18 września 2011

Czy rząd ukrywa prawdziwą sytuację w finansach publicznych czyli skąd weźmiemy 80 miliardów na zmniejszenie deficytu? cz.1.

Sytuacja na światowych rynkach finansowych i w strefie euro jest trudna i właściwie nadzwyczajna. Takie sytuacje wymagają trudnych i nadzwyczajnych decyzji. To, co w czasie szybkiego wzrostu gospodarczego i stabilnej sytuacji makroekonomicznej można by krytykować, dzisiaj jest najlepszym, a często jedynym racjonalnym zachowaniem rządu, dodajmy rządu odpowiedzialnego.
Jednym z takich właśnie działań jest sięganie do rezerw zamiast zwiększania poziomu zadłużenia, bo przecież obecny kryzys jest wynikiem nadmiernego zadłużenia państw,  które w reakcji na kryzys z 2008 roku zafundowały swoim gospodarkom kosztowne pakiety stymulacyjne. Polski rząd postąpił odwrotnie: wprowadził oszczędności, a nakłady na inwestycje publiczne, których domagała się opozycja zastąpił szybkim i efektywnym wydawaniem unijnych pieniędzy z perspektywy 2007-2013.  I chociaż wciąż narzekamy na zbyt wiele biurokracji, to przyspieszenie udało się dzięki temu, że rząd wprowadził cały pakiet uproszczeń administracyjnych w realizacji programów europejskich.
Tak jak wtedy ograniczanie wydatków było trafną decyzją, tak dzisiaj sięganie, np., do Funduszu Rezerwy Demograficznej jest  oznaką gospodarności rządu. Gdyby nie to,  ZUS  – dyżurny chłopiec do bicia, choć często niezasłużenie – musiałby pożyczyć pieniądze w bankach komercyjnych, a więc koszt poniesiony przez państwo czyli przez nas, byłby znacznie wyższy. Tymczasem opozycja, także niektórzy ekonomiści (są wśród nich nawet tacy, co chcą  zostać opozycją stąd chyba ich kasandryczne tony)  podnoszą larum. A przecież jest to zachowanie jak najbardziej naturalne w okresie kryzysu, pod warunkiem, co podkreślają wszyscy, wprowadzenia planu oszczędności. Oburzenie SLD i PIS-u jest tym bardziej cyniczne, że żadna z tych partii nie rozpieszczała  FRD. Na koniec 2007 r. na koncie FRD było niespełna 3,5 mld zł, choć został powołany w 1998 r.  Dopiero nowelizacja ustawy w tej kadencji sejmu sprawiła, że  na FRD trafia 40 proc. przychodów brutto z prywatyzacji mienia Skarbu Państwa (zamiast 10%), pomniejszonych o odpisy na Fundusz Reprywatyzacji. Dzięki tej zmianie, po odliczeniu 4 mld. , które rząd PO-PSL przeznaczył na uzupełnienie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czyli wypłaty bieżących emerytur,  na koncie FRD  pozostaje ponad 14 mld. zł.
Gdyby zrobić paralelę budżetu państwa z budżetem domowym, sytuacja wyglądałaby  mniej więcej tak:
Państwo Kowalscy mają kilka kredytów,  dotąd jakoś sobie radzili, mają nawet trochę odłożone na lokacie, ale w związku ze spowolnieniem gospodarczym, Pan Kowalski zarabiał  trochę mniej niż zwykle. Kowalscy nie chcą stać się niewiarygodni dla banków, dlatego raty spłacają regularnie, ale brakuje im, żeby wysłać comiesięczny przelew córce studiującej w innym mieście. Co powinni zrobić?  Córka ma przerwać studia czy Kowalscy mają zaciągnąć kolejny kredyt?  A może wypłacić ? środków zgromadzonych na lokacie bankowej?  To pozwoli przecież realizować cele rodziny (wykształcenie dzieci) i nie spowoduje niewypłacalności. Oceniając Kowalskich, musimy przyznać, że najbardziej racjonalną decyzją jest uszczuplenie lokaty bankowej. Kowalscy taką decyzję podejmują, ale są odpowiedzialni i, żeby w przyszłości uzupełnić lokatę, postanawiają oszczędzać. Rozpisują dochody, zastanawiając się, jak można je zwiększyć, robią też listę wydatków i decydują, które z nich są konieczne, a które da się ograniczyć.
Budżet państwa z pewnością różni się od budżetu Kowalskich,  to nieporównywalne wielkości, ale dobre zarządzanie finansami bez względu na skalę, podlega podobnym zasadom: w chwilach hossy odkładaj, żeby korzystać z oszczędności, gdy jest bessa, a  jeśli jesteś zadłużony, ograniczaj wydatki, żeby zmniejszać dług i systematycznie spłacać raty.
Czy zatem rząd  dobrze zarządza naszymi pieniędzmi? C.D.N…

Powrót