13 stycznia 2020

Deficyt prawdy, czyli bajka o zrównoważonym budżecie

Wydaje się, że o budżecie na 2020 rok powiedziano już wszystko, a na pewno to, że jest „niezrównoważony”. Warto jednak poświęcić mu jeszcze kilka zdań, bo wypychanie wydatków poza budżet (np. na dodatkowe świadczenie emerytalne), jednorazowe wpływy traktowane jako trwałe finansowanie sztywnych wydatków państwa (haracz z OFE, sprzedaż częstotliwości, czy praw do emisji CO2) oraz zysk NBP, czyli geszefty, o których napisano już sporo, to nie jedyne kwiatki w tym budżecie. O zysku NBP warto powiedzieć zresztą jeszcze kilka słów bardziej politycznych, niż opinie analityków bankowych.

Otóż w listopadzie 2019 roku, czyli wtedy, gdy rząd rozpaczliwie szukał pieniędzy, żeby „zrównoważyć” budżet, RPP (wybrana przez PiS) przyjęła uchwałę, która służy zwiększeniu zysku przekazywanego do budżetu (ograniczono źródła finansowania rezerwy na ryzyko kursowe, przez co rezerwa będzie mniejsza, a budżet zyska więcej).
To znaczy, że zmienia się zasady, bo Prezes Glapiński chce wypłacić wyższy zysk „swojemu” rządowi. Uwaga! Podobnie było w latach 2006-2009, gdy po dużej wypłacie zysku, zwiększonego rozwiązaniem większości rezerwy na ryzyko kursowe, okazało się, że rezerwa w 2007 r. jest za mała i NBP miał kilkunastomiliardową stratę. W związku z tym, ówczesny prezes z rekomendacji PiS cały zysk z 2008 roku i większość z 2009 (14 mld zł z 18 mld zł) przeznaczył na zwiększenie rezerwy kursowej, by w ten sposób „zrównoważyć” straty z poprzednich lat. Efekt był taki, że NBP wspierał rząd PiS-u wpłatą wysokiego zysku do budżetu, a gdy władzę przejęła Platforma Obywatelska, wysoki zysk NBP pozostał w banku. Tak więc standardy dotyczące niezależności banku centralnego i samodzielności Prezesa NBP pozostają w PiS niezmienne.
Wróćmy jednak do roku 2020 i dzisiejszych geszeftów tej partii.

Pomiędzy ustawą budżetową z września 2019 roku a ustawą z grudnia nastąpił cud rozmnożenia dochodów.
Uszczelnienie przyspieszyło tak bardzo, że „Schematy transgraniczne” zamiast 700 mln zł z września, przyniosą budżetowi wg grudniowej ustawy – 1,6 mld zł!
W tym czasie pojawiła się też troska rządu o zdrowie obywateli, a wraz z nią akcyza na cukier i „małpki”. Zdaniem Ministra Finansów spożycie, mimo podatku, który miał przecież odstraszyć od niezdrowych specyfików, będzie tak duże, że budżet zyska 2,7 mld zł!
W grudniu minister finansów wpadł na jeszcze jeden pomysł: oczami wyobraźni zobaczył, że z ograniczenia śmieciowej szarej strefy uzyska się 2,5 mld zł.
Trzymam kciuki, też nie chcę, żeby wysypiska płonęły jak przez ostatnie cztery lata rządów PiS, ale szacunek wpływów do budżetu z tego tytułu to rachunek typu sufit razy podłoga.

