dlatego, że Beata Szydło nie umiała skutecznie wytłumaczyć, co dzieje się w Polsce, jak twierdzi poseł Sasin.

Nie dlatego też, że czasem nie potrafiła dobrać koloru żakietu do sytuacji, bo przecież dress code nie jest wartością fundamentalną dla Wspólnoty Europejskiej!

Ani niezadowalający angielski, ani brak umiejętności negocjacyjnych Pani Premier też nie są przyczyną postępującej izolacji Polski.

Przyczyną jest to, że PiS potraktował służbę cywilną, Trybunał Konstytucyjny, cały wymiar sprawiedliwości, a nawet Puszczę Białowieską jak łup wojenny i uznał, że wszystko może wyciąć w pień.

Relacje z Unią Europejską są złe, bo PiS nie szanuje ani prawa międzynarodowego, ani prawa polskiego. Zresztą nie kto inny jak Mateusz Morawiecki jest zwolennikiem niebezpiecznej tezy, że naród stoi ponad prawem. Naród, czyli kto? Oczywiście PiS, bo przecież został przez naród wybrany, żeby go reprezentować.

Tak więc pewne umiejętności negocjacyjne mogą wystarczyć, ale na krótko i z całą pewnością nie wystarczą, żeby wywalczyć dobry budżet dla Polski po roku 2020. I nawet najlepsze umiejętności dyplomatyczne, a te niestety są Morawieckiemu zupełnie obce (dżuma i cholera w USA), nie zastąpią braku szacunku rządu PiS wobec kluczowych wartości Wspólnoty Europejskiej: demokracji, trójpodziału władzy, praw i wolności obywatelskich, tolerancji, różnorodności. Mówiąc krótko: koń jaki jest, każdy widzi i nawet najlepszy angielski tu nie pomoże.

Przy pierwszym „sprawdzam” Bruksela zrozumie, że Mateusz Morawiecki tylko odgrywa rolę dobrego policjanta. I to będzie koniec odwilży. No chyba, że wcześniej uda się Morawieckiemu misja chrystianizacyjna, wtedy Unia Europejska może nadstawi Jarosławowi Kaczyńskiemu drugi policzek.

A inwestycje? Może chociaż tu Morawiecki odniesie sukces? Nie odniesie.
A o tym dlaczego, już niebawem…

 

Powrót