13 grudnia 2011

CDSy i obligacje czyli czarnowidzenie posła PiS

Dwa tygodnie temu poseł Zbigniew Kuźmiuk ubolewał, że media nie biją na alarm,  gdy tymczasem zagląda nam w oczy ryzyko niewypłacalności!
Swoje czarnowidzenie  uzasadniał ?dowodami? natury ekonomicznej.
??Koszt ubezpieczenia polskich 5-letnich obligacji dolarowych mierzony wartością CDS- ów wzrósł do 326,55 pkt. bazowych i był najwyższy od lutego 2009 roku. Tym samym ryzyko niewypłacalności naszego kraju zdecydowanie przekroczyło 20%.? ? straszy  Z. Kuźmiuk.
Poseł ?Niewszystkomówiący? nie dodał, że w tym samym dniu CDSy dla pięcioletniego polskiego długu w EUR wyniosły 301 pb, a dla Belgii 342 pb, Włoch 466 pb i Hiszpanii 397 pb. Zatem wartość CDS-ów w Polsce jest niższa niż w niektórych krajach strefy euro, mimo że przed dwoma laty była wyższa.
CDS nie odzwierciedlają też w prosty sposób ryzyka niewypłacalności kraju, nie wiadomo zatem, jakie inne parametry Pan Poseł wziął pod uwagę, bo o tym milczy.
Zapomniał też dodać, że koszt ubezpieczenia długu wszystkich państw, nie tylko Europy, ale i świata (także USA i Japonii) jest najwyższy od początku 2009 r., co nie powinno dziwić, bo 15 września 2008 r. amerykański bank Lehman Brothers ogłosił swoje bankructwo, co wywołało panikę na rynkach światowych i tym samym uznane zostało za początek światowego kryzysu finansowego. Tego zdaje się poseł Kuźmiuk nie pamiętać.

??Wzrostowi wycen CDS-ów na polski dług towarzyszy także nieustanna dewaluacja złotego wobec euro i USD.? ? martwi się poseł Kuźmiuk.
Co do kondycji złotego, to rynki są rozdygotane i złoty ze względu na to, a nie stan finansów Polski i naszej gospodarki, jest słaby. Jeśli przyjrzymy się polskiej gospodarce i ocenimy ją na podstawie danych (GUS, Eurostat), i weźmiemy pod uwagę obecną sytuację strefy euro, to wniosek rzetelnego komentatora może być tylko jeden: na naszą walutę mają wpływ zawirowania na globalnych rynkach finansowych. Złoty traci na wartości z powodu strachu na rynkach o przyszłość strefy euro, niechęci do węgierskiego forinta oraz ucieczki inwestorów z rynków wschodzących w Europie.

??No i wreszcie na koniec nasze obligacje. Przez długie miesiące rentowność tych 10- letnich utrzymywała się na poziomie niewiele przekraczającym 5%, (?) ale w ostatnich dniach i na tym rynku sytuacja zaczęła się pogarszać. W piątek rentowność 10-letnich obligacji wyniosła już 6,1% i była także najwyższa od kilku miesięcy. Co więcej nasze obligacje zaczyna dosięgać zjawisko odwróconej krzywej rentowności polegające na tym , że rentowność obligacji opiewających na krótsze okresy zbliża się gwałtownie albo nawet przewyższa rentowność tych 10-letnich. To jest niestety charakterystyczna cecha krajów mających coraz większe kłopoty z wypłacalnością.? ? wyrokuje poseł.

Tymczasem fakty są takie: 25.11. br.  rentowność polskich 10-letnich obligacji denominowanych w PLN wynosiła rzeczywiście 6,11%, ale już denominowanych w EUR 5,71%. W tym samym dniu rentowność 10-letnich obligacji Belgii wyniosła 5,83%, Włoch 7,29%, a Hiszpanii 6,73%.  Dzisiaj (poniedziałek 12.12.2011) rentowności naszych obligacji skarbowych kształtowały się następująco: dwuletnie – 2,3%,  pięcioletnie –  3,9 %, dziesięcioletnie ? 5,4%.  A to znaczy, że mimo chwilowych zawirowań, utrzymują się na dość niskich poziomach, bo w rzeczywistości nie ma makroekonomicznych powodów, by wycofywać się z polskiego rynku.
Odwrócona krzywa rentowność, o której poseł Kuźmiuk pisze, dosięga, ale Węgry, nie Polskę. Rentowności obligacji naszych węgierskich bratanków wynosiły odpowiednio: 2y – 8,3%,   5y – 8,6%,  10y – 8,3%. Może pan poseł uwierzył w słowa Prezesa PiS i myśli, że już mamy Budapeszt w Warszawie?
Polityczno-ekonomiczne blogi posła Kuźmiuka często przypominają chłopca, który – gdy w klasy gra nielubiana koleżanka ? powtarza w skupieniu  ?skuś baba na dziada, skuś baba na dziada??.  Ale rząd nie chce skusić. Swoją drogą, czy przystoi patriocie (bo, że poseł PiS jest patriotą, to przecież oczywiste) tak źle wróżyć ukochanej Ojczyźnie?

iza leszczyna

 

Powrót