Na uwagę zasługuje też prognozowany wzrost dochodów z VAT. Otóż w 2019 r. dochody te wzrosły o 4,0% w porównaniu z 2018, ale w 2020 wzrosną o 8,0%. To trochę dziwne, bo zakładana dynamika PKB w 2020 jest niższa niż w 2019, tymczasem dynamika wzrostu dochodów z VAT ma być dwukrotnie wyższa. No chyba, że minister finansów wie, choć prognozy budżetowej nie zmienił, że inflacja będzie dużo wyższa niż 2,5%. Dochodom z VAT, podobnie jak w ostatnich latach, pomoże struktura PKB, bo nasz rozwój wciąż opiera się na konsumpcji, a nakłady na inwestycje, nawet w planie finansowym państwa maleją! To nie wróży dobrze rozwojowi Polski w kolejnych latach.
Dochody to tylko plan, zawsze mogą okazać się niższe. Albo wyższe, gdy oprócz podatku cukrowego, czy po raz trzeci wprowadzanego podatku handlowego, PiS wymyśli nowe daniny i nazwie je opłatami, bo wtedy może wprowadzić je w trakcie roku budżetowego. Czasem wystarczy „tylko” dokręcić śrubę przedsiębiorcom, wysyłając dyscyplinujące listy ministra finansów do izb skarbowych (tak było w grudniu 2019 r.).

Z wydatkami jest jednak inaczej. To, co zapisane w budżecie, jest górną granicą, której nie wolno przekroczyć. Niestety znaczy to, że na zdrowie z budżetu państwa w 2020 r. rząd PiS przeznaczy mniej pieniędzy niż robił to rząd PO-PSL (PiS-0,49% PKB, a PO-0,51% PKB). Nie mówię o składce na NFZ, bo ona ani nie wzrosła, ani nie zmalała i nie jest częścią budżetu, chodzi o to, ile, bez wprowadzania wyższej składki zdrowotnej, rząd dosypuje do systemu ochrony zdrowia. PiS nie ma się tu czym pochwalić.
Oświata to także powód do wstydu dla PiS: rząd PO-PSL przeznaczał na subwencję oświatową w 2015 r. 2,24% PKB, a PiS w 2020 r. tylko 2,2% PKB. Gdy uświadomimy sobie, że kuratorzy z PiS nie pozwalają zamknąć najmniejszej nawet szkoły, w której uczy się po troje dzieci w klasie, co znaczy, że malejąca liczba dzieci nie przekłada się na niższe koszty dla samorządów, to czarno na białym widzimy dziurę finansową, którą muszą jakoś zasypać jst.

Tak, mamy zapaść nie tylko w inwestycjach, ale także w usługach publicznych. To jest paradoks nieudolnych rządów PiS, że w czasie świetnej koniunktury, w czasie podobno extra dochodów z uszczelnienia, wydają na oświatę, na zdrowie, na inwestycje mniej w relacji do PKB niż wydawała Platforma Obywatelska w czasie dwóch kryzysów.
Najsmutniejszą odsłoną tego paradoksu jest jednak to, że mimo jedynego programu, uznawanego za sukces PiS, czyli 500+, ubóstwo w Polsce w ostatnich dwóch latach rośnie, a w czasach PO stale spadało.

Reasumując, rok 2020 to rok przeszacowanych dochodów i zawstydzająco niskich nakładów na zdrowie, oświatę, czy inwestycje publiczne. Tymczasem deficyt sektora finansów publicznych w 2020 roku, wg danych Ministerstwa Finansów, to 1,2% PKB, a gdy wyłączymy działania jednorazowe to 2,2% PKB!

Co to znaczy?
⁃ że późną wiosną dojdzie do objęcia Polski procedurą nadmiernego odchylenia (bez żadnych sankcji, ale KE zacznie baczniej przyglądać się finansom Polski, a my dołączymy do klubu, w którym są tylko Rumunia i Węgry)
⁃ że ewentualne spowolnienie spowoduje przekroczenie dopuszczalnej granicy 3% PKB
⁃ że w czasie 4 lat świetnej koniunktury PiS nie zrobił żadnego bufora, który dawałby poczucie bezpieczeństwa Polakom w gorszym dla gospodarki czasie
⁃ że PiS jest jak nieodpowiedzialny rodzic, który pieniądze na zimowe buty dla dzieci wydał na wakacje.

Powrót